Posts Tagged „PKB”<

Pytania nie znikają

15 lut 2011

Ten, kto czekał, że w końcu się dowiemy, jak polski rząd będzie obniżał deficyt finansów publicznych, musi się czuć rozczarowany. Podczas wczorajszej wizyty w Brukseli minister finansów skupił się na przekonywaniu, że możliwe jest odłożenie w czasie spełnienia zobowiązania wobec Komisji Europejskiej (deficyt poniżej 3 proc. PKB w 2012 r.), i nie wskazał, jak zamierza to osiągnąć. Póki minister finansów nie pokaże sposobu spełnienia fiskalnego kryterium z Maastricht, można przyjmować, że jedyną jego, ba ? naszą, nadzieją jest kondycja gospodarki. Im wyższe tempo wzrostu gospodarki, tym lepsze wskaźniki deficytu.

Wielu mogłoby powiedzieć, że Bruksela dyktuje nam warunki i nie ma co się uginać, ale w tym wypadku takie podejście jest błędne. Dobrze, że jest strażnik, który będzie pilnował tego, by nasze finanse publiczne nie rozsypały się. Zwłaszcza w sytuacji, gdy polska strona ma, jak widać, dość luźne podejście do nałożonych na nas zobowiązań.

Spór z Brukselą w tym wymiarze na pewno się nam nie opłaca, zwłaszcza że rynki finansowe nie lubią takich „zawodników”. Dotąd polski rząd mógł się cieszyć kredytem zaufania u inwestorów, status zielonej wyspy nam pomagał, ale teraz powoli zdaje się nadchodzić czas, gdy zapytają: co w końcu zrobicie? Reakcje wskazują, że zabiegi księgowe z OFE to za mało.

- Widzimy duży rozrzut pomiędzy samozadowoleniem ministra Rostowskiego i Ministerstwa Finansów a krytycznym podejściem rynków finansowych do 8 proc. deficytu sektora, które rodzi ryzyko dalszego redukowania dużych pozycji zagranicznych inwestorów na polskim rynku długu ? napisali niedawno ekonomiści ING Banku w nocie do klientów. To zdanie mówi wszystko.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Z szampanem warto poczekać

4 sty 2011

Żeby nie dopuścić do przekroczenia przez dług publiczny poziomu 55 proc. PKB, resort finansów zatrudnił państwowy BGK. Jak szacują analitycy, w jego imieniu ta instytucja wymieniła na rynku nawet 2 mld euro, co przyczyniło się do umocnienia złotego. Dzięki temu i np. przesuwaniu wydatków do Krajowego Funduszu Drogowego, 55-proc. bariera długu w relacji do PKB nie pękła. Wcześniej ekonomiści ostrzegali, że kurs ponad 4 zł za euro groziłby wzrostem długu w pobliże, a nawet powyżej 55 proc. PKB. To oznaczałoby konieczność ostrego zaciskania budżetowego pasa. A tak resort finansów ogłosił sukces, choć do końca nie wie, czy ta granica nie została przekroczona. Okaże się za kilka miesięcy, gdy poznamy stan kas samorządów na koniec 2010 r.

Wymiana euro na rynku to kolejny sposób poprawiania statystyk długu. W 2009 r. resort finansów wykorzystał do tego nawet specjalne instrumenty finansowe. Teraz prawdopodobnie już tego nie uczynił, bo tamten ruch nie został najlepiej odebrany wśród inwestorów. To fakt, w czasie kryzysu lepiej być bardziej przejrzystym i nie kombinować zbytnio.

Komunikat resortu finansów o poziomie długu należy traktować jednak jako swoistą próbę uspokojenia rynków. Bo choć polska waluta ustabilizowała się na pożądanym przez ministerstwo poziomie, to trudno nie zauważyć wzrostu rentowności polskich obligacji. Zaczął się on po… ogłoszeniu rządowego planu zmian w systemie emerytalnym.

Na razie minister finansów triumfuje. Oby jednak za kilka miesięcy nie padło znów coś na wzór pamiętnego „Jacku, co się stało?”, gdy w połowie 2009 r. komisarz UE ds. walutowych zapytał polskiego ministra finansów, dlaczego deficyt finansów za 2008 r. okazał się znacznie wyższy niż podawał wcześniej jego resort.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Paweł Czuryło: Wszyscy trzymają kciuki za Niemcy

13 wrz 2010

W poniedziałek najnowsze prognozy gospodarcze ogłosiła Bruksela. I choć nadal możemy się szczycić, że mamy się rozwijać najszybciej w Unii, to już nie samodzielnie

Jeśli szacunki Komisji Europejskiej się potwierdzą, w tym roku zostaniemy pod względem tempa wzrostu produktu krajowego brutto dogonieni przez niemiecką gospodarkę. Warto przypomnieć, że w poprzedniej edycji prognoz byliśmy jeszcze samodzielnymi liderem. Dopiero w przyszłym roku mieliśmy zostać doścignięci przez Słowaków.

Można uznać, że nie jest ważne, czy nasza gospodarka będzie się rozwijała w tempie 3,4 proc.  czy 3,0 proc., jak prognozuje nasz rząd.

Ważne, że wciąż się rozwijamy, a prognozy są coraz lepsze. Ale poniedziałkowe doniesienia z Brukseli pokazują wyraźnie, że inni nas gonią.

Symptomatyczne jest też to, że w poniedziałek nikt w Warszawie nie zorganizował żadnej konferencji prasowej i nie używał mapy Europy, zaznaczając nasz kraj na zielono. Cała Unia rozwija się bowiem coraz szybciej i wszyscy chcą zapomnieć o kryzysowych czasach.

Oczywiście istnieje ryzyko, że po chwilowym ożywieniu gospodarka znów bardzo zwolni.

Na razie jednak wydaje się, że wszyscy trzymają kciuki za to, by w tarapaty nie popadła znów gospodarka naszych zachodnich sąsiadów. Musimy więc czynić to i my, bo przecież ponad 20 proc. sprzedawanych za granicę przez nasze firmy towarów trafia właśnie za Odrę.

Oczywiście dobrze jest móc być porównywanym do Niemiec, jeśli chodzi o tempo rozwoju gospodarki. Oby jeszcze tylko nasz rząd tak jak gabinet Angeli Merkel zdecydował się na program oszczędności. Oczywiście nie musimy ograniczyć wydatków o 80 mld euro, jak zrobił to Berlin. Ale wciąż czekamy na polski pakiet oszczędności. Gospodarka by na tym skorzystała.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop