Panna z gorącą głową

- Justyna, jesteś silniejsza, potrafisz to zrobić – krzyczał sprawozdawca TVP Marek Jóźwik podczas końcówki biegu na 30 km, gdy Kowalczyk i Bjoergen walczyły bark w bark.

Justyna rzeczywiście potrafiła to zrobić, ale wcale nie dlatego, że była silniejsza. Miała większą motywację niż Norweżka. Siedziała jej w głowie ta Bjoergen bardzo głęboko, co dało się wyczuć w rozmowie z reporterem TVP. – O czym pomyślałaś po przebiegnięciu mety? – O tym, że fajnie było wygrać z Marit.

Intuicja psychologa-chałupnika podpowiada mi, że ten złoty medal to w sporej części efekt emocji wywołanych wypowiedziami polskiej narciarki na temat choroby Bjoergen i przyjmowanych przez rywalkę leków, rzekomo poprawiających wydolność. Kowalczyk zdawała sobie sprawę, że zraziła do siebie nie tylko Norwegów, ale i sporą część kibiców w Polsce. Ta atmosfera konfliktu była dla niej potężnym środkiem dopingującym. Nie pierwszy zresztą raz. Wszak scysje z trenerem Aleksandrem Wierietielnym nigdy nie okazały się szkodliwe, a wręcz przeciwnie – prowadziły do coraz większych sukcesów.

Był taki sportowiec, który spisywał się najlepiej, gdy miał przeciwko sobie rywali, sędziów i publiczność. Nazywał się John McEnroe i był genialnym tenisistą. Coś mi się wydaje, że nasza mistrzyni olimpijska z Kasiny Wielkiej też lubi grać przeciwko wszystkim.

Gorąca głowa Justyny Kowalczyk może sprawić, że nasza miłość do niej nie zawsze będzie usłana różami. Ale bez wątpienia będzie usłana medalami. Tego – po niepowtarzalnym finiszu w Vancouver – jestem pewien.

  • Print
  • Facebook
  • Wykop
  • Twitter

(8) Komentarzy do “Panna z gorącą głową”

    -
  1. Twisterpl pisze:

    Ciekawe stwierdzenie „rzekomo poprawiających wydolność”. Jeśli 9 ma 10 pierwszych zawodniczek to astmatyczki, a norweska Królowa Nart zachorowała przed olimpiadą…(chyba na sukces), to jakoś nie bardzo chce mi się wierzyć w „medyczne wyrównywanie szans” . Do tego jeszcze Justyna na „dopingu”. To co szanowny autor pisze to chyba wirszówka bo nawet na plotkę się nie nadaje. Pozdrawiam

    Dobre 0

  2. Tormann pisze:

    Justyna dlatego jest wspaniałym sportowcem, bo nie znosi przegrywać. Nie ma tej beznadziejnej mentalności: „A, jest super, doszliśmy wysoko, skończyliśmy na piątym, czwartym, trzecim, drugim miejscu – jest git”… Pewnie, my cenimy wszystkich naszych medalistów, a także tych dla których punktowane (jak to się kiedyś mówiło) miejsce, to ukoronowanie morderczego wysiłku i wyraz ogromnego hartu ducha, ale Justyna to sportowiec z krwi i kości. Za to ogromny, ogromny szacunek.

    Dobre 0

  3. życzliwy sceptyk pisze:

    Moim zdaniem Justyna jest trochę zmanierowana – w przeciwieństwie do Małysza, ale akurat z ta astmą to bardzo dobrze, że to wygarnęła, ciekawe, że nikt o tym nie mówił przedtem, chyba żeby nie narazić na szwank „autorytetów” Korzeniowskiego i Otylii, a swoją drogą to w ogóle patologia, że dzisiejszy sport prowadzi do choroby, a potem leki na te chorobę do zwycięstwa. Justyna zrobiła to może nie najzręczniej, ale w sumie chwała jej i za to, bo pewno bez tej otoczki skandalu i rywalizacji takich wypowiedzi by nawet nie zauważono albo skutecznie wyciszono, a pytanie Justyny i Wierietelnego, że jak te środki na astme nie pomagają to dlaczego są zakazane, pozostaje nadal bez odpowiedzi.

    Dobre 0

  4. Piotr pisze:

    Napisał Pan: „zraziła do siebie [...] porą część kibiców w Polsce.|”
    Zna Pan chociaż jednego z nazwiska? Oczywiście oprócz siebie…
    A tak poza tym, to dlaczego tak Pan nie znosi Justyny Kowalczyk? Pisanie o niej „nasza mistrzyni olimpijska z Kasiny Wielkiej” zahacza o chamstwo.

    Dobre 0

  5. Jot Pe pisze:

    Tytuł artykułu też jest mało elegancki. I taki kwaśny jakiś…

    Dobre 0

  6. malkontent pisze:

    Władysław Kozakiewicz w 1980 roku w Moskwie zraził do siebie większość kibiców. I co z tego, miał rację. Bjoergen jeśli jest chora to przed startem powinna się wyleczyć a jeśli jest nieuleczalnie chora to powinna startować w paraolimpiadzie. Kowalczyk ma rację.

    Dobre 0

  7. AndrzejF pisze:

    J. Kowalczyk ma absolutnie rację, poruszając ten „wstydliwy” temat. Tak się składa, że wiem na ten temat nieco więcej od przeciętnego czytelnika i twierdzę z całą stanowczością, że „astma” w sporcie wyczynowym to zalegalizowany doping. Najlepszym na to dowodem jest wypowiedź norweżki,
    która stwierdziła, że właciwie to nie jest „tak bardzo” chora, ale w badaniach „wyszło”,że ma astmę i dlatego zażywa „leki”. Pytanie do autora: czy Pan kiedykolwiek uprawiał jakis sport ? Bo odnoszę wrażenie, że nie Pan, o czym Pan pisze. Z wyrazami szacunku. AndrzejF

    Dobre 0

  8. ONE pisze:

    polski sport cierpi na, moim zdaniem, nieuleczalna chorobe, ktora klasyk okreslil ” kasa Misiu kasa…”!!!! I zadne zaklecia nic tu nie pomoga. No moze za pare lat jak prokuratorzy i sady znormalnieja!!!!

    Dobre 0

Dodaj komentarz

Dodanie komentarza oznacza akceptację REGULAMINU blog.rp.pl. Komentarze nie spełniające zasad zawartych w regulaminie - nie będą publikowane. Więcej informacji można znaleźć na modblogu modblogu.