To, co będzie się działo w naszych sportach zimowych, nietrudno przewidzieć. Justyna Kowalczyk wystąpi w charakterze pieca hutniczego, przy którym przez najbliższe kilka lat będzie się grzało pół Polski: politycy, działacze, media i kibice.
Do czasu kolejnych zimowych igrzysk Kowalczyk dostanie wszystko, o czym zamarzy. Samochody z klimatyzacją, bataliony serwismenów, cieplutkie kurtki. W Soczi zaś, gdzie trasy mają być ponoć trudniejsze, zdobędzie tyle złotych medali, ile Marit Bjoergen w Vancouver. Nie zażywając jednak, w przeciwieństwie do Norweżki, leków na astmę.
A co potem? Tu odpowiedź też jest prosta: kilkadziesiąt lat oczekiwania na następne złoto olimpijskie w sportach zimowych.
Czas oczekiwania byłby oczywiście krótszy, gdyby w Polsce nastąpił przełom w podejściu do sportu wyczynowego. Jedno jest pewne: nie będzie lepszej okazji do zbudowania czegoś nowego niż euforia po igrzyskach w Vancouver. Założę się jednak o każde pieniądze, że nikt nie kiwnie palcem, by ten sprzyjający moment wykorzystać. Skutki dzisiejszego pomysłu dałoby się bowiem odczuć nie w Soczi za 4 lata, ale w dalszej przyszłości. I tu jest właśnie problem. Który z polityków czy działaczy zechce ruszyć głową i popracować na rzecz swoich następców? Łatwiej jest poskakać przy Justynie.
Pomysł na narciarstwo biegowe wcale nie musi być skomplikowany. Trzeba dać wreszcie szansę młodym ludziom z Suwalszczyzny, regionu, w którym śnieg leży w Polsce najdłużej. Nie wierzę, że talent do biegania na nartach mają tylko mieszkańcy terenów górskich. Wymagałoby to stworzenia ośrodka szkoleniowego z prawdziwego zdarzenia, dobrze wyposażonego, zatrudniającego odpowiednio wynagradzanych trenerów. Koszt takiej inwestycji byłby duży, ale jestem przekonany, że byłyby to pieniądze wydane z sensem.
Alternatywą jest czekanie na mannę z nieba. Dopóki Justyna Kowalczyk biega i Adam Małysz skacze, wypatrywanie cudu może być całkiem przyjemne. Później będzie gorzej.









Co do działaczy i polityków pełna zgoda.
Ale dlaczego te uszczypliwości w stosunku do Justyny Kowalczyk i Adama Małysza. Mówiąc o batalionie serwismenów przypomina Pan zawistnego chłopaka z blokowiska, który ledwo skończył zawodówkę a zamiast iść do pracy do pracy woli popijać piwo na klatce schodowej i liczyć ile kto zarobił. Nie chodziło też o samochód z klimatyzacją tylko z automatycznym ogrzewaniem aby po treningu wrócić do ciepłego samochodu. Zdobycie przez Adama czy Justynę medali było wynikiem ich przygotowania a nie cudu, więc po co ta złośliwość na końcu.
Panie Fąfara zamilcz wreszcie, wstydu oszczedź.
Tak jak mój przedmówca rozumiem pretensje do polityków i działaczy, ale dlaczego od razu kpić z Kowalczyk i Małysza? „nie zażywając, przeciwnie do Norweżki, leków na astmę”, czy Pan zdaje sobie sprawę co się tak naprawdę w Vancouver wydarzyło? Czy nie wystarczy Panu to, że Justyna pokonała na 30km zawodniczkę na DOPINGU?
Ostatnim czlowiekiem , ktory zainwestowal cokolwiek w Suwalszczyzne i jej mieszkancow byl premier PRL Jaroszewicz. Nie nalezy spodziewac sie tego po obecnych rzadach „warszawki” Oni bardziej maja na uwadze zabki i inne stworzonka spod Augustowa. Ludzi sukcesu im z tego regionu nie potrzeba, chyba co najwyzej do pracy za minimalne stawki w Warszawie
Panie redaktorze;
Artykul niezbyt dobry, uwagi pod katem medalistow nie na miejscu, czas zreszta zweryfikuje to co pan napisal. Uwazam, ze faktycznie powinien pan zaczac od analizy tzw. dzialaczy sportowych. Prosze nie zapomniec o srodowiskach opiontworczych, czyli tzw. sprawozdawcach sportowych i komenatorach sportowych, pan jest jednym z nich. Licze na to, ze znajac realia polskiego sportu (tzn. realia instytucji sportowych oraz procesow decyzyjnych) napisze pan cos o prawdziwych przyczynach braku sukcesow.
Tych zas sportowcow, ktorzy medale zdobyli, prosze zostawic w spokoju, oni zrobili to co do nich nalezalo, zdobyli medale.
Pozdrawiam.
Niech już pana nas nie trzyma w niepewności i w końcu wyjawi dlaczego nie lubi pan Kowalczyk. Bo tylko tym tłumaczę sobie ten niezrozumiały ciąg uszczypliwości graniczących z krytykanctwem wysuwanych pod jej adresem.
Najechała panu na narty, czy co?
Ah, i proszę dopisać ze ten pomysł z Suwalszczyzna to taki żart…
artukuł bardzo dobry. Nie ma w nim zadenj złosliwosci – lecz dobrze dobranme fakty. Faktycznie po Soczi przestaniemy sie w ogóle liczyc.