Wiktor Juszczenko na polityce się nigdy nie znał i do końca kadencji się jej nie nauczył. To widać także po jego wyczynach w sprawie Stepana Bandery.
Dlaczego prezydent Ukrainy w ostatnich dniach swojego urzędowania zdecydował się na uhonorowanie Bandery tytułem Bohatera Ukrainy oraz budzące oburzenie w wielu krajach wypowiedzi i gesty pod adresem nacjonalistów?
Wydaje mi się, że Juszczenko w ogóle się nie orientuje w tych sprawach i plecie na temat Bandery, co mu doradcy z prawego skrzydła nacjonalistów podpowiadają. Możliwe, że źródłem jest też żona Katarzyna, którą sobie przywiózł z Ameryki, gdzie była znana z fanatyzmu banderowskiego.
Inaczej tego nie można sobie wyobrazić, ale nie należy też zapominać, że prezydent Juszczenko w sprawach politycznych jest bardzo słaby. On się znał na pieniądzach, będąc szefem banku narodowego. Ale na polityce się nigdy nie znał i nie zna w dalszym ciągu.
Bandera zdobył sobie sławę dopiero po śmierci, czyli po zamordowaniu przez agenta sowieckiego. Sowieci zawsze potrzebowali jakiegoś wroga wśród emigracji ukraińskiej. Przez wiele lat tym wrogiem był właśnie Bandera. II wojnę światową przeżył w obozie koncentracyjnym w Sachsenhausen. Kiedy wyszedł, chciał kontynuować działalność z dawnych lat. Ale ruch banderowski zupełnie się zmienił i z faszyzmu stał się koalicją demokratyczną pod nazwą Ukraińska Rada Wyzwoleńcza. Kiedy Bandera się o tym dowiedział, nie chciał się z tym pogodzić i zaczęła się walka wewnętrzna, którą coraz bardziej przegrywał. Niedawno dotarłem do informacji, że na posiedzeniu Politbiura sowieckiego już po śmierci Stalina szef KGB postanowił odnowić „sławę” Bandery drogą zabójstwa.
Agent sowiecki przybył do Monachium i strzelił w Banderę ładunkiem trującego gazu, broni dotychczas przez nikogo nieużywanej. Bandera poniósł śmierć na miejscu, ale zabójca nie wrócił do Moskwy, poznał w drodze Niemkę, w której się zakochał, i razem przy pomocy teraz już agentów amerykańskich dostali się do USA. Mimo wielkich wysiłków KGB nie zdołało go zlikwidować.
Bohdan Osadczuk (ur. 1920 r.) jest wybitnym ukraińskim politologiem i publicystą. Mieszka w Berlinie. Kawaler Orderu Orła Białego i ukraińskiego Orderu Jarosława Mądrego, laureat Nagrody imienia Jerzego Giedroycia. Od kilkunastu lat współpracuje z „Rzeczpospolitą”








Andrzej Fąfara
Andrzej Pisalnik
Andrzej Talaga
Beata Chomątowska
Bronisław Wildstein
Ewa Usowicz
Hubert Salik
Igor Janke
Jacek Lutomski
Jacek Przybylski
Jerzy Haszczyński
Joanna Bojańczyk
Karol Stopa
Krzysztof Feusette
Krzysztof Kowalski
Kuba Kurasz
Maciej Rybiński
Małgorzata Subotić
Marek Dusza
Marek Magierowski
Michał Szułdrzyński
Monika Małkowska
Paweł Bravo
Paweł Czuryło
Paweł Jabłoński
Paweł Lisicki
Piotr Gabryel
Piotr Gociek
Piotr Gursztyn
Piotr Kościelniak
Piotr Kościński
Piotr Semka
Piotr Skwieciński
Piotr Zaremba
Piotr Zychowicz
Rafał A. Ziemkiewicz
Robert Mazurek
Stefan Szczepłek
Tomasz Pietryga
Tomasz Wróblewski
Wojciech Romański
Sokół, Komuch, aby uzyskać wiedzę na temat Osadczuka, jego wybielania
OUN UPA i usprawiedliwiania zbrodni tejże organizacji, proponuję przeczytać
książkę Ukraińca Wiktora Poliszczuka „Gorzka Prawda”. Poliszczuk zamiast
Osadczuka powinien otrzymać order Orła Białego. Usprawiedliwiać zbrodnię
ludobójstwa na Polakach dokonaną przez bandy UPA może tylko Ukrainiec
wychowany na banderowskiej propagandzie.
Polska przegapiła okazję w czasie Majdanu i ‘pomarańczowej rewolucji” . Wspieraliśmy Ukraińców- i słusznie…Ale , NIE POSTAWILIŚMY WARUNKÓW- co było ewidentnym błędem. Tym bardziej , że -nie wymagaliśmy wiele; uznania mordów – za mordy…UPAMIĘTNIENIA OFIAR…Teraz to się mści a niesnaski będą przeszkodą do normalizacji , koniecznej zarówno Ukrainie jak i nam.
To tak trochę jak ; wsiąść do pociągu który już ruszył…
Spoleczenstwo ukrainskie mniej od polaków przejmują się tym tematem? naprawde
VO „Svoboda” wymagają Rzeczpospolita Polska:
– Formalnie Przepraszamy za politykę przymusowej polonizacji Ukrainy w XV-XX wieku;
– Zrekompensowanie narodu ukraińskiego dla polskich ofiar terroru i okupacji ziem ukraińskich w XX wieku;
– Potępienia zbrodni polskich sił zbrojnych, w tym Armii marginalne w stosunku do ludności ukraińskiej.