Komuś, kto jak ja, ogląda po raz kolejny na wybiegu ładną młodą dziewczynę zrobioną na ponurą, starą wariatkę, ubraną w coś, co bardziej nadaje się do filmu fantasy, niż do wyjścia na ulicę, przychodzi czasem do głowy, że chińskie mundurki dla wszystkich takie same byłyby niezłym rozwiązaniem…
Moda wyparła się krawiectwa, zapragnęła być kolejną sztuką, spektaklem, grą w przebieranie. Problem w tym, że jej wykonawcy mają na ogół więcej ambicji niż talentu. Ich ekscesy i ekstrawagancje przekraczają możliwości przyswojenia przez użytkowników. Ci, żądają sztuki, ale użytkowej.
Normalny człowiek nie zastanawia się nad konceptualną kreacją, tylko wkłada szary sweter, kurtkę i dżinsy.
Bywają jednak momenty, kiedy ożywa we mnie nadzieja, że sztuka szycia żyje. Oglądam pokazy haute couture, które trwają właśnie w Paryżu, bo tylko tam przetrwał jeszcze rezerwat dawnego szycia. Bardziej rezerwacik, bo jak nazwać te kilkanaście warsztatów, gdzie nie używa się maszyny do szycia, gdzie, jak na obrazach Vermeera, nad swoją robotą ślęczą hafciarki, koronczarki? Gdzie używa się tkanin, jakich nie dostanie się w żadnym sklepie, bo robione są na specjalne zamówienie. Termin „Haute couture” jest prawnie zastrzeżony do wyłącznego użytku jedenastu członków francuskich i czterech członków korespondentów z zagranicy. Żeby dostać się do tego grona, trzeba spełnić ścisłe kryteria wyznaczone przez francuskie Ministerstwo Przemysłu. Posiadać atelier w Paryżu, zatrudniające na pełny etat nie mniej niż 15 osób, szyć tylko dla prywatnych klientów z jedną lub dwiema przymiarkami, dwa razy do roku prezentować publicznie kolekcję, co najmniej 35 modeli. Paryż jest siedzibą HC. Tylko Paryż. Żeby zamówić suknię, trzeba osobiście się tam pofatygować. Delegatur i filii brak.
Jednym z czterech zagranicznych członków HC jest siedemdziesięcioletni Giorgio Armani. W pełnej formie, chociaż młodsi koledzy po fachu chcieliby go już dawno wysłać na emeryturę jako geriatryczny relikt lat 80. Kolekcja Armani Prive nie używa efektów specjalnych. Każda rzecz jest w pełni użytkowa. Spódnica z materiału imitującego efekt rybiej łuski, do tego jedwabna bluzka. Całość w stylu new looka Diora, elegancka, niewymuszona. Kolory przymglone, zmęczone to znak firmowy Armaniego. Motyw skór gadów i płazów, który u Alexandra MCQueena wyglądał złowieszczo i groźnie, tutaj brzmi delikatnie.
To nie są suknie dla zwykłych ludzi. Kosztują od kilku do kilkudziesięciu tysięcy euro. Zobaczymy je pewnie na imprezach typu Oskary i inne szopki. Odpryski pojadą do Kataru czy Arabii Saudyjskiej i tam na żonach nafciarzy będą się przechadzać po miejscowych pałacach. Ale haute couture, dobro rzadkie w czasach masówki przypomina, że kiedyś istniało prawdziwe, wielkie krawiectwo.
I ten fach nie został całkowicie zapomniany.









