Wpisy w kategorii „Bez kategorii”

Stopniowanie normalności

16 lis 2010

„To jest mało? Dać pozytywną energię i wiarę w to, że Polska może być najnormalniejszym, najbezpieczniejszym skrawkiem na Ziemi?” – pytał kilka dni temu Donald Tusk. Dacie państwo wiarę? Są kraje normalne, normalniejsze i najnormalniejsze, a nasz, choć nigdy nie był wśród tych pierwszych, wkrótce znajdzie się wśród ostatnich.

Pełna niezgoda, panie premierze. My już jesteśmy najnormalniejsi. Partia rządząca prosiła o pełnię władzy przed wyborami prezydenckimi, ale dziś jej działacze chcą się trzymać „z dala od polityki”, choć jednocześnie proszą, by na nich głosować. Przez władze partii rządzącej Jarosław Kaczyński został ogłoszony człowiekiem chorym psychicznie, ale prezydent Komorowski chciałby go mieć u swego boku w… Radzie Bezpieczeństwa Narodowego!

Kiedy chory odmawia, politycy PO twierdzą, że to „bardzo zła decyzja”. A gdy wysyła za ocean swoich najbardziej wykpiwanych współpracowników, rzecznik rządu nie pyta nawet: „Czy ja mam Graś?”, tylko trąbi o skandalu ocierającym się o zdradę. Minister spraw zagranicznych liczy zaś, że tandem ten załatwi to, co jemu się nie udało. Premier do Wrocławia zabrał ze sobą ministra kultury, by ten opowiedział o… nowej obwodnicy. Rząd skończył trzy latka, chyba pora iść do przedszkola.

Ale i z drugiej strony sceny normalka goni normalkę. Pisowski spin doktor Jekyll – Michał Kamiński, zostaje gwiazdą teatru telewizji prywatnej i rżnie ostatniego sprawiedliwego. „Nie będę kablem – woła. – I nie będę donosicielem”. Po czym uprzejmie donosi, że dzwonią do niego jacyś ludzie z PiS i namawiają do świństw. I że to on pisał przemówienia Kaczyńskiemu w kampanii prezydenckiej. I że tamten czytał je po raz pierwszy dwie godziny przed wystąpieniem. Elżbieta Jakubiak dorzuca, że Zbigniew Ziobro jest przez prezesa szykowany na prezydenta, a Paweł Poncyljusz – że Ziobro myślał o starcie już w ostatnich wyborach.

Jak widać – bycie kablem wcale nie jest złe. Chodzi jedynie o to, do którego gniazdka się podłączy wtyczkę, tak by elektrony płynęły w słusznym kierunku. Problem pojawia się dopiero, gdy nastąpi zwarcie. Wtedy kablowi nie pozostaje nic innego, jak zedrzeć z siebie izolację i zawołać: „Ja nie jestem żaden kabel! Ja jestem zwyczajny drut!”.


***

Redakcja dziennika ?Rzeczpospolita? zaprasza wszystkich czytelników do wzięcia udziału w konkursie Rafała Ziemkiewicza „GIERKIZMY„. Najlepsze opisy, skąpane w oparach absurdu III RP, zostaną wyróżnione intrygującymi nagrodami.


Idea konkursu: absurdalnie prosta! ZAPRASZAMY!

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Ćwiczenia korygujące postawę

10 lis 2010

Witam państwa w pierwszym odcinku naszego nowego show „Na platformie wszystko w normie, czyli w zdrowym duchu zdrowe cielę”.

Dlaczego na platformie? Bo gościny użyczyła nam firma wiertnicza „W Serce Ci Się Wwiercę”, a dlaczego w normie? Bo normy ustalamy sami, he he, że pozwolę sobie na chwilę żartobliwej refleksji. Zapewne zastanawiacie się państwo, o co chodzi. Już odpowiadam.

Wielokrotnie w naszym życiu zadajemy sobie pytanie: czy nie szkoda zdrowia na całą tę, pożal się Boże, politykę? Oglądamy telewizję, słuchamy radia, czytamy prasę, a pytanie wciąż powraca. A czy możemy coś zrobić, by nasz uszczerbek na zdrowiu wynikający ze śledzenia wydarzeń na scenie politycznej był mniejszy? Po to właśnie jest nasz program. Chcemy zachęcić państwa do ćwiczeń gimnastycznych, które pozwolą przetrwać najtrudniejszy okres adaptacji w nowym, wspaniałym świecie bez polityki. W krainie mostów budowanych ponad podziałami i szkół, gdzie dobrze zarabiający uczeni będą uczyć dobrze uczonych uczniów… Być może coś pokręciłem, ale przecież wszyscy wiemy, o co chodzi.

A więc od razu ćwiczenie pierwsze: skłony. Aby skłon był wykonany dobrze, musimy w trakcie jego wykonywania myśleć o tych, którzy w pocie czoła, za naszą i waszą stopę życiową, wykuwają kolejne sukcesy w dziejach naszego europejskiego państwa. Można przykleić zdjęcie nad łóżkiem, można włączyć telewizor albo puścić exposé z płyty dvd. Ważne, by nie kłaniać się bez sensu, ale w określonym kierunku, nazwijmy go, dla żartu, słusznym. I już przechodzimy do kolejnego ćwiczonka: stanie na rękach pod ścianą.

Wiadomo, że jak człowiek jest pod ścianą, stanie na czym mu każą, prawda? Więc przydatne. Następne: swobodny zwis na drabince. Rzecz polega na tym, żeby pnąc się po szczeblach kariery, w każdej chwili być gotowym na zatrzymanie i udawanie, że nam to wszystko wisi. Kolejne: przewrót w przód ze skrętem, zwany dla ułatwienia przekrętem, nie każdy to potrafi, ale do odważnych świat należy. Wymyk z pleców – trudne, bo żeby się wymknąć naprawdę w każdej sytuacji, trzeba mieć szerokie plecy. Przysiady – dziecinnie proste. Przysiadamy się do kogo trzeba i załatwiamy swoje sprawy.

Zmęczeni? No i dobrze, człowiek zmęczony nie myśli o głupotach. Na koniec zrobimy gwiazdę. Stajemy w dużym rozkroku, podnosimy ręce nad głowę i wołamy na spotkaniu z którymś z prominentnych polityków partii rządzącej: „Stary, a pamiętasz, jak żeśmy dali czadu na promie?!”. Zostajemy gwiazdą wieczoru, a jak dobrze pójdzie, to i całej kadencji. Powodzenia przy ćwiczeniach. Zwłaszcza tych pod ścianą.

***

Redakcja dziennika „Rzeczpospolita” zaprasza wszystkich czytelników do wzięcia udziału w konkursie Rafała Ziemkiewicza „GIERKIZMY„. Najlepsze opisy, skąpane w oparach absurdu III RP, zostaną wyróżnione intrygującymi nagrodami.


Idea konkursu: absurdalnie prosta! ZAPRASZAMY!

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Telewizja bardziej apolityczna

4 lis 2010

Prowadząca: – Dzień dobry wszystkim widzom, co patrzą, a nie widzą. Tym serdeczniej państwa witam, im łagodniej naszych pytam i tradycyjnie przepraszam, że tamtych też zapraszam. Dziś, na odcinku docinków z cyklu: „Co by było, gdyby ich nie było”, gośćmi będą: politolog, entomolog, postsocjolog i geolog. Tego ostatniego przedstawiać nie trzeba, bo nie chciał się sprzedać dla kawałka chleba i od tej pory ma pod oczami wory. A teraz neutralnie i bez spadochronów zajmiemy się wyglądem naszych polskich balkonów. Balkony w Europie, jak panowie wiecie, są najpiękniejsze we wszechświecie, a u nas gdzie spojrzeć, tam gołębie odchody, co panowie sądzą, może pan geolog…

Geolog: – Ja myślę, że chyba…

Postsocjolog: – Sekundę, przepraszam, ja panu nie przerywam!

Prowadząca: – Pan politolog?

Politolog: – To jest skandal, afera, mnie już bierze cholera. Jak pan może tak bredzić, panie geologu?! Czy pan gazet nie czyta albo mego blogu? Idź pan kiedyś w osiedle, podnieś łeb na chwilę, wtedy będziesz pan widział, jak dalekośmy w tyle! Gołąb na gołębiu i gołębiem pogania, a pan tu się próbuje jakimś „chyba” zasłaniać?

Geolog: – Ale ja tylko chciałem…

Entomolog: – Co za dureń, nie mogę. Tłumacz krowie na rowie… Ten świat stoi na głowie! Panie, co pan tu robisz? Przecież to jest choroba, pan miał zawsze niezłego pod deklem zadżoba, ale to, co pan teraz wygaduje za bzdury, to jest albo psychiatryk albo do prokuratury. Ja oświadczam publicznie, że tu więcej nie przyjdę, jeśli on znów tu będzie, wstanę, kurna, i wyjdę!

Prowadząca: – Rzeczywiście, coś chyba być musi na rzeczy. Trudno tu się nie zgodzić, raczej nikt nie zaprzeczy, że ilekroć ja pana do studia zaproszę, to zadyma gotowa, a ja tego nie znoszę. Kiedy pana tu nie ma, wszystko idzie łagodniej. Pan ma w sobie coś takiego, co, niestety, sprawia, że się z panem tak trudno nam wszystkim rozmawia. O co chodzi, dlaczego pan się z nami nie zgadza? Co pan fotel miętoli, czy on panu przeszkadza?

Postsocjolog: – Ja bym tylko na koniec zauważył jedno. Myślę, że trafiliśmy w samiuteńkie sedno. Jedni chcą dyskutować, i w porządku, i fajnie, ale tacy, jak ten tu, wolą taplać się w łajnie…

Prowadząca: – … i tą myślą wnikliwą, by nie rzec: głęboką, muszę kończyć nasz program, choć niezmiernie żałuję. Pan mnie dziś zbulwersował, panom bardzo dziękuję.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Wszystkie Ryśki to fajne chłopy

22 paź 2010

Nie rozumiem, skąd takie oburzenie zabójstwem w Łodzi, skoro Ryszard C. zamordował członka partii faszystowskiej. Żałować trzeba jedynie, że drugi zaatakowany przeżył. Dostał nożem w szyję dwa razy, ale Krzysztof Daukszewicz w „Szkle kontaktowym” słusznie zauważa, że nie można tu mówić o poderżnięciu gardła. I pyta: jak w ogóle można komentować zabójstwo już w kilkadziesiąt minut po jego dokonaniu – zanim z jego przyczynami zapoznają się dyżurni satyrycy? Skandal.

Kolejna rzecz – jak można mówić po politycznym morderstwie, że było polityczne? Przecież to jątrzenie. Lepiej zwiesić głowę i prosić „Nie zabijajcie nas”. Nie, przepraszam, tak też jest źle. W Łodzi Witold Waszczykowski próbował, ale go Daukszewicz z Sianeckim w „Szkle…” wyśmiali. A są przecież i pytania bardziej dramatyczne. Jakim prawem straż miejska interweniowała? Czy zabijanie faszystów jest w Polsce karalne? Niby tak, ale czy możemy pozostać obojętni wobec hitlerowskiej propagandy?

Wreszcie kwestia najważniejsza – jak można było aresztować człowieka, któremu być może, jak zastanawiają się politolog Kazimierz Kik i prezenter Jarosław Kuźniar – było źle w tym kraju i któremu być może PiS zrobił jakąś krzywdę? Zamiast mikrofonów i kamer – kajdanki i areszt? Czy oni całkiem zwariowali – zdaje się pytać Ryszard C. i chce zwołać konferencję prasową. Co z tą Polską? Przecież takich ludzi potrzebujemy, idą wybory. Ruch Poparcia Palikota mógłby wpisać pana Ryśka na listy, on na pewno nie patrzyłby spokojnie na biskupie sadła.

A jeśli prawda jest inna i śp. Marek Rosiak nie był faszystą? Jeśli nie chciał mordować Żydów, urządzać łapanek i eksperymentować na kobietach w ciąży? Co wtedy? – Sorry – powiedzą Michał Głowiński i Katarzyna Kolenda-Zaleska? Niedoczekanie. Dopóki co miesiąc ludzie będą się gromadzić w miejscu, gdzie po 10 kwietnia setki tysięcy Polaków zapalały znicze i kładły kwiaty, dopóki będą mieć ze sobą zapalone pochodnie zamiast koncertowych zapalniczek, dopóki po polskiej ziemi chodzą tacy, którzy uważają, że rząd dał ciała w sprawie wyjaśniania tragedii smoleńskiej, albo – co gorsza – że nadaje się do rządzenia jak chińskie władze do chińczyka, dopóty Ryszard C. powinien być bohaterem. Może nie narodowym, bo to słowo ciut faszystowskie, ale medialnym – na pewno.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Adieu, panie P.

30 wrz 2010

My, zdecydowana na wszystko mniejszość lokatorów akademika Chłopiec przy dwuletnim, wieczorowym Studium Fryzur Ułożonych Jednoznacznie (SFUJ), oburzeni wystawieniem naszych intymnych nadziei na pośmiewisko, wystawieni do wiatru jak wiatraki ostatnie, protestujemy.

Nigdy więcej nie damy z siebie tak zakpić, nigdy więcej nie będziemy się rwać do agitacyjnej działalności w zakładach prywatnych i państwowych, nigdy więcej nie oszuka nas żaden oszołom, skąd by nie szedł i dokąd by nie zmierzał. Przyjazne państwo, płakać się chce. Panie Palikot, myśmy uwierzyli, myśmy z panem wiązali nasze interesy i marzenia, a pan nas potraktował jak wodę w wannie – koniec zabawy, wyjmujemy korek. Nie zapomnimy tego nigdy.

Myśmy się żołądkową gorzką delektowali praktycznie na każdym kroku, żeby pana wspierać. Na stołówce wisiały pana zdjęcia z najważniejszymi ludźmi na świecie, koledzy z informatyki zrobili taki fotomontaż. A dziś? Łzy płyną, myśli śpią, bezsenna zimna noc. Zmieniłeś nas w dotyk, zakląłeś nas w dotyk… To kolega się dopisał. Gdyby pan widział, jak mu się tusz rozmazał, to by pan zrozumiał, że pewnych rzeczy się pewnym ludziom nie robi. Miał pan partię zakładać, eutanazję legalizować, cuda na kiju, sr… li muchy, będzie wiosna. Uciekł pan jak tchórz do nory.

Kto się teraz nami zajmie, kto przygarnie paradujących równo w rytmie naszych upragnionych uprawnień i uprawnionych pragnień? Przecież nie Elżbieta Radziszewska, minister do spraw równego traktowania, skończona dyskryminatorka. Jak można w ogóle wpaść na pomysł, że jakakolwiek zdeklarowana lesbijka chciałaby uczyć w katolickiej szkole? Za jakie grzechy? Mało to w Polsce mądrych dzieci, wychowanych na wspaniałych programach edukacyjnych Jakuba Wojewódzkiego? Na jego rozmowach z wybitnymi postaciami polskiej kultury, które nareszcie nie boją się powiedzieć, gdzie mają stringi? Skrzyknęliśmy się na Krakowskim, teraz też byśmy się skrzyknęli i pogonili heteryków, ale pan nam tej szansy nie dał. I jeszcze te upokorzenia od premiera, przecież on do pana jak do Boryny jakiegoś per „chłopie” i „nie stój w przeciągu”, bo chcą drzwi zamknąć, więc albo wte, albo wewte.

Jak myśmy skandowali: „Ja-nusz! Ja-nusz!”, jak myśmy gardła zdzierali, żeby wewte, a pan? Chyłkiem tyłkiem wzdłuż ściany i myk, już się pan ustawił plecami do wiatru. A to oznacza, że i do nas, szanowny panie. Teraz to pan może całe to in vitro sobie wsadzić, wie pan gdzie. Adieu.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Z siateczką na rekina młota

26 sie 2010

„To pomysł haniebny, ohydny i nikczemny” – mówi Stefan Niesiołowski o nowej partii Janusza Palikota, której wprawdzie jeszcze nie ma, ale która już stała się tematem konferencji prasowych PO.

Żartowałem. Mówi inaczej: „Jeszcze raz przestrzegam i proszę, żeby kolega Palikot tej inicjatywy nie rozwijał. Ona nam zaszkodzi, a jego zniszczy”. Aż się wierzyć nie chce, że Niesiołowski ma tak dobrą pamięć.

Od dobrych kilku lat nie używa w dyskusji politycznej takich słów, jak „przestrzegam” czy „proszę”, a jednak zdołał nie wyprzeć ich całkowicie! Cóż ma teraz zrobić Palikot? Z Niesiołowskim ramię w ramię w pierwszym szeregu się szło, jak trzeba komuś przypiec czy dopiec. A potem się dostawało pogróżki, obelgi i wyzwiska w rodzaju „kanalia, kreatura, zbieracz robaków” – jak opisuje własną popularność Niesiołowski.

Cóż, kiedy Palikot i w tej konkurencji jest lepszy. Jego obecność – jak poinformował dziennikarzy – wśród tzw. zwykłych ludzi nigdy nie pozostaje bez reakcji. Poseł widzi, że „nie ma osoby, która by go nie rozpoznała i jakoś nie zareagowała”. Czasem, mówi, jest to uśmiech, komentarz, mina, czasem „odwrócenie wzroku na znak protestu”.

Protestuję – odwrócenie wzroku nie musi być znakiem protestu! Może wynikać z nieśmiałości wobec rekina młota krajowej polityki, który kolejne płotki łyka bez zmrużenia oka. I nigdy nie jest sam. „Zawsze staram się być na ulicy w towarzystwie jakichś osób. To mnie chroni przed ludźmi, którzy nieustannie chcą robić sobie ze mną zdjęcia lub proszą o autograf”. Żyć, nie umierać. Tylko, co potem? A choćby i własna partia.

Czy wobec takiej potęgi Niesiołowski, entomolog z pustą siatką na motyle, ma cień szansy na zwycięstwo? Czy pokona armię doradców biłgorajczyka uzbrojonych w dziki szmal, zwłaszcza teraz, gdy za ich plecami są tysiące ludzi gotowych ruszyć na Wawel? Na barykady wiedzie ich wszak sama Wisława Szymborska, która – według słów Palikota – miała powiedzieć Katarzynie Kolendzie-Zaleskiej, żeby ta wysłała do niego esemes o treści: „Uwielbiam pana”.

Nie podejrzewałem poetki o taką frywolność, ale na miejscu adresata zastanawiałbym się, czy to na pewno dobry omen. „Oto Partia – ludzkości wzrok. Oto Partia: siła ludów i sumienie. Nic nie pójdzie z jego życia w zapomnienie. Jego Partia rozgarnia mrok” – pisała kiedyś, a mimo to partię diabli wzięli. Nie bądź bezpieczny, poetka nie pamięta. Historia lubi się zataczać.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Pokolenie JP Zero

19 sie 2010

Pamiętacie państwo „oczy tej małej” i Jana kancelistę, który „przychodził do niej”? Żebyż on jeszcze kochać mógł. Niestety, okrutna klątwa nadal pada na każdego, kto zwiąże się w Polsce z jakąś kancelarią.

Ten z piosenki złamał życie dziewczynie, a nowy szef Kancelarii Prezydenta – być może własną karierę. Kiedy tylko Jacek Michałowski pojawił się na małym ekranie, media żartowały z jego nadmiernej gestykulacji, on sam zaś przyznawał z rozbrajającą szczerością: „Dopiero się uczę odpowiedzialności za słowo”. Życie jednak nie znosi próżni, więc zanim się nauczył, już trzeba było nawiązać kontakt ze społeczeństwem. Pierwsze, co miał do zakomunikowania, to fakt, że córka tragicznie zmarłej pary prezydenckiej „przetrzymała klucze”, więc przedłuży się w pałacu wielki remont, podczas którego najważniejsza będzie… naprawa kranów.

Potem odsłonił tablicę. „Rzeczywiście, zrobiliśmy to bardzo szybko, sprawnie i mało uroczyście” – przyznaje. „Zawiadomienie wszystkich było niemożliwe. Jeżeli komuś z tego powodu jest przykro, to bardzo go za to przepraszam. Mam nadzieję, że będzie jeszcze okazja, by spotkać się pod tą tablicą”. Zawiadomienie wszystkich niemożliwe. A niezawiadomienie nikogo? Wprost przeciwnie, możliwe do bólu.

Coś jednak musiało wtedy zachwiać relacjami Michałowskiego z przełożonym. Wprawdzie powtarzał, że „prezydent jest bardzo zadowolony”, gdyż zawieszanie tablicy śledził w telewizji, ale przyznawał też, że operacja „Szybko, sprawnie, mało uroczyście” była jego autorskim projektem.

Szkoda, że w kamieniu nie da się wygumować, bo całość zakończyła się prawie sukcesem: raptem dwa błędy w napisie – brak daty i przecinek zamiast myślnika. „Prawie” także dlatego, że mieliśmy upamiętnić ofiary, a upamiętniliśmy – zapewne przez niedopatrzenie – wyłącznie tych, którzy stawiali znicze. Może w ramach takiego upamiętniania upamiętnimy również niewielką gablotą fakt memłania przez Michałowskiego gumy podczas apelu poległych na placu Piłsudskiego w Święto Wojska Polskiego? Kultury też dopiero się uczy?

W dobie Palikota to i tak wzór dobrych manier – powie ktoś i będzie miał rację. Pokolenie JP Zero nadchodzi wielkimi krokami, tuczone już nie tylko głową tucznika czy legendą o alkoholizmie Lecha Kaczyńskiego, ale i ludzką krwią: „Przyjdzie taki dzień, że Jarosław będzie już rozmawiał z siłami ostateczności. Być może jeszcze w tym roku. I wówczas uznamy, że to był naprawdę dobry rok. Tego się trzymam, w to wierzę” – pisze na blogu prorok z Biłgoraja. Bo jeśli Jarosław nie spotka się z siłami ostateczności, rok katastrofy pod Smoleńskiem będzie tylko „dobry”.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Kilka osób na krzyż

12 sie 2010

A jednak wojna. Zgoda buduje głównie konflikty, bo Polska jest najważniejsza, ale rodzina ważniejsza. Teraz pan Jarosław nie przyjdzie na zaprzysiężenie pana Bronisława, bo pan Bronisław wygrał przez nieporozumienie, a pan Jarosław nie.

Parę osób pod krzyżem zawodzi wniebogłosy, inni wsłuchują się w to z uwagą, a chłopiec od podawania jajecznicy, który – jak donosi prasa – lubi fotografować się z karabinami, organizuje manifestację z transparentem wzywającym do spalenia adwersarzy na stosie. „Pierwociny fundamentalistycznej rewolucji” – mówi publicysta Janusz Rolicki, ale nie o tych, co będą palić, tylko o tych, co mają być spaleni.

Ksiądz Adam Boniecki twierdzi: „Jesteśmy w krainie absurdu. Ktoś chce życie oddawać za krzyż w czasie pokoju!”. W PRL, proszę księdza, też wojny nie było, a paru, niestety, oddało. Większym absurdem jest wydanie zgody na nocną manifę przeciw komukolwiek. Kto z własnej kieszeni zapłaci za nieudaną akcję przeniesienia krzyża, a potem jeszcze droższe zabezpieczenie lewicowej demonstracji siły? „Reakcja śmiechem. Element pokojowy” – mówiła Kazimiera Szczuka, ale w tym czasie faceci glanowali się na latarniach. Cóż powie pobitym chłopiec od karabinów? „Mogliśmy szerzyć tę przemoc, ale to nie ma sensu”.

Co będzie dalej? Przechodząc korytarzem sejmowym, Palikot poślizgnie się na własnych myślach i wyrżnie głową w barierkę. Spowoduje to u niego odwrócenie pojęć, więc będzie chciał przytulić Macierewicza, co ten potraktuje jako zamach. Kalisz zarobi przypadkiem od Brudzińskiego, łamiącego ruską trumnę na Nowaku, a Monika Olejnik będzie ze łzami przysięgać, że tego nie chciała. Równo z rozpoczęciem „Faktów” w TVN straż sejmowa wycofa się z Wiejskiej po triumfalnym wjeździe Jarosława Kaczyńskiego w karocy z gruzińskiego cyrku. W odpowiedzi Tusk wypożyczy dwie dywizje piechoty, które o świcie zajmą biura poselskie opozycji.

Generał Eseldowski uderzy pułkiem desantowym na trójmiejskie bastiony Platformy. Generał Pisowski zajmie Krakowskie Przedmieście i Pałac Prezydencki, a generał Platformerski rzuci na prawicowe Podkarpacie batalion czołgów. Arcybiskup przewiezie prezydencki sarkofag na Krupówki, więc rozpęta się zadyma w temacie rezerwacji pustej krypty. W noc sylwestrową na sopockim molo rozegra się historyczna bitwa na przenośne toalety: Kempa kontra Senyszyn. Zwycięzca w finale spotka się z Niesiołowskim, ale wyniku nie zdradzę.

A co z krzyżem? Pod osłoną nocy niezidentyfikowany obiekt latający dostawi do niego kościół św. Anny. Niemożliwe? Nie ma już takiego słowa w polskiej polityce.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Umarł Konrad, narodził się Kondrat

5 sie 2010

Weź „Misia”, wymieszaj z „Dniem świra”, a wyjdą ci… wszyscy ludzie prezydenta. Głowa państwa żadną gafą nie narobi sobie takiego obciachu, jaki zafundować jej mogą wazeliniarze.

TVN24 daje materiał o tym, że zaprzysiężenie Bronisława Komorowskiego odbędzie się bez pompy. Na marginesie – warto zapytać, co w takim razie ma mieć pompę, jeśli nie taka uroczystość? Ale dziennikarzowi pytanie to nie pasowałoby do pięknej i wzruszającej tezy, więc woli zestawiać skromność prezydenta z defiladami w Korei Północnej. „No, cóż – powie szczęśliwy, że mu się wszystko ładnie poskładało – nowa głowa państwa najwyraźniej jest nie od parady”.

Pełna zgoda, od parady są inni. Można zrozumieć, gdy Radosław Sikorski wpada na pomysł akcji „PPwDP” (Portrety Prezydenta w Dyplomatycznych Placówkach). Gdyby to on wygrał prawybory, pewnie mielibyśmy już prezydencką podobiznę wykutą w Giewoncie. Ale jak zrozumieć dziennikarzy, którzy kręcą materiały rodem z Barei? Znowu TVN24. Przed kamerą pani mieszkająca nieopodal Pałacu Prezydenckiego, w średnim wieku i rozeznaniu, męczy się okropnie, bo zapomniała, co chce powiedzieć. „Naturalnie, że dobrze, bardzo dobrze mieć prezydenta za sąsiada. Yyy… Mamy poczucie bezpieczeństwa, ochrony i w ogóle same superlatywy”.

Ale i większe sławy nadal tkwią po uszy w kampanii. Marek Kondrat uznał np., że pociąg artystów do władzy nie może odjechać bez niego. Wysiadł więc na Przystanku Woodstock naprzeciw młodzieży, a pamięta jeszcze ze szkoły, że takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie, i wyrecytował: „Polska nie jest najważniejsza. Najważniejsze jest nasze życie. Bo ono jest jedno. Jeżeli będziemy zadowoleni z życia, to Polska też na tym zyska”.

Trochę to dziwne, bo nawet Bronisław Komorowski podkreślał, że zgadza się z oczywistą oczywistością zawartą w haśle prezesa PiS, a potem obaj podpisali się pod wspólnym: „Zgoda buduje, bo Polska jest najważniejsza”. Kondrat najwyraźniej to przegapił. Szkoda, że próbuje niszczyć patriotyzm młodych w rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego, kiedy we wszystkich telewizjach mówi się o ludziach takich, jak 15-letnia Dewajtis, która w sierpniu’44 nie myślała o własnym życiu i dziś jest w podręcznikach. Albo gwiazdor bankowej promocji nie zorientował się, że jest już po wyborach, albo naprawdę uważa, że jego życie jest ważniejsze od Polski. Być może to skutek tabloidowych wyliczeń, według których za udział w reklamie mógłby dziś wziąć nawet milion złotych. Umarł Konrad, narodził się Kondrat. Nazywa się Milijon, bo za milijony kocha i czerpie kapuchę.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Szybka inicjacja Wojewódzkiego

29 lip 2010

A więc wrócił. Może nie na białym koniu, raczej siwiejącym ośle, ale nie zaglądajmy gwiazdorowi pod siodło. Powtórki jego pogromów lecą co jakiś czas, to jednak nie to samo, co świeżutki wywiad z człowiekiem duperelą, jak ciekawie nazwał go mój sąsiad.

Czemu? Bo jemu się wszystko z dupą kojarzy. Nie sąsiadowi, temu z wywiadu. Panie i panowie, przed państwem kawał kawalarza i żart żartownisia – Kuba Wojewódzki. W wywiadzie udzielonym Piotrowi Najsztubowi dla „Wprost” nasze ciacho z lamusa rozpływa się nad możliwościami własnej prostaty, którą podobno wypróbowują teraz „dużo młodsze, a więc wymagające partnerki”.

Dostało się i Rymanowskiemu, i Olejnik. „Polskie dziennikarstwo uwielbia narcystycznie onanizować się tragedią. Mieliśmy patriotyczny samogwałt”. O narodzie: „Naród wspaniały, ale ludzie kurwy”, „My, Polacy, lubimy, jak boli, lubimy cierpieć, a w ostatnich paru dekadach nikt nas boleśnie nie wydymał…”. O kobietach w PiS: „W wiekach dawnych, kiedy wygrał obóz jednego władcy, to się napadało na drugiego władcę, kradło jego łupy i gwałciło kobiety.

Nagle zdaliśmy sobie sprawę, że nie mamy ochoty ani na jedno, ani na drugie. Ale szczególnie na drugie”. Ogólnie o PiS: „Gdybym miał więcej czasu, to bym pogrzebał w poszczególnych biografiach i się założę, żebym znalazł dużo kulawych emocjonalnie biografii, albo o ojcach, którzy nie przytulali, albo o nieakceptacji kolegów, którzy nie zapraszali na imprezy. Inicjacja seksualna też pewnie później niż inni”.

I bądź tu mądry. Z jednej strony facet się zarzeka, że życie erotyczne w porządku, prostata okay, kondycja okay, partnerki młodsze. Z drugiej – gdzie się nie rozejrzy, tam widzi cztery litery. Tu by pogrzebał w inicjacji, tam by gwałcił, na dodatek lubi, jak boli, a nikt ostatnio… Dobrze, wystarczy.

Zmieńmy temat. Co się okazuje, Andrzej Wajda miał rację, mówiąc o „przyjaciołach z TVN” na zebraniu popierających Komorowskiego. CBOS zrobił przed kilkoma dniami sondaż. Telewizja publiczna w ocenie 20 procent widzów wspierała Kaczyńskiego, a w ocenie 12 procent – Komorowskiego. W TVN proporcje są miażdżące: 25 procent widzów twierdzi, że stacja ta poparła Komorowskiego, 2 procent – że Kaczyńskiego. Bezstronność w TVP dostrzegło 39 procent, w Polsacie – 36, w TVN – 33.

Jak widać, gwiazdor TVN może zachłysnąć się Palikotem bez obawy, że mu przełożeni dadzą po karku. Tylko dlaczego wciąż opluwa innych dziennikarzy? Nie lepiej dyskretnie pogrzebać we własnej inicjacji? Może co nagle, to po diable?

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop