Posts Tagged „Moda”<

Wystylizuj się, koniecznie

19 maj 2011

Czy państwo już się wystylizowali? To jest, chciałam powiedzieć, ubrali. Dziś, jak zauważyłam, czasownik ubrać się okazuje się niewystarczający. Należy się wystylizować. Bo cóż to jest jakieś tam zwykłe ubrać się? Narzucić na grzbiet byle łach, nie wiadomo jaki. Co innego, gdy poddamy się stylizacji. Wtedy ranga naszej osoby wzrasta razem z językiem opisu oraz ceną odzieży, którą mamy na sobie. Fryzjer też podniósł się w rankingu zawodów: przestał być fryzjerem, lecz stał się stylistą fryzur, ewentualnie designerem włosów. Makijażysta zaś artystą makijażu, jak nie przymierzając Matisse.

Wzrosła także liczba jurorów oceniających stylizacje, podobnie liczba fachowców, którzy te zabiegi wykonują. Weźmy najsłynniejszą parę – Trinny Woodall i Susannę Constantine, dwie Angielki, które na zlecenie TVN objeżdżają Polskę wyłapując z ciżby najgorsze ich zdaniem okazy i poddając je seansowi przemiany. Główną częścią ich pracy jest obandażowanie osoby warstwą bielizny korygującej, wbicie na 12 centymetrowe szpilki, w wieczorową suknię oraz poddanie zabiegom fryzjersko-makijażowym. Dzięki temu obiekt wygląda wprawdzie efektowniej – każda kobieta wygląda lepiej po wyjściu od fryzjera i jak się umaluje – ale chciałabym wiedzieć, jak długo na swoich obcasach ustoją panie, które całe życie chodziły na płaskim, a teraz zostały wbite na obcasy. Efekt jest, ale całość jedzie sztucznością, a czasem po prostu, ośmielę się stwierdzić, śmiesznością i złym gustem. W dodatku najczęściej styl, jaki narzucono danej osobie, nie ma nic wspólnego ani z jej stylem życia, ani upodobaniami, nawykami. Ale może właśnie chodzi o to, by z tym wszystkim zerwać? Zerwać z przeszłością?

Kandydatów do tzw. metamorfozy nie brakuje. Każdy chce być piękny i wyglądać co najmniej tak, jak plejady celebrytów, które prężą się w telewizji, kolorowych pismach oraz Internecie. Jak zbadało centrum handlowe Silesia, 29 proc. klientów centrum handlowych po każdych kolejnych nieudanych zakupach zniechęca się coraz bardziej do poszukiwania odpowiedniego stylu dla siebie. 66 proc. uważa, że uratować ich może tylko stylista. Klienci kochają akcje typu „metamorfozy” czy „weekend ze stylistą”, mówi Dominika Musialik z centrum handlowego Silesia.

A co po weekendzie? Podejrzewam, że powrót do starej „stylizacji”.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Luksus schodzi do ludu

24 lis 2010

Od pięciu lat, każdej jesieni na zamówienie H&M jeden z czołowych światowych projektantów projektuje specjalną, jednorazową kolekcję. Byli już Lagerfeld, Stella McCartney, Sonia Rykiel, Roberto Cavalli.

Koncept jest genialny: ubrania z wysokiej mody udostępnić tym, dla których normalnie są one za drogie. Jest to uszyte masowo, z tańszych materiałów, made in China, ale nazwisko i logo robią swoje. Każdy chce dotknąć luksusu za 300 zł, nie za 3 tysiące. Przez te pięć lat nie zdarzyło się, żeby kolekcja nie została zmieciona z półek w ciągu pierwszej godziny po otwarciu sklepu. Dobrze, jeśli szyby zostały całe. Tak było w Nowym Jorku, Paryżu, Londynie, Warszawie.

Wczoraj wystartowała dużo wcześniej nagłaśniana kolekcja Lanvin, bardzo wysoko obecnie notowanego domu mody w Paryżu, którego projektantem jest uroczy grubasek rodem z Maroka, Alber Elbaz. Pan Elbaz długo zarzekał się, że nie podpisze się pod taniochą z sieciówki i pozostanie przy swoich luksusowych kolekcjach.

W końcu jednak dał się skusić. Czy pieniądze odegrały rolę? Nie wiadomo, nikt nie ujawnia, ile mu H&M zaproponował. Amerykańskie gazety donosiły, że Stella Mc Cartney trzy lata temu dostała milion dolarów za swoje zlecenie (tam temat „how much” dla wszystkich jest interesujący).

Kolekcja Lanvin składająca się z kilkudziesięciu rzeczy, ubrań, butów, biżuterii, dodatków, męskich i damskich w Warszawie sprzedała się w ciągu dwóch godzin. Nauczeni doświadczeniem poprzednich lat, kiedy tłum wpadał do środka i rozszarpywał wszystko, co było na wieszakach, chwytając po kilkanaście sztuk naraz, tym razem w warszawskim H&M przy Marszałkowskiej wprowadzono nowe zasady. Kolejce oczekującej od rana rozdano bransoletki z godziną, o której będzie można wejść do środka. Częstowano kawą. Wpuszczano po 20 osób, ograniczając liczbę ubrań. Ale i tak, już wieczorem, na allegro oferowano ponad 200 różnych rzeczy kupionych rano, po odpowiednio wyższych cenach oczywiście.

Widziałam tę kolekcję na prezentacji dwa tygodnie temu. Mocny zestaw wieczorowo-imprezowo-karnawałowy. Ubrania widoczne, „wyskokowe”, rozpoznawalne.

Czarne, żółte, różowe. Dużo rzeźbiarskich form, falban, skłębionych materii. Bardzo krótkie. Do włożenia raczej raz, jeśli ktoś ma okazję, kiedy może się pokazać w czymś tak spektakularnym. Dziennikarki mody narzekały, że w polskich warunkach, nie są to ubrania „do noszenia”, raczej „do włożenia”. Ceny niezbyt niskie, jak na masówkę – od 200 do prawie tysiąca złotych. Zważywszy, że chodzi o rzeczy przeznaczone dla grupy wiekowej 16- 35, raczej drogo. (Statystyczny Polak wydaje na ubrania 36 złotych miesięcznie, na buty 14).

A jednak towar sprzedano do zera. Polacy są głodni światowego luksusu, nawet w wersji cheap.
I tak pomysł H&M wprowadzenia luks-tanich specjalnych kolekcji uważam za mistrzowskie pociągnięcie marketingu. Inne sieci też poszły tym tropem, w piątek GAP wprowadza do obiegu kolekcję Valentino ( tylko w kilku wybranych sklepach).

Cieszę się, że też to mamy, ale przychodzi mi na myśl, jak to w pałacach dobrzy państwo w święta robili dla służby osobny stół z jedzeniem. Był i biały obrus i zastawa. Zamiast szampana wódka, zamiast bażantów kiełbasa. Ale i tak lud był szczęśliwy.

Kolejka przed H&M


***

Redakcja dziennika ?Rzeczpospolita? zaprasza wszystkich czytelników do wzięcia udziału w konkursie Rafała Ziemkiewicza „GIERKIZMY„. Najlepsze opisy, skąpane w oparach absurdu III RP, zostaną wyróżnione intrygującymi nagrodami.


Idea konkursu: absurdalnie prosta! ZAPRASZAMY!

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop