Posts Tagged „Paweł Czuryło”<

Składki na ratunek budżetowi

25 mar 2011

Stało się. Po ponad 1,5 roku od pojawienia się pomysłu na cięcie składki do funduszy emerytalnych koalicja rządowa postawiła na swoim. Uznawana dotąd za jeden z sukcesów polskich przemian reforma została wywrócona.

W ekspresowym tempie wprowadzono zmiany, które sprawią, że przyrost obecnego długu będzie niższy. Jednak przyszłe zobowiązania państwa i tak będą rosły. Choć rząd zapewnia, że wprowadzone zmiany są zgodne z konstytucją, to wątpliwości części prawników nie znikają.

Rządowy pomysł na zmiany w systemie emerytalnym przyczynił się też do powstania nowych podziałów wśród ekonomistów i polityków. Na próbę została wystawiona nawet wieloletnia znajomość ministra finansów Jacka Rostowskiego i byłego ministra Leszka Balcerowicza. Zresztą ich telewizyjna debata była swoistym podsumowaniem sporu. W jej trakcie np. składkę wpłacaną do OFE, która jest inwestowana w obligacje skarbowe, Rostowski określił mianem „raka”, a nowe „subkonto w ZUS” zastąpiło „zapis księgowy”.

Od poajwienia się pomysłu na zmiany dług publiczny Polski wzrósł z ok. 670 mld zł do prawie 780 mld zł, co pokazuje, że emerytalna ulga dla budżetu nie rozwiąże problemów polskich finansów.

Polska podczas kryzysu próbowała pozytywnie odróżnić się od przeżywających trudne chwile krajów. Teraz dołączyła do tych, które, by poprawić kondycję finansów publicznych, sięgają po składki przyszłych emerytów. Celnym podsumowaniem sytuacji są słowa ministra finansów ze wspomnianej debaty: „Nie jesteśmy w stanie powiedzieć, jak przyszłość będzie wyglądała”. To najlepsza wskazówka dla przyszłych emerytów.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Paweł Czuryło: Liderzy zadowoleni, a co z gospodarką?

30 paź 2010

Przywódcy Unii zgodzili się, że należy stworzyć stały antykryzysowy mechanizm dla strefy euro. I choć ostateczne decyzje jeszcze nie zapadły, to unijni liderzy wydają się zadowoleni ze swoich działań.

Jak bardzo taki mechanizm może być przydatny, pokazały wydarzenia z przełomu kwietnia i maja, gdy na nocnym spotkaniu przywódcy UE tworzyli pakiet za setki miliardów euro. Wtedy ratowali Grecję. Dziś w porównaniu z tamtym czasem ich sytuację można uznać za komfortową. Zdaje się jednak, że oni sami nie wierzą w szybki koniec kłopotów. Mogą o tym świadczyć kolejne doniesienia z rynków finansowych: greckie banki potrzebują miliardów dolarów na zwiększenie kapitałów, rentowność obligacji rządu w Atenach znów rośnie.

Analizując plan działań liderów Wspólnoty, nie można zapominać o tym, że Unia ma już swój antykryzysowy mechanizm. Przecież jej członkowie nie powinni mieć w swoich finansach deficytu, który przekracza 3 proc. PKB. A dług powinien być niższy od 60 proc. PKB. I co? Wiele krajów nie respektowało tych zapisów przed ostatnim kryzysem, który tylko uwidocznił kłopoty publicznych finansów.

Zresztą sama Bruksela nie jest tu bez winy. Przymknęła oko na te ograniczenia i przyzwoliła na zwiększanie wydatków, by gasić pożar i pobudzać gospodarkę. Teraz Unia chce uniknąć sytuacji, w której będzie musiała ratować kolejnego bankruta i nie będzie mogła wymóc na nim reform. Rynki finansowe na razie zdają się wierzyć w proponowane przez wiele rządów plany cięć. W czwartek i piątek inwestorzy nie patrzyli na Brukselę. Żyją tym, ile jeszcze miliardów dolarów i w jakim czasie wpompuje w światową gospodarkę Fed.

***

Serwis rp.pl zaprasza wszystkich czytelników do wzięcia udziału w akcji: TRON. Wymień jedną rzecz, za którą najbardziej cenisz serwis rp.pl oraz jedną rzecz, którą byś zmienił/-a, by cenić go jeszcze bardziej. Pole widzenia powiększamy o wasz punkt widzenia.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Paweł Czuryło: Deweloperzy na swoim

30 wrz 2010

Nasz lokalny rynek nieruchomości zadziwia. Po wejściu Polski do UE ceny mieszkań i domów poszybowały, deweloperzy często nie patrzyli na jakość, byle tylko maksymalizować zysk

Swoją rolę w napędzeniu obrotów odegrały też banki. I gdy nawet w kryzysie przykręciły kredytową śrubę, ceny nieruchomości nie spadły tak mocno jak w innych krajach.

Od kilku lat trwa też nad Wisłą dyskusja, ile mieszkań brakuje i ile powinno się ich budować. Pojawiły się też dane, zgodnie z którymi ponad połowa młodych małżeństw nie ma własnego M. Jak widać, problem jest. W jego choć częściowym rozwiązaniu miał pomóc rządowy program „Rodzina na swoim”. Dzięki budżetowym dopłatom do kredytowych odsetek koszt zakupu  mieszkania na kredyt miał się zdecydowanie zmniejszyć. I choć skorzystało z niego wielu Polaków, to widać, że program nie działa tak, jak powinien. Nie można myśleć inaczej, widząc nowe limity cen mieszkań, od których zależy dopłata z kasy państwa. Oczywiście dzięki wzrostowi tych limitów więcej mieszkań może być objętych programem. Ale chyba nie taki był cel – chodziło też o to, by deweloperzy nie windowali cen w nieskończoność. Dlatego teraz można odnieść wrażenie, że ów program sprzyja raczej deweloperom niż ich klientom.

Dziś bowiem firmy budujące mieszkania nie mają żadnej motywacji, by walczyć o klienta, który może dostać rządowe wsparcie. Wynik? Brak obniżek cen. Taniej można kupić mieszkanie na słonecznej Majorce niż w wielu polskich kurortach.

Co z tego, że przez osiem  lat klient dostaje dopłatę, skoro dotyczy ona wciąż bardzo drogich w porównaniu z innymi krajami mieszkań.

Z programami rządowymi często jest tak, że nie spełniają swojej roli. W tym wypadku największym zwycięzcą są deweloperzy.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Paweł Czuryło: Och, ta pechowa Bruksela

22 wrz 2010

Minister finansów Jacek Rostowski przyznał to, o czym od dawna mówili ekonomiści i co można było znaleźć w mediach.

Ostatni program konwergencji, czyli przedstawiany Komisji Europejskiej scenariusz dla polskich finansów, można uznać za nieważny.

Wkrótce pewnie potwierdzi to rząd. A potem polskiego ministra finansów czeka wyprawa do Brukseli, gdzie ów program zostanie oceniony. Boję się, że może ona przypominać tę z czerwca 2009 r., gdy minister był zaskoczony wyższym od prognoz deficytem, a ówczesny komisarz ds. monetarnych i walutowych Joaquin Almunia pytał „Jacku, co się stało?”.

Może więc wypowiedź ministra ma uprzedzić ewentualny zarzut, że stan polskich finansów się pogarsza. Ale spotkanie z obecnym komisarzem Olli Rehnem miłe na pewno nie będzie.

Analizując (wciąż niestety jeszcze) plany ministra, można odnieść wrażenie, że zdaje on sobie sprawę z powagi sytuacji. Sposobem ratunku ma być zapowiedziana większa kontrola nad finansami samorządów. Bo oprócz nowych długów zaciąganych przez budżet państwa, przy braku zdecydowanych cięć, to właśnie nowe zobowiązania samorządowców są największym problemem dla ministra. Skutek? Deficyt samorządów rośnie i powiększa deficyt finansów publicznych. A żółte, ostrzegawcze światło wciąż pulsuje. Dlatego jeśli z jednej strony minister nie zdecyduje się na znacząco większe oszczędności w budżecie państwa, a z drugiej nie pohamuje miast i gmin, Polska może zapomnieć o statusie prymusa w publicznych finansach. Inni, jak mogą, próbują ciąć wydatki, a u nas deficyt rośnie. Dobrze, że minister finansów już o tym wie.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Paweł Czuryło: Nawet lasy muszą wspomóc budżet

10 wrz 2010

Wyobraźmy sobie, co musi czuć minister finansów, który z jednej strony co roku pożycza od inwestorów miliardy złotych, by sfinansować wydatki budżetu, a z drugiej widzi, że liczne publiczne instytucje posiadają znaczne nadwyżki finansowe.

Minister postanowił więc działać i przekonał do swego planu rząd. Rezultatem będzie więc m.in. zaliczenie Lasów Państwowych do sektora finansów publicznych. Ba, 2 mld zł zgromadzone przez lasy zostaną przetransferowane na rachunek ministra i tym samym zmniejszą kwotę, którą na rynku finansowym będzie musiał pożyczyć. Zmniejszy się też deficyt finansów publicznych. Podobnie będzie z innymi jednostkami sektora publicznego. Dzięki temu „lepszemu zarządzaniu publicznymi pieniędzmi” budżet ma w sumie oszczędzić w przyszłym roku blisko 20 mld zł.

I tak jak sposób myślenia ministra finansów wydaje się właściwy, tak można już mieć wątpliwości, czy uda mu się w ten sposób oszczędzić owe 20 mld zł.

Plan ministra wpisuje się w liczne już pomysły na wydobycie z polskich finansów potrzebnych oszczędności. Miało je kiedyś dać stworzenie agencji ds. długu, która miała zwiększyć efektywność zarządzania naszymi zobowiązaniami. Podobnie jest, gdy wciąż słyszymy o efektach reformy finansów publicznych.

Ten krok ministra Rostowskiego pokazuje, że w sferze polskich finansów publicznych są jeszcze możliwości. Lepiej, że minister planuje konsolidację publicznych pieniędzy, niż miałby np. znów sztucznie wypychać kolejne wydatki poza budżet państwa. Jest tylko jedno ryzyko. Na razie lasy śpią na pieniądzach. Oby nie poniosły strat, które będzie musiał pokrywać minister finansów, a tak naprawdę podatnicy.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop