Grzegorz Majchrzak: Gry wojenne ludzi honoru

Przed kolejną rocznicą stanu wojennego wróciła dyskusja na temat groźby ewentualnej interwencji wojskowej wojsk Układu Warszawskiego w Polsce w latach 1980 – 1981. Dariusz Jabłoński, twórca filmu o pułkowniku Ryszardzie Kuklińskim „Gry wojenne”, wydobył – i przekazał do IPN – zapis rozmowy gen. Wojciecha Jaruzelskiego z radzieckim generałem Wiktorem Kulikowem, a historyk Antoni Dudek opublikował na ten temat artykuł.

Kwestia zagrożenia radziecką interwencją należy z pewnością do najważniejszych, a jednocześnie niestety najmniej znanych i najbardziej zmitologizowanych. Bez wątpienia ocena owego zagrożenia wpływa też na dzisiejszą ocenę stanu wojennego. Pokazuje też, jak kiepsko przebijają się do świadomości społecznej ustalenia historyków w tej sprawie. Dla żadnego z nich bowiem (wyłączam z tego grona oczywiście tych związanych z obozem postkomunistycznym) zajmującego się stanem wojennym nie jest żadną sensacją, iż przywódcy PRL:

1) obawiali się niepowodzenia operacji wprowadzenia stanu wojennego,

2) chcieli od radzieckich towarzyszy gwarancji pomocy w takim przypadku,

3) Rosjanie nie chcieli jej udzielić.

Warto w tym miejscu przypomnieć, że koncepcja pomocy wojsk Układu Warszawskiego w przypadku niepowodzenia operacji wprowadzenia stanu wojennego pojawiła się, jeszcze kiedy I sekretarzem Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej był Stanisława Kania. Gwoli uczciwości trzeba jednak stwierdzić, że między Kanią a Jaruzelskim była (jak się zdaje) bardzo istotna różnica.

Ten pierwszy był zwolennikiem rozwiązania „polskiego kryzysu” własnymi rękoma, bez pomocy Związku Radzieckiego. Ten drugi zaś dużo bardziej skłonny z takiej pomocy skorzystać. Co nie znaczy jednak, że był zwolennikiem interwencji. Wolał jej uniknąć, ale z drugiej strony chciał też mieć gwarancję jej udzielenia w razie potrzeby. Świadczą o tym chociażby wypowiedzi obu przywódców PZPR podczas posiedzenia Komitetu Obrony Kraju (organu Rady Ministrów odgrywającego istotną rolę w przygotowaniach do wprowadzenia stanu wojennego) we wrześniu 1981 r.

Przeczytaj cały tekst

Podziel się:
  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

(61) Komentarzy do “Grzegorz Majchrzak: Gry wojenne ludzi honoru”

    -
  1. Waldemar pisze:

    Jaruzelski, czlowiek honoru?
    Sprawe zagrozenia rosyjska interwencja, a raczej interwencja panstw owczesnego Ukladu Warszawskiego nalezy rozpatrywac na dwoch oddzielnych plaszczyznach, ktore sie wprawdzie zazebiaja i sa czesciowo od siebie zalezne, a jednak kazda z nich ma wlasna logike funkcjonowania, wlasna dynamike i wlasna dokumentacje historyczna. Te dwie plaszczyzny to: polityczna i militarna.

    Nie ulega najmniejszej watpliwosci, ze z militarnego punktu widzenia sztaby poszczegolnych armii UW w tym sztab LWP przygotowywaly sie do interwencji zbrojnej w Polsce i opracowywaly rozne warianty operacyjne na potrzeby zaistnienia mozliwych scenariuszy i uwarunkowan, w tym uwarunkowan politycznych, ktorych dynamika i zmiennosc sa znacznie wieksze niz uwarunkowania militarne.

    Zamieszkujac od 1981 roku w Niemczech mialem okazje wielokrotnie rozmawiac z bylymi zolniezami armii enerdowskiej, juz po zjednoczeniu Niemiec. Rozmawialem zarowno z oficerami do stopnia pulkownika wlacznie, jak i ze zwyklymi zolniezami odbywajacymi wowczas sluzbe obowiazkowa. Ich relacje sa zgodne: NVA (Nationale Volksarmee) byla przygotowywana do interwencji zbrojnej w Polsce. Zostaly wstrzymane wszelkie urlopy, a bedacych na urlopach zolnierzy, w szczegolnosci oficerow, odwolano do jednostek macierzystych. W jednostkach prowadzono intensywne szkolenia przygotowujace do interwencji, tlumaczace jej powody i uczace zachowan na terenie Polski. Jednostki te krotko przed wprowadzeniem stanu wojennego w Polsce postawiono w stan podwyzszonej gotowosci bojowej. To samo dotyczylo armii czeskiej, jak wspomnial tu juz jeden z wypowiadajacych sie forumowiczow, a takze Armmi Radzieckiej. Rozmawialem takze z mieszkajacym od dawna w Berlinie b. pulkownikiem KGB, z ktorym przyszlo mi nawet razem pracowac. Jego relacje z tamtach dni sa zupelnie podobne do tych enerdowskich i czeskich. Takze relacje wysokich ranga oficerow LWP, z ktorymi wielokrotnie na te tematy rozmawialem potwierdzaja znany im stan przygotowan wojs UK do interwencji w Polsce.
    Obraz ten jest obrazem na poziomie decyzji militarnych, lacznie z przygotowaniem do operacji.

    Nie mam najmniejszej watpliwosci, ze polski SG doskonale wiedzial o tych militarnych decyzjach i przygotowaniach, poniewaz nasi agenci wywiadu wojskowego i cywilnego operowali tak samo na terenie roznych demoludow, jak agenci z tamtych panstw u nas.
    W zwiazku z powyzszym Jaruzelski i wszyscy jego wspolnicy zawsze beda dysponowac nieskonczona iloscia dowodow na poziomie przygotowan militarnych, ze interwencja byla przygotowywana. I objektywnie trzeba stwierdzic, ze na plaszczyznie militarnej byla rzeczywiscie przygotowywana na bardzo szerokim froncie.

    Pytanie, jakie teraz nalezy postawic jest nastepujace: jakie bylo polityczne prawdopodobienstwo, ze do tej interwencji rzeczywiscie dojdzie? Samo bowiem jej przygotowywanie jeszcze o niczym nie przesadza, chociazby dlatego, ze wojska i sojuszy wojskowych uzywa sie nie tylko do prowadzenia dzialan wojennych. Wojsk i wojskowych sojuszy uzywa sie rownie czesto, lub nawet czesciej, takze do zapobiegania tym dzialaniom poprzez wywieranie nacisku militarnego, psychologicznego i ? zwlaszcza ? politycznego na terenie ewentualnych, badz przewidywanych dzialan oraz w stosunku do sil militarnych i politycznych, ktore moglyby potencjalnie stac sie strona w konflikcie w razie zaistnienia interwencji militarnej. Z punktu widzenia politycznego i decyzji politycznych chodzi o osiagniecie zamierzonego celu mozliwie najmniejszym nakladem sil i srodkow oraz najmniejszych strat wlasnych, nie tylko militarnych, ale takze politycznych i propagandowych.

    Naiwnoscia byloby sadzic, aby polityczni decydenci na Kremlu z jednej strony stawiali w stan gotowosci bojowej ogromne sily militarne, a z drugiej zachowywali sie tak, aby wszyscy widzieli w tym oczywisty blef i pusta demonstarcje sily. O decyzji nieinterweniowania podjetej przez BP KPZR, badz nawet politycznej nieooplacalnosci interwencji mogl wiedziec owczesny Minister ON ZSRR i dowodzacy wojskami UW marsz. Kulikow (czlonkowie tego BP). Jednak rozkazy, ktore poszly w dol do sztabow armii nie zawieraly juz watpliwosci ani innych niuansow, lecz nakazywaly konkretne przygotowania i dzialania. Dotyczy to rowniez armii innych panstw UW. Tylko wprowadzenie w zycie tych przygotowan i dzialan moglo wywierac oczekiwana presje.
    Stad, gdy pyta sie wojskowych rosyjskich i innych nacji, ktorzy wowczas pelnili sluzbe, to wszyscy zgodnie te przygotowania i ta gotowosc potwierdzaja.

    Jaruzelski byl jednak nie tylko wojskowym, lecz takze politykiem (premierem). Z kontaktow politycznych z Kremlem mogl odniesc wrazenie, ze Rosjanie nie za bardzo pala sie do tej interwencji, zas ograniczona interwencja militarna w Polsce ze strony NRD i Czech nie wchodzila w rachube chociazby ze wzgledow czysto psychologicznych, pomijajac militarne i wszystkie inne. Nawet Honeker optujacy mocno za interwencja w Polsce nie wyobrazal jej sobie jako akcji, w ktorej nie wzieliby udzialu Rosjanie. Rosjanie tym bardziej mogli nalegac na Jaruzelskiego, zeby zalatwil ta sprawe we wlasnym zakresie czyli silami LWP, KBW, MO, ORMO itp. przy mozliwie szerokim wykorzystaniu czlonkow PZPR jako spolecznej bazy calej tej akcji.
    Niewygodne dzis dla Jaruzelskiego fakty i dokumenty swiadczace o tym, ze sam staral sie przynajmniej zabezpieczyc obca interwencje w Polsce na wypadek gdyby sily, ktore rzucil do akcji nie daly sobie rady czego wynikiem bylby upadek rezimu, na czele ktorego sam stal, nie tylko zle o nim swiadczy, ale wrecz stawia na pozycji zdrajcy, ktory popelnil zbrodnie zdrady stanu. W jego mniemaniu te starania o wsparcie (obecnie bardzo wstydliwe i hanbiace) wowczas jednak nie mialy tego odium hanby i zdrady. On – wg standartow w ktorych sie wychowywal i dzialal dziesiatki lat ? zwracal sie wszak do sojusznika i przyjaciela. A ze ten etos, w ktorym zyl jako komunista i komunistyczny przywodca byl diametralnie inny niz wyznawala przygniatajaca czesc Polakow – jest zwykla oczywistoscia.

    Jaruzelski w czasach wolnej Polski (okreslenie takze umowne, bo na ile jest ona naprawde wolna, to niektorzy z nas wiedza az nadto dobrze!) usiluje wykonywac cyrkowa ekwilibrystyke jadac w menazu cyrkowym na stojaco na dwoch pedzacych rumakach: jeden czerwony, z czasow komuny i drugi bialy z czasow (umownie) po 1989 roku, ktore nie zwykly biegac w parze. On usiluje przedstawiac siebie i wowczas i teraz jako polskiego patriote, ktory nic nie ma sobie do zarzucenia. Nie dziwie sie nawet, bowiem w jego glowie indoktrynacja trwala tak dlugo i tak gleboko utkwila, ze weryfikacji wlasnych dzialan nie jest juz w stanie dokonac. Sadzanie go w tej chwili, gdy stoi praktycznie nad wlasnym grobem ma juz niewiele sensu. Degradacja do stopnia szeregowca, pozbawienie generalskiej emerytury (podobno z prezydenckiej zrezygnowal, bo nizsza) i skazanie na pozbawienie praw obywatelskich i honorowych, rownoznaczne z pozbawieniem wszystkich odznaczen i orderow bylaby kara wprawdzie juz symboliczna, ale wystarczajaca przynajmniej dla usatysfakcjonowania Narodu Polskiego, a takze jako nauczka dla nastepnych pokolen i dla ewentualnych nastepcow gotowych do zdrady w innych okolicznosciach.

    Dobre 0

  2. marian nowy jork pisze:

    Te rewelacje musza sie ukazywac bo Panowie Z IPN musza z czegos zyc a swieta ida i prezenty dla zony i dzieci trzeba kupic! Im wiecej czasu uplywa od wprowadzenia stanu wojennego tym wiecej pokrzywdzonych i potluczonych.Jaruzelskiego mozna nienawidziec i mozna mu stawiac rozne zarzuty az po zdrade stanu! Ale faktyczna jego zasluga jest to ze niedopuscil do przelania polskie krwii na polskiej ziemi. A byli chetni do tego zarowno ze strony komunistycznych ortodoksow jak i solidarnosciowych oszolomow ktorzy mowili ze krew jest oliwa historii.Jedyna nadzieja w tym ze moje wnuki o Jaruzelskim beda mowily ze to byl strazak w mundurze a Walesa to sportowiec ktory skakal przez plotki.

    Dobre 0

  3. lumin113 pisze:

    re Realista:
    Owszem Drogi Panie, i sądzac z Pańskiego zorientowania w materii wie Pan o tym doskonale. Zweryfikowana kserokopia dokumentu jest jak najbardziej wartościowym źródłem – w tym przypadku ksero było nie tylko weryfikowane, ale wręcz wykonane osobiście przez prof. Kramera. Zresztą nie są to jedyne od lat znane dokumenty – wystarczy wspomnieć tylko materiały publikowane w „Archiwum Mitrochina” czy w pracy Bukowskiego. Poza tym mamy nie tylko wspomniane materiały ale też choćby zapisy konferencji w Jachrance i późniejsze relacje uczestników wydarzeń.
    Co do ilości również się Pan myli, a raczej ma rację jedynie częściowo. Owszem, faktycznie Rosjanie nie dopuścili nas wówczas do zasadniczych dla sprawy archiwów (KPZR i KGB) przekazując wybrane przez siebie dokumenty, jednak przez bardzo krótki okres była możliwość z niektórych zasobów korzystać (za „wczesnego” Jelcyna właśnie) – potem tradycyjnie w Rosji wszystko „skrzepło” i nie dało się już pozyskiwać kolejnych materiałów. To właśnie miałem na myśli mówiąc o zbyt wielkiej ilości materiałów w stosunku do czasu jakim dysponowali badacze na ich pozyskanie – i to dotyczy nie tylko badaczy polskich.
    Jednak, jako się rzekło, sporo materiału udało się i tak zdobyć, np. dzięki Bukowskiemu, który widac czując krótki czas „pieredyszki” po prostu skanował „jak leciało” a analizował potem – stąd książka „Moskiewski proces”.
    Co się zaś tyczy utajnionych, a raczej po prostu objętych zakazem dostępu dokumentów katyńskich to sprawa jest czysto procesowa, nie historyczna i dotyczy głównie bezpośrednich sprawców zbrodni, których z braku tych dokumentów właśnie nie można zidentyfikować i osądzić.
    Jednak dokumentów – i tych z czasów Jelscyna i tych wcześniejszych – jest dosyć do jednoznacznego określenia nie tylko odpowiedzialności za zbrodnię ale nawet jej przebiegu zgodnie z najbardziej nawet rygorystycznymi standardami historycznymi. Podobnie jest z generałem – zarówno jego odpowiedzialność jak i intencje w kwestii stanu wojennego są dla historyków zajmujących się tą problematyką oczywiste od lat, niezaleznie od prywatnych sympatii ideowych (wyłączając dawnych komunistów rzecz jasna) – od Reiny do Paczkowskiego. Żadne mniej lub bardziej rzeczywiste manipulacje rosyjskie jakim rzekomo podlegamy stanu badań nie zmieniają.
    Zapewniam, że jakakolwiek próba obrony generała w historiografii ma niewielkie szanse na powazne potraktowanie dlatego radzę zachować siły na sensowniejszy cel.
    Ale, by powtórzyć chyba już motto naszej wymiany zdań potrzeba lektury, lektury i jeszcze raz lektury – w dodatku ze zrozumieniem. Z uszanowaniem!

    Dobre 0

  4. exx pisze:

    artur says:aleś się rozpędził!największym ówczesnym opozycjonistą wcale nie był J.Kaczyński,lecz Wałęsa(Bolek).Władek Frasyniuk,Drogi Bronisław i reszta dzisiejszych”autorytetów moralnych”.Zaś „pacyfikacja” pielęgniarek POlegała na pouczeniu żeby nie blokowały ruchu.Nie kłam więcej!!!

    Dobre 0

  5. Realista pisze:

    Panie Lumin113

    Proszę zaznajomić się z poniższymi faktami:

    - to nie chodzi o analizę zawartości kserokopii zeszytu Anoszkina tylko o to, że była to kserokopia a na podstawie analizy kserokopii nie można ustalić czy jest to autentyk czy nie! Poza tym sama ta kserokopia świadczy o tym, że oryginał jest mocno podejrzany bo jego strony są nienumerowane oraz pozbawione gryfów tajności. W rzeczy samej może to być sfabrykowana albo odpowiednio uzupełniona przez Rosjan fałszywka mająca świadczyć o tezie jaką już przedstawiłem.

    - rewelacje typu archiwum Mitrochina radziłbym traktować bardzo ostrożnie ponieważ sposób ich wycieku jest bardzo niejasny.

    - na konferencji w Jachrance Rosjanie po prostu gremialnie przedstawiali tezy wybielające Rosję a zrzucające cała winę za stan wojenny na ekipę Jaruzelskiego. Było to nic innego jak kolejny etap realizacji ich aktualnego scenariusza w sprawie okoliczności wprowadzenia stanu wojennego. Przy tym rzecz jasna zrobili z Jaruzelskiego kozła ofiarnego ale to tylko świadczy o tym, że w polityce liczą się aktualne interesy a nie stare znajomości.

    - jeszcze raz zwracam uwagę na fakt, że relacje i dokumenty nie pochodzące od władz rosyjskich na ten temat są zupełnie inne! Mam na myśli prywatne relacje ówczesnych sowieckich generałów (Dubynina, Aczałowa itp.), którzy wprost wspominali o planach, działaniach rozpoznawczych i ćwiczeniach interwencji w Polsce także w 1981 roku co podobno nie było już możliwe wedle wersji IPN oraz dokument ujawniony osobiście przez Wołkogonowa odnośnie planów interwencji z sierpnia 1980 roku. Tak samo relacje Kuklińskiego odtajnione rok temu to potwierdzają. To właśnie dzięki nim wiemy, że w lecie 1981 roku do Polski Rosjanie przerzucili dodatkowo 600 ponadetatowych czołgów do składów w swoich bazach prawdopodobnie z dodatkową obsadą. Miały one służyć do wyposażenia kilku tzw. „karłowatych” dywizji pancernych, czyli pozbawionych zbędnych pododdziałów (OPL, ppanc itp.) jednostek służących do tłumienia strajków i uśmierzania zamieszek w polskich miastach. W tym samym czasie Kulikow domagał wprowadzenia sowieckich doradców do dywizji LWP co mogło oznaczać jedynie zabezpieczenie się na wypadek samodzielnej interwencji aby sparaliżować działania LWP przejmując nad nimi dowodzenie. Te fakty notorycznie umykają historykom IPN.

    - sprawa tajnych dokumentów katyńskich może mieć ogromne znaczenie historyczne a nie tylko procesowe. Obok na przykład nazwisk katów mogą tam się znajdować dane sowieckiej agentury w Polsce oraz być może dowody na umowę z Niemcami odnośnie eksterminacji Polaków jaką podobno zawarto podczas spotkania NKWD-Gestapo w Zakopanem (ona też poza ostatnią stroną jest tajna – to bardzo dobry przykład na to co Kreml uważa za stosowne do ujawnienia a co nie i dlaczego!).

    Podsumowując nie można nijak porównywać sprawy katyńskiej do stanu wojennego bo mamy tutaj do czynienia z dwoma rożnymi rzeczami: zbrodnia katyńska została dokonana natomiast do sowieckiej interwencji w Polsce nie doszło przez wprowadzenie stanu wojennego. To zaś oznacza, że dokumenty na oba tematy mogą mieć zupełnie różną postać. Może na przykład nie istnieć rozkaz inwazji na Polskę ale we wciąż tajnych archiwach rosyjskich może poza samym planem wojskowym interwencji (choć już to samo powinno zaalarmować polskie władze, że sprawy mają się kiepsko!) istnieć plan działań wobec Polski opracowany w wielu wariantach i przewidujący interwencję w Polsce w razie zaistnienia takich to a takich okoliczności (zapewne zajmowała się tym Komisja Susłowa).
    Nie jesteśmy w stanie powiedzieć czy z punktu widzenia Sowietów było do ich spełnienia blisko w grudniu 1981 roku! Istotne jest to, że taki plan poza wariantem wspomożenia władz PRL w razie kłopotów (Tarcza-81?) mógł zakładać samodzielną inwazję bez pytania się Warszawy o zgodzę a więc Jaruzelski nic a nic o im nie mógł wiedzieć.
    Co więcej, sposób podjęcia decyzji o wejściu do Afganistanu wskazuje, że o takim kroku mogła zdecydować na jednym nieformalnym spotkaniu trójka bonzów trzęsących wówczas KPZR (Susłow, Andropow, Ustinow) bo sam Breżniew by już zapewne marionetką ze względu na stan zdrowia.
    I oczywiście generał Jaruzelski nie mając pewności co do prawdziwych planów i intencji sowieckich a nawet pewności co do zaufania Kremla do siebie (a to było coraz mniejsze wraz z przedłużaniem się kryzysu w PRL, zresztą Sowieci chyba najmniej ufali Polakom…) mogąc podejrzewać bardzo złe rzeczy z ich strony (także względem swojej osoby pamiętając los Nagya i Amina zamordowanych z rozkazu Kremla!) miał dalej grać Polską w ruletkę jeśli sytuacja wciąż się pogarszała? Chyba takie obłędne zachowania pasowałoby do aktualnej „mody historycznej” ale nie ma ono nic wspólnego z polską racją stanu!

    Dobre 0

  6. alek pisze:

    Większość wypowiedzi na tym forum ma niestety charakter ahistoryczny. Rosjanie nie mają potrzeby się wybielać bo jest im pewnie obojętne co sobie o tym myślimy. Jaruzelski za stan wojenny dostał Order Lenina bo wybawił Związek Radziecki z ogromnych kłopotów i to jest fakt. Sytuacja w Polsce rzeczywiście pod koniec 1981 roku wymagała jakiegoś rozwiązania. Moim zdaniem wybrano rozwiązanie najgorsze ale być może jedynie możliwe w tamtych warunkach. Skoro Jaruzelski i Polscy komuniści nie chcieli się ubiegać na Kremlu o status Finlandii dla Polski ( być może było to niemożliwe) to lepsza była wersja z ograniczoną interwencją wojsk sowieckich. Jakąkolwiek interwencję armii NRD można między bajki włożyć. Jednak ZSRR nie chciał interweniować bo nie chciał wziąć odpowiedzialności za skutki takiej interwencji. Po prostu nie miał kto tego sfinansować. Wtedy Polska przechodziła załamanie gospodarcze i jak dzisiaj już wiemy jeszcze głębsze załamanie zaczął przechodzić ZSRR. Dlatego odmówili interwencji a nie z miłości do Polaków. Natomiast wyjścia Polski z obozu sowieckiego nikt nie brał wtedy pod uwagę nawet USA.

    Dobre 0

  7. Henry pisze:

    Prawda jak oliwa na wierzch wypływa ;-)

    Dobre 0

  8. żołnierz Jaruzelskiego pisze:

    Historyk (nie polityk historyczny) poparcie „Moskwy” dla gen. Jaruzelskiego powinien analizować wraz z poparciem udzielanym mu przez „Waszyngton”, „Londyn”, „Paryż” i innych rozgrywających ówczesnego świata. Różnorodność form tego poparcia ich zmienność oraz doraźność występowania nie powinny być przeszkodą (dla rzetelnego badacza) do obrony tezy, że gen. Jaruzelski był osobą, która dla niemal wszystkich dawała nadzieję, że „polski problem” zostanie rozwiązany bez spowodowania narodowej tragedii. Oczywiście interesowność konkretnych organizacji i grup społecznych powodowała, że widziano w nim największe zagrożenie („twarda część Solidarrności, ideologiczny oraz militarny „beton” państw UW i t.p.). Z własnych obserwacji wysnuwałem wówczas wnioski, że większym zaufaniem „Moskwy” cieszyli się generałowie Molczyk i Sawczuk. W ciągu 40 lat służby w Wosku Polskim, nigdy przed ani po stanie wojennym, nie miałem tak silnego poczucia spełniania obywatelskiego i patriotycznego obowiązku – jak nocą 13 grudnia 1981 roku. Ze swoimi ówczesnymi przekonaniami byłem wśród setek tysięcy polskich żołnierzy – niewidoczny. Nie stawialiśmy pytania „czy słusznie ?”. Sobie i tylko sobie!, stawiałem pytanie „czy to się uda?”. Udało się! To prawda, że bez gen. Jaruzelskiego stanu wojennego (takiego) by nie było. Nie było by też „okrągłego stołu”. Mogło nie być III RP, prezydentury Wałęsy i tysięcy obywateli (w tym żołnierzy) byłej PRL.
    W wymiarze osobistym – okrutnym, społecznym – niesprawiedliwym, politycznym – tylko doraźnie efektywnym, jest dyskredytowanie gen. Jaruzelskiego. Wraz z upływem lat, mimo braku obiektywnych przesłanek, coraz bardziej czuję się „żołnierzem gen. Jaruzelskiego”. Wbrew politycznym kampaniom, obezwładniających wielu – swoją stronniczością, a często podłością – zarzutom, będę bronił gen. Jaruzelskiego. Będę, na miarę swoich możliwości, dawał świadectwo temu, że jest człowiekiem honoru, że jest wzorem obywatela i patrioty, że zasłużył się jak nikt inny Polsce i polakom.

    Dobre 0

  9. Kornolio pisze:

    Ćwiczenia, koncentracja i stan pogotowia wojsk Układu Warszawskiego NIE JEST argumentem za tym, że mieli wkroczyć. Przecież to, że miał być stan wojenny było faktem znanym naszym „przyjaciołom”. Każdy normalny wojskowy w wiedząc, że sąsiad będzie wprowadzał stan wojenny przygotowywałby się na ewentualność „złego scenariusza” czyli walk i rozruchów. A więc dowoływanie urlopów, koncentracja i relokacja wojsk etc.

    Dobre 0

  10. Q pisze:

    Nie wierzę, że ZSRR nie udzieliłoby „pomocy” z własnej inicjatywy, tak samo nie wierzę, w rzekome słowa Andropowa. Na bazie historycznej wiedzy i przykładach, doskonale wiemy, że Polska byłą dla ZSRR jednym z najistotniejszych elementów geopolitycznej układanki. Po prostu.

    Robiąc analizę, w oparciu o historyczną wiedzę, można jednak pokusić się o tezę, że stan wojenny był najmniejszą z możliwych szkód, bo alternatywą była jednak interwencja (bez cudów, weszliby, nie mogli sobie pozwolić na uniezależnienie Polski w jakiejkolwiek formie), albo, co za tym idzie, powstanie narodowe z udziałem części wojska i służb specjalnych, albo po prostu wojna domowa i w jej efekcie jednak interwencja dla zgaszenia walk. te ostatnie alternatywy byłyby dla Polski i Polaków zabójcze, polałaby się krew. A tak straty były porównywalne z zamachem majowym 1926 r. Z punktu widzenia rodzin ofiar to dramat, z punktu widzenia Polski to sukces.

    Pomijam tutaj ocenę Jaruzelskiego, stan wiedzy historycznej oraz emocje polityczne nie pozwalają na rzeczową analizę.

    Natomiast bardzo chciałbym poznać zapisy stenogramów posiedzenia sowieckiego politbiura, bez tego wszelka dyskusja traci sens. Nie należy jednak liczyć na to, że Rosjanie nam cokolwiek udostępnią… niestety.

    Kserokopie są tylko kserokopiami, wartymi tyle ile papier, nic więcej. Archiwum Mitrochina to delikatny temat z uwagi na brak pewności co do metod pozyskania. Historyk musi mieć zaś absolutną pewność, tutaj mamy tylko spekulacje..

    Dobre 0

  11. Marcin Nawrot pisze:

    Gratuluję FrauLibido świetnego rozwiązania skrótu PO. Tak jest to była (i JEST – vide sondaże) wielka Pomyłka Obywatelska. Pomyłka ludzi szczutych przez dwa lata na partię która próbowała coś zmienić w systemie „demokracji okrągłostołowej”. Pytanie tylko, czy uda się nam naprawić tę pomyłkę w następnych wyborach? Czy też zniechęceni (zawstydzeni swoją pomyłką?) zostaniemy w domu…

    Dobre 0

Dodaj komentarz

Dodanie komentarza oznacza akceptację REGULAMINU blog.rp.pl. Komentarze nie spełniające zasad zawartych w regulaminie - nie będą publikowane. Więcej informacji można znaleźć na modblogu modblogu.