Posts Tagged „Paryż”<

Nie tylko kapusta, także kontakt ludzki

14 sty 2011

Mokotów to dzielnica, która sama mogłaby być sporym wojewódzkim miastem. Przez środek biegnie betonowy korytarz, Puławska, arteria komunikacyjna, podobno najdłuższa ulica w Polsce. W mojej dzielnicy ludzie się nie znają, nie ma więzi sąsiedzkich, jak bywa na Pradze, Saskiej Kępie czy Żoliborzu. Życie płynie anonimowo.
Do sklepu warzywno owocowego pana Adama zaglądam po drodze wracając z miasta, bo nie mieszkam blisko. Ale mimo, że nie blisko i że na Puławskiej, gdzie ciężko
o parking, zawsze chce mi się tam podjechać. O każdej porze stoi kolejka, chociaż sklepów akurat tu zostało jeszcze parę. Ale wiadomo, że u pana Adama są zawsze dobre kartofle i kapusta niekwaszona octem, jest wybór sałat, grepfruity z Florydy. Ale nie tylko to.
U pana Adama poza dobrym towarem jest także kontakt ludzki.
-Pani Malgosiu, nie ma ma dziś owczego sera, będzie jutro, woła pan Adam do pani, która stanęła na końcu ogonka i jeszcze o serze się nie zająknęła.
-Ma pan te jabłka, co ostatnio brałam, pyta inna pani, starsza. Bardzo były dobre.
Klienci wiedzą, że niedawno pan Adam przeprowadził się się pod Warszawę i niezbyt jest z tego zadowolony. Mnie też zdekonspirował -Pani chyba coś ma z modą? Pracuje pani w piśmie?
Zdarza się, że kolejka sama rozmawia ze sobą, bo ludzie się w niej znają. Może dlatego, że tu przychodzą?
A może po to właśnie przychodzą? Może dla niektórych, starszych, samotnych to jedyna okazja porozmawiania
w ciągu dnia?
Coś, co było kiedyś lokalną piekarnią, warzywniakiem, rzeźnikiem oraz bardziej znika z krajobrazu. A w takim Paryżu, w końcu megamieście, gdy wieczorem ludzie stoją w piekarni po bagietki na kolację, padają raz po raz „comment ca va”. Towarzystwo jest poniekąd znajome.
W dzielnicach zachowały się małe sklepy, kawiarnie, bary. Człowiek czuje się związany ze swoją sąsiedzką mini ojczyzną.
W zagranicznych przepisach kulinarnych czytam często „poproś twego rzeźnika o kawałek ( tu następuje specyfikacja mięsa)”. „Twego rzeźnika”, śmiech na sali, myślę sobie. Przynajmniej w moim wielkim mieście Warszawa. Gdzie ten rzeźnik?
W Polsce znikają małe sklepy. Najbardziej spośród krajów europejskich, jak podała „Rzeczpospolita” przytaczając raport Komisji Europejskiej. W 2008 roku zniknęło ich 10 tysięcy, w 2010 około 4 tysiące. Podobnie, jak w innych państwach europejskich, to skutek ekspansji sieci dyskontowych. W ciągu ostatnich pięciu lat liczba najmniejszych sklepów spadła w całej Unii Europejskiej o kilkadziesiąt tysięcy.
Znikają sklepy i znikają te słabe więzi, które jeszcze łączą ludzi w wielkich miastach. Nie wiem, może w Krakowie, w Białymstoku, Toruniu, w mniejszych miejscowościach jeszcze istnieją. Mam nadzieję.
Ale w Warszawie?
Nie wiem, jak długo pan Adam się utrzyma. Boję się,
że któregoś dnia przyjdę do niego, a tam będzie bank albo kolejny salon z komórkami.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop