Nie nauczymy ośmiomiesięcznego niemowlaka chodzenia, ani czytania dziecka, które nie osiągnęło odpowiedniej dojrzałości – twierdzi nauczycielka
Artykuł pani Ligii Krajewskiej „Komu zależy na dobru dzieci” („Rz”, 12 lipca 2011 r.) czytałam z narastającą irytacją. Dobrze znam środowisko nauczycieli klas młodszych, ponieważ od ćwierć wieku nieustannie do niego należę, ale wśród licznych koleżanek i kolegów po fachu nie spotkałam ani jednej osoby, która powiedziałaby: „Tak! Sześciolatki w szkole to jest to!”. Przeciwnie, nauczyciele przedszkola i klas młodszych są zgodni, że sześciolatek jest przedszkolakiem.
Jestem nauczycielką, a mimo to ani trochę nie oburzam się na profesora Śliwerskiego, który w artykule „Manipulacja w sprawie sześciolatków” („Rz”, 8 lipca 2011 r.) twierdzi, że nauczyciele klas młodszych nie są przygotowani do pracy z dziećmi w wieku przedszkolnym. Pan profesor ma sporo racji. Wprawdzie bardzo wielu z nas ukończyło studia podyplomowe, nawet niejedne, a także liczne kursy doskonalące, ale żadne studia nie zastąpią praktyki, a codzienność szkolna od przedszkolnej różni się zasadniczo. Różnią się one tak bardzo jak przedszkolak od ucznia klasy I.
Zresztą tego samego zdania jeszcze kilka lat temu była profesor Edyta Gruszczyk-Kolczyńska, do niedawna uznany autorytet w moim środowisku zawodowym. Głosiła taki pogląd i uzasadniała go przekonująco w licznych cieszących się zasłużonym uznaniem i ciągle będących w użyciu publikacjach. Dlaczego, zostając ekspertem MEN, niespodziewanie i krańcowo zmieniła poglądy?
Przeczytaj cały artykuł na rp.pl/opinie
Tagi: dzieci, Edukacja, sześciolatki, Szkoła








Andrzej Fąfara
Andrzej Pisalnik
Andrzej Talaga
Beata Chomątowska
Bronisław Wildstein
Ewa Usowicz
Hubert Salik
Igor Janke
Jacek Lutomski
Jacek Przybylski
Jerzy Haszczyński
Joanna Bojańczyk
Karol Stopa
Krzysztof Feusette
Krzysztof Kowalski
Kuba Kurasz
Maciej Rybiński
Małgorzata Subotić
Marek Dusza
Marek Magierowski
Michał Szułdrzyński
Monika Małkowska
Paweł Bravo
Paweł Czuryło
Paweł Jabłoński
Paweł Lisicki
Piotr Gabryel
Piotr Gociek
Piotr Gursztyn
Piotr Kościelniak
Piotr Kościński
Piotr Semka
Piotr Skwieciński
Piotr Zaremba
Piotr Zychowicz
Rafał A. Ziemkiewicz
Robert Mazurek
Stefan Szczepłek
Tomasz Pietryga
Tomasz Wróblewski
Wojciech Romański
W tej całej operacji chodzi tylko o to żeby wczęśniej iść do szkoły, wcześniej rozpocząć pracę i wcześniej placić skladki emerytalne. Nie ma znaczenia co będzie z dziećmi, ZUS potrzebuje pieniędzy i tylko o to chodzi.
Te cele można oczywiście osiągnąć w inny sposób, ale trzeba było by nieco pomyśleć. Nie wymagajmy od MENu rzeczy niemożliwych.
Zgadzam się z autorką tekstu.Gratuluję odwagi i znajomości tematu. Mam wrażenie, że osoby pracujące w MEN niewiele mają do czynienia ze współczesną szkołą, nie znają jej realiów a tym bardziej psychologii rozwojowej dziecka i gotowości do nauki pisania i czytania.
Gimnastyka na ławkach. Likwidacja wszystkiego co polskie i tradycyjne w zamian Tusk objadający harcerzy pod Grunwaldem.Mam pytanie i prośbę aby pokazać do jakich szkół chodzą dzieci politycznych beneficjentów i pełowskich celebrytów!
Dziękuję za rozsądne podsumowanie pseudoreformy naszej pani minister Hall. Jako rodzic pięciolatka przyłączyłam się do protestu rodziców, tylko…..czy nas ktoś pyta o zdanie?
Starsze dziecko skończyło właśnie I klasę i wiem jedno: swoje dzieci muszę uczyć sama, chodzenie do obecnej szkoły (ponoć dobrze wypadającej w rankingach) to strata czasu.
Na ministrów edukacji zawsze narzekaliśmy, ale drugiej p. Hall to ze świecą trzeba by było szukać. Jeżeli ktoś rozsądny obejmie po niej ten resort, będzie mieć duuuuuużo pracy.
Mam żal do środowiska nauczycieli. Jeżeli chcą być autorytetem dla wychowanków powinni umieć wyrazić swoje zdanie a nie milczeć i wykonywać rozkazy napływające z góry.
Dlaczego nie przepuszczono mojego komentarza, w którym apelowałam,żeby zarówno nauczyciele szkół niższego szczebla, jak i szkolnictwa wyższego zbuntowali się wreszcie przeciwko swoim ministrom? Do tej pory większość z nich zachowuje się jak przestraszony uczeń wobec surowego nauczyciela, czy dyrektora szkoły. Moderator, który nie przepuścił mojego komentarza po prostu mnie OBRAŻA! Zrównał mnie z internetowymi trollami!
Boją się, że stracą pracę. Zbierałam podpisy również wśród środowiska nauczycielskiego. Oni popierają akcję, ale nie podpiszą się bo się boją.
Świetny tekst! Bardzo dziękujemy nauczycielce, która wreszcie mówi prawdę! Milczenie nauczycieli, którzy ze strachu godzą się na systemową krzywdę dzieci to wstyd dla cełego śrordowiska. Na szczęście są jeszcze nieliczni, którzy mają odwagę. Cała idea jest slepym naśladowaniem systemu anglosaskiego, gdzie na pierwszym miejscu jest praca a nie człowiek. W naszej kulturze to rodzina jest priorytetem, a wychowanie dzieci nie przypomina hodowli.
nowe podręczniki- dla każdej klasy inne- a po roku do wyrzucenia… biedny ten nasz kraj… modernizowany w kierunku korupcji…
Ale najgorsze jest to, jakie WIELKIE PUDŁA KARTONOWE z podręcznikami szkolnymi otrzymali 6-latkowie! Jak to wszystko zniosą ich kręgosłupy i układ nerwowy? A pomyśleć że jeszcze niedawno 7-latkom wystarczył „Elementarz” Falskiego! Czy wśród pokolenia sprzed reformy Handkego było tylu analfabetów wtórnych, z dysgrafią, dysortografią co teraz?
Polacy nasladuja i kopiuja wszystko co idzie z Ameryki. Dzieci w Ameryce i Kanadzie ida juz do szkoly od szesciu lat. Dziecko ktore konczy „lata” w styczniu moze isc do szkoly majac piec i pol roku albo szesc i pol wybor nalezy do rodicow ci przewaznie wybieraja piec i pol. Dzieci sa dumne ze sa uczniami a nie przedszkolakami. Po wielu latach tego systemu mozna powiedziec ze jest zaakceptowany i sprawdzony. Nie wszystko co idzie do Polski z Ameryki jest godne nasladowania. To jest. Napewno nie mozna powiedziec ze jest to ze szkoda dla dzieci.
Byc może ma Pani wiedzę o warunkach dzieci kształconych w szkołach amerykańskich, ale czy ma Pani taką wiedzę o szkołach polskich? Czy jest Pani w stanie porównac te warunki? Bo tylko wtedy można coś powiedziec o korzystnych szansach przeszczepiania modelu amerykańskiego na grunt polski.
@smętek
Jak widze, nie tylko na ocenianiu fizykow geniuszy, zna sie pan wybornie.
(fragment wypowiedzi niezgodny z regulaminem §7 pkt 10.2)
Co do mojej ostatniej wypowiedzi, to nie stwierdzam w niej, że znam się na pedagogice i psychologii małolatów, lecz odnoszę się krytycznie do przekonania, ze co dobre w bogatej i wykształconej Ameryce jest dobre w biednej i niedokształconej Polsce. Czyli odnoszę się do sposobu argumentacji p. Michalowskiej.
Ale, mimo wszystko, dziękuję za uznanie, choc trochę przesadzone.
Szkoła amerykańska i nauczanie w niej wygladją zupełnie inaczej niż w Polsce. Nie porównujmy dwóch różnych systemów walutowych.
Właśnie o to chodzi. Podstawą polskiego systemu nauczania jest nadal teoria, także w szkole podstawowej (jako mama uczniów sporo czasu spędzam z dziećmi na ugruntowywaniu wiedzy, którą „wykładają” nauczyciele w SP). Na zachodzie podstawą jest praktyka.
Całkowicie popieram autorkę.Pozdrawiam i szkoda ze minister Platformy Obywatelskiej chce skrzywdzic nasze dzieci. na pewno nie kryje sie za tym chec lepszego wykształcenia.raczej wczesniejszego płacenia podatków
Dzieci wywodzą się z przeróżnych rodzin. Narasta liczba dzieci z rozbitych, niepełnych rodzin zwykle stwarzające więcej problemów natury wychowawczej, społecznej, fizjologicznej czy edukacyjnej. Do tego dochodzi atmosfera spodziewanej likwidacji placówki z powodu demograficznego spadku ilości dzieci. I w tej atmosferze trwa nieustanna walka o realizację planu pracy, przy którym nieustannie różne ważne instytucje(polityka? aktualnie rządzący?) czy osoby (kolejna habilitacja?) muszą ciągle majstrować. W tej stresowej placówce ma być wychowywane jeszcze młodsze pokolenie? Może lepiej niech 5- czy 6-latki pobiegają po przestronnych korytarzach szkół-molochów? Do tego dochodzi totalna feminizacja kadry (także w szkolnictwie) dzięki coraz niższym płacom. Czasem jedyny mężczyzna w najbliższym świecie malucha to tatuś (jeśli jeszcze jest…). Kolejne posunięcia MEN-u stwarzają wrażenie, że zwykły „pomyślunek” gdzieś zanika…
Dane mi było mieć kontakty zawodowe z pracownikami MEN i aż przykro mówić,że poziom ich wiedzy zawodowej był szokująco nieprzystający do poważnych poglądów pedagogicznych.
Przeczytałem wszystkie trzy wypowiedzi: p. Barańskiej, prof. Śliwerskiego i p. Krajewskiej. I nie mam wątpliwowści, że tylko pierwsze dwie są merytoryczne, zaś ostatnia jest czystą propagandą polityczną, w której p. Krajewska nie stroni od argumentów ad personam, tak charakterystycznych dla środowiska politycznego, które reprezentuje.
P. Krajewska pewnie już nawet nie odróżnia argumentów merytorycznych od propagandowych. Jest całkowicie uwikłana w w politykę, chocby przez stanowiska jakie reprezentuje w rządach PO i jej sąd w tej sprawie jest sądem w sprawie własnej – ma prikaz, wraz z panią Hall, tę „reformę” przeprowadzic.
Kiedy jednak czytam, że p. Krajewska jest „szefową gabinetu politycznego” w swoim ministerstwie (przypominam, jest to Ministerstwo Oświaty) to przeżywam swoiste de je vu i zastanawiam się, czy my rzeczywiście wyszliśmy z sytemu komunistycznego? Wiele rzeczy dziejących się wokół mnie, i także ta, sprawia, że mam coraz więcej w tej sprawie wątpliwości.
Zgadza się, styl komunikacji pani Krajewskiej w komunikacji z prof. Śliwerskim – powszechnie szanowanym autorytetem w dziedzinie pedagogiki, cieszącym się ogromnym szacunkiem wśród studentów, doktorantów, pracowników akademickich, nauczycieli – pozostawiał wiele do życzenia; niewiele odbiegał stylem od języka Donalda Tuska, Palikota, czy Niesiołowskiego.
Zarówno tekst p. Barańskiej jak i artykuł p.prof. Bogusława Śliwerskiego bezpośrednio dotyczy reformy, sytuacji w oświacie i problemów jakie się z nią wiążą. Artykuł pracownika MEN p.L. Krajewskiej brzmi jak konsekwencja płynąca z przysłowia – Uderz w stół, a nożyce się odezwą.
Prawda płynąca z wypowiedzi profesora i znającej temat nauczycielki boli. Niech doskwiera tym co szykują piekło dla polskich dzieci. Nie znam poważnego pedagoga i psychologa, który popiera pseudo- reformę K. Hall.
Ja też nie znam. Widać, że pani Hall i Krajewska w ogóle nie mają kontaktu z rzeczywistością szkolną, a to co zaprezentowała p. Krajewska w liście polemicznym, to jeden wielki MECHANIZM OBRONNY.
Pani Krajewska jest też wiceprzewodniczącą rady Warszawy(z PO) i wybiera się do Sejmu.Jest na tej samej liście co Tusk;-)
dziekuje
za ten madry tekst
W pełni popieram autorkę tekstu! W reszcie wypowiedziała się osoba, która wie o czym mówi! Sama jestem początkującym pedagogiem, ale już teraz wiem, że jeżeli dziecko nie jest dojrzałe do nauki czytania, to z pewnością czytać go nie nauczymy. A znaczna część sześciolatków dojrzała do tego nie jest. Sama jeszcze dobrze pamiętam jak miałam 6 lat i, na szczęście, chodziłam do zerówki przedszkolnej, w której miałam zapewnione dużo lepsze warunki niż jest w stanie zapewnić jakakolwiek szkoła publiczna. Jadłam codziennie 3 posiłki, mogłam bawić się w piaskownicach w przedszkolnym ogródku, łazienki były przystosowane do mojego malutkiego wzrostu, a na korytarzach nie zagrażało mi stado rozbieganych, zaczynających dorastać nastolatków! Szkoły nie są nawet po części tak dobrze przygotowane do sprawowania opieki nad sześciolatkami jak przedszkola.
ale górnik to musi iść na emeryturę w wieku 43 lat po 25 latach pracy – broń Boże w 50 lub 55 r.ż. podstawówki nie musiał skończyć a emerytkę ma co najmniej 2 x większą niż nauczyciel który go uczył – i opłaca się być inżynierem, lekarzem, nauczycielem? Przeskoczyłem klasę w podstawówce i teraz widzę na kogo rok dłużej będę pracował – a syn nie będzie miał nawet 6 lat jak trafi do szkoły
Jeśli chcą wiedzieć co my nauczyciele myślimy o tej reformie to niech wyślą ankiety do szkół ( zreszta nigdy nie mogłam się wypowiedzieć na temat pracy kuratoriów czy MEN-u ,natomiast co roku jestem oceniana poprzez anonimowe ankiety przez rodziców) .
Można wysłać dzieci do szkoły wcześniej…ale tam ma być tak jak w przedszkolu i program taki sam jak w przedszkolu.Byłam w wielu krajach i obejrzałam sobie przedszkola i szkoły ..np.w Australii ,dzieci idą do tzw. szkoły od 5-lat,ale to jest osobny moduł ,oddzielony od innych uczniów…oczywiscie ogród, a program na niższym poziomie niż u nas w przedszkolu. Tak naprawde nie chodzi o to w jakim wieku się idzie do szkoły ale jakie tam są warunki i program nauczania….po prostu PIENIĄDZE.
Gdyby MEN zapytał nie ekspertów z uczelni (ktorzy dzieci na oczy rzadko ogladają) a nas zwykłych pedagogów z doświadczeniem, nie byłoby tego cyrku…współczuje dzieciom
„Gdyby MEN zapytał nie ekspertów z uczelni (ktorzy dzieci na oczy rzadko ogladają) a nas zwykłych pedagogów z doświadczeniem, nie byłoby tego cyrku?”
Przesadzona opinia nt. pracowników akademickich; wielu z nich jest b. dobrze zorientowana nt. syt. polskiego szkolnictwa, bo po pierwsze: ich studenci nierzadko są już nauczycielami, a ci relacjonują syt. w szkołach swoim wykładowcom, po drugie: piszą przeróżne prace badawcze nt. szkół polskich i wyraźnie z nich widać (jeśli pisane są rzetelnie), w jakiej zapaści jest polska szkoła; tym większa, im dłużej MEN jest w rękach partii liberałów!
Owszem, są zorientowani w sytuacji szkolnictwa, ale nie prowadzą zajęć z dziećmi. Znają wszelkie publikacje na temat prawidłowego i nieprawidłowego rozwoju dziecka, ale nie wiedzą, jak to jest zadać proste pytanie w sali, w której jest trzydzieścioro maluchów i każde ma swoją opinię. Dzieci to nie maszyny, prawie nigdy nie postępują zgodnie z przewidywaniami naukowców.
MEN „kupuje” pozytywne opinie i ekspertyzy środowisk opiniotwórczych (m.in.naukowców!) sutymi bardzo umowami pochodzącymi ze środków unijnych, które teoretycznie miały służyć poprawie polskiej edukacji:-(
Nędzę, wręcz dziadostwo, III RP najlepiej ilustruje niszczenie systemu oświaty.
Pierwszym psujem, który rozpoczął niszczenie [i tak kiepskiego] był prof Handke, wsławiony również szczególnymi umiejętnościami liczenia nauczycielskich płac.
Jednak szczególny tytuł do chwały, zakończenia tego haniebnego procederu, niszczenia systemu, przypadnie pani Katarzynie Hall.
Nędzę tych „reformatorskich” dokonań widać szczególnie, gdy porówna się z II RP, a nawet PRL-u.
No cóż, tak to już bywa gdy do rządzenia krajem zatrudnia się czyścicieli [bo kominiarze to fachowcy] i malarzy kominowych.
„Socjalizm bohatersko walczy z problemami ktore sam tworzy”. Dlaczego nie pozostawic decyzji o posylaniu 6-latkow do szkol rodzicom? Przeciez oni sami najlepiej beda wiedziec czy ich dziecko juz sie nadaje do szkoly czy jeszcze nie.
Edukacja we współczesnym wydaniu nie ma nic wspólnego z nauczaniem i wychowaniem to tylko system tresury,którego celem jest krztałtowanie odpowiednich do sterowania osobników.
Jagienka, twój tekst pokazuje, że oparłaś się temu bezdusznemu procesowi nauczania.
Nie dałaś się ukształtować i nie poddajesz się regułom ortografii. Tak trzymaj!
Dziękuję za ten artykuł.
Pisząc go, uratowała Pani honor nauczycieli, do tej pory zachowujących się jak milczące, bezwolne stado.
Pani Hall powinna ponieść odpowiedzialność za swoje działania.
Powinna być rozliczona z tego co do tej pory zrobiła i poddana rzetelnej OCENIE, tak jak podlegają jej uczniowie i nauczyciele.
Ocena ta zaś powinna spowodować realne KONSEKWENCJE, tak jak oceny wspomniane powyżej.
To, że ministrem już nie będzie, jest faktem, a nie wystarczającą konsekwencją.
Pobyt w więzieniu kilkunastoletni proponuję.
Dzieci na zachodzie edukację rozpoczynają przeważnie od 4 roku życia, kiedy już pragną towarzystwa rówieśników i należy je socjalizować. Należy jednak zauważyć, że dzieci tam do około 11 roku życia mają warunki panujące w przedszkolu. Po tym czasie przechodzą do typowej szkoły.I to należałoby u nas zmieniać. Oczywiście potrzeba na to pieniędzy, ale nic nie ma za darmo. Moje dzieci w zerówce były gotowe do szkoły, ale rozumianej jako chęć i zdolność do pochłaniania wiedzy dla pierwszoklasisty. Więc nauczyciele i rodzice o to powinni walczyć.
Pracuję 30-lat jako nauczyciel i miałam do czynienia z rożnymi ministrami edukacji…ale p.Hall na pewno jest najgorszym ministrem….nawet Giertych przy niej to fachowiec….takiego niezadowolenia wśrod pedagogów jeszcze nie przeżywałam….kompletny chaos …tylko papierki, brak stabilności ,straszenie kontrolami. Jak PO tego nie zrozumie to będzie bunt wśród nauczycieli…zresztą już jest tylko ukryty, który wkrótce odbije się na tych biednych dzieciach.
Dziękuje za odwagę – bo jednym z argumentów za posłaniem sześciolatków do szkół miało być zapewnienie pracy dla nauczycieli. A tu sie okazuje że jednak nauczyciele popierają rodziców i widzą problem tak samo. Zresztą udział nauczycieli w akcji zbierania podpisów był naprawdę duży zwłaszcza jak nauczyciel był rodzicem maluszka, bo miał jeszcze większą świadomość tego, co czeka dzieci w wyniku przyspieszonej edukacji w nieprzygotowanym otoczeniu.
Artykuł Ligii Krajewskiej „Komu zależy na dobru dziecka”-Rzeczpospolita !!.07.2011 — „Nie wolno własnych obaw przenosić na rodziców i dzieci ani zniechęcać ICH (podkr.moje) do szkoły.Na to nie ma zgody pedagogów i psychologów.Nie ma też mojej. MOŻE DLATEGO ŻE MAM WIEDZĘ PSYCHOLOGICZNO-PEDAGOGICZNĄ którą dały mi UNIWERSYTET WARSZAWSKI ORAZ WIELE LAT SPĘDZONYCH WŚRÓD UCZNIÓW I ENTUZJASTÓW EDUKACJI”–Dobry Boże ,ileż w tym wypracowaniu megalomańskiego zadufania w swoją nieomylność!! Toż to pewność siebie godna wagi problemu który stara się rozwikłać! Na koniec mała uwaga;dziecko to rzeczownik rodzaju nijakiego,w związku z czym w liczbie mnogiej o dzieciach nie mówimy np. zapytaj ICH ale zapytaj JE(dzieci).Nie chce mi się wierzyć że na Uniwersytecie Warszawskim „mówiono”inaczej do studentów,nawet tych „trójkowych”
dlaczego rodzice sami nie mogą decydowac o swoich dzieciach? , może od razu państwo będzie zabierać z porodówki nam dzieci jak tak dobrze wiedz co jest najlepsze dla naszych pociech. Dzieci ze stycznia a z grudnia to prawie rok różnicy w rozwoju o tym juz nikt nie pamięta w MEN.
A moja córeczka jeszcze nie skończyła roku, a ja już zastanawiam się, jak jej pokazać w przyszłości, że świat jest ciekawy, że ciało człowieka to nie tylko zbiór kości i układów, geografia nie jest wkuciem „koloru niebieskiego” na mapie, a matematyka przydaje się codziennie (a nie jest tylko sposobem na zabicie trzech godzin czasu wolnego przy odrabianiu lekcji). Źle się dzieje w szkole – dzieci są przeładowane wiedzą i książkami, nauczyciele nie mogą opracować wszystkich tematów (wciąż są dni wolne, wizytacje, apele itp), podstawa jest przeładowana (a uczniowie wciąż stosują zasadę 3xZ, a potem wyszukują informacje w internecie. Obserwuję dzieci znajomych i zastanawiam się, po co to wszystko… ciągle egzaminy, testy (po 3 klasie, 6, po gimnazjum)… a pozytywnych wyników wciąż brak… Matura już dawno temu przestała być egzaminem dojrzałości – teraz to tylko kolejny test do przejścia…
GDAŃSKA POgoda
…
Katarzyno Hall, wracaj do fal. Najwyższy czas na niezasłużony odPOczynek ;-)
Uważam, że sześciolatki absolutnie nie są przygotowane na to, aby „rzucać je na tak głęboką wodę” tylko dlatego, że Rząd tak chce. Nikt z Ministerstwa nie pomyśli nawet o tych wszystkich dzieciach a już napewno nie Pani Minister Edukacji!. Jeżeli szuka sie oszczędnosci to warto zacząć od kieszeni urzędników a nie od tak drastycznych zmian, które mają wpływ na kształtowanie osobowości naszych dzieci. Poza tym polskie szkoły absolutnie nie są przygotowane na to, by przyjąć i zapewnić odpowiednią opiekę sześciolatkom! Trzymam mocno kciuki aby ten idiotyczny pomysł nigdy nie ujrzał światła dziennego!
Ps. Już teraz mamy pierwsze efekty zmian programowych- zatrważająco niska średnia tegorocznych egzaminów gimnazjalnych i maturalnych! Czy to nie wystarczy?
Całkowicie zgadzam się z Autorką. Gratuluje też odwagi!
Z problemem dzieci wiejskich, które nie chodzą do przedszkola (nie mają gdzie) można sobie poradzić budując przedszkola państwowe albo ułatwiając tworzenie przedszkoli prywatnych na wsi. Upchnięcie kolanem i na gwałt sześciolatków w szkołach to nie jest rozwiązanie problemu, tylko sprzątnięcie go pod dywan.
Moim zdaniem, sześciolatki mogą chodzić do szkoły, pod warunkiem że stworzy im się tam przyjazne warunki.
Jak tak Lechu będziesz pisał to dotacji z MENu nie dostaniesz
Zgadzam się w 100% z autorką artykułu. Jestem mamą dwóch córek: 11 latki oraz 5latki. Mieszkam w małej podwarszawskiej miejscowości gdzie się mieści jedna już mocno przepełniona szkoła podstawowa, moja córka wg nowej reformy powinna iść za rok do 1 klasy tylko, że nic nie jest do tego przystosowane, ani sale ani łazienki brak sali gimnastycznej jednym słowem KOSZMAR.Moja córka ma o tyle szczęścia, ze urodziła się na poczaku roku więc we wrześniu 2012 będzie miała 6 lat ale połowa dzieci z jej grupy w przedszkolu to będą jeszcze 5latki. Te dzieci się nie nadają do szkoły, do noszenia plecaków ważących po 3kg to siedzenia w ławkach są emocjonalnie niedojrzałe. Przeraża mnie to i najchętniej bym dziecka w ogóle do tej szkoły nie puszczała nawet gdybym miała ponoscić za to odpowiedzialność karną. Może i państwo zyska dodaktowe pieniądze gdy dzieci dorosną i zaczną wcześniej pracować tylko, ze od razu mogą te pieniądze przeznaczyć na gabinety psychiatryczne bo będziemy mieli chore społeczeństwo. ZDECYDOWANE NIE DLA 6 LATKÓW W SZKOLE!!
A ja uważam, że 6-latki w szkole to dobry pomysł. Mój syn poszedł do I klasy wcześniej i świetnie sobie poradził. Nie odstawał od grupy starszych dzieci wzrostem (bo byli wyżsi i niżsi od niego) ani też umiejętością radzenia sobie w nowym otoczeniu (na początku wszystkie pierwszaki są w szkole trochę nieporadne, ale to szybko mija). Wychowawczyni wymaga od wszystkich postępów w nauce, ale umówmy się – program dla pierwszaków, to jest w tej chwili program zerówkowy – podstawy pisania i liczenia, a dzieci łączą naukę z zabawą, robią mnóstwo prac plastycznych, manualnych, mają częściej przerwy, wychodzą na spacery itd. Nie wiem skąd ta panika wśród rodziców, że ich dziecko sobie nie poradzi – więcej wiary ludzie, a Wasze dzieci dadzą Wam na pewno powód do dumy.
Moje dziecko jest już powodem mojej dumy i nie musi niczego udawadniać, zwłaszcza idąc rok wcześniej do szkoły
Bardzo się cieszę że ma pani takie zdolne dziecko, lecz nie wszystkie dzieci są tak cudownie rozwinięte i nie można na podstawie jednego 6 -latka mówić że pomysł jest dobry. Moja córcia poszła w wieku 7 lat i też bardzo dobrze sobie poradziła, lecz jej koledzy w wieku 6 lat niestety chodzili na zajęcia wyrównawcze , a szkoda bo juz zniechęcili się do szkoły bedąc od początku skazani na poraszkę. teraz jedynie rodzice tych dzieci krecą głową i żałują żę posłali dziecko w wieku 6 lat. Pisze pani żę program jest łatwy, ja tak nie uważam ! Moja córka nie uczyła się liter w zerówce, bo był zakaz wprowadzony przez panią Hall, w pierwszej klasie musiała się nauczyć ich w ciągu 5 miesięcy -żenada. Nauczyciel leciał z programem by zdążyć a my rodzice uczyliśmy dzieci w piorunowym tempie pisania i czytania . Efekt taki, że dzieci mylą litery, piszą jak kura pazurem ,poprostu dramat . Uważam że podręczniki ”Nowe Jest w Szkole” są zatrudne dla 7-latków a co dopiero dla 6-latków. Bardzo proszę nie wypowiadać się w imieniu 6-latków na podstawie swojego dziecka!!!
Ja mam pewien obraz sytuacji jak się 6-latki spełniają w I klasie. 1/3 klasy syna to dzieci młodsze, reszta 7-latki. Ani jedno z tych dzieci nie odstaje od starszych. Znam opinię wychowawczyni, która jest z nich zadowolona. Dzieci mają świetną pamięć i na zajęciach w szkole chcą się wykazywać, program realizowany jest przez doświadczonych nauczycieli przecież (tak zakładam, bo w przypadku wychowawczyni mojego syna tak właśnie jest) więc wiedza wchodzi im do głów przez ćwiczenia i zabawę. Z otoczenia moich znajomych wszystkie małe dzieci, te 5-6-letnie znają już literki drukowane, niektóre pisane – od tego są książeczki oferowane na rynku w księgarniach, ćwiczące robienie „ślaczków”, łączenie kropek, pisanie literek po śladach, liczenie jabłuszek – wydatek niewielki 3-7 zł za szt. Dziecku trzeba poświęcić czas, pokazać co dzięki samodzielnemu pisaniu i czytaniu zyska, włożyć w to trochę swojego serca, - wtedy samo się będzie chciało wszystkiego nauczyć. Ja to mam przetestowane i się sprawdziło.
Wyjątkowa klasa się pani trafiła ,aż 1/3 klasy to 6 latki , jakoś nie dowierzam, no ale cóż ,trzeba cos napisać by bronić swojej racji. A moze Pani dziecko szło trybem nauczania liter w 9 miesięcy i dlatego sobie tak dobrze poradziło? Uważam że mruczy pani nie do końca szczerze . Mojej córki klasa siedziała przez wszystkie lekcje w ławce ,oczywiście oprócz lekcji w-f która odbywała sie najcześciej na korytarzu. O zabawie czasami nauczyciel sobie przypomniał moze dwie godziny tygodniwo. Gdy rozmawiam z innymi rodzicami w ich szkole jest tak samo . Ma Pani wyjątkowe szczeście ,jak dla mnie to chyba troche za dużo pani koloryzuje ,a moze po drugiej stronie siedzi człowiek pani Hall i poprostu bajki nam tu opowiada.
Ha, ha, minister Hall na pewno nie jestem
Nie neguję, że są dzieci zdolne i te mniej zdolne. Może mam szczęście, że mam zdolne dziecko, albo rzeczywiście wychowawczyni ma pojęcie o przekazywaniu wiedzy. Klasa mojego syna liczy 24 dzieci z czego 8 to właśnie 6-latki były i wszystkie sobie poradziły świetnie. Szkoła jest niewielka, zaledwie 3 klasy pierwsze i mają skromne warunki lokalowe – dzieci chodzą na 2 zmiany do szkoły. Podręczniki, które wybrała wychowawczyni „Odkrywam siebie i świat” są napisane bardzo przystępnie, odpowiedzialny rodzic może rozwijać tematy poruszane na zajęciach dziecka w szkole. Ja tak robię, bo widzę, że mój syn mocno interesuje się matematyką, kupuję mu książeczki z zadaniami na dodawanie, odejmowanie i mnożenie oraz na tworzenie brył, rysowanie figur.
Wydaje mi się, że dziecko musi mieć wiedzę podaną w interesujący go sposób – to jest klucz do sukcesu.
Od dyrektorki wiem, ze w tym roku to już połowę klas będą stanowić 6-latki. Także nie wszyscy rodzice są takimi pesymistami.
Drogi MRUCZKU,
Nauczyciel w klasach i – III nie jest od przekazywania wiedzy, ale od stwarzania sytuacji w której dzieci doświadczą jej funkcjonalności. W tej chwili program pierwszej klasy to nie program zerówkowy jak piszesz, ale program zerówki i klasy pierwszej łącznie z tą różnicą, iż matematyka jest nieco ułatwiona, ale j.polski to masakra. Za trudny!!!!!!!!! A ile rzeczy pominięto w programie. Poczekaj Mruczku jak Twoje dziecko wskoczy do klasy czwartej, piątej. Poczekajmy na Twoje pomruki. Już nie będą takie optymistyczne.
Dzięki za dobre życzenia. Jako rodzic jestem od tego, by być przy dziecku i wspierać jego edukację. Jeśli ktoś zostawia dziecko samo sobie, to potem są problemy.
Dzięki za życzenia. Jako rodzic jestem od tego, aby być przy dziecku i wspierać jego edukację. Jeśli rodzice dzieci nie wspierają i nie rozwijają ich zainteresowań, to nie jest zaskoczeniem, że pojawiają się problemy. Ciekawe ile osób rzeczywiście liczy, że w szkole podstawowej można dzieci nauczyć np. języka obcego. To jest niewykonalne mając na ten cel jedynie 2 lekcje w tygodniu. Ja samodzielnie uczę moje dzieci języka obcego, korzystam z podręcznika szkolnego mojego syna, ale posiłkuję się też wydawnictwami dla dzieci wczesnoszkolnych. Umięjętności naszych dzieci będą zależeć od tego, czy my jako rodzice poświęcimy na ten cel część swojego cennego czasu. Na pewno warto.
A w jakim miesiącu urodziło sie Pani dziecko? Jeśli w pierwszej połowie roku, to można zgodzic się, że zbytnio nie odstaje od starszych kolegów. Jeśli w drugiej połowie, to na ogół sa duże róznice, chociażby w koncentracji i sprawności kaligraficznej. Rodzice, którzy posłali swoje sześciolatki wczesniej cieszą się w I półroczu (bo to rzeczywiście czas „zerówkopodobny”, ale II półrocze to intensywna, systematyczna praca, a edukacja polonistyczna często przekracza możliwości dzieci (poczatki ortografii, praca z tekstem, czytanie ze zrozumieniem, pisanie z pamięci). Jestem ciekawa czy Pani zadowolenie będzie takie samo po 2 i 3 klasie? Spotykam wielu rodziców (wczesniej dumnych – teraz żałujących)
Ekspertyza 100 „fachowców” to ekspertyza na zam.ówienie jak wszystkie tego typu ekspertyzy. Przecież wszyscy ci eksperci dostają granty na te opinie..W ten sposób uzyskuje się każdą wygodną opinię jak to w systemie biurokratycznym . Człowiek liczy się tylko przed wyborami! A i to nie bardzo bo przecież nie mamy wpływu na wybór konkretnej osoby. GORSZEJ MINISTER TO JESZCZE NIE BYŁO!!!!
Przeczytałam wszystkie artykuły i wszystkie powyższe wypowiedzi moich szanownych przedmówców i co?, i widać wyraźnie że 98% wypowiedzi respondentów źle ocenia skutki tej pseudoreformy, jak mówi prof. Śliwerski, którego osobiście b. cenię, wiele też osób z sympatią mówi o odwadze pani Barańskiej i słusznie. A pani Ligia Krajewska OTRZYMUJĄC NIEZŁE SYNEKURY z tytułu pełnienia okreslonych funkcji politycznych sprzedała dusze diabłu za garść srebrników i ma tak zakłamaną świadomość, iż podejrzewam, że wierzy w te bzdury o których pisze. Nie będę więc oryginalna i dołączę do tej większości. Naprawdę szkoda dzieci, tym bardziej, że to odbije się na przyszłych pokoleniach. Zawodowo będąc dyrektorem przedszkola faktycznie tonę w papierologii, a z prawdziwymi problemami dot. placówki, koniecznych remontów, cięć etatowych – zostaję sama. Przyznaję, że coraz bardziej mnie to zniechęca i cieszę się, że jeszcze tylko parę lat do emerytury, bo to daje mi szanse spróbowania zrobienia w życiu jeszcze czegoś innego. Mam nadzieję, że mi się uda – bo będzieto coś, na czym miałyby skorzystać też małe dzieci, które najbardziej czuję i rozumiem.
Zagłosowałbym na polityka, który odsunąłby od mojego dziecka widmo skróconego dzieciństwa.
Przecież powody dla których uczyć się mają już 6-ciolatki nie mają nic wspólnego z lepszym, skuteczniejszym edukowaniem dzieci.
Chodzi o kasę: o szybkie wypchnięcie tych dzieci na rynek pracy, by po ukończeniu 18-tu lat zaczęły płacić podatek dochodowy.
Szybciej pokończą szkoły – szybciej zaczną być sługami „tej Hydry nienasyconej, jej dzieci, żon i matek” (cyt. Kazik) czyli naszych polityków.
Właśnie wszystko sie potwierdziło nauczycielka ze stażem 25 lat nauczania twierdzi że sobie nie poradzą z sześciolatkami…czyli wniosek…to nie sześciolatki sie boją szkoły i tego że sobie nie poradzą …to dorośli i rodzice nie dojrzeli do tego i to dorośli mają te wszystkie obawy …bo dlaczego w innych krajach sobie radzą???… a w Polsce to już nie ma takiej możliwości…czemu w innych krajach dzieci potrafią usiedzieć 45 min w ławce nie biegając po całej klasie??? Może to zależy od nauczyciela??? czy np. potrafi dzieci zainteresować lekcją??? Cemu w innych krajach dzieci potrafią wysiedzieć od 8.10 do godz. 14.00 ??? I czemu w innych krajach noszą tornistry z wszystkimi książkami a u nas już rady nie dadzą??? I jaka jest różnica między dzieckiem 6 a 7 letnim bo do końca tego jeszcze nikt nie wyjaśnił??? Czy dzieci Polskie są jakieś bardziej cherlawe??? Mniej inteligentne??? Nie rozumiem …
Jak nie wiesz to ci napisze ,dziecko 6-letnie ma przeżyte 72 miesiące a 7-letnie 84.
Między 6-latkiem a 7-latkiem jest też taka różnica jak między 17 latkiem a 18 latkiem , niby to samo ale nie do końca. I w którym kraju dzieci w wieku 6 lat noszą ciężkie tornistry ???Bo jakoś słyszałam coś innego od ludzi mieszkających za granicą .Za granicą klasy liczą po 16 dzieci a nie jak u nas po 28 a czasami 31!!!,a to juz jest znacząca róznica w kształceniu dzieci. A i dlaczego w Polsce rodzice muszą sami kupować niskie ławeczki dla swojego dziecka ( bo szkoła takich nie posiada )a za granicą nie ( bo mają ławeczki dzieci przystosowane do swego wzrostu)???????????????? I dlaczego dzieci za granicą uczą sie pisać ołówkiem ,a nie jak w polsce piórem ????????????? Jeśli nie widzisz laurko róznicy to myślę że nic nie wiesz na temat edukacji zagranicznej .A dzieci rzeczywiście moze mamy bardziej cherlawe ,bo rodzice zamiast iść z dzieckiem na chorobowe wolą dziecko przyprowadzić do szkoły niech zaraża innych ,bo przeciez mogą stracić pracę. A dzieci mamy bardzo inteligente, które mogą sobie iść do szkoły w wieku 7 lat . Skandynawia wysyła dzieci do szkoły w wieku 7 lat i mają najlepsze wyniki ,jakoś nikt im nie wmawia że są mało inteligentni??????????????????? I dlaczego polscy rodzice muszą brać kredyt na zakup wyprawek szkolnych a za granicą nie ,bo dostają książki za darmo????????????????????????? Jęśli nie widzisz róznicy to myśle że jesteś mało inteligentna.
Jaka jest różnica między 6 a 7 latkiem? Chyba nie masz dzieci droga laurko jeśli zadajesz takie pytanie. W tym wieku rozwój dziecka na wszystkich płaszczyznach postępuje bardzo szybko. Dzięki temu 7 latek jest dużo lepiej przygotowany do ogromnej zmiany w jego życiu jakim jest rozpoczęcie edukacji szkolnej. Jest znacznie bardziej rozwinięty psychicznie, emocjonalnie, społecznie a nawet fizycznie od jego 6 letniego kolegi. I nawet bardzo inteligentnemu 6 latkowi który urodził się w drugiej połowie roku ciężko będzie dorównać niekiedy niemal dwa lata starszemu 7 latkowi urodzonemu w pierwszej połowie roku.
Brawo dla odważnej nauczycielki! Nasze dzieci są tak samo inteligentne i zdolne jak te w innych krajach, tylko naszym serwuje się chaotyczną, nieprzemyslaną podstawę programową, ktorą nauczyciele realizują korzystając z beznadziejnych podręczników (stworzonych na prędce, z błędami, bo czas naglił!) Zbrodnią jest to, co zrobiono z programem przedszkolnym! Zlikwidowano świetną -jedną z najlepszych podstaw programowych w przedszkolach. W klasie I obecnie funkcjonuje dziwny „twór”: edukacja matematyczna dla 6-latka, edukacja polonistyczna dla 7-latka. Nie jest prawdą, że program klasy I, to stary program zerówki! Na koniec kl. I uczeń powinien biegle czytać, pracować z tekstem literackim, cztać ze zrozumieniem, opanowywać poczatki ortografii, pisac z pamięci, a z matematyki…… się nudzić. Wczesniej posłane 6-latki, a szczególnie ich dumni rodzice cieszą sie w pierwszym półroczu kl. I, później zaczyna się systematyczna, intensywna nauka (lepiej wtedy nie zachorować na dłużej). Zadowolenie tych rodziców chciałabym zobaczyć po 2 i 3 klasie. Niestety, juz teraz spotykam smutne 7, 9-latki (te po nowej podstawie), które nie lubią szkoły.
We Włoszech też 6 latki idą do szkoły. I też od razu mają naukę ale ich szkoła trwa o ten właśnie rok dłużej. Maturę zdają dokładnie tak jak my idąc jako 7 latki. Ich system edukacji trwa rok dłużej. I tu się zgodzę, że dzieci więcej zyskują bo rok dłużej się uczą. U nas ten rok ucięli i dziecko rok krócej się uczy. A nie jest ważna wiedza pisana nabyta w wieku 6 czy 7 lat a tak naprawdę ważna jest wiedza ponadgimnazjalna a tu nasze dzieci do liceum chodzą rok krócej. Co z tego, że nauczą się pisać jako 6 latki jak mniej wiedzy i to tej naprawdę cennej zdobędą w liceum. Totalna bzdura. Idą jako 6 latki to niech rok dłużej się uczą. Niech będzie ten dodatkowy rok edukacji. O to w tym powinno chodzić.
We Włoszech dzieci idą do szkoły jako 6 latki i uczą się normalnie w ławkach…..ale kończą szkołę rok Później. Czyli zaczynają rok wcześniej a kończą w tym samym terminie co nasze 7 latki. Rok dłużej nauki. I to ma rzeczywiście sens. A nie jak nasze dzieci idą rok wcześniej i rok wcześniej kończą szkołę. Po co im to że nauczą się pisać w wieku 6 lat jak tak naprawdę zabrano im rok cennej nauki w liceum. A ta wiedza jest naprawdę ważna a nie to czy nauczą się pisać i czytać w wieku 6 czy 7 lat. Niech idą jako 6 latki ale niech o ten rok chodzą dłużej do szkoły. Wtedy ma to sens. Rok więcej cennej wiedzy. Ale u nas tak nie jest wiec reforma zupełnie bez sensu. Miał obyć to dodanie roku do nauki a nie wypuszczanie niespełna 18 latków ze szkoły, którzy nie bardzo wiedzą co dalej, bo teraz i 19 latek kończący szkołę ma z tym problem. Zupełna bzdura.
A tak naprawdę to ja mam gdzieś, czy moje dziecko się nadaje czy nie i czy w porównaniu z rówieśnikami z innych krajów będzie pisało rok później. Mi zależy na tym aby miało jeszcze rok dzieciństwa, beztroskiej zabawy, chodzenia do przedszkola a nie siedzenia na świetlicy. Żeby bawiło się jeszcze przez rok i nie musiało myśleć na siłę o literkach i cyferkach. Ja poszłam do szkoły jako 7 latka i z tego powodu nie jestem głupsza od moich obcokrajowych rówieśników a często nawet wręcz przeciwnie. Skończyłam dwa kierunki studiów i jakoś to że zaczęłam edukacje w wieku 7 lat nie zaszkodziło mi. A mam miłe wspomnienia z przedszkola, zabawy w piasku i śpiewanie piosenek. I niech dzieci w innych krajach chodzą sobie do szkoły jako 5,6 latki. Niech uczą się czytać, niech będą czytały gazety w wieku kiedy moje będzie się dopiero uczyć literek, niech siedzą w ławce to potem i tak nie ma żadnego! znaczenia. A owszem ma, one nie pamiętają beztroskiego dzieciństwa, są bardziej zestresowane, w wieku 15 lat sięgają po alkohol a jeszcze wcześniej uprawiają seks i próbują narkotyków ( to dlatego że są takie złe? nie to dlatego, że od małego im fundowano stres) a moje niech pamięta zabawy w piasku i panią z przedszkola. Na tym mi po porostu zależy.
A tak naprawdę to ja mam gdzieś, czy moje dziecko się nadaje czy nie i czy w porównaniu z rówieśnikami z innych krajów będzie pisało rok później. Mi zależy na tym aby miało jeszcze rok dzieciństwa, beztroskiej zabawy, chodzenia do przedszkola a nie siedzenia na świetlicy. Żeby bawiło się jeszcze przez rok i nie musiało myśleć na siłę o literkach i cyferkach. Ja poszłam do szkoły jako 7 latka i z tego powodu nie jestem głupsza od moich obcokrajowych rówieśników a często nawet wręcz przeciwnie. Skończyłam dwa kierunki studiów i jakoś to że zaczęłam edukacje w wieku 7 lat nie zaszkodziło mi. A mam miłe wspomnienia z przedszkola, zabawy w piasku i śpiewanie piosenek. I niech dzieci w innych krajach chodzą sobie do szkoły jako 5,6 latki. Niech uczą się czytać, niech będą czytały gazety w wieku kiedy moje będzie się dopiero uczyć literek, niech siedzą w ławce to potem i tak nie ma żadnego! znaczenia. A owszem ma, one nie pamiętają beztroskiego dzieciństwa, są bardziej zestresowane, w wieku 15 lat sięgają po alkohol a jeszcze wcześniej uprawiają seks i próbują narkotyków ( to dlatego że są takie złe? nie to dlatego, że od małego im fundowano stres) a moje niech pamięta zabawy w piasku i panią z przedszkola. Na tym mi po porostu zależy.