Krewni Nieminena

W naszym sporcie kolejna kuriozalna sytuacja – zbiorowe pretensje do sędziów o przegrany mecz tenisowy z Finlandią.

Chór złożony z zawodników, działaczy z prezesem PZT na czele, trenerów, dziennikarzy oraz samego Wojciecha Fibaka biadoli, że polscy arbitrzy na polskiej ziemi pogrążyli Polaków. „Gazeta Wyborcza” zamieściła na ten temat tekst pod znamiennym tytułem „Polak Polaka na korcie oszukał?”. Znak zapytania nie ma tu żadnego sensu, bo z publikacji jednoznacznie wynika, że w Sopocie doszło do jednego z większych przekrętów w historii naszego sportu.

Brak obiektywizmu autorów tekstu w „Wyborczej” jest porównywalny z domniemaną przez nich stronniczością tenisowych sędziów. Nie byłem na meczu, więc chciałbym wiedzieć, jaki interes mieli arbitrzy w tym, by krzywdzić swoich. Zostali przekupieni, nie lubią prezesa Jacka Ksenia, zazdroszczą sukcesów Łukaszowi Kubotowi czy też są spokrewnieni z Jarkko Nieminenem? W artykule nie ma wypowiedzi żadnego z sędziów, dziennikarze nie wpadli też na pomysł, by zadać pytanie delegatowi Międzynarodowej Federacji Tenisowej albo chociażby któremuś z Finów. Od początku do końca jest jeden wielki lament nad krzywdą naszych biednych tenisistów.

Za bardzo mnie ten płacz nie dziwi, bo znam standardy obowiązujące w polskim tenisie w kwestii sędziowania. Na dowód historyjka, której byłem naocznym świadkiem. Miejsce akcji: korty Mery w Warszawie. Czas akcji: lata 90. Oglądam międzynarodowy turniej juniorów, w półfinale grają Polak z Czechem. Siedzę metr od kortu ze znanym trenerem, pełniącym obowiązki dyrektora turnieju. Po uderzeniu Czecha piłka trafia w linię tuż przed naszymi nosami. Sędzia krzyczy: aut. Czech protestuje, ale arbiter jest uparty. Wołają mojego sąsiada, by rozstrzygnął spór. Znany trener wstaje, długo ogląda ślad, po czym mówi: aut.

Pytam go, dlaczego to zrobił, przecież piłka była dobra, a Czech miał ewidentnie rację. – Niech wie, że gra w Polsce – słyszę w odpowiedzi. To jedno zdanie jest kwintesencją sytuacji, do której doszło w Sopocie. Wyjaśnia poczucie krzywdy, jakie mają ci wszyscy, którzy biadolą na łamach „Wyborczej”. Polscy sędziowie powinni być za Polakami i koniec dyskusji. Jak to powiedziała stara Pawlakowa w „Samych swoich”? Sąd sądem, ale sprawiedliwość musi być po naszej stronie.

  • Print
  • Facebook
  • Wykop
  • Twitter

(27) Komentarzy do “Krewni Nieminena”

    -
  1. dazur pisze:

    Cóż tu pisać? Dzisiaj w Mistrzostwach Powiatu w koszykówce dziewcząt szkół podstawowych sędzia „sędziował prawidłowo” dla gospodarzy ale goście i tak byli lepsi i wygrali.Na szczęście.Mam nadzieję że o tym”skandalu” GW nie napisze .
    ps -przed laty byłem zawodnikiem wyczynowym a takie fakty tylko utwierdzają mnie w przekonaniu ,że dobrze zrobiłem nie zostając w sporcie.
    z wyrazami szacunku

    Dobre 0

  2. tomk pisze:

    Na meczu bylem. Co tu duzo gadac – Zarowno Kubot jak i Przysiezny przegrywali najwazniejsze pilki. W meczu Przysieznego z Kontinenem serwuje Fin, przewaga Polaka, ktory moze wyjsc na 6:5. Polak odbiera, dochodzi do wymiany. Graja wolno, dokladnie, szanuja pilke. Obaj wiedza, ze jest cholernie wazna. I co? Myli sie Polak. Wyrzuca pilke w aut. Sedzia nie mial nic do gadania – aut byl na pol metra. Ot cala prawda o polskim tenisie.
    Pozdrawiam

    Dobre 0

  3. player pisze:

    Nic dodac nic ujac…beawo!W pelni podzielam to co napisal redaktor Fąfara…zreszta juz swoja opinie w tej niesmacznej sprawie wyrazilem pod tekstem redaktora Stopy,ktory niestety poddal sie i wpisal swoim tekstem w atmosfere nagonki na sędziow liniowych i probowal w ten zenujacy sposob wytlumaczyc przegrana polskiego zespolu.Dobrze,ze sa jeszcze zdroworozsadkowi dziennikarze.Pozdrawiam!
    p.s.Bardzo lubie i szanuje redaktora Karola Stope za kunszt i warsztat dziennikarski oraz calolsztalt pracy przy transmisjach tenisowych,ale tym razem popelnil vou pa i niepotrzebnie chcial byc politycznie poprawny.

    Dobre 0

  4. karol stopa pisze:

    Swój tekst napisałem w Sopocie, na gorąco, po obejrzeniu przez trzy dni pięciu wyjątkowo długich pojedynków. Trudno się „wpisywać w atmosferę nagonki” kiedy człowiek pisząc nie ma pojęcia, jakie teksty zamieścili bądź zamieszczą inni. Ale nawet dziś, kiedy opadły emocje, nie zmieniłbym w swoim felietonie ani przecinka. Wciąż uważam, że na liniach pracowała w Sopocie grupa tęgich partaczy, mylących się stanowczo zbyt często. To jest jedna z okoliczności świadczących o tym, że polski tenis do grupy światowej na razie nie dorósł. Zwłaszcza organizacyjnie. Bo przecież obsada sędziowska mieści się akurat w tym przedziale tematycznym. Tak jak napisałem w swoim tekście mamy teraz zespół bardzo równy i perspektywiczny (choć brzmi to z lekka ironicznie zważywszy wiek naszych graczy). Ta drużyna przy spełnieniu kilku warunków faktycznie może się znaleźć w światowej 16-tce. Obaj singliści zagrali w Sopocie znakomite pojedynki. W szczególności dotyczy to – o paradoksie – Przysiężnego. Ten facet rok temu był w szóstej setce, teraz z gościem, który otarł się o męską dziesiątkę zagrał mecz niemal genialny, jak na swoje możliwości. Pochwały Nieminena dla Michała zaraz po niemal 5 godzinach walki wcale nie były przesadzone. Sędziowie do tego widowiska niestety nie pasowali od samego początku i tę ich amatorszczyznę od początku było widać. Pod koniec ostatniej gry w niedzielę, kiedy niespodziewanie w oczy zajrzało nam widomo porażki, oceny działaczy, trenera i zawodników stały się istotnie bardziej radykalne (jedna reakcja prominentnego działacza zdecydowanie przebiła występ Sereny Williams w półfinale US Open), ale pretensje za brak fachowosci przy ocenianiu piłek były od samego początku i niestety były to pretensje słuszne. Zwłaszcza oceny przy serwisach wołały momentami o pomstę do nieba. I naprawdę wielokrotnie więcej było tych pomyłek na niekorzyść Polaków. Z kolei ocenę błędu stóp w przypadku Kubota uważam za absolutnie sprawiedliwą i można by nawet powiedzieć, że tych wywołań sędziowskich powinno być więcej. Nasz zawodnik niestety popełnia ten błąd notorycznie. W piątek ktoś z grupy fińskiej na trybunach, wcale licznej, głośno wywołał foot-fault Polakowi zamiast liniowego. I miał rację! Gdyby Finowie ten pojedynek przegrali jestem pewien, że w fińskich mediach można by było czytać o nieobiektywnych, po gospodarsku sędziujących Polakach. Obojętnie, czy na jedną stronę kortu się patrzyło, czy na drugą widać było cały czas, że jest to przede wszystkim słabe, a nie stronnicze sędziowanie. Wydawało mi się, że zaakcentowałem to w swoim tekście w sposób wyraźny, pisząc przede wszystkim o faktach, jakie na własne oczy dostrzegłem. Przejrzałem dziś kilka gazet i różne fora dyskusyjne. Nie znalazłem opinii osoby, ktora BYŁA NA MECZU(!!!) i uważa, że sędziowie wykonali w Sopocie dobrą robotę. Widzę za to, że opisywanie zdarzeń, jakich się samemu nie widziało, wyciąganie z tego wniosków i uczone generalizowanie zaczyna być polską specjalnością. Można i tak, jak się okazuje!

    Dobre 0

  5. Krzysztofek pisze:

    Wczoraj rozmawiałem ze „świadkiem” opisywanych zdarzeń i potwierdził wrażenia p. Stopy. Niemniej, kiedy mój syn grał w tenisa, a robił to całkiem nieźle, w takich jak w Sopocie przypadkach powtarzałem mu, iż ma być o te kilka piłek lepszy od rywala. Oczywiście, nie zawsze mu się to udawało zważywszy na, jednak, specyficzną atmosferę panującą na polskich kortach. Na czeskich nie było problemów organizacyjnych, regulaminowych czy też po prostu ludzkich. Nigdy też nie zdarzyło się, by gorycz porażki usprawiedliwiać czynnikami poza sportowymi. Wracając do sędziowania- zdarzało mi się sędziować synowi i, nie chcąc być posądzonym o stronniczość, decyzje co do dyskusyjnych piłek „naciągałem” na stronę rywala. Może podobnie było i w Sopocie?

    Dobre 0

  6. mur pisze:

    faux-pas, gwoli poprawności językowej, Panowie fachowcy od tenisa i sędziowania…

    Dobre 0

  7. zXC pisze:

    Dlaczego powstał ten tekst. Widoczne jest to na podstawie tego zdania: „Wyjaśnia poczucie krzywdy, jakie mają ci wszyscy, którzy biadolą na łamach “Wyborczej”.” Nie chodzi bowiem o to, że biadolą, ale oto, że na łamach „Wyborczej”. Paranoja.

    Dobre 0

  8. player pisze:

    Kilka slów ad vocem!Panie redaktorze Stopa nie wiem dlaczego z gory Pan przesądza,ze ktos kto odnosi sie krytycznie do niektorych panskich mysi zawartych w tym felietonie nie mogl uczestniczyc w tych wydarzeniach bezposrednio???Co prawda nie bylem na wszytskich meczach,ale obejrzalem 2 single i debla,wiec mysle,ze w niedziele nie nastapila jakas niesamowita zapasc w formie sedziowskiej wsrod liniowych.Wydaje mi sie,ze nie zostalem dobrze zrozumiany przez Pana…,ja nie twierdze,ze sedziowie sie nie mylili,bo z pewnoscia tak bylo i byc moze popelnili wiecej bledow niz srednia swiatowa.Natomiast czym innym jest usprawiedliwianie porazki naszej reprezentacji owymi bledami…,gdyz zwykly rachunek prawdopodobienstwa i zdrowy rozsadek podpowiadaja,ze bledy byly czynione w obie strony!A piszac o „wpsiywaniu sie w atmosfere nagonki”mialem na mysli wczesniejswze zale i sady wypowiadane przez praktycznie wszystkich czlonkow naszej ekipy…i jeszcze raz chce podkreslic,ze jest to bardzo nie eleganckie zachowanie z ich strony,ktore odbiera satysfakcje ze zwyciestwa kapitalnie grajacej i walczacej do ostatnich sil dryzunie Finlandii.Jesli napisalby Pan,ze sedziowie liniowi robili bledy,nawet duzo bledow,ale byly one w obie strony i w zaden sposob nie odbiera to zaslug dryzunie finskiej to bym sie pod tym podpisal,natomiast Panie redaktorze wydzwiek niektorych elementow pamskiego artykulu jest taki,ze to sedziowie ostatecznie przechylili szale zwyciestwa na strone Finow z czym sie stanowczo nie zgadzam,ale przeciez nie ze wszystkim wszyscy musza sie zgadzac,bo wtedy byloby nudno i banalnie,a tak roznijmy sie pieknie.I jeszcze raz chce dodac,ze bardzo Pana szanuje i lubie i z wielka przyjemnoscia ogladam panskie transmisje oraz czytam z duza uwaga panskie teksty.Jesli w zbyt mocnych slowach Pana skrytykowalem to z gory przepraszam,ale nie bylo to moja intencja.Chcialem tylko przedstawic swoj odrebny punkt widzenia.
    Z pozdrowieniami i wyrazami szacunku dla Pana jak i wszystkich sympatykow tenisa!

    Dobre 0

  9. leonp pisze:

    Bycie sędzim linowym jest męczącym i trudnym zajęciem – serdecznie zachęcam krytyków do spróbowania. Jak było w Sopocie nie wiem bo nie widziałem.

    Co do artykułu, to lament Pana redaktora, że nie ma wypowiedzi sędziów jest bezsensowny, ponieważ sędziowie nie mają prawa wypowiadać się na takie tematy (takie są wewnętrzne przepisy). Co do historyjki dla podbudowania tezy która została zaprezentowana na końcu artykułu – to nie wiem jak było w latach dziewięćdziesiątych, ale teraz nie jest możliwe aby dyrektor turnieju rozstrzygał o takich sprawach, jeżeli nawet był na korcie.
    (Nie chcę poddawać opowieści w wątpliwość – ale na kortach innych niż mączkowe sprawdzanie śladów przez jakiegokolwiek sędziego jest obecnie wykluczone (takie są przepisy wewnętrzne) – ale może w latach 90-tych było inaczej.)

    Dobre 0

  10. XYZ pisze:

    Geneza tego zjawiska ma miejsce na turniejach rangi WTK dla dzieci, gdzie sędzami są często trenerzy zawodników/zawodniczek występujących na korcie.

    Dobre 0

  11. Artur pisze:

    No ale jak będziemy mogli zaistnieć w mistrzostwach Europy 2012

    Dobre 0

  12. adamplus pisze:

    …bo polscy sędziowie to krewni starej Pawlakowej, a nie Nieminena.

    Dobre 0

  13. kibić pisze:

    Chciałem zapytać szanownego Pana redaktora Stopę na jakiej podstawie uważa, że dokładność widzenia przez niego piłki, gdy siedział w swojej spikerce 20 metrów od kortu czy kibica na trybunach była lepsza niż sędziego, który znajdował się maksymalnie 2-3 metry od miejsca gdzie piłka uderzała. Myślę, że z takiej odległości 100% skuteczności może pochwalić się tylko sokole oko. Jakie uprawnienia, kwalifikacje, doświadczenie czy przesłanki merytoryczne pozwala Panu Redaktorowi oceniać pracę sędziów jako słabą? Używali złych technik, zajmowali nieodpowiednie pozycje, nie utrzymywali tempa wywołania piłek?

    Dobre 0

  14. Bartek pisze:

    Panowie,
    byłem w Sopocie. 10 lat grałem zawodowo w tenisa. Kiedyś też sędziowałem na liniach – między innymi na turniejach ITF rozgrywanych w Sopocie w słynnych już latach 90-tych.
    Niestety chyba wszyscy fani tenisa w Polsce, którzy byli i nie byli w Sopocie, wpadli w pułapkę ogromnych oczekiwań wobec naszej drużyny. Wypowiedzi „wcale nie lekceważymy Finów” były prawdziwe, ale po co w ogóle zakładać możliwość, ze finów pokonamy z marszu. Ogromne ciśnienie było widać zarówno u Łukasza pierwszego dnia, jak i Michała w ostatnim meczu. Nie wytrzymali. Michał zagrał świetny mecz z Nieminenem, bo grał na luzie – wiedział, ze jego ewentualna porażka jest wpisana w plan całego spotkania z Finami. Miał wygrać w szalonym Kontinenem i cóż… ze świetnego mądrego grania z piątku, pozostała szalona gra, kto mocniej zaserwuje, a potem to jakoś to będzie.

    Sędziowie… byli fatalni – wystarczyło siąść z widokiem na jakiejkolwiek linii, aby się załamać. Nie przypuszczam, aby to wynikało ze stronniczości, raczej poczucia naszych śedziów, ze mimo wszystko starali się być jak najbardziej fair wobec obu drużyn, jednak ich brak doświaczenia na szybkich nawierzchniach był szokujący. Drogie Panie i Panowie, powiedzmy to szczerze – sędziowanie na ziemi a na szybkiej hali to dwa inne świata i niestety polegliście. Jak często sędziujecie na hali? Na bocznych liniach było jeszcze okey, ale na serwisowych dramat!! Pierwszego dnia sędziowie chyba nic nie widzieli, więc prawie nic nie wołali.. tak na wszelki wypadek. Potem już zaczęli wołać, jednak 10-20% decyzji bylo błędnych. Sedziowie na stołkach nie byli w stanie wiele z tym zrobić, choć ich zagubienie też było widać.
    Co do foot faut’ów Kubota, nie zgodzę się, ze popełnia on je notorycznie. Kwestia interpretacji przepisów.. Łukasz przed kazdym serwisem staje lewą nogą na linii lub delikatnie nad nią, jednak przed samy rozpoczeciem uderzenia mechanicznie wycofuje stopę za linię. Zawsze przed uderzeniem piłki jego stopa była poza kortem. Obserwowałem go przez oba mecze i nie zauważyłem ani jednego foot faut’a (wg mojej interpretacji :) .
    Poza tym cieszmy się, ze mamy w końcu drużynę, która mimo nerwów, potrafi grać w tenisa i walczyć. Cały weekend był wielkim świetem i gdyby nie ten niespodziewany wynik, byłoby cudownie. Tak, pozostają nam tylko wspaniałe wspomnienia z oglądania tenisa na najwyższym poziomie. Nieminen momentami grał jak w transie. O jego sprawności przekonali się zarówno Łukasz, jak i Przysiężny. Poza tym cudowna publiczność, która zjechała do Sopotu z całej Polski. Podejrzewam, że ten doping tylko spotengował strach przed porażką naszych singlistów, który okazał się niestety wyrocznią. Wszak większy wstyd przegrać przed tak wspaniała publicznością..Nie ma co się załamywać, a przede wszystkim zwalać winę na sędziów.. Byli fatalni – fakt, ale nie stronniczy. Całe te komentarze niestety są płytkie i głupie. Obie drużyny warunki miały takie same, a nawierzchnie i miejsce pojedynku sami ustaliliśmy..
    Z pozdrowieniami dla obu redaktorów i zainteresowanych

    Dobre 0

  15. wspanialy tenisista pisze:

    Zenada. Sour loosers. Ci ludzie nie maja zadnej klasy. Czytalem, ze Lukasz przegral rowniez ze skurczami, wiec co bylo wazniejsze? Czytalem, ze Michal przyznal sie, ze mial problemy wytrzymac mecz kondycyjnie. Byc moze sedziowie powinni pisac na blogach, ze polscy tenisisci nie pracuja za mocno nad swoja kondycja, a wiec sa slabszymi profesjonalistami od innych, dlatego przegrywaja. Tenis w Polsce bardzo sie poprawil i jest szansa na wiecej takich meczow. Tylko ze nastepnym razem przyjezdzajaca ekipa bedzie zaczynala od kpiacych pytan, czy tym razem wybralismy odpowiednich sedziow dla siebie? I jak wygramy, to potwierdza, ze pewnie tak. Kompromitacja.

    Dobre 0

  16. wspanialy tenisista pisze:

    Bartek, pierwszy rozsadny komentarz, dzieki. Dla dodania, malo kto zwracal uwage jak dobrze Nieminen gral od poczatku tego roku, wygrywajac turnieje. Wszyscy sie mogli przekonac dlaczego. Bo to jest zawodowiec z wyzszej polki (dba o kondycje). Z drugiej strony nie bardzo rozumiem planow PZT i planow Lukasza, ktory ostani miesiac gral na maczce, tuz przed pucharem rozgrywanym na super-szybkiej nawierzchni. Czy to sedziowie sa tez winni za takie absurdalne podejscie do historycznej szansy?

    Dobre 0

  17. WSP pisze:

    Mnie jednak cieszy bardzo,że są jeszcze ludzie którzy są w stanie potwierdzać p r a w d ę.
    Wyborcza G. to inny świat, ich -dobrzy. Inni dobrzy, jak ich trzeba użyć.
    Trzeba charakteru prawego i odwagi,żeby świadczyć za prawdą. Interesy, sentymenty itd zapewne nieraz na podium wyniosły nie tych co zasłużyli.
    to na pewno źle, dla wszystkich.

    Dobre 0

  18. jk pisze:

    To chyba sie ciagnie i ciagnie-przyklad;
    Drobne nie liczace sie zawody lekkoatletyczne w Rzeszowie,lata 70te,bieg na 400m,zajmuje 2 miejsce lecz po ogloszeniu wynikow jestem na 4tym,o co chodzi.
    Wyjasnienie,na boku,sedziego; ten na 4tym musial byc co najmniej 2gi i z lepszym czasem bo mu potrzeba do okregowej klasyfikacji.
    Podobna sytuacja w dysku,gdzie sedziowie odejmowali kilka metrow aby podciagnac swoich.
    Jesli cos takiego odbywalo sie na poziomie okregowki i wsrod swoich to co dopiero w meczach miedzypanstwowych.
    SPORT TO ZDROWIE I ZDROWA KONKURENCJA.

    Dobre 0

  19. Piotr pisze:

    Napisał był Pan Dziennikarz Fąfara: „Nie byłem na meczu”.
    I od tego miejsca można przestać czytać jego tzw. felieton, bo i po co? Co może powiedzieć o meczy facet, który go nie widział?
    Komentarze Pana Fąfary nie mają żadnej wartości – tak jakby niewidomy pisał o kolorach.

    Dobre 0

  20. tenisista pisze:

    Do obywatela o nicku Bartek.Jesli chodzi o meritum to mozna miec rozne zdanie…ile ludzi tyle pogladow i spojrzen na zycie,sport i rzeczywistosc.Pewnie niektorzy nieco przesadzaja i przejaskrawiaja pewne watki,ale dopoki ktos sie nie wywyzsza i innych nie traktuje jak glupkow to wszystko jest w porzadku!A kolega Bartek popelnil wielki wywod,z ktorym sie raz z nim zgadzam,a innym razem nie,ale nie to jest najwazniejsze…,znamienne jest to zdanie:”Cale te komentarze sa niestety plytkie i glupie”…tym samym dales czlowieku wielki popis megalomanii i zwyklego chamstwa i prostactwa…,trzeba byc nieziemsko zarozumialym,zeby wszystkich innych dyskutantow traktowac w ten sposob i mowic,ze sa plytcy i glupi,a tylko ja jest madry,przenikliwy i wspanialy.Kilka lekcji dobrego wychowania i pokory by Ci sie przydalo i zastanawia mnie skad u takich typow bierze sie to przekonanie o swojej wielkosci i nieomylnosci???Napisz lepiej co osiagnales w tym tenisie grajac te 10 lat…???Pewnie niewiele…widzac twoje podejscie do innych….
    pozdrawiam wszystkich normalnych fanow i sympatykow tenisa!

    Dobre 0

  21. tenisista pisze:

    Aha…jeszcze mam pytanie do niejakiego”wspanialego tenisisty”…podejrzewam,ze to ten caly Bartek tylko pod innym nickiem,bo samym nicku mozna stwierdzic,ze skromnoscia to kolega nie grzeszy:)
    a pytanie moje dotyczy Nieminena…,to fakt,ze zaczal grac nieco lepiej w ostatnich tygodniach i nawet udalo mu sie osiagnac polfinal,w ktorym przegral z Gulbisem…a zapytuje Cie jaki to turniej i gdzie wygral Nieminen w tym roku????Bo jakos sobie nie przypominam,a sledze rozgrywki bardzo uwaznie z tygodnia na tydzien!Ano Ci odpowiem od razu sam…,nie wygral zadnego,co oczywiscie nie umniejsza jego swietnemu wystepowi w Sopocie,ale to odrebna kwestia!

    Dobre 0

  22. Olek pisze:

    W nawiązaniu do wypowiedzi Pana Redaktora Stopy chciałem poinformować, że wiem ze sprawdzonego źródła, że część sędziów wielokrotnie sędziowała z systemem hawk eye na zagranicznych turniejach i żaden z nich nie miał ujemnego stosunku wygranych i przegranych challangów. Gdyby stanowisko komentatorskie było najlepszym miejscem do oceny zagranych piłek to na pewno siedzieliby tam sędziowie stołkowi, a nie komentatorzy.
    Proszę nie zapominać, że sędziowie liniowi pracują pod nadzorem sędziego stołkowego i supervisora. I łatwo jest wojować z najniższymi rangą, a trudniej z ITFem.
    Następne komentarze proszę nie pisać na gorąco.

    Dobre 0

  23. wspanialy tenisista pisze:

    tenisista, wygral w listopadzie 2009 i dalej mu szlo bardzo dobrze, co jest wskazowka, ze forma znacznie wzrosla. Bo pracowal, jak to bylo wyraznie widac i na pewno podniosl wiecej sztang, niz Michal albo Lukasz. Aha, zrozumialem teraz, sedziowie skonspirowali, aby polscy tenisisci przegrali, wiec trzeba teraz z nimi zrobic porzadek. To Bartek ma odwage nazwac rzecz po imieniu: mocniejsi wygrali, bo szczescie sprzyja lepszym.

    Dobre 0

  24. olaf pisze:

    A moze warto zainstalowac „eagle eye”na korcie gdzie odbywaja sie istotne mecze. Na stadionie tenisowym Flinders Park w Melbourne, e/e dziala od kilku lat eliminujac wiele sporow.

    Dobre 0

  25. karol stopa pisze:

    Panie Olek. Proszę przestać wierzyć w omnipotencję supervisora. Siedział na wysokości podłogi, w trzech meczach na pięć za bandą reklamową, gadając cały czas z drugim arbitrem głównym, a przy dwóch sędziowanych przez Wójcika obok niego, ale na krzesełku obok stołka, a więc w miejscu, z którego nie miał prawa niczego dostrzec. Taka pozycja nie daje szansy widzenia piłki lepiej (jeśli wogóle?!) niż przy patrzeniu z góry, nawet z czuba dość niskich trybun, albo z punktu widzenia calej naszej ławki rezerwowej, siedzącej niemal równo na linii. Powoływanie się w tej sytuacji na opinie refree jest mydleniem oczu. To jest reakcja typowa dla całego środowiska sędziowskiego, gdzie obowiązuje zasada, żeby się nie wyróżniać z tłumu i nie mieć swojego zdania. Typowy układ korporacyjny – będziesz pokorny i nie podskoczysz to my Cię w swoim czasie awansujemy. Powoływanie się na hawk-eye nie ma dziś żadnego sensu. To jest urządzenie, które owszem owszem obnaża błędy liniowych, ale stołkowych uczy bierności i tego, żeby się na wszelki wypadek nie wychylać. W Sopocie takie zachowanie widoczne było jak na dłoni. Nie widziałem – mówił stołkowy, liniowy krzyknął aut, refree zajęty rozmową. Delegat ITF w takich meczach pilnuje głównie, by nie było zbyt nachalnego sędziowania pod gospodarzy. Na wnikliwą ocenę, a tym bardziej na prawidłowe zaingerowanie w konkretną piłkę, nie ma szans. Przy okazji: hawk-eye jest w Pucharze Davisa, ale dopiero od półfinałów Grupy Światowej. Kolejny przykład półśrodków tam, gdzie już dawno sprawę można by uczciwie i z pożytkiem dla wszystkich załatwić.
    PS. A co do czasu pisania przeze mnie komentarzy to lepiej pilnuj pan, Panie Olek, swoich „sprawdzonych źródeł”, albo podaj pan, panie arbiter, swoje nazwisko to wtedy podyskutujemy. Zaczynam dostawać wysypki na takich jak pan, mądrych inaczej, poprzez internet.

    Dobre 0

  26. tenisista pisze:

    Kolego,ktory podpisujesz sie imieniem i nazwiskiem znanego dziennikarza daj sobie spokoj z tymi tanimi sztuczkami…brakuje Ci tozsamosci???Na pierwszy rzut oka widac,ze te twoje nedzne wypociny to z pewnoscia nie jezyk redaktora Stopy,a juz z pewnoscia Karol Stopa nie robilby takich bledow jezykowych jak „wogóle”…do Twojej wiadomosci chce Ci powiedziec,ze poprawna pisownia brzmi nastepujaco:w ogóle.
    A jesli chodzi o meritum to zgadzam sie z kolega Olkiem w calej rozciaglosci!
    Pozdrawiam fanow tenisa!

    Dobre 0

  27. alina pisze:

    bo siedzac na trybunach widzimy o niebo lepiej niz sedziowie siedzacy wprost na linii… na pewno ogladajac mecz tenisowy z trybun widzimy lepiej niz ludzie ktorzy pracuja i skupiaja sie na linii na ktorej pracuja…
    rozumiem ze wedlug nas- kibicow- bledy byly oczywiste, ale nie zapominajmy o tym ze ci ktorzy sa wybierami na takie turnieje sa akceptowani przez ludzi Z GORY i na pewno nie sa to amatorzy…

    Dobre 0

Dodaj komentarz

Dodanie komentarza oznacza akceptację REGULAMINU blog.rp.pl. Komentarze nie spełniające zasad zawartych w regulaminie - nie będą publikowane. Więcej informacji można znaleźć na modblogu modblogu.