Karol Stopa: Francuz krzepi

Gdy przeczytałem, że w ostatnim tygodniu do finału turnieju ATP w Johannesburgu dostał się Stephane Robert, pomyślałem, że to pomyłka.  Sprawdziłem i mina mi zrzedła.

Rzeczywiście, deblowy partner Adama Chadaja sprzed lat, tenisista znany na wielu polskich kortach, ktoś krążący między zawodami typu futures i challenger, nagle dorósł do sukcesu w dużym turnieju.

Robert zapisał mi się w pamięci jako ktoś regularny i cierpliwy, lecz bez ikry. Nad Sekwaną ani znany, ani ceniony. Przez dziesięć lat orbitował między drugą a piątą setką rankingu. Zaistniał teraz, kilka miesięcy przed 30. urodzinami. Z innym podejściem do treningu, z nowymi ludźmi w sztabie. Na początku sezonu w hinduskim Chennai Francuz walczył o ćwierćfinał, w Melbourne pokonał Włocha Starace i prowadził 2:0 w setach z Hiszpanem Montanesem, w RPA zagrał turniej życia i pogromcę znalazł dopiero w finale, w osobie Feliciano Lopeza. Wyczyny zdumiewające jak na kogoś, kto przez dekadę wygrał jeden mecz w turnieju głównym ATP.

Podobnie jak Łukasz Kubot, tak i Stephane dopiero teraz wkroczył do pierwszej setki ATP. Zrobił to bez pomocy francuskiej federacji i bez wsparcia znanych teamów. Kubot w maju kończy 28 lat, Michał Przysiężny za tydzień lat 26. Dla obu Polaków informacje o wyczynach Francuza są krzepiące. Przy odpowiednim nastawieniu sukcesy mogą przyjść także pod koniec kariery.

Tak się składa, że nasi czołowi gracze są teraz na fali. W przypadku przeziębionego Kubota przeskok z Australii do Chile i wygranie na ziemnych kortach debla oraz gra o ćwierćfinał w singlu graniczą z cudem. Przysiężny w wielkim stylu wygrał w Rosji swojego trzeciego w karierze challengera i zbliża się do pierwszej setki. Z tej pary, wzmocnionej deblem, może powstać ekipa, która niebawem zapuka do Grupy Światowej Pucharu Davisa.

Naszym paniom walka o elitę Grupy Światowej Pucharu Federacji jeszcze się nie udała. Mecz z Belgijkami w bydgoskiej hali Łuczniczka, mimo porażki, warto jednak zapamiętać. Ze względu na to, co obok kortu – oprawę widowiska, promocję. Widać było, czym się różni tradycyjne odrabianie pańszczyzny od takiego układania spraw, by się wszystkim podobało. To zupełnie jak z francuskim finalistą z RPA – czasem wystarczy jedna, dwie nowe osoby albo inne spojrzenie. I od razu się dzieje.

(3) Komentarzy do “Karol Stopa: Francuz krzepi”

  1. Koja napisał:

    Jak to dobrze,że w Rzepie znalazł się jeden optymista,
    Turniej ,mozna nawet wygrać ,ale i tak pozostanie się
    tenisistą do przebijania piłek i bez ikry.
    Takie wygranie nazywa się fuks.

  2. LIPA napisał:

    do Koja
    trzeba uważniej przeczytać ten wysmakowany, miejscami pulitzerowski tekst.
    Zapisał się w pamięci to znaczy dawniej. A teraz jest już inaczej, lepiej, z ikrą. I oby o wielu zawodnikach np. naszych skoczkach narciarskich można było/będzie tak napisać.

  3. Koja napisał:

    @Lipa. Zapisał się w pamięci ? Kto ? Ten Fracuzik !?
    Czym ? Tym,że był w piątej setce tenisistów !
    Kpisz, czy o drogę pytasz ? Przecież to jedna wielka lipa !

Dodaj komentarz

Komentarze zawierające sformułowania agresywnie obraźliwe (nawet wobec polityków) nie mają szans na publikację.