Kryzys gospodarczy, który w ubiegłym roku przyczynił się do mniejszych dochodów budżetu państwa, odcisnął też swoje piętno na finansach polskich samorządów. Wiele z nich co chwilę skreślało z list inwestycji kolejne pozycje. Większość jednak zaciągała długi.
Oficjalnie chodziło o to, aby nie stracić funduszy z Unii Europejskiej – bo Bruksela dopłaca tylko tym, którzy sami sfinansują część inwestycji. Dzięki kredytom mogą więc powstawać nowe drogi, boiska, baseny. Unijne dotacje nie zostaną stracone.
Ale jest też druga strona medalu. Jesienią zdecydowana większość z kilkudziesięciotysięcznej armii samorządowców będzie się starała o reelekcję. Trudno więc nie dojść do wniosku, że za hasłami rozwoju miast kryje się interes wyborczy. Tym bardziej że są miejscowości, w których już teraz ustalono, że rozpoczęte inwestycje muszą się zakończyć przed wyborczą niedzielą.
Samorządowcy liczą zapewne, że wszystko skończy się dobrze – oni zostaną ponownie wybrani, a poprawa sytuacji gospodarczej przyniesie większe wpływy do lokalnych budżetów i pozwoli na spłacenie należności. Jeśli tak się jednak nie stanie, problem radnych, burmistrzów, wójtów i prezydentów miast stanie się naszym wspólnym problemem. Bo samorządowe kredyty trzeba będzie doliczyć do długu polskiego państwa.








Andrzej Fąfara
Andrzej Pisalnik
Andrzej Talaga
Beata Chomątowska
Bronisław Wildstein
Ewa Usowicz
Hubert Salik
Igor Janke
Jacek Lutomski
Jacek Przybylski
Jerzy Haszczyński
Joanna Bojańczyk
Karol Stopa
Krzysztof Feusette
Krzysztof Kowalski
Kuba Kurasz
Maciej Rybiński
Małgorzata Subotić
Marek Dusza
Marek Magierowski
Michał Szułdrzyński
Monika Małkowska
Paweł Bravo
Paweł Czuryło
Paweł Jabłoński
Paweł Lisicki
Piotr Gabryel
Piotr Gociek
Piotr Gursztyn
Piotr Kościelniak
Piotr Kościński
Piotr Semka
Piotr Skwieciński
Piotr Zaremba
Piotr Zychowicz
Rafał A. Ziemkiewicz
Robert Mazurek
Stefan Szczepłek
Tomasz Pietryga
Tomasz Wróblewski
Wojciech Romański
No dobrze,a jakie było inne wyjście w tej sytuacji? Samorzady bez wsparcia zewnętrznegio nie zawsze są w stanie włąsnymi środkami wykonac ważne inwestycje.
Lepiej ryzykować na szczeblu samorządowym w infrastrukturę lokalną niż w IPN i kancelarię prezydenta a nawet w wojny wyzwoleńcze w Iraku czy Afganistanie.Tak sobie myślę o ryzyku bliższym ciału w państwie bankrucie.
Jesteśmy krajem rad (darmozjadów) i ich przekrętów z groszem publicznym. Po nas chćby potop.
Państwo zadłużone, samorządy zadłużone, obywatele ledwie zipią pod ciężarem własnych długów.
Czy w tym kraju ktoś myśli ?
Przecież to się skończy tak samo jak za Gierka. Najpierw dekada rozpasania kredytowego, a potem dekada nędzy ze stanem wojennym.
Idziemy dokładnie tą samą drogą…
@Cycero: jak nie masz za co, to nie kupuj
POlityka PO
POlska Grecją PÓłnocy
Ta gra nie jest ryzykowna. Zaciągnięcie przez gminę/powiat kredytu w związku z wydatkami współfinansowanymi ze środków unijnych oznacza możliwość inwestycji na bardzo preferencyjnych warunkach, np. za 50% lub 25% jej wartości. Po zrealizowaniu zadania gmina otrzyma środki unijne, które już w umowie o kredyt są przeznaczone na spłatę tego kredytu. Czyli faktycznie gmina będzie miała do spłaty tylko ułamek wartości inwestycji. To sie opłaca, a jeśli skarbnik dobrze pilnuje budżetu, to nie będzie problemem spłata tej pozostałej części kredytu.
To, że obecni samorządowcy robią inwestycje także w roku wyborczym, to zadna sensacja. W kampanii wyborczej pokażą na pewno nie tylko ostatnie inwestycje, ale także te z poprzednich 3 lat. Wyborcy ocenią ich za całość działania, a nie tylko za finisz.
Jeżeli natomiast któryś z nich nie wygra wyborów, to nic złego się nie stanie. Kredyty spłaca gmina (osoba prawna) a nie wójt/burmistrz. Gmina będzie je spłacać bez względu na to kto wygra wybory. Osoba wójta nie ma żadnego związku z długiem publicznym państwa.
Mieszkam w Stanach. Gospodarka cały czas idzie na dno. Z tego co słyszę strefa Euro ma sie jeszcze gorzej. Na miejscu samorządowców byłbym bardziej ostrożny. Jak im sie budżet zawali w gminie czy mieście to ich wyborcy to są sąsiedzi. Może być róznie.
Samorządy realizują własne cele oparte na wybujałej utopii samych radnych.Ich działania są w 90% realizowane na bazie ich błednej wyobraźni a nie o rachunek ekonomiczny.Przykładem jest fakt,że w wielu polskich pipidówkach buduje sie np.baseny,aquaparki,estrady-amfiteatry,nawet lotniska pomimo,że nie dokonano rachunku ekonomicznego inwestycji.Taka moda spowodowała,że samorządy rywalizują z sąsiednimi kto zrobi wiekszy obiekt i bardziej reprezentacyjny.Po prostu buduje się kioski ruchu w środku puszczy i liczy,że ktoś tam przyjedzie zobaczyć nowy kiosk i nową do niego drogę.Przy bezrobociu,zmniejszonych poważnie wpływach budzetowych narasta dług w stosunku do zaciągniętych na to kredytów.TO POLAKÓW DOPROWADZA DO RUINY I BANKRUCTWA !