Zdzisław Krasnodębski: Niemieckie mity i uprzedzenia

Jakże różne są europejskie standardy, jeśli chodzi o mniejszości narodowe. W Polsce przedstawiciele mniejszości niemieckiej zasiadają w Sejmie, a na Opolszczyźnie wprowadza się dwujęzyczne nazwy miejscowości. Na Białorusi Polacy są zatrzymywani i szykanowani, ale przynajmniej uznawani za mniejszość, w Niemczech nikt Polaków nie prześladuje ? pomijając nieprzyjemne incydenty ? ale też nikt nie uznaje ich istnienia.

Dlaczego w zasadzie Niemiecka Republika Federalna, kraj praworządny, demokratyczny, liberalny i „zachodni”, ma takie problemy z uznaniem istnienia polskiej mniejszości? Sprawa wydaje się przecież oczywista. W każdym większym mieście niemieckim mieszkają tysiące Polaków. Istnienie polskiej mniejszości w Niemczech jest faktem socjologicznym, choć można spierać się o liczby i choć wiele osób jest z pogranicza kulturowego, a niemało Polaków przyjechało po to, by wypisać się z polskości i zostać Niemcami, do czego mają prawo. Ale są też tacy, którzy mając niemieckie obywatelstwo, czują się Polakami i zachowują polską tożsamość nawet wtedy, gdy ktoś z rodziny ma niemieckie pochodzenie.

W dodatku Polacy stanowią od dawna część ludności Niemiec ? od końca XVIII wieku, od czasu rozbiorów, Polacy mieszkali w Prusach, mieszkali też w Saksonii, a po 1871 r. w Rzeszy, w tym także w regionach zachodnich ? w Zagłębiu Ruhry i w innych ośrodkach przemysłowych. Nie ma też żadnych powodów do obaw przed polską mniejszością. Większość Polaków mieszkających w Niemczech to ludzie dobrze zintegrowani społecznie i lojalni wobec kraju zamieszkania. Zależy im na jak najlepszych stosunkach między Polską i Niemcami. Nie ma także zasadniczych różnic kulturowych czy religijnych w stosunku do Niemców, które mogłyby być źródłem konfliktów.

Wydaje się, że demokratyczna, praworządna, „zachodnia” Republika Federalna, odżegnująca się od wszelkiego nacjonalizmu, bez kłopotu powinna uznać fakt istnienia mniejszości polskiej. Strona niemiecka wysuwa jednak dwa zastrzeżenia. Powołuje się na fakt przerwania ciągłości oraz to, że chodzi głównie o imigrantów. Strona polska zgadzała się z nimi z niepojętą skwapliwością. Jak wiadomo, III RP w ramach wspólnoty interesów starannie unikała podnoszenia jakichkolwiek spornych tematów.

Nadgorliwość, z jaką polscy politycy, dyplomaci i eksperci przyjmowali te argumenty niemieckiej strony, można wytłumaczyć tylko postkomunistyczną traumą i nawykiem posłuszeństwa wobec protektora. Jak pokazało niedawne spotkanie w Berlinie w tej sprawie, przedstawiciele polskiego rządu nadal nie są w stanie wykrztusić słowa „mniejszość”, którego zaczęła używać strona niemiecka.

Przeczytaj cały tekst

Podziel się:
  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

(87) Komentarzy do “Zdzisław Krasnodębski: Niemieckie mity i uprzedzenia”

    -
  1. Michał pisze:

    @emigrant
    Pisze Pan, że Turcy zagrażają w RFN chrześcijaństwu. Hm, a Niemcy mówią na Polaków z obrzydzeniem w głosie: „Pole Katole” – czyżbyśmy im też zagrażali w chrześcijaństwie?
    Ale wiem, że niektórzy Polacy, a jest ich niemało, mówią: nein, ich nicht katole, ich neger, deutschland gross, klug, ich nicht, du recht, versten” (forma odpowaida treści). A i owszem, Niemiec rozumie, dlatego mówi: „Polaków mamy w kieszeni, łatwa sprawa”.

    Dobre 0

  2. T J pisze:

    Dziękuję za artykuł.

    Dobre 0

  3. fritz pisze:

    autochton napisał: 19 marca 2010 at 1:47

    @fritz: odzyskać można coś, co się posiadało.
    Inaczej to tylko się kradnie albo kupuje.
    Znając Twoich rodaków obstawiam to pierwsze.

    *** Znajac Twoich rodakow to kradna i twierdza, ze to bylo zawsze ich.
    Jak widzimy zreszta na powyzszym przykladzie.

    Dobre 0

  4. Boleszczyc pisze:

    A mowia ze Sienkiewicz pisal nieprawde o przewrotnosci Krzyzakow ? tego ?kulturalnego narodu?. I nikt sie pyta skad sie wziela wiekszosc wojen we wspolczesnej Europie, bo Niwmcy to narod kulturalny i solidny. Ale jak sie mowi ze ?chlopu? z butow sloma wychodzi.

    Dobre 0

  5. Henry pisze:

    @autochton
    Znowu przeginasz ;-)

    Dobre 0

  6. auu pisze:

    Czy taki artykol mozna opublikopwac w niemieckiej prasie – chocby w formie listu – od kogos – autora – lub od grupy, badz organizacji ?

    Swoja droga cos w tym jest dla nas, Polakow nieprzyjemnego – skad taka niemoznosc przebicia ?
    Widze to na codzien tu, gdzie mieszkam.
    Jest tu wiele , nie tysiecy, ale milionow obywateli polskiego pochodzenia, moze 10 a moze 15 milionow, a ani w kongresie, ani we wladzach federalnych, ani stanowych, ani lokalnych nie ma Polakow.
    No moze w Chicago troche. Slabosc polityczna polskiej grupy etnicznej, czy kulturowej jest totalna i rzucajaca sie w oczy.
    Materialnie nie jest zle, pieniazki potrafia oszczedzac, podobnie jak potrafia pracowac, ale kierowani musza byc przez innych, tak na plaszczyznie politycznej jak i zawodowej.
    Sa wyjatki, ale tylko wyjatki niestety…

    Dobre 0

  7. evviva pisze:

    Serdecznie pozdrawiam Pana @Wrocławianina – pięknie to wyraził! Ja tez jestem w domu i w Polsce, i we Frankfurcie nad Menem. Lubię ludzi wrazliwych, a tych jest sporo i tu, i tam. Najgorsza jest arogancja i głupota (niestety, obecna i tu, i tam, co niepomiernie wkurza).

    A co do niemieckiej Leitkultur: czasem zastanawiam się, czy tutaj jest w ogóle jakaś kultura wiodąca, którą można by się zachwycić i którą by można podchwycić dla własnego rozwoju. I dochodzę do wniosku, że z tą kulturą ciężko. Dowcip niemiecki przyciężkawy, w mediach pop sieczka (przez OGROMNE S), w szkołach poziom….. (pozostawiam bez komentarza), na uczelni poziom …. (tu też spuszczam zasłonę miłosierdzia), tutejsza scena polityczna przypomina francuski kabaret kukiełkowy – wypowiedzi bez treści, wygłaszane podwyższonym tonem i kiełbasa wyborcza serwowana tonami. I ta coroczna żałoba narodowa, że „znowu zajęliśmy ostatnie miejsce ex equo z Polską w Eurovision Song Contest i znowu biedulki nie wiemy dlaczego”.

    Zgadzam się z licznymi przedmówcami, że Niemcy są dziś mocno wieloetniczne, ze zlaicyzowaną warstwa autochtonów oraz istniejącą paralelnie i często poza prawem obowiązującym (jeszcze) mniejszością muzułmańską. W rodzinach tzw. klasy średniej rodzi się coraz mniej dzieci. Kościoły się zamyka albo przerabia na meczety. To wszystko nie wróży temu krajowi dobrze i powoduje, że Polska jest i będzie coraz bardziej atrakcyjna dla nas, którzy z niej wyjechali, z całą pewnością dla naszych dzieci i wnuków, ale również może i dla samych Niemców? Wśród młodych liberalnych Niemców spotykamy się z samą sympatią…

    Dobre 0

  8. Bończa pisze:

    Mniejszość niemiecka w Polsce? Jaka mniejszość? Przecież w ciągu calęgo PRLu chyba wszyscy niemcy zadążyli wyjechać do reichu, poza tym ci tzw niemcy albo ich przodkowie podczas przeprowadzanych po wojnie akcji weryfikacyjnych skamleli na kolanach że – tfu, tfu uni nie som żodni niemce , uni som szczyre Poloki a Hitler kaputt . Nawet jakieś papiery na to powinny się w archiwach znależć i tak – niejaki pan Johan Kroll zostawał Janem Królem [ po 89 znowu Johan Kroll].W prościutki sposób możnaby Niemcom udowodnić że tzw mniejszość niemiecka w Polsce nie istnieje. Nie dziwi zatem fakt że tak wielu tych zaprzańców produkuje się na wszelakich forach pokazując jacy to z nich niemcy bardziej niemieccy od niemieckiego orginału, chociaż w hierarchii niemczyzny zajmują miejsce daleko za Ossi – trochę powyżej Turków. Oni będą szczerzyć kły nawet już po tym gdy RFN jako rozsądne państwo przywróci należne prawa polskiej mniejszości co niewątpliwie nastąpi i to wcześniej niż póżniej.

    Dobre 0

  9. Lesław B. pisze:

    Artykuł Pana Profesora dobrze ilustruje następująca decyzja władz niemieckich.

    Cytuję za panią senator Dorotą Arciszewską-Mielewczyk z portalu Powiernictwa Polskiego. Warto zapoznać się z działalnością tej organizacji, założoną właśnie w celu obrony polskich interesów. Niesteyty nie spotyka się ona z pomocą obecnego rządu polskiego.
    Pod jej adresem można znaleźć informacje oraz wskazówki, co robić w takiej sytuacji.

    ?Landy Bawarii, Hesji i Meklemburgii-Pomorza Przedniego przyjęły zasadę, iż
    OSOBY URODZONE W LATACH 1945-1990 NA TERENACH DAWNEJ RZESZY NIEMIECKIEJ PRZYZNANYCH RZECZPOSPOLITEJ POLSKIEJ na mocy traktatu poczdamskiego będą miały w dokumentach potwierdzających tożsamość wpisywane
    NIEMCY JAKO KRAJ URODZENIA.
    (?)
    Apelujemy do Pana Ministra, by zechciał niezwłoczne przygotować akty prawne oraz wydać stosowne polecenia służbowe prowadzące do nie uznawania ? w sprawach urzędowych w Polsce ? dowodów tożsamości z fałszywym krajem urodzenia”.
    http://powiernictwo-polskie.pl/powiernictwo/index.php?option=com_content&view=article&id=72:apel-powiernictwa-polskiego&catid=18:aktualnoci&Itemid=28

    Dobre 0

  10. Ewakropkapl pisze:

    Szanowny Panie Profesorze. Coś dziwnego stało się w polskim myśleniu o Niemczech i Niemcach, w przeciągu ostatnich (około trzech) dziesięcioleci, po raz pierwszy, na skutek peerelowskiego reżimu, głównie, po beznadziei i stagnacji stanu wojennego, zadanego narodowi przez ekipę Jaruzelskiego.
    W tamtych czasach ucieczki do Niemiec, do lepszego, bogatszego świata (raczej) nie dziwiły. Może tylko niektórych żenowały żarciki o poszukiwaniu choćby owczarka niemieckiego w rodzinie, by móc zostać w tym kraju na lepszych prawach, zbliżonych do rdzennych mieszkańców. (No proszę, to już wtedy o to „lepsze” przebywanie -w Niemczech- chodziło). Po polskiej okrągłostołowej rzeczywistości zaczęto nas przekonywać (zgodnie z poprawnością polityczną) jedynie, do pozytywnych stanowisk Niemców, jako narodu i państwa, do Polski i Polaków. Wszelkie neonazistowskie zjawiska, niewybredne acz popularne „żarciki” o Polakach czy przykłady rozmaitych utrudnień dla Polaków (jak np. słynne zakazy rozmów po polsku, z dzieckiem w małżeństwie mieszanym), obecnie grasująca poprawność polityczna, na różnych szczeblach niemieckich i polskich władz, tłumaczy nam jako jedynie incydentalne przypadki, którymi nie warto się zajmować.
    Takie to bagatelizowanie „epizodów” przygotowało teren do bezczelnego zakłamywania historii i dezinformacji świata o „polskich obozach zagłady”, o „wypędzonych Niemcach” wreszcie do niewiarygodnej akceptacji tzw. „Muzeum Wypędzonych” w Berlinie. Odtąd młode pokolenia Niemców i reszta świata, poprzez indoktrynację odpowiednimi wystawami, będzie się uczyć nowej historii, o biednym, poszkodowanym, bo wypędzonym narodzie niemieckim, oczywiście przez Polaków. Co ma na celu m.in. zniwelowanie winy hitlerowców czy polskie ofiary. Ta przewrotność i buta Eriki Steinbach oraz jej popleczników, swoje korzenie ma właśnie w tej „wyższości rasy nordyckiej”.
    A co takiego się stało z naszą czujnością, co z pamięcią o tragicznych losach Ojczyzny i naszych przodków, gdzie morał, jaka nasza nauka z lekcji historii?
    Mogliśmy przebaczyć, ale czy wolno zapominać? Głupi naród, który traci pamięć i nie wyciąga wniosków z własnych doświadczeń. Obawiam się, że skutki tej niefrasobliwej polityki, na którą część narodu dała przyzwolenie, odczujemy w niedalekiej przyszłości.

    Dobre 0

  11. singing nightingale pisze:

    Ewakropkapl pisze:
    „słynne zakazy rozmów po polsku, z dzieckiem w małżeństwie mieszanym),”
    ————–
    Rece naprawde opadaja gdy sie czyta takie „informacje” a la „Nasz Dziennik” i J. Kaczynski.
    Prosze Pani/Pana.
    Ludzie sie zenia.
    Ludzie sie rozwodza.
    Dziecko zostaje przy jednym rodzicu z prawem wizytacji dla drugiego rodzica.
    Zazwyczaj ten rodzic moze spotykac sie z dzieckim sam na sam. Ale sa przypadki kiedy sad naznacza, ze rodzic moze sie spotykac z dzieckim tylko w obecnosci kuratora. Gdy sprawa dzieje sie w Niemczech i kurator jest niemcem, to przeciez kurator nie zna jezyka polskiego. Chyba jasne, ze w takim przypadku rozmowa musi byc w jezyku zrozumialym dla kuratora, czyli w jezyku niemieckim. Takich przypadkow bylo 3 (slownie trzy). (Dane sprzed 2 lat).
    Teraz Pani rozumie jak trudno porozumiec sie z Polakami spod znaku „Nasz Dziennik” i im podobnym.

    Dobre 0

  12. Jan C. pisze:

    @slazak z 19 marca 2010 at 6:13
    ,,obawy germanizowania polakow w niemczech sa uzasadnione. Ale to nie wina niemcow. Po prostu jak ktos ma mozliwosc wyboru, to wybiera kulture na wyzszym poziomie kulturalnym i intelektualnym a teraz ekologiczny …,,.

    *** Germanizowanie bez winy Niemców? To chyba autogermanizacja, albo samozdrada ?!

    *** Kultury ludzkiej się nie stopniuje – albo się jest człowiekiem albo nie, a stopniuje się np. butę, czy pychę – chyba że się porównuje kulturę ludzi z kulturą niemieckich ,,nadludzi,, , ale wtedy jest to antykultura
    nazi-onalistyczna, zwłaszcza, gdy chodzi w rzeczywistości o antykulturę materialną.

    *** Nie stnieje kultura intelektualna – kultura to duch, a intelekt, to materia – można mówić więc tylko o antykulturze.
    Niemcy swojego ducha ludzkiego przehandlowali za gwałt na ludzkiej kulturze, za chorobę ,,intelektualną,, zwaną ,,słabi muszą odejść,, i ,,dziś nasze są Niemcy, jutro cały świat,,.
    Niemcy już nie mają swojej kultury. Jeszcze tylko o porządek wokół swoich obejść dbają, ale juz kiedy wyjadą za granicę, to świnią jak nikt. Nawet swoje śmieci ,,wyrzucają za płot,, , przewożąc przez granicę i wyrzucając do polskich lasów, co łatwo udowodnić.
    Cała ta ,,kultura,, niemiecka, to kupowanie zdrajców Polski, judaszów za srebrnki, judaszów chcących zastąpić ducha intelektem i nie przyznającym, że to NIEMORALNE a więc nieludzkie.
    Wybór kultury, to pozostanie Polakiem.

    Dobre 0

  13. Stawol pisze:

    Mniejszość niemiecka jest w innych krajach Niemcom potrzebna dla ekspansji terytorialnej, natomiast wszelkie mniejszości w Niemczech nie są uznawane z tego samego powodu.

    Rządy „polskie” od 20 lat nic nie zrobiły w tym zakresie i widać,że nie zamierzają tego robić, a szczególnie ten PO dąży do zniszczenia wszystkiego co polskie i Polski jako takiej, bo D.Tuska w tajnej umowie z A,Merkel zobowiązał się do tego, bo Niemcom Polska przeszkadza w konwergencji Niemiec i Rosji, do której dążą od wielu stuleci, obecnie udając wielkiego przyjaciela Polski.

    Czy jakiś rząd podejmie próbę zmiany tego stanu/ poza rządem J.Kaczyńskiego/, oto jest pytanie ???

    Zasadnicze pytanie brzmi = czy Polska miała po 1989 r. polski rząd ???
    A to wszystko tłumaczy stan jaki mamy obecnie.

    Dobre 0

  14. gryfita pisze:

    niemieckie MSW zmienilo praktyke wpisywania miejsca urodzenia tzw poznmy wysiedlencom, dotad – zgodnie z Postpoczdamskim stanem- wpisywano „Polska” – teraz „za punkt odniesienia” traktuje sie Uklad z 1990 roku, ciekawe, bardzo ciekawe…

    „Der Stichtag mit dem Datum des Potsdamer Abkommens vom 2. August 1945 werde gestrichen, stattdessen sollen wieder die Grenzen des Deutschen Reichs bis zum Zwei-plus-Vier-Vertrag vom 12. September 1990 als Bezug genommen werden”

    Dobre 0

  15. Ewakropkapl pisze:

    ad.singing nightingale
    Istotnie „ręce opadają”gdy się czyta Pana/Pani demagogiczne teksty. Nie tak dawno na temat prześladowań polskich rodziców w Niemczech była audycja Jana Pospieszalskiego, przykładów było zatrważająca ilość! Więc nie wiem z jakiego źródła czerpie Pan/Pani wiedzę, jednak po nerwowej reakcji, przypuszczam, że źródło n i e jest z polskiej strony.
    Natomiast kuriozalne i wręcz odkrywcze jest Pana/Pani zdanie:
    „Niewiarygodne ale od Kazimierza Wielkiego do dzisiaj byla tylko jedna wojna czysto polsko-niemiecka, w 1939 roku. Jedna wojna na 600 lat!!!” Na takie oświadczenie odpowiem f a k t e m historycznym, że Niemcy (Prusacy), z krótkimi przerwami, byli w nieustającym stanie wojny(agresji) z Polakami”.
    Niech mi Pan/Pani wierzy i to niezależnie od indoktrynacji jaką Pani/Pan przeszedł, że było tak, jak napisałam. A wiem to n i e tylko z lekcji historii Polski, ale z pierwszej ręki, bowiem moi antenaci od najdawniejszych pokoleń pochodzą z Wielkopolski i przez wszystkie pokolenia walczyli o swoją polskość: ziemię, język, obyczaje. I n i e było to tylko w 1939 roku! Mój pradziad śp. Jan Bigdowski, niezłomny Polak, z całą rodziną, w 1898roku został zesłany w głąb Prus za krzewienie polskości w Wielkopolsce, pod zaborem pruskim ( m.in. czytając chłopom polskie patriotyczne teksty). Do kraju mogli wrócić w 1918roku i oczywiście natychmiast powrócili (mimo iż na wygnaniu pradziad miał dobrze płatną posadę). Nasza rodzina, jak wiele podobnych w Wielkopolsce, ponosiła liczne ofiary n i e m i e c k i e j agresji, na przestrzeni wieków przy rzekomych „dobrosąsiedzkich” stosunkach z Niemcami. Są też takie ofiary, które na obecne, jawne ZAKŁAMYWANIE HISTORII,(patrz:Muzeum Wypędzonych) nie mogą nawet przewrócić się w grobie, jak brat mojej Mamusi, student, ułan- Hieronim Trzciński, którego Niemcy zamordowali w Auschwitz, więc n i e ma grobu…
    Nie sadziłam, że będę zmuszona wytaczać takie „armaty”, a przecież powszechnie znane(?) prawdy, na zwyczajne manipulowanie słowami. Smutno…

    Dobre 0

  16. rikicostello pisze:

    Co Pan profesor taki niekonsekwentny.

    Wracać do Polski i płodzić Polaków a nie na Uniwersytecie w Bremie utyskiwać na idolum gospodarzy!

    Chyba,ze Pan tam za Wallenroda robi:)

    Dobre 0

  17. Dies pisze:

    Wydaje mi się, że ludzie, którzy wyemigrowali do Niemiec po prostu nie są Polakami. Włożyli często bardzo wiele wysiłku w odgrzebanie w starych dokumetach niemieckich przodków, mógł to być dziadek, który służył w Wermahcie, lub też inne osoby zgodnie z odpowienimi ustawami niemieckimi, wiadomo – do czwartego pokolenia wstecz, do siódmej wody po kisielu włącznie. Pewien mój kolega ze szkoły w latach osiemdziesiątych około mniej więcej piętnastego roku życia postanowił wyemigrować do „Enerefu” po przeczytaniu kolorowej broszurki wydanej przez ambasadę RFN w Polsce o życiu w Niemczech. Niestety w żaden sposób nie mógł znaleźć w rodzinie dziadka folsdojcza [pisownia nieprzypadkowa] ani innego sposobu załapania się pochodzenie niemieckie. Ostatecznie jednak udało mu się zrealizować swój plan w 1987 roku dzięku małżeństwu z dziewczyną, która kwalifikowała się do pochodzenia niemieckiego na takiej podstawie, że syn jej babci z pierwszego małżeństwa poległ w Warszawie w sierpniu 1944 r. (oczywiście domyślamy, że nie był powstancem warszawskim). Ani on, ani jego narzeczona, ani babcia (Kaszubka) nie znali ani słowa po niemiecku, za to cała czwórka szczęśliwie dotarła do swojego raju i rozkoszowała się dobrytem zapewnionym przez niemiecki socjal. (taka właśnie była ich koncepcja udanego życia).
    Czy można ich nazwać polską mniejszością? To są środowiska, w których opowiada się dowcip: ” mój dziadek walczył w AK. Ale pod Tobrukiem”.
    Nazywanie tych ludzi polską mniejszością jest zwyczajnie obraźliwe dla nas, Polaków, nawet jeżeli ci ludzie zorientowawszy się, że w Polsce na nikim już nie robi wrażenia paczka z proszkiem do prania i czekoladą Milka, przyznają się teraz do polskości, którą tak mocno przedtem opluwali.

    Dobre 0

  18. singing nightingale pisze:

    @Ewakropkapl,
    Dziekuje za informacje, przeczytalem z zainteresowaniem.
    Tylko… nie widze sprzecznosci miedzy naszymi informacjami. Ja mowilem o wojnie miedzy panstwami, Pani o germanizacji.

    Dobre 0

  19. emigrantka pisze:

    Nie zgadzam sie z panem Krasnodebskim. Nie czuje sie dyskryminowana w Niemczech, mimo, ze nie mam (bo nie chce) niemieckiego obywatelstwa. Jesli polscy migranci dostana taki status, to ile innych narodowosci z tego precedensu zechce skorzystac? Dlaczego nikt o tym aspekcie sprawy nie wspomina? A warto.

    Panie Krasnodebski, prosze zajac sie Ukraina. To jest dopiero kopalnia tematow.

    Dobre 0

  20. Ewakropkapl pisze:

    ad. singing nightingale
    Dziękuję za zainteresowanie, ale sprzeczność jest, bowiem:
    - z oczywistych powodów, b e z p o ś r e d n i e j(nie „czystej” jak p. „Słowik” napisał) wojny pod zaborami być n i e mogło, ale walka trwała; agresywna germanizacja ze strony niemieckiej i działania obronne ze strony polskiej. Bo Pana sugestie zmierzały do tego, że miedzy ww. sąsiadami było p o k o j o w o, a tak nie było( i te 400 lat, to miało być satyrycznie?) i to zawsze, no może poza okresem cesarza Ottona III i króla Bolesława Chrobrego, Niemcy zaczynali swą ekspansję na polskie ziemie.;
    - ponadto zabory nie były żadnym stanem ugodowym, to było z n i e w o l e n i e jednego państwa przez drugie, więc nie można mówić o niezakłóconych stosunkach sąsiedzkich.
    Pierwotnie też nie zareagowałam na Pana niefortunne:”…trudno porozumiec sie z Polakami spod znaku ?Nasz Dziennik? i im podobnym.” Rozumiem, że miał Pan na myśli moja osobę, a więc powiem krótko, nie czytuję „ND” i poza Rzepą tylko (świetny, polecam) dwumiesięcznik „Arcana”, głównie z b r a k u czasu(bo chętnie czytałabym i „ND” itp. pisma). Tylko, że ja staram się rozmawiać na płaszczyźnie racji, argumentów, a nie dzieląc Polaków na takich czy owakich, bez gradacji i przezwisk („moherowe berety”, „watahy”, „oszołomy” itd., itp.), taka zwyczajna kultura bycia… A jestem spod znaku orła białego w koronie, z czego jestem dumna.
    Życzę zdrowia.

    Dobre 0

  21. singing nightingale pisze:

    @Ewakropkapl

    Coz, czy moze mi Pani podac wszystkie, lub przynajmniej kilka, wojen miedzy Polska i Niemcami od czasu Kazimierza Wielkiego w XIV wieku?
    (nie liczac wojen z Zakonem Krzyzackim bo oni podlegali bezposrednio papiezowi)

    Ewakropkapl: „Pierwotnie też nie zareagowałam na Pana niefortunne:??trudno porozumiec sie z Polakami spod znaku ?Nasz Dziennik? i im podobnym.? Rozumiem, że miał Pan na myśli moja osobę, a więc powiem krótko, nie czytuję ?ND? i poza Rzepą tylko (świetny, polecam) dwumiesięcznik ?Arcana?, głównie z b r a k u czasu(bo chętnie czytałabym i ?ND? itp. pisma). Tylko, że ja staram się rozmawiać na płaszczyźnie racji, argumentów, a nie dzieląc Polaków na takich czy owakich, bez gradacji i przezwisk (?moherowe berety?, ?watahy?, ?oszołomy? itd., itp.), taka zwyczajna kultura bycia? A jestem spod znaku orła białego w koronie, z czego jestem dumna.

    *** To bardzo dobrze napisane. Cenne. Miejmy nadzieje, ze wiecej dystutantow bedzie mialo podobne podejscie.

    Dobre 0

  22. singing nightingale pisze:

    Powiem prosto i krotko.
    Panie Krasnodebski, poczuj sie Pan rowny Niemcom a wszystkie Pana problemy z Niemcami znikna bez sladu. To panskie poczucie nizszosci wobec Niemiec jest panskim problemem. Mnie nie przeszkadza jak ktos czuje sie lepszy ode mnie. Niech sie czuje, szczescia zycze!

    Dobre 0

  23. ir pisze:

    Strasznie duży ładunek resentymentu w tym tekście. Gdyby zresztą w Niemczech nie było tolerancji, to już dawno autor, który tezy o mitach i uprzedzeniach niemieckich wygłasza od wielu lat (jak mantrę), nie pracowałby na uniwersytecie niemieckim. Zresztą, wydaje mi się, że przed podjęciem tam pracy poglądy autora tekstu nie były aż tak przez niego eksplikowane, choć prywatnie się nimi dzielił (poznałem go kilkanaście lat temu). Teraz, kiedy się jest profesorem, już można.

    Dobre 0

  24. Ewakropkapl pisze:

    ad.ir
    Otóż, mam prawo twierdzić, że te „kilkanaście lat temu”, kiedy pan Z.Krasnodębski nie był jeszcze profesorem, a stosunkowo młodym człowiekiem, mógł mieć skromniejszą wiedzę i doświadczenie, stąd jego poglądy „nie były aż tak” skrystalizowane. Przecież nic odkrywczego w tym, że z czasem, więcej w nas erudycji (co, mam nadzieję, dotyczy większości). W tym miejscu przypominam sobie niezwykle wyraziste stanowisko , w kwestii niemieckiej, (ponad 70-letniego) J.M. Rymkiewicza w „Kinderszenen”(polecam!). Ponadto, jak sądzę, właśnie to przebywanie w Niemczech (obserwacje, rozmowy, śledzenie codziennej prasy, wydarzeń itp.) pozwalają profesorowi Krasnodębskiemu na formułowanie takich, nie innych tez.
    Natomiast co do „resentymentów”, nie widzę ich w tekście, natomiast twierdzę, że zdecydowana większość Polaków ma niezaprzeczalne powody do wyrażania pretensji, a przynajmniej braku zaufania i czujności w stosunku do niemieckiej polityki. Gorzej, uważam iż brak takiej czujności, szczególnie ze strony władz państwowych(!), to zwyczajna lekkomyślność. Bowiem nie o pielęgnowanie urazów tu chodzi, a o PAMIĘĆ i WYCIĄGANIE właściwych WNIOSKÓW z historii.
    Natomiast sądzę, że gdyby ” w Niemczech nie było /jakiejkolwiek czy fasadowej bądź wybiórczej/(moje wtrącenie) tolerancji”, to należałoby bić na alarm, byłaby to głęboka ksenofobia.
    W Pana wypowiedzi jest jeszcze jedna kwestia, związana być może z tzw. odwagą cywilną. Mianowicie, pan prof. Z. Krasnodębski głosi swoje opinie (abstrahując tu od zgody czy sprzeciwu z ich treścią) jawnie, składając pod nimi swój podpis… to tyle.

    Dobre 0

  25. Herwig Ploth pisze:

    @ Ewakropka

    Zobaczymy, czy cenzura to tym razem puści.

    Przepraszam, że się włączę do dyskusji, piszę też jawnym nazwiskiem.
    Jestem Niemcem, który ukończył studia inżynierskie na Politechnice Wrocławskiej.

    Ma Pani rację profesor może pisać, co mu się podoba.
    Nie chcę bronić Niemców, i na pewno nie jesteśmy aniołkami roku 2010. Ale niestety wiele twierdzeń Pana profesora mija się ze stanem faktycznym.

    Oto przykłady:
    a) Polska mniejszość narodowa
    Niemcy po wojnie były podzielone w cztery strefy okupacyjne. Dlaczego żaden z okupantów nie znalazł etyczny Polski Tereń? Ale zauważali takie tereny n.p. Sorbów i Duńczyków.
    Obecnie Niemcy są krajem imigracyjnym, a nie krajem ponad 40 mniejszości narodowych.
    Dlatego w RFN stosuje się przywileje mniejszości narodowej, na takich zasadach jak Szwecja i Dania.
    Procentowo w Szwecji jest nawet więcej Szwedów polskiego pochodzenia, a nikt tam nie walczy o przyznanie przywilejów mniejszości narodowej ? dlaczego?

    b) Dzięki uporowi niemieckiego adwokata z Hamburga
    To jest Pan mecenas Hambura, a nie z Hamburga, ale z Berlina. Czy Niemcem jest to nie wiem, ale na pewno ma niemiecki paszport, a jak mówi to ma silny akcent polski. Wiemy, że jest związany z pewnymi kołami w Polsce, które dopingują jego ?upiór?. Pisze miedzy innymi odpowiedni narodowy blog w salonie24, ale nie niemiecki.
    A Profesor udaje, że nie wie, a Niemcy to doskonale wiedzą. Dlaczego?

    c) d) Tradycja kolonialna
    —- Najważniejszą przyczyną są niemieckie mity narodowe. Są to, po pierwsze, mit jedności etnicznej, mit krwi ciągle fundamentalny dla niemieckiej tożsamości, —-

    Może Pani tego nie wie, ale Profesor siedząc w Niemczech powinien o tym wiedzieć: 10 lat temu prawo obywatelskie RFN zostało diametralne zmienione, mitu krwi (ojca) już nie ma, a być Niemcem jest dziś sprawą wyboru i lojalności wobec Republiki Federalnej.

    d) Nie przypadkiem uderzającą cechą miast niemieckich jest brak różnorodności etnicznej. Nie ma żadnego porównania z Paryżem, Londynem, nie mówiąc już o Nowym Jorku.

    Pytanie za 100 złotych (bo łatwe): Ile mniejszości narodowych uznają Francja czy Wielka Brytania? Podpowiadam, żadne.
    A brak różnorodności etnicznej ? to taki profesorski żart. Pani ma w to wierzyć, bo jak profesor to profesor. A ja się tylko śmieje jakim kitem się karmi polskich czytelników.
    Eurostat publikował za 2008 statystyki o obcokrajowcach w EU:
    Niemcy (DE): 7,255 Mio (8,8%), Wielka Brytania (UK): 4,021 Mio (6,6 %), Francja (FR): 3,674 Mio. (5,8 %).
    Tu cały zestaw, niestety tylko po angielsku:
    http://epp.eurostat.ec.europa.eu/cache/ITY_OFFPUB/KS-SF-09-094/EN/KS-SF-09-094-EN.PDF

    Co Pani myśli, dlaczego profesor prowadzi swoich czytelników w błąd?
    Czy to niewiedza profesorska czy jednak umyślnie działanie propagandowe na od dawna znanych zasadach? Odpowiedni cytat Pani chyba zna? :)
    Czy sądzi Pani naprawdę, że to jest podyktowane pogłębioną wiedzę o sprawach niemieckich? :)
    Właściwy tytuł publikacji byłby ?Moje mity i uprzedzenia? ? to by wszystko grało. Takiej opinii nikt mu nie ma za złe. Ale z stanem faktycznym ? jak on sugeruje – niestety nie ma nic wspólnego, a z odwagę cywilną też nie.

    Pozdrawiam Panią i wszystkich dobrze poinformowanych czytelników.

    Dobre 0

  26. Krzysztof1 pisze:

    Pełna zgoda panie profesorze.Czas najwyższy aby minister Sikorski oraz rządowy pełnomocnik od spraw Polsko-Niemieckich p.Bartoszewski wzięli się do roboty.Jest to sytuacja jak porażka zawstydzająca.

    Dobre 0

  27. Ewakropkapl pisze:

    ad. Herwig Ploth
    Nie ma za co przepraszać, „warto rozmawiać”(jak stwierdza, co rusz, Jan Pospieszaliski), dlatego witam i gościnnie zapraszam do dyskusji.
    Tylko nieco zasępiłam się już Pana pierwszym zdaniem, a szczególnie słowami „tym razem”, bowiem one sugerują, że wcześniej czynił Pan nieudane próby komentowania, pod tym artykułem (?)
    W istocie spora część Pana wypowiedzi nie dotyczy bezpośrednio mojej osoby, a profesora Z. Krasnodębskiego, bowiem to jemu zarzuca Pan nierzetelność (która nawet Pana rozśmiesza, bo przecież nie irytuje…) Mam też nadzieję, że(prędzej czy później) doczeka się Pan repliki w związku z wymienionym przykładami. Natomiast mogę Panu odpowiedzieć na takie zadane pytanie: „Procentowo w Szwecji jest nawet więcej Szwedów polskiego pochodzenia, a nikt tam nie walczy o przyznanie przywilejów mniejszości narodowej ? dlaczego?” Otóż, mówiąc najprościej, bo n i e ma powodów w a l c z y ć. Akurat w Szwecji mam znajomą Polkę, zamieszkującą tam od ~25lat i nigdy nie słyszałam o żadnych trudnościach, czy to we współżyciu, czy pośledniejszym traktowaniu przez urzędy państwowe jej osoby bądź jej rodziny. Może tu należy szukać braku tej potrzeby walki?
    W kwestii „mitów i uprzedzeń” też mam do Pana pytanie, oczywiście z góry uznaję, że retoryczne, by nie „zmuszać” Pana do dalszej konwersacji. Otóż, moja córka parę lat temu, w lecie, była w Mainz, w szkole językowej, gdzie było międzynarodowe towarzystwo młodzieży (pogłębiające znajomość j. niemieckiego). Gości witały flagi państw z których przybyli, wszystko się zgadzało, było wiele flag (nawet japońska z uroczą czerwoną kulką), brakowało tylko jednej polskiej… Taki niby drobiazg…(prawda?), a ja w tym miejscu zadam Panu pytanie, w podobnym sensie jak to, z Pańskiego tekstu: „Czy to niewiedza profesorska czy jednak umyślnie działanie propagandowe na od dawna znanych zasadach?”
    Jak Pan myśli czy to umyślne działanie niemieckich władz uczelni, czy przypadek, że mimo interwencji, do końca kursu nie odnaleziono i nie zawieszono polskiej flagi? Pewnie Pan odpowie, że to błahostka i wyłazi z nas zadawnione przewrażliwienie. Tylko w tym miejscu mogę sobie wyobrazić co by to się działo, gdyby odwrócić sytuację i rzecz by się wydarzyła w Polsce, na polskiej uczelni, a incydent dotyczyłby młodzieży i flagi niemieckiej?
    Podobnych epizodów znam więcej, ale zdecydowanie, moim zamiarem nie jest jątrzenie czy zawstydzanie Pana. Nie jestem zwolenniczką odpowiedzialności zbiorowej i nie Pan powinien się tłumaczyć z takich czy innych zachowań rodaków. Natomiast Pan, dość częsty bywalec polskich blogów, konstatuje jednoznacznie, np tak.: „Różnica z PRL-owską propagandą polega jedynie na tym, że Niemcy spadły na drugą pozycję wrogów Narodu Polskiego, pierwszą zajmują Rosjanie.” (Pamięta Pan? To Pana słowa). Pozdrawiam i podziwiam niezłą polszczyznę (oraz pisownię z polskimi znakami).

    Dobre 0

  28. Boleszczyc pisze:

    @ singing nightingale 18 marca 2010 at 23:08

    Umysl masz skwasnialy i zepsuty. Pierwsze, Polacy pisze sie z duzej litery. To wyraz szacunku dla siebie i dla innych. Amerykanie pisze sie tez z duzej litery.
    Mieszkam w Ameryce i samochwalstwo do niczego dobrego nie prowadzi, przeciwnie. Radze Ci sie nie wypowiadac na tematy ktorych nie rozumiesz i nie doswiadczasz. Wystawiasz sobie samemu opinie.
    Ta trzecia droga, ktorej nie doswiadczy umysl twojego pokroju, to spokoj i obiektywnosc. Prwada, chociaz trudna do znalezienia istnieje. Nie jest niestety osiagalna dla konformistów.

    @ Nosferatu 19 marca 2010 at 0:10

    Niemcy jak zauwazyles przyszli na ziemie pierwotnie polskie wiec nie sa u siebie i nigdy nie beda.
    Nic im tego statusu nie przyznaje nawet po setkach lat. Ziemie te byly tylko czasowo zagarniete przez Niemcow. Ci nigdy nie zachowywali sie jak przystalo na gosci to wiadomo.

    To jest racaj, niemiecka mniejszosc w IIRP byla diabla warta.

    @ uruguay19 marca 2010 at 0:47

    Ani w 1918 ani w 1945 Polska nie ?przejmowala? niemieckich ale odzyskala polskie tereny. Jak tego nie rozumiesz to poczytaj historii. Żadne tereny zagarnięte sila lub podstępem nie staja sie wlasnoscia bandyty nawet po tysiacach lat, zwalszcza ze bandyta nie przestal byc bandyta i dażył aby ukraść wiecej i zabijac prawowitych wlascicieli.
    PS. Wiesz pewnie jak nazywa sie osoby ktore maja trudnosci z pamiecia i logicznym mysleniem?

    @ greg 19 marca 2010 at 1:24

    Czy nie przyszlo Ci do glowy ze to co zrobili Niemcy dla Ciebie w czasach migracji wynikalo z koniecznosci, wyrachowania lub proby oczyszczania z win. Tak wiec moze szacunek nie jest wlasciwie umiejscowiony.

    @ autochton 19 marca 2010 at 1:44

    Jak zwykle masz pokrecone w glowie obserwuje twoje blablanie od lat. Niemcy nigdy nie byli u siebie na terenach zagarnietych, nawet jezeli naplyneli przed ich okupacja. Natomiast Polacy sa ludnoscia rdzenna i byli tam od tysialeci a nie od stuleci w zwiazku z tym nie sa żadną ludnoscia naplywowa nawet jak urodzili sie na innym terenie Polski i tam sie przesiedlili. Wibij sobie z glowy – ty napewno nie masz zadnych wiecej praw niz inni do tych ziem z tego prostego powodu ze popierasz germanizacje. Nazywanie sie autochtonem, nawet jezeli pochodzisz z z rodziny rdzennych Slazakow, tj. z rodzinny polskiej, nie usprawiedliwia bezczelnosci.
    Bez pozdrowien,

    RE: @fritz: odzyskać można coś, co się posiadało.
    Inaczej to tylko się kradnie albo kupuje.
    Znając Twoich rodaków obstawiam to pierwsze

    Zgadza sie, poniewaz Niemcy nie posiadali a tylko sie wkradli na ziemie Slaska itd. wiec nic nie maja do odzyskania. Niech cie imie jego nie myli, Fritz nie jest Niemcem wiec nie obstawiaj zlodziejstwa. Ktos z twoich rodakow powiadal ?jak krasc to duzo i nie dac sie zlapać?. Teraz jest problem bo sie ?skok? nie udal :)
    RE: @seba: to wróć do Polski ją buduj. Jest jeszcze trochę do zrobienia czego Polacy sami nie umieją np. koleje, autostrady, czystość i porządek.
    Chyba tego się w Niemczech nauczyłeś
    Radze ci zjeżdzaj do siebie skoro tam taka czystosc i porzadek. Nikt nie potrzebuje prowokatorow ani ?nauczycieli? niemieckich w Polsce. Jak bedziesz za dlugo zwlekal to mozesz sie przekonac na wlasnej skorze ze wkrotce uprzatniemy smieci.
    @ singing nightingale 19 marca 2010 at 4:54
    RE: Przez 400 lat, od Kazimierz Wielkiego do pierwszego rozbioru Polski, nasza granica zachodnia nie zmieniala sie. Nie bylo tez zadnej wojny z Niemcami
    Tylko dlatego ze Niemcy byly podzielone na drobne ksiestwa wiec siedzieli cicho. Wniosek: najlepiej wrocic do tego stanu rzeczy.
    RE: (bylo kilka z Krzyzakami ale oni podlegali bezposrednio papiezowi).
    Nie zmienia to rzczy bo byl to zakon tzw. domu niemieckiego i wiekszosc to byla arogancy mlodsi synowie ze szlachty niemieckiej. Ta droga pozbywano sie potencialnych konfliktow wewnatrz rodzinnych a przerzucano ogien na glowy Polakow, Litwinow i Prusow.
    RE: Potem przyszly rozbiory ale w rozbiorach uczestniczylo trzech sasiadow, nie jeden.
    Z naczelnym podjudzeniem ze strony post-Krzyzakow. Poza tym, tych tam bandytow należy zacząć nazywac inaczej bo sie obraza pamieć prawdziwych Prusow, ktorzy jak wiadomo byli Baltami i blizej im bylo do Slowian niz do frycow.
    RE: Niewiarygodne ale od Kazimierza Wielkiego do dzisiaj byla tylko jedna wojna czysto polsko-niemiecka, w 1939 roku. Jedna wojna na 600 lat!!!
    Jak juz widzisz cos ci brakuje w ….

    Dobre 0

  29. singing nightingale pisze:

    Ewakropkapl, 18:23,

    Ja wole patrzec na dzialania panstw niz pojedynczych ludzi z cyklu „jedna pani powiedziala…”. Nie ma watpliwosci, ze wsrod 80 milionow Niemcow znajdziesz wszystkich, od mordercow do swietych, od wrogo nastawionych do przyjaciol Polski. Wszystkich mozna zanlezc. Dlatego ja patrze na panstwa.

    Jak napisalem, przez ponad 600 lat byla tylko jedna wojna polsko-niemiecka. Raczej niezwykle malo. Oczywiscie Polska nie istniala przez 123 lata wiec nie moglo byc wojny. Ale od Kazimierza Wielkiego do I Rozbioru bylo ponad 400 lat i tez nie bylo zadnej wojny. I nie bylo zmiany zachodniej granicy Polski. Skad wiec ten wieczny „Drang Nach Osten”?

    Dobre 0

  30. slazak pisze:

    a moze Pan Krasnodebski napisze cos na temat:
    Dlaczego ostatnie 1000 lat Polacy tak chetnie dali sie germanizowac. Tak jak moi przodkowie, ktorym jestem za to wdzieczny. A dzisiaj ten Proces nadal trwa. Kompleksy i ambice odgrywaja w tym wazna role.

    Dobre 0

  31. Wrocławianin pisze:

    „wiec ja jestem u siebie w Stuttgarcie i w kolo Legnicy na dolnym Slasku bo mieszkam i tam i tu im posiadam i polskie i niemieckie obywatelstwo i lubie kulturalnych ludzi i tu i tam. Nie lubie neofaszystow niemieckich i polskich.”
    Czy mógłbym prosić o wyjaśnienie, jaki te słowa mają związek z moimi?
    Ja pytałem, czy Niemcy urodzeni i mieszkający w Monachium są u siebie na Opolszczyźnie.

    Dobre 0

  32. Herwig Ploth pisze:

    @ Ewakropkapl

    dziękuję za odpowiedź.

    — W istocie spora część Pana wypowiedzi nie dotyczy bezpośrednio mojej osoby, a profesora Z. Krasnodębskiego —

    Przepraszam, ma Pani trochę rację, ale Pani przypisała profesorowi pogłębioną wiedzę i odwagą cywilną.
    Pierwsza moja wypowiedz istotnie była kierowana bezpośrednio do profesora, ale skreślili ją. Wysłałem ją mailem do Bremy. Zobaczymy?
    Co do odwagi cywilnej, to nie wiem, czy profesor daje swoje ?głębokie przemyślenia? studentom w Bremie jako ćwiczenie językowe, albo wygłasza je na jakich konferencjach naukowych.

    — ?Procentowo w Szwecji jest nawet więcej Szwedów polskiego pochodzenia, a nikt tam nie walczy o przyznanie przywilejów mniejszości narodowej? dlaczego?? Otóż, mówiąc najprościej, bo n i e ma powodów w a l c z y ć. —-

    Bardzo dobrze, tzn. w Szwecji, Danii, Francji czy w Wielkiej Brytanii, we Włoszech oraz w Hiszpanii itd. też nie ma powodów do walki? To wszystko wielka strefa szczęścia i zgodności! A tylko w Niemczech są ciągle problemy. Czy o to chodzi?

    Pytanie jednak jest nieco inne, mianowicie: czy można z tytułu, że zarówno Republika Weimarska jak i Trzecia Rzesza miały obszary etniczne polskie, a zatem uznaną ?polską mniejszość narodową?, wnioskować, że obecna Republika Federalna musi uznać taką mniejszość, ponieważ po wojnie tyle imigrantów polskich przejechało. Proszę pamiętać, że RFN takiego obszaru etnicznego już nie ma, ponieważ po wojnie ten obszar stał się częścią państwa polskiego.
    Status „mniejszości narodowej” dla imigrantów nie odpowiada europejskiej konwencji o mniejszościach narodowych. Jakby stanowisko niemieckie było sprzeczne z tą konwencją, można by z lekkością wprowadzić sprawę do Rady Europy czy do Trybunału Europejskiego. Ale tak się dziwnym trafem nie dzieje!
    Zamiast tego miesza się pojęcie Polonii z mniejszością narodową, i już mamy ładny temat do udowodnienia, jak to te straszne butne Niemcy Polaków dyskryminują. :)

    Osobiście liczę na nowe pokolenie. Kiedy widzę jakie firmy budowali niektóre dzieci moich kolegów ze studiów, to widzę polską przyszłość.

    — Gości witały flagi państw, z których przybyli, wszystko się zgadzało, było wiele flag (nawet japońska z uroczą czerwoną kulką), brakowało tylko jednej polskiej? Taki niby drobiazg?(prawda?). —–

    To nie jest ani drobiazg ani przewrażliwienie. Na ogół w Niemczech króluje poprawność polityczna. To po prostu chamstwo z ramienia organizatorów.

    Osobiście mam taki system, jak na skargę nic się nie dzieje, zwracać się do przełożonego, z każdym dniem krok wyższej w hierarchii ? system wypróbowany. Działa doskonale i w Niemczech i w Polsce. Zycie nie jest łatwe, też miałem nieraz swoje boje. Mógłbym Panią zabawić więcej niż jednego dnia.

    Jeśli Pani zna i inne przypadki, trudno niech Pani ma swoje wątpliwości. :)
    O aniołkach już pisałem.
    Co Pani myśli, dlaczego tyle obcokrajowców siedzi w Niemczech: żeby dać się dyskryminować? Albo tylko dlatego, że kiełbasa jest nieco dłuższa? Nie, to jest już bardziej skomplikowane.

    Teraz Rz chyba już nie mają nikogo, który może pisać i krytycznie, a zarazem ze znajomością faktów o sprawach niemieckich. Tu nie chodzi o zasadę ?tous comprendre c?est tous pardonner?. Ale najpierw trzeba zrozumieć, a późnej można krytykować.

    Na łamach Rz występuje nieraz komentator Wojciech Pięciak z Tygodnika Powszechnego na tematy niemieckie. Od niego jeszcze nigdy nie czytałem błędów merytorycznych.

    Dobre 0

  33. Jan C. pisze:

    @ singing nightingale z 22 marca 2010 at 0:01
    Ewakropkapl, 18:23,

    . Skad wiec ten wieczny ?Drang Nach Osten??

    *** Pierwszy/a naiwny/naiwna, czy zła wola i bojkot prawdy?

    *** Powyżej 18 marca 2010 at 21:17
    napisałem m.in.:

    ,,Sprawa polityczna, to czynienie pokoju. To dochodzenie do posiadania tych samych, zgodnych co do hierarchii wartości, trwanie w pojednaniu, szacunku i zaufaniu wzajemnym, nastawienie na przyszłość, na życie w prawdzie.
    Nie wolno nazwać pokojem tego, co się dzieje w relacjach między naszymi narodami ? to bezprzykładna agresja, pozbawiona jedynie huku dział, bo trwanie w tym kłamstwie może być uznane za zgodę, za możliwość zakonserwowania takiego stanu rzeczy,,.

    *** Bron kłamstw, zakłamania i manipulacji, którą poługuje sie poprawność ,,polityczna,, nakazuje rozbrojenie, gdy w rzeczywistości trwa agresja, przejmowanie polskiej nrodowej wlasności, na racz niemieckiej narodowej własności, zawłaszczanie przestrzeni życiowej, następuje zacieranie granic na użytek naiwnych, a niemiecka ekspansja na użytek realistycznie patrzących Niemców. Ostateczne usankcjonowanie nowego, korzystnego dla Niemiec stanu rzeczy wcale nie musi następować na drodze wojęnnej, czy formalnie rozbiorowej – mogą to być i np. ,,wrogie przejęcia,, , wykupienia, z korupcją i zdradą w tle.

    Dobre 0

  34. Ewakropkapl pisze:

    ad. Herwig Ploth
    Ponieważ zdecydowanie nie mam tyle wolnego czasu, by ciągnąć wątek polsko-niemiecki w nieskończoność (a przecież byłoby o czym rozmawiać…), to wyjaśnię jedynie moją refleksję o odwadze cywilnej profesora Zdzisława Krasnodębskiego, bo nadal tak uważam.
    Pana „ulubieńcami”(jak mogłam się zorientować po wcześniejszych wypowiedziach) są ludzie, których uważam za mizernych moralnie i miałkich ideologicznie. Pan, jak zdecydowana większość niemiecka, łącznie z niemieckim rządem, z zadowoleniem, ba, z wielką przychylnością patrzycie na obecny polski rząd. Natomiast ja, na razie z mniejszością, uważam wręcz odwrotnie.
    Sceptycyzm i krytyczne spojrzenie na ten rząd i na fatalnie prowadzoną(czy „prowadzoną”?) politykę, w tym również gospodarczą, nie wróży dobrze przyszłości mojego narodu. Przy grasującej hipokryzji oraz niemal obowiązującej „poprawności politycznej” mamy zbyt mało odważnych opozycjonistów oraz prawdomównych dziennikarz. Dlatego wszelkie opozycyjne postawy wobec aktualnej polityki PO czy choćby analityczne obserwacje są dziś aktem odwagi. Abstrahując nawet od tego artykułu, prof. Krasnodębski, wiele razy wcześniej dawał dowody, na niezłomną ocenę naszej rzeczywistości i to sobie wielce cenię. I to był pierwszy argument. Poza tym, konkretnie odpowiadając komentatorowi o ksywce „ir”, przeciwstawiałam jego a n o n i m o w e krytykanctwo, jawnym poglądom profesora.
    Nie chcę zakończyć naszej rozmowy pesymistycznie, przeto ośmielę się wyrazić życzenie; aby nasze narody mogły PRAWDZIWIE się pojednać, chociaż przyznam, że mój optymizm w tej sprawie jest niewielki (bowiem np. takie „Muzeum Wypędzonych”, jest kolejnym pretekstem do zakłamywania problemu).

    Dobre 0

  35. ego pisze:

    Dzielny i mądry a przede wszystkim przyzwoity człowiek z Pana Krasnodębskiego. Szkoda, że większość dzisiejszej profesury w Polsce to „wykształciuchy” political correktness !

    Dobre 0

  36. RXII pisze:

    Cytat Pana Profesora „a także pomimo że połowa obecnego terytorium Niemiec to dawne tereny słowiańskie” ( z rozdziału „Tradycja kolonalna”) to z jakiej dziedziny naukowej – socjologii teoretycznej czy filozofii społecznej a może zyzakologii stosowanej. Rozumiem teraz skąd się wzięły te słowiańskie a nawet polsko brzmiące nazwy miast: Kolonia, Moguncja, Akwizgran, Monastyr, Monachium, Getynga, Tybinga.

    Dobre 0

  37. polskakrew pisze:

    Pan Kranodebski ma racje!
    Jestem Polakiem ( z niemieckim dowodem ) mieszkajacym w niemczech ponad 20 lat.
    Sytuacja jest taka: Niuwazano mnie jako Polaka! Nie na ulicy, w pracy czy panstwowo. Gdy pytano mnie o miejsce urodzenia, to pierw daja spokoj gdy sie dowiedza nimieckiej nazwy. Pochodze z Mazur, urodzony w Mragowie. Lecz dla nich to nadal ”Ostpreussen” i ”Sensburg”.
    Niemcy nie tylko raz napadli na Polske i ”kradli” nam ziemie niszczac Polonie i ogolem polska edukacje. Lecz gdy sie spyta Niemca o historie, to wiekszosc odpowie ze to od zawsza byly niemieckie tereny! I to nie tylko Mazury.
    Ja akurat nadrabiam mature i musze powiedziec, ze nie tylko raz sie z nauczycielem histori kucilem. W niemczech n.p. uczono, ze Polska zabrala niemcom ziemie po 1.WS, albo ze Polska w 2.WS kapitolowala juz po 9.dniach.
    Moim zdaniem pisza Niemcy swoja wlasna historie, negatywnie nie tylko o Polsce i puki to sie nie zmieni, to my Polacy nie bedziemy uznane w Niemczech jako ”Polonia”, bo ich z daniem my nadal pochodzimy z niemieckich terenow.

    Dobre 0

Dodaj komentarz

Dodanie komentarza oznacza akceptację REGULAMINU blog.rp.pl. Komentarze nie spełniające zasad zawartych w regulaminie - nie będą publikowane. Więcej informacji można znaleźć na modblogu modblogu.