Oburzone dziś podsłuchiwaniem rozmów przez ABW środowisko dziennikarskie trzy lata temu nagradzało swoich kolegów za zorganizowanie nagrania w hotelowym pokoju posłanki Renaty Beger
Polak uwielbia podsłuchiwać. Uwielbia zbierać teczki i gromadzić je w szufladach „na wszelki wypadek”. Taką już mamy naturę. Zresztą nie tylko my, także (między innymi) nasi wschodnioniemieccy sąsiedzi i Rosjanie. Tego uczył nas przez ponad 40 lat aparat PZPR-owskiej władzy, rodząc przez kilka pokoleń nowy typ człowieka: homo sovieticus – kreaturę snującą się do dziś nad Wisłą jak wampirowaty opryszek z Bourbon Street z mrocznego hitu Stinga.
Wprasowany nadajnik
Sposób myślenia homo sovieticus przenika dziś polskie dziennikarstwo i politykę. Podsłuchy okazały się narzędziem przydatnym w tasowaniu politycznych koterii w Polsce. Brak precyzyjnej regulacji prawnej tego zjawiska sprzyja grupom wyposażonym w odpowiednie środki techniczne do dokonywania podsłuchów, przy których afera Watergate wygląda jak trabant przy cadillacu.
Właściciel jednego z licznych sklepów dla szpiegów w Nowym Jorku mówi, że jego najlepsi klienci pochodzą z Europy Wschodniej – przede wszystkim z Rosji i Polski. Największe wzięcie u kupujących zza byłej żelaznej kurtyny mają osobiste wykrywacze podsłuchów, które – założone na nadgarstku – ostrzegawczo wibrują przy „przyjacielskim” uścisku dłoni z osobą noszącą nadajnik. Nieźle idą długopisy zapisujące także obraz i dźwięk oraz okulary słoneczne z taką samą funkcją (a także dające podgląd tego, co się dzieje za naszymi plecami), kamery wielkości małego guzika oraz zegarki z okiem kamery ukrytym w zerze godziny dziesiątej. Panie mogą nabyć aparaty-szminki robiące zdjęcia podczas malowania ust i podróbki torebek Louis Vuitton rejestrujące obraz w niezłej rozdzielczości.
W sklepie można kupić także „podarunki” dla szefów korporacji: portfele z cielęcej skóry z wprasowanymi nadajnikami i samochodowe breloczki z ukrytym GPS (pozwalające nam śledzić obdarowanego). Nie wspominając o przerobionych telefonach komórkowych, które po zdalnym ich uaktywnieniu, zamieniają telefon w nadajnik podsłuchowy. Były agent CIA (którego wypowiedź ja też nagrałem na taśmie) twierdzi, że po wylądowaniu w Warszawie wystarczą mu dwie godziny, by zdobyć zapis z ekranu komórki dowolnego polskiego polityka.
Zauważyłem, że w Polsce, mniej więcej od czasu afery Rywina, elektroniczne urządzenie rejestrujące fale głosowe stało się niezbędnym atrybutem wielu pnących się mozolnie po szczeblach kariery rodaków. Dlatego krzyk oburzenia dziennikarzy po wybuchu niedawnej afery podsłuchowej jest dla mnie niezrozumiały.
Polscy dziennikarze notorycznie rejestrują telefoniczne rozmowy, nie powiadamiając o tym rozmówcy. W dźwiękowym piractwie królują tabloidy tłumaczące się potem po sądach z nielegalnie uzyskanych nagrań.
I nie zapominajmy, że tak oburzone dziś podsłuchiwaniem rozmów przez ABW środowisko dziennikarskie ledwie trzy lata temu nagradzało swoich kolegów z TVN nagrodą Grand Press za zorganizowanie w tajemnicy nagrania w pokoju hotelowym posłanki Renaty Beger.
W wielkim studiu nagraniowym
Więcej: mam wrażenie, jakbym był w jednym wielkim studiu nagraniowym. W hotelu kelnerki nagrywają mnie komórką. Siedzącemu w krzakach pod domem paparazzi sam ofiarowałem ciepłą herbatę, czapkę i czterogigabajtową kartę na zdjęcia.
Nagrywała mnie moja była sympatia razem ze swoją mamą przyciśniętą do drugiej słuchawki. A także moja koleżanka celebrytka – tak długo, aż mikroprocesor zaprotestował pikaniem, ogłaszając wykorzystanie całej cyfrowej pamięci.
Nagrywali mnie telewizyjni dyrektorzy w dźwiękoszczelnych gabinetach i sprzątaczki na korytarzach sądów – za pomocą mikrofonów ukrytych w miotłach.
Nic więc dziwnego, że z jednym ze znanych polskich biznesmenów umówiłem się na Nowym Świecie i na przystanku autobusowym, siedząc na ławce i zakrywając usta (gdyby ktoś chciał wynająć głuchoniemych czytających z ruchu warg lub kogoś takiego) – niczym Joe Pesci i Robert De Niro w filmie „Casino” – omawiałem wyniki piłkarskich spotkań.
Wielki Brat dziś w Polsce uważnie słucha i uważnie patrzy. Ma też całkiem już dorosłą Wielką Siostrę wyposażoną w markową torebkę szpiegowską z szybkostrzelnym aparatem ukrytym w szmince. I za każdym razem, gdy owa Siostra puszcza do ciebie oko, ktoś zapełnia twoją teczkę fotografiami, które kiedyś zamienią się w asy sypane z rękawa.








Andrzej Fąfara
Andrzej Pisalnik
Andrzej Talaga
Beata Chomątowska
Bronisław Wildstein
Ewa Usowicz
Hubert Salik
Igor Janke
Jacek Lutomski
Jacek Przybylski
Jerzy Haszczyński
Joanna Bojańczyk
Karol Stopa
Krzysztof Feusette
Krzysztof Kowalski
Kuba Kurasz
Maciej Rybiński
Małgorzata Subotić
Marek Dusza
Marek Magierowski
Michał Szułdrzyński
Monika Małkowska
Paweł Bravo
Paweł Czuryło
Paweł Jabłoński
Paweł Lisicki
Piotr Gabryel
Piotr Gociek
Piotr Gursztyn
Piotr Kościelniak
Piotr Kościński
Piotr Semka
Piotr Skwieciński
Piotr Zaremba
Piotr Zychowicz
Rafał A. Ziemkiewicz
Robert Mazurek
Stefan Szczepłek
Tomasz Pietryga
Tomasz Wróblewski
Wojciech Romański
Polak uwielbia podsłuchiwać. Uwielbia zbierać teczki i gromadzić je w szufladach „na wszelki wypadek”. – może mi szanowny PAN REDAKTOR wyjaśni kim ja jestem, bo ja nie UWIELBIAM tych rzeczy! I bardzo nie lubię „wkładania” wszystkich w wydumane ramki.
Biorąc pod uwagę pustki w kasie budżetu państwa, nasze służby specjalne mają gorszy sprzęt od tego, który znajduje się w prywatnych rękach.
To nie dziennikarz czy szary obywatel powinien skarżyć się, że jest podsłuchiwany, ale służby specjalne.
Jasna sprawa J. Edgar Hoover przecież też był aniołem który w podobny sposób traktował swoich przeciwników. Wykorzystywanie informacji służ państwowych do celów prywatnych jak widać nie jest naszym wynalazkiem i patentem na wyłączność. Należy troszkę rozgraniczyć wagę problemu. Nie mówię że podsłuchy są OK.
Ten sklepikarz z Nowego Jorku jest pewnie tani i stąd taka klientela,
a pan Panie Mariuszu jest taką interesującą osobowością , że nie dziwię się , że jest Pan obserwowany i podsłuchiwany szczególnie przez kobiety.
W takiej sytuacji nie powinien się Pan na ten temat wypowiadać bo nastąpiła utrata obiektywizmu.
Ja uważam, że gdyby w Polsce nie było w „polityce” tyle bezprawia, to podsłuchy nie byłby potrzebne do rozpracowania afer, jak to jest ostatnio praktykowane. A niby to w jaki sposób my obywatele RP moglibyśmy dowiedzieć się o rozmowach posła PO – Chlebowskiego przeprowadzonych na cmentarzu, gdyby nie podsłuchy? Od 1999 r. ja sama chodzę na ważne spotkania z dyktafonem, dzięki któremu osoby które coś tam chlapną nieopatrznie, następnym razem muszą się pilnować za nim coś „mądrego” nie powiedzą i to sprawach istotnych dotyczących polityki. NAGRYWARKA.
Ciekawe pan masz dziewczyny
Autor napisal artykul z przymruzeniem oka,ale moj komentarz bedzie bardzo serio.
Afera Rywina,jako swoisty zamach stanu na wladze post-PZPR-owcow jest granica od ktorej mozemy liczyc czas dominacji ubeckiej agentury,ktora wniosla wlasnie metode podsluchu jako glowna podstawe budowania swojej sily przez szantaz i oszczercza propagande.
Te same zjawisko zaszlo u naszego Wielkiego Brata,co potwierdza ostatnio krytyczna wypowiedz Gorbaczowa na temat falszowania wyborow lokalnych przez rzadzaca partie.Krytyka ta wywolala odzew w postaci aroganckiej wypowiedzi Putina.
Nasz „maly” Putin ma te sama maniere arogancji i lekcewazenia prawa.
Podsumowujac,wszelkie zjawiska godzace w ustroj demokratyczny w Polsce sa zywcem przenoszone z odradzajacego sie bolszewizmu na Wschodzie.
Czy mieso wyborcze zadowolone ze swojego pozornego malego dobrobytu zdaje sobie z tego sprawe?
Panie redaktorze,
Bzdury pan pisze i tyle.
Chciałem napisać, że text wygląda na „przycinany” ale w porę przeczytałem komentarz…
A co do opinii WODKA to proszę poczytać Mackiewicza – od wyłapania resztek opozycji w roku 1949 mamy w Polsce tylko bolszewizm, z jego tryumfem w postaci propagandowych rządów Słońca Peru.
Wszystko zależy od tego, w jakim towarzystwie się ktoś obraca. Uczciwi ludzie nie muszą się bać podsłuchów. Zapomnieli o tym, ci wszyscy, którzy krzyczeli, że PiS wprowadza państwo policyjne, nie chcąc zauważyć, że za PiS-u sprawdzano i „prześladowano” tylko tych, co mieli coś na sumieniu.
PALMA (pierwszeństwa)
Renata Beger otwiera nowe w dziejach RP. Redaktor Adam M. powinien zaprotestować
Też byłem w takim sklepie w Londynie, ale tam głównymi klientami byli Ukraińcy.A swoją drogą – czy Pan Redaktor wie, jaki wydźwięk dla Pana ma ten wpis ? Bo jest ,że tak powiem „specyficzny”.No – niee – dawno czegoś takiego nie czytałem.Może wizyta u psychoanalityka by pomogła?To tylko delikatna sugestia.Nie chcę Pana obrazić.Ale niech Pan przeczyta na spokojnie niektóre fragmenty tego wpisu.Poważnie.Bo materiału dla Freuda – mnóstwo.