Katarzyna Jaruzelska-Kastory: Czy mają państwo dobrze wytrenowane potomstwo

Wezbrana rzeka edukacji rodzica i stymulacji potomka przybiera dziś formy naukowej tromtadracji

Od 20 lat mniej więcej śledziłam nowinki o wychowywaniu dzieci, bo mam ich troje. Przeprosić powinnam moje dzieci, że tylko śledziłam, a nie studiowałam dogłębnie i pewnie zatem nie stymulowałam ich wystarczająco. Tak by w przyszłości sobie dobrze poradziły, jeszcze lepiej. Nie miałam czasu na doradców. Wolałam najpierw z koleżankami chodzić z wózkiem, a potem lubiłam, gdy przez nasz dom przelewali się koledzy i zostawali na kolację na spaghetti.

Mea culpa, nie zafundowałam sobie coacha, by mnie nauczył, jak z bardzo poważną miną głosić mądrości o dobrych relacjach z dziećmi i odkrywać ich predyspozycje. Nie dorosłam do standardów, które dyktuje dzisiejszy rynek psychologicznego doradztwa.

Dzisiaj rodzice oszaleli na punkcie swoich dzieci. Może dlatego, że mają je późno i są to najczęściej jedynaki. Może dlatego, że widzą w nich nadzieje na spełnienie wszelkich niespełnionych ambicji własnych. Koncentrują się na rozwijaniu ich talentów, talentów, talentów, zaszczepieniu im wiary w siebie, w siebie, w siebie. I konsultowaniu wszystkiego ze specjalistami.

Informacja o coachu dla rodziców niemowlaków niezwykle mnie ubawiła. Bo już nie chodzi o ciepłą niańkę, która ulula i zanuci kołysankę, ani o serdeczną przedszkolankę, która obetrze łzy i nauczy śpiewać „Gdy strumyk płynie z wolna”, tylko o prywatnego psychologa specjalistę. Ten pozwoli rodzicom zapobiec błędom pielęgnacyjnym i wychowawczym i nie pozwoli im przeoczyć wrodzonych talentów dziecka.

Czy dziś wezbrana rzeka edukacji rodzica i stymulacji potomka od pierwszego kwilenia przybiera formy naukowej tromtadracji?

Przypomina mi się wdzięczny film „Niania w Nowym Jorku”, który, choć kończy się naiwnie, dowcipnie przedstawia nowe paranoiczne postawy rodzicielskie. I, choć z nieznośnym dydaktyzmem, przypomina jedną prawdę fundamentalną – potrzebę bycia z dzieckiem, spędzania z nim razem czasu. Nie musi to być czas ciągle nasycony zadaniami.

Ten pomysł doradczy na polskim rynku pachnie na kilometr czystą komercją. Nie dotyczy przeciętnych rodzin. Nie można go przecież porównać do wizyty u lekarza, bo pacjent jest zdrowy.

Ot, spędzaj zapracowany człowieku czas z coachem, rozmawiając o dziecku, zamiast z dzieckiem.

Podziel się:
  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

(34) Komentarzy do “Katarzyna Jaruzelska-Kastory: Czy mają państwo dobrze wytrenowane potomstwo”

    -
  1. waga pisze:

    To tylko kolejny sposób na wyciągnięcie pieniędzy od nuworyszów, którzy będą mogli zaszpanować, że oni mają „kołcza”. Za przeproszeniem – niedługo powstanie „kołczing” dla korzysania z toalety (co wbrew pozorom chyba by się bardziej przydało nowobogackim i nowomanagerskim niż ten dla rodziców).
    Jak ktoś ma instynkt to mu kołcz niepotrzebny, a jak ktoś nie ma instynktu to chyba nie powinien mieć dzieci.

    Dobre 0

  2. aniol.milosci pisze:

    I skutki takiego treningu widać…
    Rośnie Pan Zemsta:):)

    Dobre 0

  3. Henry pisze:

    i PO co?

    POtem pójdą do szkoły i walec minister Hall wszystkie wyrówna ;-)

    Dobre 0

  4. Znt pisze:

    Bardzo ciekawy tekst. Rodzice nie mogą przeżyć życia za swoje dziecko.

    Dobre 0

  5. malkontent pisze:

    film ?Niania w Nowym Jorku? jest przesłodzony, książka lepiej oddaje grozę zjawiska – ale to na marginesie. W Polsce rodzice oszaleli na punkcie swoich dzieci m.in. dlatego bo w naszym społeczeństwie nie odczuwa się bezpieczeństwa w przyszłości. Wielu rodziców myśli że jeśli ich dzieci będą we wszystkim najlepsze to dadzą sobie rade w życiu.

    Dobre 0

  6. anonim pisze:

    W Polsce trzeba zacząć od większych ilości przedszkoli i ekologicznym żywieniu, a to, że bardzo ważne jest pierwsze 6 lat dziecka na wytworzeniu więzi z rodzicami
    też warto podkreślać. Z treningami zdolności nie należy przesadzać bo neurotycy mają ciężkie życie.

    Dobre 0

  7. Beckett pisze:

    Kiedyś taką rolę coacha pełniła babcia… dziś nie jest to możliwe.

    Sama idea coachingu dla rodziców niemowląt nie wydaje mi się czymś złym w sytuacji, gdy wiedzę na temat wychowania i pielęgnacji współcześni rodzice czerpią z książek, nie mając wsparcia starszego pokolenia i godząc wychowanie z koniecznością pracy zawodowej, przy słabej prorodzinnej polityce Państwa.

    Dobre 0

  8. woj pisze:

    Na samym początku warto sie zastanowić nad programem emerytalnym dla naszej pociechy. Następny krok to wybór intratnego zajęcia/zawodu (koniecznie renomowanego); w dalszej kolejności – studiów (koniecznie renomowanych), liceum (koniecznie renomowanego), gimnazjum(koniecznie renomowanego), podstawówki (koniecznie renomowanej), przedszkola (koniecznie renomowanego), niani (koniecznie renomowanej – z polecenia)… Tym, żeby dzieciak nie był tylko robotem przystosowanym do rynkowej konkurencj, miał przyjaciół z podwórka, grał w nogę i chodził z nimi na wagary, nie ma sie co przejmować. Jak juz zdobędzie odpowiedni status społeczny i materialny, zawsze będzie mógł wykupić w pakiecie wizyty u psychoanalityka, który za 150 zeta wysłucha jego problemów. Ale wtedy może być już za późno…

    Dobre 0

  9. Ireneuszz pisze:

    Hipokrytka Pani redaktor Kastorowa moze sie smiac z innych rodzicow i ich wysilkow. Sama dzieki pieniadzom zarobionym przez meza moze nie dbac o przygotowanie dzieci do konkurencji. Cokolwiek się stanie to trzech synów Pana Prezesa i Pani Prezesowej nie będzie musiało walczyć na coraz bardziej konkurencyjnym rynku. Bedą mogli jeść spaghetti z kumplami opowiadać niewybredne dowcipy i doskonalić kunszt narciarski. Pani Prezesowa nie musi pracować. Moze sobie pisywać artykuliki o choince albo o strojeniu mieszkań do „Rz”. Inni rodzice nie mają tego luksusu i muszą uzbroić dzieci do walki konkurencyjnej.

    Cała ta ideologia „u nas Panie w dworze jest miło i przytulnie” pachnie hipokryzją na kilometr.

    Dobre 0

  10. Łukasz S-Y pisze:

    jakich dzieci… według worldfactbook prowadzonych przez CIA Polska pod względem przyrostu naturalnego zajmuje 208 miejsce na świecie (ranking obejmuje 233 kraje). Przyrost naturalny jest oczywiście ujemny.

    Dobre 0

  11. Q pisze:

    Rodzice mają zajmować się dziećmi i być czuli na ich potrzeby, wychowywać oraz przygotowywać do życia. To jest tak proste, że aż skomplikowane. Jako ojciec, a więc, nie z podręcznika z tymi tekstami, wiem jedno, po pracy mam już czas wyłącznie dla dziecka, za chwilę dla dwojga dzieci. I tak właśnie robię, razem z żoną. Od przyjścia z pracy do położenia spać, dziecko ma nas do wyłącznej dyspozycji. Mamy tego efekty, jest z nami związane, my doskonale je znamy, po minie czy zachowaniu wiemy, co się w główce kotłuje ;) Nie potrzebujemy żadnych trenerów etc… a film „Niania w NY” znamy i uważamy, że jest, niestety, prawdziwy, za dużo pary idzie w gwizdek i zbyt wiele jest zwalane na pracę…

    Nasza córka ma ograniczony dostęp do TV (MiniMini), komputer to tylko 2-3 bajki, nic więcej. Nacisk kładziemy na prace manualne, wspólnie oraz, także wspólne, czytanie.

    Ktoś tutaj wspominał o pieniądzach i starcie… cóż, rodzice dali nam wiele, dobre wychowanie, wartości, edukację, ale nie pieniądze, bo jakie mógł mieć w PRL inteligent ? My owszem, pieniądze mamy, ale nie są one najważniejsze, córka zna ich wartość i doskonale wie, że nie mogą one determinować wszystkiego. Cieszą ją rzeczy czasem banalne, jak wspólne rysunki, rozmowy, zabawy…nie będzie materialistką, bo nie kupujemy jej, nie przekupujemy… nie uczymy, że za pieniądze można mieć wszystko, w tym i uczucia…

    Myślę, że receptą jest to, byśmy wobec dzieci zachowywali się jak nasi rodzice i dziadkowie wobec nas, czyli dajmy im siebie i czas dla siebie.

    Dobre 0

  12. zgred pisze:

    Cóż, absolwentki psychologii nie chcą pracować jako sekretarki i recepcjonistki. Trzeba znaleźć swoją niszę. Albo ją stworzyć.

    Dobre 0

  13. Brumowski pisze:

    @Ireneuszz – nie zrozumiałeś chyba, o czym pisze Autorka tekstu. Pieniądze, to trzeba mieć właśnie na „trenerów”, natomiast miłość rodzicielska nic nie kosztuje.
    Podstawą „walki o swoje” na „konkurencyjnym rynku” jest poczucie własnej wartości, którego nie zapewni żaden kołcz, daje natomiast normalna, kochająca rodzina. Wszystko jedno, czy biedna, czy bogata.
    A miłości nie zastąpisz „kursem rodzicielstwa”.

    Dobre 0

  14. Adam pisze:

    Ten artykuł ma się nijak do dużej części polskich rodzin, które o żadnym coachu nawet nie słyszały. Ponieważ od kilku miesięcy moja mama pracuję w żłobku dowiedziałem się jak wygląda „troska” niektórych (łódzkich) rodziców o pociechę. Jeden chłopiec na przykład ma prawie 2 lata, ale ma niewyleczonego zeza, nadal nie mówi, nie umie chodzić i nie umie gryźć – wymaga pokarmów półpłynnych. Nie, ma całkiem zwyczajnych rodziców, żadna patologia, zwyczajnie ubrani, trzeźwi itp. Ale zamiast nauczyć syna chodzić, jeść, iść do lekarza okulisty z zezem i do logopedy z problemami z mową, oni sobie zwyczajnie folgują. Gdy po niego przychodzą biorą go na ręce zamiast uczyć chodzić, a gdy słyszą, że mały jeszcze nie umie przeżuwać, mówią „no tak, trzeba go karmić papką”. Co do patologii, w żłobku mamy też można na nią popatrzeć – ostatnio na przykład jedna z pań upoważniła do odbierania swoich dzieci trzech mężczyzn: byłego konkubenta i zarazem ojca dziecka, drugiego byłego konkubenta i swojego obecnego konkubenta. Brawo! Tak trzymać, Polacy!

    Dobre 0

  15. gervazy pisze:

    pani Redaktor,
    cóż za polot!
    jakie głębokie myśli pani zawarła w tym tekściku
    i ten coach, COACH
    jaki ten język polski ubogi
    może lepiej pisać w NYT, FAZ und andere?

    Dobre 0

  16. Pinki pisze:

    Brawo Pani Redaktor!!!
    Przeczytałem tekst o „kołczach” i aż mnie zatkało. To znaczy że co?, Że zamiast rodziców, dzieci wychowywać będą jacyś dobrze opłacani najemnicy? Horrible dictu. A gdzież Mama i Tata? Pracowałem w moim długi życiu nawet po 16 godzin na dobę, ale zawsze znalazłem chociażby 5 minut na bezpośredni kontakt z moimi synami, których wychowałem na bardzo porządnych ludzi (33 i 26 lat). I nie miałem „kołczy”. Teraz wraz z moją szanowną jejmością pomagam mojemu synowi w wychowaniu moich wnuczek. I nie potrzeba nam żadnych „kołczów”.
    A potem narzekają, że nie mają z dziećmi kontaktu.
    Pozdrawiam.

    Dobre 0

  17. abex pisze:

    To jest pasowanie na przyszłych parobków i lokajów burżuazji

    Dobre 0

  18. Staszek pisze:

    Komercja,komercja moi mosci Panstwo.
    Nikt nie wychowa ci dziecka dla ciebie. To wymaga serca.Poza rodzicami,oczywiscie jest cala armia rodzicow przybranych albo wychowawcow w roznych instytucjach. Moze byc specjalista od jezyka, towarzyskiego obycia, matematyki, czy zachowania przy stole,specjalista z kazdziutkiej dziedziny, a gdzie serce,dziadek babcia. Nadewszystko tlomaczyc z angielskiego, to jest tak:Matka wie najlepiej.
    Zamoznosc rodzicow,prawie zawsze decyduje o tym jakie zdolnosci dziecka beda rozwijane czy to w sporcie czy dziedzinie artystycznej.Ale kazdy rodzic o wrodzonych cechach rodzica moze przekazac skarb, czasem ktorego sam nie posiada.Teliwizor np. nie bedzie wychowaca dla moich dzieci,ale jest to oprucz komputra wspaniale okno na swiat. Rodzic bedzie wychowawca. Tak czy inaczej nic nowego nie wnosze,zwroce uwage tylko jak potrzebni sa nam rodzice.

    Dobre 0

  19. bożena pisze:

    Szkoda, że nie przyglądacie się młodym rodzicom…. chamstwo, agresja, niezadowolenie z tego, że są rodzicami . Trzaskaja te dzieciaczki po tyłkach, szarpią bo im nie pasuje , ze dziecko płacze i domaga się ich uwagi…Czy to normalne ? tak nalezy postępować? a skąd oni to wiedzą ? tak z nimi postępowano…Niektórzy dzisiejsi rodzice to zadufani w sobie egoiści. Najmądrzejsze chodzace pusaki. Nie potrafią nawet popatrzyć w oczy drugiej osobie, a co dopiero posłuchać dziecka. Nie będę oryginalna pisząc, że Dzieci wychowuje telewizor, komputer….Oby pani Jaruzelskiej i wszystkim przemądrzałką te dzieci wyrosły na zacnych ludzi. Dla tych , którzy szukają takiego wsparcia życzę , aby mieli się do kogo zwrócić .

    Dobre 0

  20. jarkacz pisze:

    Heh…

    > „nie zafundowałam sobie coacha, by mnie nauczył, jak
    > z bardzo poważną miną głosić mądrości o dobrych relacjach
    > z dziećmi i odkrywać ich predyspozycje.

    No przecież wiadomo, że chęć odkrywania predyspozycji w dzieciach to zbrodnia.

    > Dzisiaj rodzice oszaleli na punkcie swoich dzieci.

    To również niewybaczalne.

    > Koncentrują się na rozwijaniu ich talentów, talentów,
    > talentów, zaszczepieniu im wiary w siebie, w siebie,
    > w siebie.

    To również – rozwijanie talentów, zaszczepianie wiary w siebie. Straszne rzeczy.

    > I konsultowaniu wszystkiego ze specjalistami.

    A, że pod okiem specjalisty to w ogóle niewyobrażalne.

    > Informacja o coachu dla rodziców niemowlaków niezwykle
    > mnie ubawiła.

    Dalej w tym tekście jest o przeprowadzonym eksperymencie, który dowiódł, że dzieci objęte tym programem radziły sobie potem znacznie lepiej. Nie mi oceniać czy podważać ten eksperyment. Ale Pani przecież nawet nie spróbowała – Panią to bawi bo przecież Pani światopogląd jest najlepszy…

    > tylko o prywatnego psychologa specjalistę

    Każdy ma prawo sobie zatrudnić psychologa specjalistę. JW – to nie zbrodnia.

    > Ten pozwoli rodzicom zapobiec błędom pielęgnacyjnym
    > i wychowawczym i nie pozwoli im przeoczyć wrodzonych
    > talentów dziecka.

    Kolejny raz pytam – czy to zbrodnia? Zła wola rodziców?

    > Ten pomysł doradczy na polskim rynku pachnie
    > na kilometr czystą komercją.

    No komercja czy zarabianie na czymś to już totalna zbrodnia. Przecież specjaliści z rodzicami powinni utworzyć komuny i udzielać swoich usług nieodpłatnie.

    > Nie dotyczy przeciętnych rodzin. Nie można go przecież
    > porównać do wizyty u lekarza, bo pacjent jest zdrowy.

    Ja tam bywam u lekarza nawet będąc zdrowy – to się nazywa profilaktyka.

    > Ot, spędzaj zapracowany człowieku czas z coachem,
    > rozmawiając o dziecku, zamiast z dzieckiem.

    A gdzie w tekście Pani wyczytała, że tak należy postępować?

    Dobre 0

  21. Bruno pisze:

    Do wszystkich oszołomionych rodziców!

    Wasze oszołomienie dzieckiem jest błędem wychowawczym.
    I tak skończycie w domu starców (mam nadzieje że w Polsce eutanazji nie wprowadzą).

    Dobre 0

  22. ptaszek świergolaszek pisze:

    PROSZE PAŃSTWA OTO MIŚ MIŚ JEST BARDZO GRZECZNY DZIŚ CHETNIE PAŃSTWÓ ŁAPKE PODA NIE CHCE PODAC A TO SZKODA

    NIESTETY ZNAM TAKIE PRZYPADKI ZNĘCANIA SIĘ NAD POTOMSTWEM

    Dobre 0

  23. Bruno pisze:

    @ jarkacz napisał:
    31 marca 2010 at 15:37

    Jeśli wychowasz dziecko na „pępek świata” to jak już przestaniesz mu być potrzebny (zacznie pracować i założy własną rodzinę) to nie będziesz mu już do niczego potrzebny.
    Będziesz symulował choroby żeby cię własne dziecko odwiedziło (polecam film „Trzy kolory- czerwony”.

    Dobre 0

  24. wiesiek pisze:

    Temat jest bardzo wazny, ale z felietonu wychodzi troche Polski Negatywizm, niewiara w empiryzm. Czyli negatywne podejscie do nowego, zanim samo zycie oceni.

    A pytanie jest jak stac sie lepszym bez zadnych zmian?

    My nie mamy zadnego „coacha” i o tym nie myslimy. Ale jezeli powstala taka usluga, to widocznie sa rodziny, ktore uwazaja to rzecz przydatna. W zaleznosci od rezultatow, to albo usluga stanie sie czescia naszego spoleczenstwa, albo zniknie.

    A potepiac od razu moze nie warto. Jak rodzice sa kretynami, to coach raczej pomoze. Jak nie sa, to lepiej, zeby coach wnosil cos dobrego do sprawy.

    Dobre 0

  25. Adam pisze:

    @ Ireneuszz

    Ireneuszzu, nie wal ad personam.
    Ja rozumiem, że odczuwasz imperatyw „uzbrajania dzieci do walki konkurencyjnej”, ale myślę, że nie wszyscy podzielają Twój pogląd w tej sprawie. I to niezależnie od sytuacji materialnej. Znam aż za dobrze takich „świetnie uzbrojonych” w dzieciństwie, a w dorosłości nieszczęśliwych, bo nikt chyba nie pomyślał zawczasu, że oprócz łokci i sprytu coś by się jeszcze w życiu przydało.

    Dobre 0

  26. Adam pisze:

    @wiesiek

    „Ale jezeli powstala taka usluga, to widocznie sa rodziny, ktore uwazaja to rzecz przydatna.”

    No tak. Podobnie jak ongiś piramidki do ostrzenia żyletek, a teraz różne „cuda”, np. do szybkiego odchudzania. I to wszystko również się świetnie sprzedaje, a jakże!

    Dobre 0

  27. Longin pisze:

    Już widzę gówniarza który na swoim laptopie pisze donos na kolegę deklamującego w piaskownicy „rasistowski” wierszyk o „Murzynku Bambo”. Póki co idę kupić parę elementarzy Falskiego – pewnie już ta książka trafi na indeks „Eurosojuza”……..!

    Dobre 0

  28. wiesiek pisze:

    @Adam
    Moze bardziej konkretnie – w czy mjest problem?
    Czy w tym, ze sie sprzedaje?
    Czy w tym, ze ludzie kupuja cos co Panu jest niepotrzebne?
    Moze poprosic Bruksele o odpowienia ustawe?

    Dobre 0

  29. katarzyna Jaruzelska kastory pisze:

    Widzę, że zawrzało. Dziękuję bardzo Wszystkim za komentarze. Bliskie są mi szczególnie te, które podzielają mój punkt widzenia. Szkoła dla trenerów coachów w Krakowie jeszcze nie powstała.
    Do Becketta: Babcia to polski patent eksportowy. Niedoceniony, a bezcenny. Pisaliśmy o tym w Stylu Życia tydzień temu. A o polskiej polityce prorodzinnej dwa tygodnie temu ( 2 txty – Moniki Janusz Lorkowskiej i mój wywiad z Joanną Krupską). Polecam, choć wnioski dla Polski są ponure.
    Ireneuszowi dziękuję, że mnie lepiej przedstawił innym Internautom, tylko po co ta zgryźliwa zawiść w tonie.
    Jarkacz rozłożył mój txt na czynniki pierwsze, a mnie chciał na łopatki. W tej analizie zgubiła się synteza. I dystans, i ironia. Pudło.
    Wieśkowi dziękuję za racjonalną uwagę i stoicki spokój. Nie podzielam jednak wiary w mądrość praw rynku, bo na dzieciach rodzice rzadko oszczedzają, a łatwo profesjonalistom zachwiać ich wiarę (szczególnie młodych rodziców) w zdrowy rozsądek i własny instynkt.
    Pozdrawiam KJK

    Dobre 0

  30. Luiza pisze:

    Wychowałam dzieci nie mając coacha, ale zrobiłam wiele błędów. Nie miałam za dobrych doświadczeń ze swojego dzieciństwa i zdawało mi się, że jeśli będę w tych najtrudniejszych sprawach (jak bicie) postępować inaczej niż moi rodzice, to efekt będzie dobry. Ale nie jest. Dzieci pokończyły dobre studia, pracują, jednak z różnymi życiowymi sprawami nie radzą sobie najlepiej. Czasem płaczę.
    W tamtych czasach do poradni zawodowo-wychowawczej przyjmowano dzieci ze skierowaniem ze szkoły lub mające duże zaburzenia. Moje nie sprawiały większych problemów szkolnych, nie miały kłopotów z prawem. Widzę natomiast, że nie wykorzystują swoich możliwości – i wiem, że to moja wina, bo nie wiedziałam, jak je zachęcić, nauczyć wiary w siebie, relacji z rówieśnikami. Gdybym miała coacha, może udałoby mi się osiągnąć więcej.
    Nie myślę, by coach był potrzebny i miał być obowiązkowy dla przeciętnego, dobrego rodzica.

    Dobre 0

  31. Tomala pisze:

    Proszę wziąć na wstrzymanie. Jakaś firma coś ogłasza, a burza jakby już wszyscy mieli nakaz używania. A wychowaniem swoich dzieci lepiej się nie chwalić, lepiej zaprezentować. Ocenimy.

    Dobre 0

  32. Adam pisze:

    @wiesiek

    Problem jest w tym, iż fakt że ludzie coś kupują (nawet masowo) nie przesądza o wartości tego. Na pewno natomiast świadczy o talentach marketingowych sprzedawców, którzy trafiają tu na wyjątkowo podatny grunt.
    I nie ma tu najmniejszego znaczenia, że MNIE jest to niepotrzebne.

    Dobre 0

  33. Lestek pisze:

    Stare polskie powiedzenie mowi, ze jesli Opatrznosc pragnie kogos pokarac to odbiera mu umiejetnosc poslugiwania sie zdrowym rozsadkiem. Byc selektywnnie wybiorczym, nie podlegac trendom i naciskom i dzialac z rozmyslem.

    Rodzice chca najczesciej dla dzieci „najlepiej”, jakkolwiek nie zawsze wiedza co to „najlepiej” jest/bedzie i jakie posrednich rykoszetow tego „najlepiej” mozna sie spodziewac.

    I jeszcze dwie obserwacje. Rodzice powinni unikac „spelniania swych niespelnionych marzen” poprzez swe dzieci i nie powinni uzywac swego potomstwa aby zaakcentowac swa „lepsza” pozycje spoleczna w stosunku do swego otoczenia. Dzieci nie powinny byc manipulowane ani uzywane jako pionki w rozgrywkach pomiedzy „doroslymi”, ktorych konduita czesto i tak to na prawde nie wskazuje ze dojrzali do okreslania ich doroslymi lub psychicznie dojrzalymi pomimo ze dorobili sie juz potomstwa.

    Lestek

    Dobre 0

  34. vi pisze:

    Sądząc po komentarzach, niewiele osób znalazło w sobie chęć dowiedzieć się, co to właściwie znaczy coach… Jak jestem na placu zabaw, to mam ochotę połowę rodziców gdzieś wyslać na szkolenie, do coacha, a może po prostu po rozum do głowy. „Zamknij sie, cicho bądz, za mały jesteś, nie dasz rady, ty się do tego nie nadajesz, nigdy Ci sie to nie uda, wstyd mi przynosisz, jestes beznadziejna, juz cie nie kocham etc, etc’ Jeśli coach, trener, mądra pani w przedszkolu czy dowolna zaprzyjażniona osoba mogłaby zmniejszyć ten stek obrażliwych, niszczących tekstów, którymi my Polacy nada obrażamy swoje dzieci, to ja będę bardzo wdzięczna. może nam od tego kiedyś lepsze społeczeństwo wyrośnie…

    Dobre 0

Dodaj komentarz

Dodanie komentarza oznacza akceptację REGULAMINU blog.rp.pl. Komentarze nie spełniające zasad zawartych w regulaminie - nie będą publikowane. Więcej informacji można znaleźć na modblogu modblogu.