Od wspierania dużych rodzin zależy przyszłość Polski. Także ekonomiczna, bo dzieci to w przyszłości płatnicy ZUS, podatnicy i pracownicy, którzy zajmą się rzeszą emerytów – pisze publicysta.
To nie dziura budżetowa i nawet nie globalny kryzys jest największym długoterminowym problemem ekonomicznym i gospodarczym Polski. Jest nim tykająca bomba demograficzna. Jeśli dopuścimy do jej wybuchu (a na razie nie widać na horyzoncie polityków, którzy chcieliby ją rozbrajać), pogrąży nie tylko nasz system emerytalny, Zakład Ubezpieczeń Społecznych do spółki z OFE, ale również system podatkowy, a co za tym idzie – finanse państwa.
Symptomy nadchodzącego kryzysu widać już teraz. Polska od lat ma ujemny przyrost naturalny i w zasadzie nikt nie robi nic, by to zmienić (bo trudno za poważną politykę prorodzinną czy pronatalistyczną uznać becikowe, które zresztą jest nieustannie ośmieszane i krytykowane zarówno przez polityków, jak i dziennikarzy). A teraz nadszedł czas, by tego, o czym mówili demografowie, doświadczyć na własnej skórze.
W najbliższych latach na emeryturę przejdą roczniki powojennego wyżu demograficznego. Ich miejsce zajmą zaś młodzi z roczników niżu. Aby zrozumieć, jak poważna będzie to luka, wystarczy sobie uświadomić, że ludzie rodzący się w latach 40. i 50. XX w. pochodzili zazwyczaj z rodzin z trójką i więcej dzieci. Oni sami mieli już jednak najczęściej jedno, góra dwoje. I tak w zasadzie zostało.
Rodzina 2+1 stanowi najczęstszy model we współczesnej Polsce. To zaś oznacza, że za niespełna 25 lat (czyli mniej więcej wtedy, gdy będę się wybierał na emeryturę) na 100 pracujących będzie przypadać 155 emerytów. A z każdym rokiem będzie tylko gorzej.








Andrzej Fąfara
Andrzej Pisalnik
Andrzej Talaga
Beata Chomątowska
Bronisław Wildstein
Ewa Usowicz
Hubert Salik
Igor Janke
Jacek Lutomski
Jacek Przybylski
Jerzy Haszczyński
Joanna Bojańczyk
Karol Stopa
Krzysztof Feusette
Krzysztof Kowalski
Kuba Kurasz
Maciej Rybiński
Małgorzata Subotić
Marek Dusza
Marek Magierowski
Michał Szułdrzyński
Monika Małkowska
Paweł Bravo
Paweł Czuryło
Paweł Jabłoński
Paweł Lisicki
Piotr Gabryel
Piotr Gociek
Piotr Gursztyn
Piotr Kościelniak
Piotr Kościński
Piotr Semka
Piotr Skwieciński
Piotr Zaremba
Piotr Zychowicz
Rafał A. Ziemkiewicz
Robert Mazurek
Stefan Szczepłek
Tomasz Pietryga
Tomasz Wróblewski
Wojciech Romański
Mój 3letni synek Kacperek będzie wspaniałym Polakiem,niewierzącym,dobrze wychowanym,a takie dyskusje będzie pokazywał jako polskie warcholstwo
Michał Juszczuk
Tarnobrzeg
Nie wdaję się w dyskusje ideologiczne i religijne pt. czy wysokie ulgi dla samotnych matek powodują rozwiązłość seksualną kobiet czy jedynacy to egoiści?
Jak zachęcić ludzi do brania ślubu kościelnego i nieużywania prezerwatyw?
Panie Tomaszu, ja mam poglądy gospodarcze, a nie prawicowe czy lewicowe.
Mam do Pana pyanie. Czy miałby Pan coś przeciwko, gdyby zasiłkami od Państwa i ulgami były obdarowywane samotne kobiety z kilkorgiem dzieci lub wielodzietni konkubenci? Czy zależy Panu na wspieraniu wszystkich ludzi, którzy chcą mieć dzieci niezależnie od ich przynależności wyznaniowej i etnicznej czy też optuje Pan za modelem pracujący ojciec, matka w domu, oraz siedmioro dzieci, oczywiście ślub kościelny, wszystkie dzieci ochrzczone i bierzmowane. Czy według Pana zasiłki i ulgi należą się jedynie wielodzietnym katolikom, czy ultraortodoksyjnym Żydom także?
Jak zamierza Pan rozwiązać problemy na rynku pracy matek? Czy uważa Pan za stosowne premiowanie jedynie pań, które z poświęceniem gotują obiady, sprzątają, piorą, gotują mężom i dzieciom? Czy pomoc finansowa dla licznej rodziny będzie zależna od podziału ról w małżeństwie? Czy Pana zdaniem rodzina, gdzie żona zarabia , a mąż rezygnuje z pracy, wykonuje wszystkie prace domowe i zajmuje się dziećmi, też zasługuje na wsparcie z budżetu Państwa?A matka samotnie wychowująca dwójkę dzieci też otrzyma pieniądze od państwa?
Pan nie doprecyzował: państwo ma wspierać wszytskie rodziny wielodzietne, czy tylko te, które mieszczą się w określonym schemacie tzn. ślub kościelny, pracujący maż, niepracująca żona, siedmioro ochrzczonych dzieci, które wyrosną na gorliwych katolików i stuprocentowych Polaków? Proszę o sprecyzowanie.
Joanna Pawłowska
Artykuł super,oddaje całkowicie prawdziwy stan rzeczy. Niestety rodzina wielodzietna w Polsce jest dyskryminowana podatkowo,politycznie i społecznie, oraz pod każdym innym względem. To ostatni dzwonek do polityków aby się opamiętali.
Panie Tomaszu ma pan racje ! Ja mam czworo dzieci , mąż sam pracuje , gdyż Ja wychowuję dzieci . Z ledwościom nam wystarcza na podstawowe potrzeby . A rząd jeszcze odbiera zasiłki rodzinne tylko dla tego że może przekroczył limit dochodu .
Czytam te bajki o wielodzietnych rodzinach, o płatnikach ZUS, o dyskryminacji rodzin to jestem lekko zdruzgotany. Chciałbym wprowadzić sprostowanie do wypowiedzi P Terlikowskiego. Nieprawdą jest, że konkubinat ma większe przywileje niż prawdziwa rodzina np katolicka itp (dyskusja w programie Pana Lisa) Ja żyje w konkubinacie 15 lat, mamy 8 letniego syna i pierwsze słyszę, że niby dzieci z konkubinatu mają pierwszeństwo w przedszkolach, szkołach. Owszem samotne matki czy ojcowie tak, co jest oczywiście słuszne.Pan Terlikowski jest kiepskim znawcą tematu. Konkubinat jest naszym wyborem bo mamy do tego prawo i nam z tym bardzo dobrze. Nie potrzebujemy żadnych ślubów żeby żyć razem na przyzwoitym poziomie 15 lat. Dziecko-płatnik to czysty perfidny egoiizm, więcej dzieci – większa emerytura = wielka bzdura. Decyzja na pierwsze czy następne dziecko musi być przemyślana, wychowanie, wykształcenie dziecka to są duże koszty. Ilość dzieci należy dostosować do swoich możliwości mieszkaniowych i finansowych. W większości katolickich rodzin jest tak, że najpierw jest dziecko w drodze następnie szybka mobilizacja rodziny odnośnie organizacji ślubu oczywiście kościelnego a na końcu myśli się o warunkach mieszkaniowych, pracy. Wypadało by najpierw skasować np bezrobocie, dorośli ludzie często z wyboru nie pracują, nie płacą do wora a jeszcze wyciągają. Budowlanka – w większości praca na czarno albo opłacane składki od najniższej krajowej a reszta na lewo, lekarze nie wystawiają faktur, kościół w większości na garnuszku państwa (składki zdrowotne, emerytalne księży, wypłaty na religie w szkołach płaci każdy niezależnie od wyznania czy światopoglądu podatnik) dużo jest miejsc w polskiej gospodarce gdzie pieniądze uciekają, nie są do wora wrzucane. Idealizmy żydowsko-chrześcijańskie dotyczące kształtu, formy rodziny w współczesnych czasach to przeżytek niepasujący do rzeczywistości. Chrzest, komunia, bierzmowanie, ślub to kolejne stopnie indoktrynacji rozbudowanej machiny kościelnej i wielkie pieniądze wpływające do kasy kościoła.
Panie Terlikowski po analizie wielu pana wypowiedzi w telewizji, radiu czy prasie uważam, że jest pan kiepskim znawcą religijnej, prorodzinnej, gospodarczej i oczywiście wolnościowej. Zastanawiam się dlaczego jes Pan zapraszany do wielu programów jako gadająca głowa.
Przecież nikt pana nie zmusza do ślubu kościelnego czy cywilnego, wiec skąd ta ironia? A prawdą jest to , ze tzw. „samotne „marki mają dodatkowe punkty przy przyjeciu do złobka czy przedszkola.
Religia katolicka jak każda ma swoje obrzędy i kto chce do nich przystepuje. Przecież nikt nie każe brać slubu kościelnego na siłę, mozna poprzestać na cywilnym . A moze jednak kobieta woli mieć slub jako zapewnienie bytu i gwarancję, że nawet , jak się rozejdą to będą alimenty. Nie każdy ma odwagę powiedziec „tak” na całe zycie lub ślubowac ” w zdrowiu i w chorobie”
Serdecznie pozdrawiam pana Tomasza Terlikowskiego- wielodzietna frajerka i dumna matka-katoliczka.