Z okazji świętego Walentego przez media znów przewala się rytualna fala serduszek, romeów i julii, strony gazet zalewa czerwona farba. Słowo miłość odmienia się przez wszystkie przypadki. Nawet mój znajomy, stary chłop, może nawet stary dziad, którego nie posądzałabym o skłonności do obchodzenia komercyjnych świąt, dał się ponieść tej jeździe obowiązkowej i przyznał, że kupił serduszka mamie i narzeczonej.
Kilkanaście lat temu, gdy importowaliśmy walentynki, odnoszono się do tego święta dość nieufnie, Teraz zakorzeniło się i szybko uruchomiło machinę handlową, która je otacza. Czekoladki, serduszka, upominki, róże.
Nawet ci, którzy walentynek nie popierają, mówią: co w tym złego? Czy miłość może komuś zaszkodzić? Dobre słowo jest przecież lepsze niż złe. Nawet komercyjne. Zgadzam się, że lepiej okazywać sympatię, niż niechęć, ale uhandlowienie miłości doprowadziło do inflacji.
Za dużo tych wyznań, za dużo jednodniowego uczucia na zawołanie. Tak dużo, że przestaje ono coś znaczyć.
W amerykańskich filmach każda trudna rozmowa z dzieckiem kończy się wyznaniem -I love you oraz wzajemnym – I love you too. I od razu wysychaja łzy, a problemy rozwiązują się same.
W ogóle wszyscy do wszystkich chętnie mówią I love you. Piosenkarki wołają do publiczności zgromadzonej na koncercie I love you, dłońmi rozsyłając całuski. Nasze piosenkarki kiedyś nie wołały, ale teraz też się nauczyły i wyznania żwawo lecą z estrady.
W ogóle deklaracji jest jakby więcej niż samych uczuć. Pisma kobiece każa nam pokochać siebie, nasze ciało, nasze wady, nasze problemy. Jak już pokochamy, wszystko się ułoży. To zbiorcze I love you w kulturze protestanckiej miało odreagować chłód protestanckiego wychowania, a może i swoisty dystans, jaki wynika z natury języka angielskiego. U nas tego nie było.
Zwyczaj głośnego deklarowania uczuć upowszechnił się, gdy masowo w mediach pojawili się psycholodzy. Ci mędrcy współczesności pojawiają się w każdym programie telewizyjnym, przy każdym newsie społecznym i zawsze mają na podorędziu banał, który wszystko objaśnia.
Ale czy od gadania i dawania serduszek przybędzie uczuć? Wątpię. Zyskają kwiaciarnie i producenci czekoladek, to pewne.
Wszyscy mówią kocham cię.
(13) Komentarzy do “Wszyscy mówią kocham cię.”
Dodaj komentarz
Dodanie komentarza oznacza akceptację REGULAMINU blog.rp.pl. Komentarze nie spełniające zasad zawartych w regulaminie - nie będą publikowane. Więcej informacji można znaleźć na modblogu modblogu.









„I love you to” ?? chyba I love you too, jak już mamy zagłębiać się w język angielski…
mariian z: „chyba I love you too, jak już mamy zagłębiać się w język angielski…”
Przyjemnie pomyslec jak Polska posunela sie do przodu. Pod wzgledem intelektualnym, ale nie tylko, bo i jezykowym. Ciezymy sie wszyscy ze mamy takich ekspertow od jezyka angielskiego jak Pan, i cieszymy sie jeszcze bardziej ze ma Pan czas i ochote dzielic sie z nami, skromnymi obywatelami, Panska obszerna wiedza.
Dziekujemy!
Bardzo sie cziesze ze Polska wprowadza rozne swieta amerykanskie. Coraz ich wiecej. Czuje jednak niedosyt: Kiedy, ach kiedy Polska swietowac bedzie swoje wlasne swieto 4 lipca?…
Nie będzie Amerykanin pluł nam w twarz:-))Nie ma co obrażać się na rzeczywistość coraz bardziej infantylną i skomercjalizowaną.8 marca kojarzy mi się z lekko podpitymi paniami w biurze(skrzywienie po PRLu)Zostają wianki świętojańskie ,tradycja się odradza w ostatnich latach.Nie wszystko stracone.(Za wszystkie byki ort .bardzo przepraszam:-))
Dzisiaj w Ameryce (15 lutego), Swieto Prezydenta!!! Dlaczego w Polsce sie nie czci?
Zaraz, chwileczke. Moze to kicz i banal, ale zawsze przyjemnie cos dostac, a niechby i czekoladki, niz – nie dostac. Ja tam jestem za.
Stella: „Zaraz, chwileczke. Moze to kicz i banal, ale zawsze przyjemnie cos dostac, a niechby i czekoladki, niz – nie dostac”. Owszem – dostac „od serca” a nie z powodu presji wywieranej przez media i „owczy ped”
@ A.I.
Eeee tam, zaraz presja, owczy ped…Wyluzuj czlowieku. W koncu chodzi o troche zabawy. Przymusu nie ma, nie widze.
Natomist zgadzam sie z Autorka co do meczacej obecnosci psychologow w mediach. Tacy dyzurni, jak np. Eichelberger – nie ma tematu, zeby sie nie wypowiadal. Irytujace rzeczywiscie.
Pozdrawiam
Pani Joanno!
Wreszcie Panią odnalazłam!!!
Odkąd zniknęła Pani z Twojego Stylu bardzo mi brakowało Pani felietonów.
I rzetelnych ale lekkich artykułów o modzie !!!
To były prawdziwe rarytasy , dziękuję
teraz z radością będę czytać archiwalne wpisy i czekać na bierzące
Pozdrawiam SERDECZNIE!!!
kasia
Stella: „Przymusu nie ma, nie widze”
Ja przymus widze. Tak jak 8 marca, na przyklad
I love You!
)
I love You too!!
I love You three!!!(to z dowcipu o ruskim zolnierzu i zagranicznej dziewczynie
Z innego dowcipu:
- Czemu tak stoisz smutny na ulicy – pyta psycholog kolegę.
- Autobus mi uciekl.
- Czy chcesz o tym porozmawiać…?
8 marca teraz obowiązkowa jest tzw. Manifa. Kto nie popiera, ten jest podobno wsteczny i z ciemnogrodu.
14 lutego na Onet.pl w rubryce „imieniny”: Cyryl, Metody, walentynki.
Ja tez podpisuje sie pod tym stwierdzeniem o psychologach, nawiasem mowiac, sama zaczelam ostatnio pisac cos na ten temat. Pamietam z czasow moich studiow, jak studenci psychologii zawsze sie na mnie obrazali, kiedy otwarcie okazywalam swoj dystans wobec psychologicznych formul, kwitujac, ze przeciez psychologia to nie medycyna.
Szanowna Pani Joanno
Przeglądając Rz-powych bloggerów natrafiłem na Pani wizerunek. Zafascynowany Pani fryzurą (nie ma w tym ani krzty ironii) postanowiłem, zobaczyć o czym pisze i jak pisze jej właścicielka. „Twojego Stylu” nie czytywałem. Na pierwszy ogień poszedł tekst o niechlujach odbierających Paszporty „Polityki”, potem rozważania o sceptycyzmie Pani Małżonka odnośnie obietnic generowanych przez przemysł kosmetyczny. Przyznaję, że bardzo mi się spodobało Pani widzenia świata.
Obiecuję, że będę Pani życzliwym czytelnikiem.
P.S. Pozdrowienia dla Szanownego Małżonka
Milton