Po zeznaniach Sobiesiaka trudno mówić, że nie było przecieku z akcji CBA.
” W czasie spotkania w sierpniu 2009 r. Marcin Rosół, z tego, co mówiła córka, zasugerował jej, że ponieważ są donosy na „twojego tatusia”, to lepiej, żeby nie startowała. (…) Córka powiedziała, że poinformował ją, iż są donosy na mnie” – zeznał w prokuraturze Ryszard Sobiesiak, opisując historię starań o ulokowanie córki w zarządzie Totalizatora Sportowego.
I choć w czasie przesłuchania się zarzekał, że o akcji CBA dowiedział się z mediów, łańcuszek poszlak w sprawie przecieku zaczyna się coraz wyraźniej układać. Prawdopodobnie owe donosy będą linią obrony przed zarzutem przecieku.
Sprawa zaczęła się, gdy w maju 2009 r. Mirosław Drzewiecki zlecił Rosołowi, szefowi swojego gabinetu, znalezienie posady dla córki dolnośląskiego biznesmena. 26 czerwca Rosół wysłał e-mail z CV Magdaleny Sobiesiak do wiceministra skarbu Adama Leszkiewicza z adnotacją: „Adamie, podsyłam ci CV dziewczyny, o której rozmawialiśmy”.
14 lipca do Kancelarii Premiera list wysłał Marek Przybyłowicz, prezes Wyścigów Konnych z warszawskiego Służewca. Ostrzegał w nim premiera o lobbystycznych manipulacjach wokół ustawy hazardowej i TS.
14-16 sierpnia do Rosoła zaczął wydzwaniać Sobiesiak z pytaniem, czy córka ma składać papiery w konkursie o stanowisko w zarządzie TS. Rosół przyznał potem prasie, że powiedział, by składała. 18 sierpnia Donald Tusk zażądał od Drzewieckiego, by ten następnego dnia złożył mu relację o zaangażowaniu Ministerstwa Sportu w prace nad ustawą hazardową.
19 sierpnia od rana w resorcie Drzewieckiego trwała praca nad zebraniem dokumentów. Po południu Drzewiecki pojechał na spotkanie z Tuskiem. Uczestniczył w nim Grzegorz Schetyna. Tam minister sportu mógł dowiedzieć się o akcji CBA. Prawdopodobnie spędził sporo czasu z premierem. Jak sugerował w czasie przesłuchania Tuska Bartosz Arłukowicz, panowie wieczorem mieli obejrzeć mecz Real Madryt-Borussia Dortmund.
Następnego dnia Rosół zaczął akcję odwoływania kandydatury Sobiesiakówny. Trwało to długo, bo Leszkiewicz był na urlopie.
Resztę pamiętamy-spotkanie Rosoła z córką Sobiesiaka w Pędzącym Króliku i dzień później skargi samego Sobiesiaka, że jest podsłuchiwany.
O tym, że rzekome donosy będą argumentem obrony, może świadczyć wcześniejsza wypowiedź Rosoła dla „Rz”: – Powiedziałem jej, by się wycofała. Że zostaniemy doklejeni do jakiejś mafii hazardowej, że jeśli wystartuje, to ten Marek Przybyłowicz zrobi z tego aferę. I ona się wycofała.
Rzecz w tym, że w piśmie Przybyłowicza nie pada nazwisko Magdaleny Sobiesiak ani nie ma wyraźnego wskazania, że akurat wtedy był szykowany skok na intratne stanowisko w Totalizatorze. O „nepotyzmie” i „upolitycznianiu” władz TS Przybyłowicz pisał do Tuska już w styczniu 2008 r.
„Donosową” linię obrony łatwo będzie zakwestionować. Co się stało po 16 sierpnia, że donosy nagle zaczęły mieć znaczenie, jakiego wcześniej nie miały? Skąd Rosół wiedział o piśmie Przybyłowicza? Nie wiedział o nim np. Jacek Cichocki, co zeznał przed komisją. Magdalena Sobiesiak usłyszała od Rosoła, że ma się wycofać ze starań o posadę w TS na spotkaniu 24 sierpnia. Dlaczego więc, bez jej wiedzy, chciał – co przyznał mediom – wycofać jej kandydaturę już 20 sierpnia? Wszystko przemawia za tym, że do spotkania w Pędzącym Króliku żyła w świadomości, iż jednak stanie do konkursu.
Być może jest tak, że Sobiesiak, mówiąc w prokuraturze o donosach, realizował uzgodnioną wcześniej wspólną linię obrony. Wszyscy zainteresowani mieli na to kilka miesięcy. Może nie skorzystali z tej sposobności? A może tak.
Jest też możliwe, że ta – przyznajmy – rozpaczliwa linia obrony oznacza, iż Marcin Rosół weźmie winę za przeciek na siebie. Z nadzieją, że następny prezydent – ktokolwiek nim będzie – potraktuje go jak Aleksander Kwaśniewski Zbigniewa Sobotkę, który miał podobny zarzut. Kwaśniewski ułaskawił go, kierując się „względami humanitarnymi, dotychczasowym życiem, przejawianą postawą i zasługami proszącego o łaskę”.








Andrzej Fąfara
Andrzej Pisalnik
Andrzej Talaga
Beata Chomątowska
Bronisław Wildstein
Ewa Usowicz
Hubert Salik
Igor Janke
Jacek Lutomski
Jacek Przybylski
Jerzy Haszczyński
Joanna Bojańczyk
Karol Stopa
Krzysztof Feusette
Krzysztof Kowalski
Kuba Kurasz
Maciej Rybiński
Małgorzata Subotić
Marek Dusza
Marek Magierowski
Michał Szułdrzyński
Monika Małkowska
Paweł Bravo
Paweł Czuryło
Paweł Jabłoński
Paweł Lisicki
Piotr Gabryel
Piotr Gociek
Piotr Gursztyn
Piotr Kościelniak
Piotr Kościński
Piotr Semka
Piotr Skwieciński
Piotr Zaremba
Piotr Zychowicz
Rafał A. Ziemkiewicz
Robert Mazurek
Stefan Szczepłek
Tomasz Pietryga
Tomasz Wróblewski
Wojciech Romański
mam takie nieśmiałe pytanie – przepraszam jeszcze raz – a skąd Pan Redaktor wie to wszystko?…
Nie wierzę Tuskowi i całej tej zgrajiz PO .To że Tusk ostrzegł swojego „przyjaciela” Drzewieckiego jest bezdyskutyjne .Tylko co z tego Tuska za premier państwa ? skoro koledzy ważniejsi od ludzi którymi ponoć rządzi .
Znajomość Sobiesiaka ze Schetyną nie była tak przelotna jak twierdził były wicepremier ale trwała więcej niż deklarowane 7 lat.
Nie można wykluczyć, że wcześniej ci dwaj panowie tworzyli związek zbrojny, zorganizowaną grupę przestępczą albo jeszcze coś gorszego.
Mam nadzieję, że panu redaktorowi odpowiednie służby ułatwią „dotarcie” do materiałów obnażających całą działalność przestępczą Schetyny, byłego zausznika samego premiera.
@ Obserwator
Bardzo interesuje mnie lupa przez którą prowadzisz te odkrywcze obserwacje szczególnie , że zauważyłeś , iż Balcerowicz zniszczył …..i zdemoralizował… Balcerowicz zwyczajnie pokazał , to czego już na szczęście nie ma a czego resztki można jeszcze zauważyć np. na Białorusi , szczególnie w sferze praw obywatela . Jak ktoś tęskni , zawsze może wyemigrować. Tam w dalszym ciągu zarabia się kilkadziesiąt dolarów na miesiąc , ale żyć się da a wódka jaka tania że o papierosach nie wspomnę. Trzeba tylko jednego – szanować ojca narodu. Wygląda że tęsknisz do tego , ale ja nie i oby tak zostało. Co do tego czy Tusk ostrzegł , nie będę się wypowiadał – może tak , może nie , ale dlaczego Kamiński Tuskowi „zaufał” , tego nie zrozumiem nigdy.
Zamiast pisać dyrdymały, lepiej zastanówcie się kto na tej „aferze” skorzystał. Reszta to tylko szum informacyjny.
@ bencjon
Słusznie Pan prawisz ,ale aby się zastanawiać , trzeba uruchomić logikę i wnioskowanie a to dobro wyjątkowo unikalne w tym towarzystwie. Tu się pracuje proszę pana a nie filozofuje. Tu prawie sami swoi , więc jak jest każdy widzi.
@Eklos
‘Intryguje mnie pytanie zupełnie podstawowe ? dla osiągnięcia jakiego celu Kamiński wybrał się do Tuska ‘.
Analizujac jego postępowanie pamietajmy , że był szefem CBA, ale równiez zaangażowanym politykiem partii silnie zantagonizowanej z obecnie rzadzacą PO
Jakiego celu?.
– W celu obrony interesu publicznego – twierdzi on sam. Wytłumaczenie wydaje się być jak najbardziej na miejscu.
Jak sie przyjrzeć sprawie to wydaje się, że trochę się pośpieszył.
– Bo miał ustawowe zadanie zapobiegać przestępstwom – gromko krzyknęłaby posłanka Kempa. Rzeczywiście miał.
No ale jak znamy M. Kamińskiego to trudno sobie wyobrazić, że odmówiłby sobie tej satysfakcji i takiego triumfu przedstawienia opini publicznej dowodu na korupcje w szeregach PO (i to w jakich szeregach!). Nie odmówiłby sobie, o nie.
Więc dlaczego zdecydował sie sprawę w zasadzie ujawnić? Bo może miał marną perspektywę na zdobycie twardego dowodu. W dodatku zbliżał się rok wyborczy (podwójnie). Doświadczenie (akcja z Sawicką) uczyło bardzo ograniczonego wpływu takich spraw na sympatie wyborców. Ludzie parsknęli by śmiechem gdyby Kamiński wyjechał z takim pasztetem tuż przed wyborami.
A to co miał wystarczało na zrobienie niezłego zamiesznia, oj, niezłego!
Najprościej : Wybrał się do Tuska bo był szefem CBA ale równiez zaangażowanym politykiem partii silnie zantagonizowanej z PO