Orkiestra dęta

05 gru 2011

Nie zamrażając Stanisława Barei, popełniliśmy niewybaczalny błąd

Nigdy wcześniej tak wielu nie zasługiwało, by ich pokazać w „Misiu 2” czy „Alternatywach 4 i 1/2”. Oto minister sportu przyznaje się bez bicia, że o sporcie wie akurat tyle, ile ostatnio przeczytała, ale to jej atut, bo ma świeże spojrzenie. Świeże tak bardzo, że przekazuje prokuraturze taśmy po kryjomu nagrane w PZPN i zawiadamia opinię publiczną, że są to materiały „poważne”, a gdy prokuratura twierdzi, że wprost przeciwnie – nic poważnego tam nie ma, Mucha obwieszcza, że od początku to wiedziała. Mało tego – że od początku o tym mówiła. Na twarz wylatuje z PZPN pierwszy bohater taśm – sekretarz Kręcina. Drugiemu – prezesowi Lacie – włos z głowy nie spada.

Wszystko to jednak pikuś wobec dryblingów ministra Sikorskiego. Kiedyś po rozmowie z rosyjskim szefem dyplomacji stwierdził, że „wrak tupolewa już nie jest dowodem”. Do dziś go nie odzyskaliśmy. Po wyprawie nad Morze Czerwone zapewniał, że w Egipcie jest już bezpiecznie, więc można lecieć na wakacje. Dwa tygodnie później kilkaset osób zostało rannych w obleganym przez turystów Kairze.

Teraz udał się na wykłady do Niemiec i efekt znowu jest piorunujący. Niemcy mają dzielić i rządzić, UE zmieni się w niemieckie stany zjednoczone, a my, ponieważ hołd berliński złożyliśmy jako pierwsi, możemy liczyć na szeroką autonomię. – Mamy suwerenność tak długo, jak długo jest to nasza decyzja – zabawnie tłumaczy Sikorski.

Ale czy lepszy na jego stanowisku byłby minister transportu, który wybrał się z putinowską wizytą na budowę? – Podwykonawcom płacicie? – pytał Sławomir Nowak, marszcząc brwi. A potem, choć chwalił się, że jest „ziomalem” satanisty, zwrócił się do dziennikarzy, by „we własnym zakresie prosili opatrzność o dobrą pogodę”.

W tym czasie w innym zakątku Polski trwały już przygotowania do uroczystego otwarcia stukilometrowego odcinka autostrady. Laudację wygłosił pan prezydent, a laureat Oscara – Jan A.P. Kaczmarek – zaprezentował skomponowany specjalnie na tę okazję (!) utwór muzyczny. – Kiedy doktor Kulczyk poprosił mnie o to, nie wahałem się ani chwili – mówił artysta. – Orkiestra dęta jest idealną machinerią dla oddania eksplozji celebracji. Ten utwór ma zaprosić do podróży.

Panie Boże, Ty widzisz i nie grzmisz, trudno. Ale proszę – oddaj nam Bareję.

 

Czytaj na www.uwazamrze.pl

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Murem i chórem

28 lis 2011

Nie ma dziś w Polsce środowiska artystów nielewicowych

Polska kultura tkwi doklejona do lewej ściany sceny politycznej, bo tylko tam znajduje pieniądze na każde, nawet najbardziej żenujące działania. Za cenę niby-akceptacji salony polityczne III RP od lat mnożą kolejne dotacje na wydarzenia tak przełomowe jak wieszanie na krzyżu męskiego (bo chyba są już niemęskie) penisa. Ale przecież ta właśnie kultura, która znalazła nie tylko schronienie, ale i wielkie fundusze w dotowanej przez rząd „Krytyce Politycznej”, musi kiedyś zwrócić dług. Tak powstało sześć listów w obronie środowiska Sławomira Sierakowskiego. Furda kastety i pały znalezione w lokalu Nowy Wspaniały Świat, furda ranni – my twórcy zaprzyjaźnieni z „KP” stajemy za nią murem i chórem. Główny list popełnia pisarka Olga Tokarczuk, która zasłynęła stwierdzeniem, że… boi się ludzi, którzy czekają po kilkanaście godzin na Krakowskim Przedmieściu, by pożegnać tragicznie zmarłą parę prezydencką. Dziś pisze: „Gdybyż dyskusjom, spotkaniom z autorami, ja także miałam przyjemność być nieraz gościem NWŚ, koncertom, wykładom zechciano poświęcić choć ułamek tego czasu, który dziś poświęca się niesprawiedliwym insynuacjom!”.

Pani pisarka woli histeryzować, niż uczciwie przyznać, że – jak wielu podpisanych pod jej listem – jest po prostu członkiem (członkinią) zespołu „Krytyki Politycznej”, nie zaś jej „gościem”.

Przykre szczególnie są tu dwie kwestie: wielu artystów w zamian za wpływy dało się „umoczyć w politykę”, zgodnie z oficjalnym postulatem Sierakowskiego: „Poprzez otwarte spotkania i dyskusje realizujemy jeden z najważniejszych ideowych celów środowiska »Krytyki Politycznej«, czyli zniesienie granic między polem nauki, sztuki i polityki. (…) Otwieramy artystów na myślenie w kategoriach politycznych”. Druga przykrość musi dotknąć każdego, kto niezależnie od wyznawanych wartości ceni pluralizm, tolerancję i wolność słowa.

Nie ma dziś w Polsce środowiska skupiającego artystów o poglądach nielewicowych. Wyraźny przechył na lewo przy udzielaniu dotacji państwowych lub samorządowych to tego stanu rzeczy przyczyna ważna, ale przecież niejedyna. Tymczasem dochowaliśmy się już „twórców”, którzy w podzięce Sierakowskiemu realizują… spektakl o jego życiu.

W najbliższym czasie możemy się spodziewać opery o Szczuce, baletu o Żakowskim i musicalu o Blumsztajnie.

Czytaj na www.uwazamrze.pl

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Lekcja Antify

21 lis 2011

Oto cytaty, które o Antifie mówią wszystko. Komentarz jest zbędny

W  ubiegłoroczne Święto Niepodległości grupa zamaskowanych napastników wtargnęła do pociągu na trasie Bydgoszcz – Warszawa i zaatakowała gazem pieprzowym, pałkami teleskopowymi, młotkami i innymi niebezpiecznymi narzędziami osoby jadące na Marsz Niepodległości. Media o sprawie informowały oszczędnie, nie wspominając, że napastnicy byli aktywistami Antify. Prokuratura Rejonowa w Sochaczewie umorzyła śledztwo” (portal Fronda.pl, 14 maja 2011 r.).
„W dniu 11 listopada 2011 r. znów jesteśmy na ulicach, ale nasze hasła znów nie ograniczają się jedynie do odrzucenia faszyzmu. Naszym wrogiem jest nie tylko skrajna prawica, ale sama idea państwa narodowego i kapitalizmu” (oficjalna strona Centrum Informacji Anarchistycznej).
„Maski na twarzy niektórym bardzo pomagają psychicznie, albowiem dają pełną anonimowość oraz radykalizują sam wygląd dymu, a pośrednio przez to sam dym. (…) Przed akcją opróżnijcie kieszenie ze wszystkiego, co w przypadku aresztowania może być dla was lub innych niebezpieczne (adresy, notatki, antyfaszystowska propaganda, numery telefonów). (…) Jeśli masz przy sobie jakieś przedmioty nielegalne – gaz, broń, petardy etc. – zostaw je pod ławką w samochodzie (policyjnym – przyp. red.). (…) W protokole są rubryki dot. zapytania o stan zdrowia, a także o to, czy wnosisz skargę do sądu na zatrzymanie. Odpowiadasz, że tak, wnosisz skargę, a co do stanu zdrowia – to powiedz, że cię pobito przy zatrzymaniu (strona Antifa.bzzz.net, zakładka „Faszyzm nie przejdzie”).
„Obserwujemy demonizowanie gości z Niemiec. Ruch antyfaszystowski nie da się skryminalizować” (Jacek Fenderson, działacz Porozumienia 11 Listopada).
„Przyjechaliśmy do Warszawy tylko po to, by wesprzeć Kolorową Niepodległą. Wyrażamy oburzenie, że policja wciąż przetrzymuje blisko sto osób z naszej grupy bez postawienia im zarzutów” (przedstawiciele niemieckiej Antify). „W czasie jazdy na komisariat rozmawiaj z innymi zatrzymanymi na temat waszych praw, ale ani słowa o tym, co ty/wy zrobiłeś/zrobiliście. Pamiętaj, iż może być między wami szpicel lub podsłuchuje policjant. Zwracaj uwagę na innych i okaż się być odpowiedzialnym, jeśli oni z pewnymi sytuacjami (aresztowanie itd.) gorzej sobie radzą niż ty. Mów im, iż od tej chwili najlepiej jest mieć zamkniętą mordę, tj. odmówić zeznań” (Antifa.bzzz.net).

Czytaj na www.uwazamrze.pl

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Kopniaki

14 lis 2011

Brak polskiego godła na piłkarskich koszulkach nie powinien dziś nikogo dziwić

Oto przez media, także prorządowe, przeszła fala oburzenia na „leśnych dziadków”, którzy wymyślili, że zamiast orła polscy piłkarze podczas Euro 2012 będą eksponować na piersi logo skompromitowanego PZPN. Dziennikarze są oburzeni, politycy zbulwersowani. A ja grzecznie zapytam: gdzie jaśnie państwo byli wcześniej? Przecież brak orła to tylko efekt uboczny kampanii, po której już niedługo wszyscy będziemy wyłącznie nowoczesnymi, choć zadłużonymi Europejczykami, a kto się nie podporządkuje, ten ostatni Polak.

Biało-czerwona flaga z dumą wkładana w kupę w programie Kuby Wojewódzkiego. W jego audycji radiowej ordynarne kpiny z tekstu „Roty”. Sikanie do biało-czerwonych zniczy i budowa krzyża z puszek po piwie Lech – nazwane przez najwyższe władze państwowe „happeningiem”. Zaproszenie satanisty Nergala do świątecznego wydania popularnego programu TVP emitowanego w Boże Narodzenie, potem uczynienie z niego autorytetu muzycznego i udawanie głupiego, także przez znanych duchownych, gdy pisał „Niech żyje Szatan” po procesie w sprawie zniszczenia Biblii. Wypowiedzi gwiazd TVN Style o Agnieszce Holland – że jest genialna, bo „polskie to ma tylko nazwisko”. Kłamstwa Grossa o tym, iż Polacy mieli gigantyczny udział w eksterminacji Żydów w czasie wojny. Opowieści Władysława Bartoszewskiego, jak to za okupacji bardziej bał się „polskich sąsiadów” niż hitlerowców. Jego monolog w programie Tomasza Lisa, że Polacy to naród zawistny i głupawy. Ściągnięcie do Polski niemieckich bojówek, by zablokowały Marsz Niepodległości. Komunikaty Polskiej Agencji Prasowej o tym, że „pseudokibice chcą przełamać kordony policji”, z całkowitym pominięciem faktu, iż blokująca niepodległościowy marsz lewacka Antifa to organizacja wprost nawołująca do ataków przy użyciu maczet. Seria artykułów w gazecie, dla której współtwórca krwawego reżimu jest „człowiekiem honoru”, o tym, że „tradycyjny model polskiej rodziny” to coś koszmarnego. I tak dalej.

Brak godła na piłkarskich koszulkach to zatem tylko drobny prztyczek wobec długiej serii kopniaków, którymi ludzie z wielkim eurokompleksem częstują nas na każdym kroku.

Czytaj na www.uwazamrze.pl

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Wazelina z magazynów

08 lis 2011

Zaiste, niezbadane pozostają możliwości Tomasza Lisa, jeśli chodzi o wykorzystanie wazeliny w celach prorządowych. Wydawało się, że w tabelach rekordów na zawsze już pozostanie jego znakomity wynik, jaki osiągnął podczas wywiadu z Jarosławem Kaczyńskim, gdy próbował go przekonać, że na PiS zna się lepiej.

Ku zdziwieniu Lisa nawet część mainstreamowych mediów uznała tamte prężenie muskułów za grubą przesadę. Późniejsza wizyta w programie Kuby Wojewódzkiego, gdzie obaj rozmawiali o wielkości, ale głównie w kontekście męskich narządów płciowych, miała wizerunek Lisa poskładać do kupy. Dziś chce on odzyskać większy wpływ na opinię publiczną, drukując we „Wprost” listę „100 najbardziej wpływowych Polaków”.

W przepastnych magazynach musiało pozostać sporo mazideł, skoro do tego grona periodyk Lisa zalicza córkę premiera – Kasię Tusk. Ta szczęśliwie stroni od polityki, prowadząc sponsorowany blog o modnych ciuszkach i słodkich placuszkach, ale Lis wie swoje, kiedy pisze: „Na początku listy jest Tusk, na końcu listy również Tusk, Kasia Tusk. To nie żadna zgrabna klamra. Raczej stwierdzenie prostego faktu – jeśli ktoś ma wielki wpływ na najbardziej wpływową osobę w Polsce, to sam jest osobą wpływową”. To kapitalne odkrycie z dziedziny „wpływologii familijnej” rodzi, niestety, kilka pytań.

Np. jak wielki wpływ ma na Lisa jego żona Hanna, która swojego czasu zaprotestowała przeciwko poinformowaniu opinii publicznej o fakcie, że pewien „niezależny raport” powstał w środowisku PO? Czy rzekoma siostrzenica pana prezydenta, którą możemy oglądać w odważnym erotycznie reality show o znamiennym tytule „Blow Job – The Real Office”, mogła mieć jakiś wpływ na ortografię wujka Bronisława? I najważniejsze – czy tworzenie rządu trwa dziś tak długo, bo ostateczne decyzje w przerwie między zakupami musi podjąć panna Tusk?

W odzieżowym blogu wyraźnie namawia: „Nie bójcie się rzeczy używanych, ale niezniszczonych”. Jeśli naprawdę jej wpływ na decyzje taty jest tak wielki, jak przekonuje Lis, oznacza to, że zmiany w rządzie będą naprawdę kosmetyczne. Zniszczeni na lewo, używani na prawo, premier na urlop.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

My, ruch przebierańców

07 lis 2011

Wystarczy cofnąć w czasie członków Ruchu Palikota, by nic ich nie łączyło

W  wyścigu o miano najgłupszej wypowiedzi minionego tygodnia startują trzy zdania. Lewicującej prowadzącej w TVN24 o Baracku Obamie: „Amerykanie przymknęli oko na kolor skóry przyszłego prezydenta”. Lewicowego blogera Azraela: „Dziś pewnie wysyp zwolnień w »Rzepie«. Trzeba dać ludziom wolne na święta:)”. Lewicowej pantery Joanny Senyszyn: „Wybory były dla SLD jak katastrofa smoleńska – wielkie straty i dużo ofiar”.

Zaiste, prawica będzie miała zaraz swój Marsz Niepodległości, lewica zaś, a tę skupia podobno najbardziej Ruch Palikota, powinna mieć Bal Przebierańców. O ile jednak w przypadku klasycznego balu uczestnicy przebierają się za kogoś innego i kogoś innego udają, o tyle w przypadku partii Palikota zabawa polegałaby na tym, że tańczący mogliby na kilka godzin zdjąć maski i kostiumy, by zaprezentować swoje wcześniejsze wcielenia.

Palikot mógłby odrzucić na bok histeryczne postulaty zdjęcia krzyża i powrócić do koniunkturalnych ataków na mniejszość homoseksualną w Polsce, objawiających się popularyzacją hasła „Zakaz pedałowania”. Robert Biedroń znów mógłby wrócić do baśni z tysiąca i jednej nocy o tym, jak w Polsce szykanuje się gejów, nie dopuszczając ich do ważnych stanowisk państwowych. Anna Grodzka znowu miałaby na imię Krzysztof, a szef Ruchu Poparcia Palikota, dziś Ruchu Poparcia, jutro Ruchu, pojutrze – pewnie kiosku, nie całowałby jej w rękę z miną, jakby wkładał głowę do paszczy hipopotama. Rzecznik dyscypliny tego wyjątkowego ugrupowania nie byłby obrażany przez dziennikarzy mianem „byłego kryminalisty”, ale paradowałby na balu z kijem bejsbolowym. Redaktor naczelny antykatolickiego brukowca mógłby znów nałożyć sutannę, a zastępca Urbana w „Nie” byłby znowu prawą ręką Fantomasa reżimu, nie zaś, Boże, Ty widzisz i nie grzmisz, reprezentantem narodu. To naprawdę fascynująca grupa. Wystarczyłoby całą jej „wierchuszkę” cofnąć w czasie o kilka życiowych kroków i nic tych ludzi nie będzie łączyć. Ksiądz, prześladowany gej, mało znany pan Krzysztof z SdRP (z wywiadów dowiemy się, że już jako biseksualna pani Ania nadal „raczej preferuje kobiety”), nerwus z bejsbolem, a wszyscy prowadzeni na internetowych linkach przez króla taniego wina.

Oto dream team polskiej polityki i nadzieja salonów. Najśmieszniejsze, że nie tylko fryzjerskich.

Czytaj na www.uwazamrze.pl

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

A na imię miałaś właśnie Angela

01 lis 2011

„Jak co dzień rano bułkę maślaną popijam kawą nad gazety plamą. Nikt mi nie powie, wiem, co mam robić, szklanką o ścianę rzucam, chcę wychodzić…”.

Pamiętają państwo ten wielki przebój grupy Perfect „Chcemy być sobą!”?  Od kilku dni myślę o nim nad „gazety plamą”, w „bulu i nadzieji”, że nie zmieni się ona w „gazetę plamy”. To może tyle o mnie – jak mówił Kaowiec w „Rejsie”.

Wybuchł nam skandal dyplomatyczny, jakiego od lat nie widziano. Co gorsza, z udziałem księcia europejskich salonów, jego ekscelencji pana prezesa Rady Ministrów. Otóż Donald Tusk miał lecieć na urlop do… Grecji. Zabawne. Ludzie palą się tam do spalenia na stosie euroentuzjastów, zadyma goni zadymę, a polski premier, jak gdyby nigdy nic, na leżaczek z drugą połówką.

Na szczęście zrezygnował (wszak, by Greka udawać, nie trzeba tam bywać) i ruszył zdobywać eurosalony. Ruszył tak ostro, że z rozpędu do palców samej Angeli Merkel ustami przywarł, jakby ją o rękę prosił. Niemcy krzyk podnieśli, więc Tusk Angeli panzer, pardon, palce, zwrócił, ale awantura rozpętała się wielka: „Dlaczego on TO zrobił”?! Kiedy Palikot, to samo co Tusk Angeli, robił Annie Grodzkiej, nikt się nie bulwersował, że taki nowoczesny, a w rączkę całuje. A tu się premiera czepiają: „A na co?  A dlaczego?”.

Jak to dlaczego? Prezydent Komorowski wyraźnie zapowiedział, że do takich sytuacji będzie dochodziło. „Kiedy mnie pytają, dlaczego  Polacy całują kobiety w rękę, odpowiadam: – Bo od czegoś trzeba zacząć” – czy myśmy naprawdę wszystko zapomnieli? Nawet złote myśli głowy państwa?

Kiedy zatem Tusk całuje panią kanclerz, naprawdę nie trzeba niczego wyjaśniać. Mało domyślnym niech to wyśpiewa słowami swojego przeboju Mieczysław Fogg, legenda piosenki, żołnierz AK. „Całuję twoją dłoń, madame, śniąc, że to usta twe. Przed tobą chylę skroń, madame, bo dobry ton tak chce, lecz serce moje śni, madame…”.  Śni – dodajmy dziś – że gdyby nie ty, madame, wybory wygralibyśmy mniej spektakularnie, a wtedy Schetyna niszczyłby mnie, a nie ja jego. Jest za co całować.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Rechot pod specjalnym nadzorem

31 paź 2011

Poziom obłudy w dyskusji o kondycji Kościoła osiągnął stan alarmowy

Ci sami ludzie i te same czasopisma, które os-tro sprzeciwiały się lustracji, także wśród duchowieństwa, a donosicieli, w sutannach czy bez, czyniły autorytetami moralnymi, dziś przekonują, że polski Kościół musi dokonać rachunku sumienia i „się przebudzić”.

Budzikiem w opinii prorządowych dziennikarzy ma być Janusz Palikot, który po serii żenujących wypowiedzi o polskich biskupach i o tym, że im brzuchy rosną (co ciekawe, do kałduna Rysia Kalisza przytula się permanentnie) chce zdejmować krzyż w Sejmie. Co jeszcze śmieszniejsze, powołuje się przy tym na… Jana Pawła II, mówiąc o nim z wrodzoną sobie kulturą per Wojtyła. Jak kiedyś napisałem, trudno komentować każdy odgłos z wychodka, ale jeśli odnowicielem polskiego chrześcijaństwa ma być człowiek, który wprowadził na salony polityczne już nie tylko chamstwo, ale także przełożonego zabójcy księdza Popiełuszki czy prawą rękę Urbana, który jeszcze za życia księdza Jerzego szczuł na niego kreatury o esbeckiej mentalności, to znaczy, że historia zatoczyła kółko – palcem na czole.

Owszem, nie przysłużyły się Kościołowi ani histeria tzw. obrońców krzyża, ani milczenie duchownych po akcjach palikotowych bojówek Tarasa (odważnego na widok kilkunastu staruszek, ale gdy przyszło mu zmierzyć się z patrolem Straży Miejskiej, rzucał się na chodnik z okrzykiem „Skujcie mnie, skujcie mnie!”). Cóż, pewnie i te wrzaski zostaną wkrótce uznane przez Front Jedności Przekazu za ważny głos w dyskusji o polskim Kościele. Atmosfera ku temu robi się znakomita.

I dlatego, słowo daję, mam wątpliwości, czy prezydent Komorowski zalicza po prostu kolejne wpadki, gdy mówi o „Stefanie Karolu Wyszyńskim” zamiast „Stefanie Kardynale Wyszyńskim” albo o „Janie Pawle III” zamiast „Janie Pawle II”, czy też może świadomie pokazuje, że najważniejsi ludzie Kościoła wcale aż tak ważni dla Polaków być już nie muszą. Wolę wierzyć, że to przejęzyczenia. Dlaczego jednak nie słyszymy po nich medialnego rechotu jak w przypadku słynnego „Irasiada” czy zmontowanego przez dziennikarzy ze słów „Boruc bardzo…” – „Borubara”? Czyżby nawet rechot podlegał dziś w Polsce odgórnym rozporządzeniom?

Czytaj na www.uwazamrze.pl

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Straszne słowo: niepodległość

25 paź 2011

Jak to dobrze, że są już nad Wisłą nowocześni lewacy spod znaku „Krytyki Politycznej”, „Gazety Wyborczej” i rosyjskiego kawioru na chińskiej porcelanie.

Któż inny mógłby powstrzymać tę żenującą manifestację, jaką szykują na 11 listopada mali, podli ludzie, którym na sercu leży Polska  – brzydka panna bez posagu?

Czy wiecie, towarzysze, co te  oszołomy wymyśliły? Marsz Niepodległości! Chcą przejść ulicami Warszawy, by uczcić rocznicę odzyskania przez Polskę suwerenności. Cóż to za skandaliczny pomysł.

Weźmy już samo słowo „niepodległość”. Jak można cokolwiek budować na pojęciu stanowiącym negację innego. Czyż „podległość” nie brzmi bardziej nowocześnie? Mamy przecież w Polsce wspaniałe przykłady marszów podległości i uległości. Dość wspomnieć Parady Równości. Czyż od biało-czerwonej flagi nie powiewa ładniej na wiatrach historii sztandar tęczowy? Czyż nie brzmi piękniej od tej nieszczęsnej „Roty”, wykpionej przez Kubę „Stringmana” Wojewódzkiego, ballada o duszy Maryni, która nie chciała być Marianem? O to bić się warto, a nie o jakąś, pożal się Biedroniu, niepodległość, która jako pojęcie przeterminowane powinna raz na zawsze trafić na śmietnik historii albo do przepastnych archiwów „GW”.

Organ ten dumnie prężący się nad salonami nowoczesnej lewicy utrzymywał wielokrotnie, że my, Polacy, powinniśmy raz na zawsze przestać rozpamiętywać porażki i klęski, a zająć się świętowaniem zwycięstw. Czy można się zatem dziwić, że w rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości bataliony postępowych działaczy spod znaku sierpa, młota i wibratora chcą zniszczyć już w zarodku Marsz Niepodległości, nazywając tych, co w nim pójdą, faszystami? Nie można. W nowym, wspaniałym świecie czcić taką klęskę jak 11 listopada 1918 roku po prostu się nie godzi.

A zatem – do dzieła, towarzysze i towarzyszki. Szczególnie gorąco zapraszamy młode socjalistki i socjalistów, którzy miesiąc temu wzięli udział w gdańskim Marszu Puszczalskich (nazwa autentyczna). Uczestnicy tej wspaniałej imprezy już zapowiedzieli, że wraz z kilkunastoma podobnymi kolektywami Marsz Niepodległości w Warszawie zablokują. Bo zdaniem „Puszczalskich” promuje on… rasizm. Oj, towarzysze, tu akurat niesłuszny jest kierunek waszego myślenia. Przecież gdyby tak było, musielibyście zablokować samego Wojewódzkiego, a na to, wicie rozumicie, zgody nie ma. Walkę  z rasizmem trzeba wygumkować.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Czas palikoturbanów

24 paź 2011

Sieroty po Urbanie odnalazły duchowego ojca

Wyborczy wynik Palikota, choć może wywołać reakcje identyczne jak po przedawkowaniu bimbru albo spożyciu chałwy z majonezem, nie powinien zaskakiwać.

Jeśli komuś się wydawało, że nie ma w Polsce ludzi, którzy lubią lżyć osoby wierzące w Boga, a nie w Jaruzelskiego, poniewierać starszymi tylko dlatego, że są niedołężni i się nie odwiną, drwić z rozpaczy tych, którzy stracili najbliższych, albo pluć na wszystko, co jeśli nie święte, to chociaż godne szacunku, był bardzo naiwny. Są takie jednostki w Londynie, są i w Lądku-Zdroju. Nie zapomnę koleżanki z podstawówki, która dzień po odnalezieniu zmasakrowanych zwłok księdza Jerzego Popiełuszki powtarzała, że „bardzo mu dobrze, bo sam się prosił”. Jej mama uczyła nas fizyki, młoda musiała te mentalne ekskrementy wynieść z domu, a ja zrozumiałem, że są na świecie ludzie i taborety. Nie wiem, ile z tych ostatnich głosowało na Ruch Palikota, ale wiem, że część zrobiła to z czystej nienawiści.

Do PiS, Kaczyńskich, katolików, moherów, każdego, kto wierzy w wolną Polskę, a nie wielką Rosję, w prawdę, a nie kłamstwa Palikota o tym, że „wszyscy na pokładzie tupolewa byli pijani”. Co ciekawe, nikt z PO nie stanął po tych słowach w obronie śp. Sebastiana Karpiniuka czy śp. Grzegorza Dolniaka. Łatwiej było Schetynie wołać na pogrzebie „Seba!”, niż spacyfikować chama, którego wcześniej uczyniono wiceszefem partii. Po katastrofie Palikot założył zerówki i drwił z „przemiany Jarosława Kaczyńskiego” po śmierci brata, bratowej i wielu przyjaciół.

Dowiedzieliśmy się, że jest wielkim kompanem Bronisława Komorowskiego, z którym jeździł na Białoruś zabijać głuszce (cóż za determinacja, w Polsce te ptaki są pod ochroną). Mówił, że katastrofa zdecyduje o najbliższych pięciu latach w polityce, i od razu zaczął pluć, wyciągając z rękawa już nie tylko świński łeb, ale całą resztę w postaci Dominika Tarasa.

Wreszcie nastał czas rozbijania (nigdy nie uwierzę, że bez porozumienia z Tuskiem) niemrawego SLD, który, chwała mu za to, nie chciał sięgać do komunistycznych instynktów. I tak sieroty po Urbanie odnalazły duchowego ojca.

Dorzućmy do tego dzieciaki na dopalaczach, koła gospodyń miejskich żyjące plotkami o chorobie satanisty, a także wielkie zaangażowanie Moniki Olejnik – i mamy 10 proc. poparcia.

Czytaj na www.uwazamrze.pl

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop