Elbanowska: Zeszyty zamiast zabawek

W brytyjskim systemie edukacji faza przedszkolna właściwie została wchłonięta przez szkolną. Pięciolatki muszą szybko odzwyczaić się od popołudniowej drzemki, bo do godz. 15.30 mają lekcje

W ostatnich dniach naukowcy z Cambridge opublikowali wyniki badań nad brytyjskim systemem edukacji. Prace trwały aż cztery lata, a wnioski sformułowano w liczącym ponad 600 stron raporcie. Badacze doszli do wniosku, że dzieci, które później trafiają do szkoły, osiągają o wiele lepsze wyniki, niż ich wcześnie edukowani koledzy. O raporcie informowała 17 października „Rzeczpospolita”, zasługuje on jednak na bardziej szczegółowe omówienie.

Polska oświata idzie właśnie pod prąd tych ustaleń i wprowadza obniżenie wieku szkolnego. Raport „Cambridge Primary Review” wydaje się w Polsce tym bardziej istotny, że Wielka Brytania jest dla naszych władz przykładem sztandarowym. W niektórych krajach europejskich dzieci idą do szkoły wcześniej niż u nas, w wieku sześciu lat, a Wielkiej Brytanii od lat pięciu. Zbliżenie do „standardów zachodnich” ma być kluczowym uzasadnieniem reformy obniżającej wiek szkolny. Warto najpierw przypatrzeć się, jakie efekty przynosi ten standard w kraju, który wprowadził go 140 lat temu.

Przeczytaj cały artykuł

Podziel się:
  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

(16) Komentarzy do “Elbanowska: Zeszyty zamiast zabawek”

    -
  1. fred pisze:

    Polscy politycy (m.in. Hall) ciągle mają kompleks Zachodu. Papugują bezkrytycznie wszystko po kolei, w ogóle brak im samodzielnego myslenia i odrobiny krytycyzmu. To są typowe cechy zniewolonego intelektualnie „homo sovieticusa”. Najlepsze wyniki w nauczaniu są w Finlandii, w której do szkoły idzie się w wieku siedmiu lat, a podstawówka trwa lat dziewięć. Mieliśmy więc po PRL-u bardzo dobry system, który jest stopniowo (m.in. dzięki Tuskowi) rozmontowywany. Jest tylko pytanie po co? Jedyną rozsądną wersją wydaje się dażenie do tego, aby płatne szkoły prywatne miały większy zarobek, a ciemny lud pozostał niedouczony, łatwosterowalny i podatny na manipulację.
    Pzdr

    Dobre 0

  2. wat pisze:

    Jak najbardziej zgadzam się z tezą, że 5cio latki są za małe do szkoły. To wiek na zabawę, dużo kontaktu z rodzicami, to czas na magiczną wyobraźnię. Samo zaś rozpoczęcie i zakończenie tego artykułu, biorąc pod uwagę, że przeciętna osoba czyta tylko 1sze zdanie są kompletnie nietrafione. Moje 4ro letnie obecnie dziecko a. od 2 lat kładzie się spać o ok.21 nie mając drzemki, to samo dziecko też zajęcia (na które samo zdeklarowało się chodzić, bo np. uwielbia tańczyć) kończy o 16.30. Drzemka u 5cio latka zatem to nie jest główny problem takiego systemu nauczania, podobnie „zimny chów” w UK oznacza dokładnie to co dosłownie znaczy czyli stosunkowo chłodne (wg naszych standardów) ubieranie dziecka. To co stanowi problem to odbieranie dziecku dzieciństwa, które nigdy nie wróci. Zajęcia do późna- TAK, jeżeli to jest zabawa z przyjaciółmi i jeżeli dziecko ma na to ochotę i siłę, brak drzemki-TAK, jeżeli dziecko jej nie potrzebuje. Ławka, sztywne reguły, barak czasu na zabawę i wyobraźnię- ZDECYDOWANIE NIE. To czas na zabawę, marzenia, na rycerzy, superbohaterów i księżniczki( w zależności od zaawansowania i płci). To czas na dzieciństwo a nie na wyścig szczurów.

    Dobre 0

  3. Refleksja pisze:

    Artykuł dobrze oddaje meritum sprawy. Dzieci są traktowane przedmiotowo jako przyszli płatnicy haraczy dla państwa.
    Do wat: Każde dziecko jest inne, jedne potrzebują spać w dzień a inne będą codziennie szalec do nocy. System powinien im to umożliwić. A”Zimny chów” to coś więcej niż tylko chłodniejszy sposób ubierania. To kwestia innej mentalności i podejścia do dzieci- każdy kto był dłużej na wyspach wie o co chodzi.
    Obawiam się tylko, że europejski wyścig do głupoty juz sie w naszym kraju rozpoczął na dobre. I nasze władze zamiast się w czas wycofać, stosują zasadę konsekwencji

    Dobre 0

  4. Wyspiarka pisze:

    Z artukulu wynika, ze autorka nigdy nie byla w angielskiej szkole i test jest oparty na teorii. Systemj angielski jest szokiem dla polskiego rodzica przyzwyczjonego do tego, ze babcie karmi 7-latkow i wszystko za nich robi. Na wyspach dzieci faktycznie ida do szkoly w wieku 4-5 lat, ale jest to nauka przez zabawe. W wiekszosci szkol dzieci nie ucza sie w „tradycyjny” sposob siedzac w lawkach, lecz dzieki interakcji z rowiesnikami. Moi synowie uwielbiaja szkole – 7-latek swienie czyta, pisze, jest zafascynowany historia. 5-latek ostatnio zaczal pisac i powoli uczy sie czytac. Sa samodzieni, lecz jednoczesnie maja czas na bycie dziecmi. W przeciwienstwie do polskich rodzicow nie ciagam ich na dodatkowe lekcje, nie ucze obcych jezykow, etc. Popoludnia spedzamy razem – czytamy ksiazki, rozmawiamy, gramy w gry planszowe, itd.

    Problem szkolnictwa angielskiego jest zakorzeniony w systemi zapomog panstwowych – bardzo czesto ludzie zyjacy na kosz panstwa wioda lepsze zycie, niz pracujace rodziny o srednim dochodzie. Wyksztalcenie nie jest kojarzone ze statusem i nie ma wyplywu na perspektywy zatrudnienia.

    A co do zimnego wychowania – czasami bywa lepsze niz polskie zaglaskanie dziecka na smierc przez matki i babki, ktore wszystko za nie zrobia i na nic nie pozwola!

    Na wyspach dzieci dorastaja inaczej – czy gorzej czy lepiej zalezy od rodzicow i rodziny, a nie kraju!

    Dobre 0

  5. eeei pisze:

    jesli porownywac szkole do fabryki to chyba raczej polska…
    czterolatki w angielskich szkolach ucza sie poprzez zabawe (praktycznie do wieku 8 lat) podczas gdy ich rowiesnicy w polskich szkolach sa juz w kieracie bezsensownych regulek i kucia na pamiec…

    Dobre 0

  6. kapex pisze:

    pani hall doskonale wie,co robi. zus ciągle na deficycie, pracodawcy ciągle narzekają na zbyt drogich robotników.
    „Żeby żyło się lepiej” :)

    media powinny głośniej tłumaczyć ludziom że to, co w działaniach polityków wydaje się nam głupie lub niezbyt sensowne, ma zawsze drugie dno: wspieranie tych „co płacą”.

    Dobre 0

  7. Edward Topek pisze:

    Szanowna autorka się myli, zna szkołę angielską tylko z przekazu ,a pisząc zaś o agresji w szkole zapomina że w tym kraju panuje wielokulturowość. Już sobie wyobrażam jakie konflity panowałyby w szkole polskiej , gdyby chodziły tam dzieci muzułmańskie , polskie, dzieci z krajów afrykańskich czy Indii. Nasza szkoła nie jest w stanie zapanować nad agresją polskich dzieci a co by się działo gdyby doszły konflity na tle rasowym. Nasza polska typowa przypadłość polega na tym , że nie znajdujemy rzeczy dobrych z których należy brac przykład a piszemy tylko o tych złych , lub co gorsze bez należytego przygotowania piszemy bo nam się tak wydaje. Krytykować każdy umie i papier każdą krytykę przyjmie natomiast pytam szanowną autorkę , co takiego by zrobiła aby nasza polska szkoła miała lepiej, oczywiście w oparciu o rzetelną analizę a nie gdybanie i opieranie się o nierzetelność w swoim przekazie.

    Dobre 0

  8. Agata pisze:

    Zafascynował mnie fragment:
    „w 2008 roku w brytyjskich szkołach i przedszkolach z powodu przemocy zostało zawieszonych w prawach ucznia lub wyrzuconych z placówki 1470 pięciolatków, około 720 czterolatków i 280 dzieci w wieku trzech lat.”
    Mój młody ma 3 lata. Aż cierpnie mi skóra jak myślę że za złe zachowanie mógłby zostać wyrzucony z przedszkola. To będzie kara dla mnie a nie dla niego.
    Wydaje mi się (i nie tylko mi, z tego co widzę), że obecne władzę intensywnie pracują nad nową pedagogiką. Bywało to już kiedyś.
    Potrzeby dzieci w poszczególnym wieku oraz warunki jakie należy stworzyć dla ich rozwoju zostały już przez naukowców i autorytety pedagogiczne opisane. Ale widocznie już się to komuś znudziło i trzeba wprowadzić novum.
    Ale wróćmy do źródeł.
    Nękają mnie ciągle pytania: Jaka jest prawdziwa przyczyna, aby obniżyć wiek szkolny (i tym samym za kilkanaście lat obniżyć wejście młodych w rynek pracy)? Kto na tym skorzysta (na pewno nie dzieci i nie rodzice)?

    Dobre 0

  9. Refleksja pisze:

    Nie podzielam optymizmu przedmówców. Rzeczywistość angielskiej szkoły w świetle badań, nie tylko tych z Cambridge, wygląda jeszcze gorzej niż opisano to w powyższym tekście. Na angielskojęzycznych stronach można przeczytać o chorobach a nawet uszkodzeniach mózgu, których przyczyną może być przedwczesny start szkolny:

    „Cambridge Study Says 5-year-olds Too Young To Start School” (www.lifesitenews.com):
    Other studies have found marked negative effects from the introduction of 3 to 5 year olds to formal schooling, including brain chemistry damage, aggression, negative social and emotional development, and illness.
    Cały tekst: http://www.lifesitenews.com/ldn/2009/oct/09102105.html

    Dobre 0

  10. LT pisze:

    @E. Topek
    Wielokulturowość – bingo!
    To jest jeszcze jedna przyczyna, dla której w szkołach rośnie agresja a maleje poziom wiedzy ich absolwentów! To też chciałby pan zaimportować z W.Brytanii?

    Dobre 0

  11. Grzegorz pisze:

    @Wyspiarka
    „Na wyspach dzieci dorastaja inaczej – czy gorzej czy lepiej zalezy od rodzicow i rodziny, a nie kraju!”

    To tylko czesc prawdy. Nie wolno niedoceniac roli srodowiska, ktorego wplyw jest ogromny i na ogol rosnie podczas gdy wplyw rodzicow maleje w miare dorastania dzieci.

    @redaktor
    Zapomniala pani dodac, ze w odroznieniu od Polski kraj taki jak Wielka Brytania pelnil role mocarstwa i potrzebowal nie tylko sprawnej gospodarki ale tez i odpowiedniej liczby zolnierzy i kolonistow do zasiedlania podbitych terytoriow. System edukacji jaki wiec sie wyksztaltowal musial z zalozenia podlegac zasadom „zimnego chowu”. Ludzie, ktorych wysylano na statkach na obce kontynenty musieli byc pozbawieni w duzej mierze wrazliwosci aby nie ulec trudnym warunkom. W sytuacji podboju obcych terytoriow brak wrazliwosci i tzw. „zimna krew” byla nieodzownym atrybutem zwyciezcow.
    Oczywiscie sytuacja sie nieco zmienila, nie mozna juz wywozic dzieci do Kanady, wyrzucac przestepcow do Australli, wysylac biednych do Ameryki (USA) czy chciwych do Afryki lub Indii celem mnozenia fortun. O tym najczesciej sie juz nie mowi bo nie jest to wygodne.

    Ma pani redaktor racje, ze wielu rodakow jest zakomplesionych i bardzo podatnych na BEZKRYTYCZNE przyjmowanie obcych wzorow. Szkoda, bo brak wlasnego zdania i wyzbywanie sie wlasnej kultury prowadzi do zniewolenia.

    Dobre 0

  12. Grzegorz pisze:

    @Agata
    „Nękają mnie ciągle pytania: Jaka jest prawdziwa przyczyna, aby obniżyć wiek szkolny (i tym samym za kilkanaście lat obniżyć wejście młodych w rynek pracy)? Kto na tym skorzysta”

    W panstwach totalitarnych odpowiedz jest oczywista, chodzi o posluszne spoleczenstwo (patrz „indoktrynacja”, „ideologia”, „propaganda”).
    W panstwach demokratycznych odpowiedz jest mniej oczywista ze wzgledu na panujacy chaos, nie wiadomo dokladnie, ktora grupa interesow bedzie sprawowac wladze i jak dlugo. Stad bierze sie chyba caly galimatias zwiazany z wczesna edukacja. Brak wyksztalcenia rodzicow na ogol przeklada sie na slabe przygotowanie dzieci, inwestycja w wychowanie dzieci jest postrzegana czesto jako cos abstrakcyjnego, pozbawionego wymiernych korzysci. Stad chyba tez bierze sie brak zainteresowania doroslych co do tematu „przedszkola”.
    Poza tym, nie oszukujmy sie, dorosli, ktorzy nie maja malych dzieci, nie sa szczegolnie zainteresowani tematem bo albo to juz „przerabiali” albo jeszcze „nie przerabiali”.
    Ze swej strony moge tylko powiedziec, ze inwestycja w dzieci jest niezbedna i na liscie moich osobistych priorytetow zawsze byla i jest na szczycie.

    Dobre 0

  13. zetjot pisze:

    Działania naszych modernizatorów to komedia pomyłek.Zapominają oni ,że haslo modernizacji to hasło sprzed 100 lat, że kapitalizm o którym myślą to kapitalizm sprzed 100 lat całkiem odmienny od obecnego,ktory nie wiadomo czy nadal jest kapitalizmem bo np. spólki giełdowe to nie własność prywatna lecz kolektywna.
    W związku z tym proponowane rozwiązania instytucjonalne nie mają żadnego odniesienia do realnej rzeczywistości.Zamiast rozwiązań merytorycznych, adekwatnych do sytuacji, nakierowanych na sedno problemu, otrzymujemy rozwiązania zastępcze,oderwane od całego kontekstu, wyrywkowe a więc niespójne.Powstaje cała sięć takich pozornych rozwiązań,
    by-pass’ów oplatających cały ustrój jak wąż boa i skutecznie go paraliżujących. Do tego dochodzi poprawność polityczna nie pozwalająca nazywać rzeczy po imieniu. Dzieci potrzebują dzieciństwa i rozwoju pod ciągłą opieką matki /i ojca też/ i w kontakcie z rodzeństwem.
    A dopiero potem potrzebują odpowiednio skonstruowanego , przyjaznego systemu wychowawczo-edukacyjnego w szkole.
    W Polsce nie zapewnia się dzieciom ani odpowiedniego życia w rodzinie ani własciwego szkolnictwa.

    Dobre 0

  14. wat pisze:

    Do wat: Każde dziecko jest inne, jedne potrzebują spać w dzień a inne będą codziennie szalec do nocy. System powinien im to umożliwić.

    Właśnie o to mi chodzi. Argumentowanie tego, że 5cio latek nie powinien iść do szkoły bo musi zrezygnować z drzemki jest po prostu nietrafione. Szczerze to wg mnie drzemka u 5cio latka nie jest standardem,a raczej rzadkością( chyba, że dziecko siedzi w domu z nianią, matką lub babcią, ale niestety w naszych warunkach to rzadkość).

    Dla mnie problemem edukacji nie jest brak drzemki, późne pory wg autorki( które wg mnie nie są późnymi) kończenia zajęć(to akurat plus bo mało który rodzic kończy pracę przed 15.30 i jeśli do zakończenia pracy rodzica dziecko ma zapewnione interesując je aktywności to raczej dobrze, lepiej niżby dziecko miało nudząc się z utęsknieniem czekać na rodzica). Problemem jest odbieranie dziecku możliwości bycia tym czym jest czyli dzieckiem, odbieranie zabaw, odbieranie możliwości marzeń. Szkoły angielskiej nie znam, nie mogę jej więc oceniać. Szkołę polską zaś znam, z dość bliska i wiem, że dziecko 5cio letnie się do niej nie nadaje…

    Dobre 0

  15. dorota pisze:

    Trzeba się bardzo cieszyć, jeżeli dziecko trafia do szkoły , którą lubi. Zatem ciesze się ,że dzieci Pani o nicku Wyspiarka trafiły do dobrej szkoły. Powyższy artykuł natomiast nie przedstawia sytuacji tej jednej szkoły , czy kilku dobrych – w Polsce też takie znajdziemy – ale sytuację systemu oświaty dotyczącą Wielkiej Brytanii jako zbioru ogromnej liczby szkół.
    Argument dwóch adwersarzy, iż dzieci w Wielkiej Brytanii uczą się przez zabawę będzie niestety tylko wówczas argumentem jak ich autorzy przedstawią co w ich odczuciu jest zabawą. Bardzo wielu rodziców uważa,że jeżeli dziecko w ćwiczeniach koloruje konturowego słonia to jest to zabawa. A to jest zadanie dla dziecka. Proszę się przyjrzeć sali w której uczą się angielskie dzieci , każde dziecko siedzi przy swoim oddzielnym stoliczku w jednej szkole. Tam do tzw. interakcji w zabawie nie dochodzi, zabawą dla dzieci jest wypełnianie ćwiczeń. Inna szkoła na wyspach organizuje edukację inaczej, gdzie sala dla najmłodszych nie przypomina powyższego przykładu i tam być może dzieci się bawią.
    Chciałabym dorzucić do wypowiedzi przedmówców słów kilka jak brytyjski system oświaty postrzegany jest przez samych nauczycieli pracujących w tamtejszych szkołach. Krótko :
    - za duże wymagania stawiane przed najmłodszymi
    - za mało swobodnych zabaw
    - za mała dbałość o rozwój psychiczny dziecka
    - za dużo kontroli ( kontrola realizacji programu, sztywne reguły, surowe oceny nauczycieli)
    - za dużo agresji wśród dzieci i młodzieży

    I nie są to proszę Państwa głosy odosobnione. Podczas międzynarodowych szkoleń dla nauczycieli spotykam brytyjskich pedagogów, mądrych, wykształconych, którzy sami podkreślają mankamenty tegoż systemu.
    Zatrważa ich szybkie tempo obniżania się poziomu nauczania i rzeczywiście jako źródło problemu podają zbyt wczesną i zbyt intensywną edukację.

    Zarówno w Polsce jak i w Wielkiej Brytanii systemy edukacyjne wymagają naprawy. XXI wiek natomiast, który niektórym zamyka oczy , a niektórym otwiera wymaga od nas pedagogów wyważenia i racjonalnego podejścia do problemów. Mam wrażenie ,że Polacy zbyt szybko siebie nawzajem oceniają, zamiast zrozumieć.

    Wyspiarka napisała :

    W przeciwieństwie do polskich rodziców nie ciągam ich na dodatkowe lekcje, nie uczę obcych języków, etc. Popołudnia spędzamy razem – czytamy książki, rozmawiamy, gramy w gry planszowe, itd.

    Skąd Pani wie co robią polscy rodzice ? Robiła Pani sondaż diagnostyczny na populacji kilku tysięcy rodziców. 14 lat uczyłam w normalnej polskiej szkole i rodzice moich uczniów nie pasują do Pani opisu. Byli wspaniałymi odpowiedzialnymi rodzicami, szanującymi nauczyciela, poświęcali swym dzieciom czas. Skąd w Pani tyle krytyki, a jednocześnie samozadowolenia ?
    Proszę o odrobinę szacunku do swych rodaków, bo nie postępują tak jak Pani napisała. Może dawno Pani nie była w Polsce ?

    Nie kłóćmy się, nie wskazujmy na jeden przykład jako standard, nie rezygnujmy również z popołudniowej drzemki naszych podopiecznych bo taki standard jest już rzadkością. To źle ,że jest rzadkością. Najmniejsza drzemka w dowolnej formie ma bardzo wielkie znaczenie dla rozwoju dziecka i jak wołają niektórzy naukowcy ( w tym brytyjscy ) , aby zlikwidować wzrastającą agresję i przemęczenie zbyt młodych organizmów ogromem bodźców płynących do nich z otaczającej nas ponoć wspaniałej rzeczywistości ratunkiem będzie jedynie sen.
    Pozdrowienia dla wszystkich dyskutantów.

    Dobre 0

  16. Henry pisze:

    Dom spokojnej starośći, to zemsta dzieci za integracyjne przedszkole ;-)

    Dobre 0

Dodaj komentarz

Dodanie komentarza oznacza akceptację REGULAMINU blog.rp.pl. Komentarze nie spełniające zasad zawartych w regulaminie - nie będą publikowane. Więcej informacji można znaleźć na modblogu modblogu.