Dwugłos publicystów „Rzeczpospolitej”
Piotr Semka: Wydawałoby się, że w dyskusji o prawie blogerów do zachowania statusu incognito powiedziano już wszystko. Mnie jednak nie daje spokoju styl argumentacji, jaki stosują w obronie swojej anonimowości najbardziej prominentni blogerzy.
Igor Janke: Anonimowość nie jest problemem. Blogerzy, którzy napisali po kilkaset tekstów, w praktyce są doskonale znani. Jakie znaczenie ma to, czy nazywają się Kowalski czy Masłowski? Czy są z Warszawy czy Grudziądza?








Andrzej Fąfara
Andrzej Pisalnik
Andrzej Talaga
Beata Chomątowska
Bronisław Wildstein
Ewa Usowicz
Hubert Salik
Igor Janke
Jacek Lutomski
Jacek Przybylski
Jerzy Haszczyński
Joanna Bojańczyk
Karol Stopa
Krzysztof Feusette
Krzysztof Kowalski
Kuba Kurasz
Maciej Rybiński
Małgorzata Subotić
Marek Dusza
Marek Magierowski
Michał Szułdrzyński
Monika Małkowska
Paweł Bravo
Paweł Czuryło
Paweł Jabłoński
Paweł Lisicki
Piotr Gabryel
Piotr Gociek
Piotr Gursztyn
Piotr Kościelniak
Piotr Kościński
Piotr Semka
Piotr Skwieciński
Piotr Zaremba
Piotr Zychowicz
Rafał A. Ziemkiewicz
Robert Mazurek
Stefan Szczepłek
Tomasz Pietryga
Tomasz Wróblewski
Wojciech Romański
Chodzi o wolnosc slowa w Polsce, a nie o anonimowosc.
Liczne gazety, jak hiper-prestizowy The Economist, publikuja anonimowe teksty. Czy polscy dziennikarze zaapeluja do kolegow z Economista, by nie chowali sie wstydliwie za nickami Lexington?
Mamy probe ukrecenia kija na niepokornych internautow. Probe skazana na niepowodzenie – najwyzej internauci wyemigruja na serwery zagraniczne. Pozostaje wstyd, ze dyskusja na polskie sprawy najzywsza bedzie w USA, jak juz bylo w stanie wojennym.
Panie Semka,
Rozumiem, ze wystapil Pan jako wymuszony ochotnik, zeby byl dwuglos. Ale i tak jest mi znowu wstyd, ze Rzepa drukuje takie argumenty.
Moze napisze Pan o zgnilym zyciu polskim, gdzie lokalna i ogolnopolska wladza kontroluje dostep do zezwolen, kontraktow, zwolnien podatkowych – i ludzie boja sie wypowiadac otwarcie, zeby nie miec klopotow z kontraktem lub zezwoleniem? Wstyd przyznac, ze uklady w Polsce 2009 dziwnie przypominaja zaleznosci towarzyszy z lat 1970. i 1980.? Bo fenomen blogerow jako jedynej kontroli dla wladzy to tylko objaw glebszej choroby.
Oczywiście,że blogerzy mają prawo do anonimowości. Przywilej ten jest zwłaszcza niezbędny w polskich realiach, kiedy to za głoszenie odmiennych poglądów, za brak polit poprawności, autor traci pracę (p. przypadek Pawła Zyzaka),spotyka się z nagonką i mobbingiem społecznym, np. ze strony polityków, czy niezrównoważonych dziennikarzy. A takich jest niestety wielu… Jak okazało się nie tylko w GW, „Polityce”, ale i „Dzienniku”…
Kiedyś podpisywałem swoje wpisy nickiem ET. Miałem po temu wiele powodów. Na przykład moja teoria (jeszcze dwa lata temu to była tylko teoria) kto i w jakich okolicznościach zadenuncjował płk. Ryszarda Kuklińskiego okazała się niezwykle trafna. W innych sprawach też mogłem sobie zrobić wrogów. Niestety (a może na szczęście – dla mnie) w blogowej publicystyce obowiązuje prawo Lema – wartościowy wpis ginie jak diament na kupie potłuczonego szkła.
Mam w związku z tym pewien pomysł:
Warto by media, na których prowadzi się wymianę opinii w tej formie wprowadziły dwie klasy wpisów, w dwóch kategoriach.
Wpisy imienne i anonimowe, oraz wpisy wartościowe i śmietnik.
Ta ostatnia mogłaby dzielić się na podgrupy, bo w przeciwnym razie wrzucanie do jednego kosza mogłoby być dla wielu blogowiczów krzywdzące i zniechęcające. To jest oczywiście dodatkowe zajęcie dla moderatorów, nie da się też uniknąć pewnej arbitralności w ocenach, ale koniec końców rzetelność ocen moderatorów zweryfikują sami czytelnicy.
Można by też wprowadzić ekstraklasę, przy czym to czy ktoś pisze aspirujące do niej teksty anonimowo, czy pod nazwiskiem to jego prywatna sprawa. Ja osobiście preferuję (przynajmniej od pewnego czasu) otwartą przyłbicę, ale z drugiej strony nie mam wątpliwości, że Kataryna to „ekstraklasa”.
Anonimowośc w czasach Wielkiego Brata to fikcja. Państwa zadbały o to by każdy komputer miał IP, a to jak numer rejestracyjny samochodu. Kto ma dostęp do kartoteki to znajdzie.
Dzisiaj nie tylko na blogach nie jest sie anonimowym. Przekonał się o tym Berlusconi i jego kumple baraszkujący z panienkami.
Teraz każdy nowy telefon komórkowy, nie tylko może robić pojedyńcze zdjęcia, ale także filmować i za minutę każdy z nas może obejrzeć się na You tube.
Jeszcze trochę a zaczną czytać w naszych myślach, a to dopiero będzie zabawa!
Nie przepadam za – często nadużywanym – argumentem „a, bo na Zachodzie…”, ale akurat ten problem, na tak zwanym świecie, został już rozstrzygnięty, i debatowanie tej kwestii jest nieco śmieszne.
To trochę jakbyśmy się tu spierali, czy używać kuchenek mikrofalowych, czy może raczej pogrzebać ten wynalazek na wieki (albo coś w tym stylu). Chcę przez to powiedzieć, że mało kto się obejrzy na rezultaty tych polemik, a akurat internet jest fenomenem globalnym i jego kultura jest kulturą globalną (niekoniecznie musi się to podobać, lecz to po prostu fakt).
Tak więc chociażby jeden z najbardziej znanych na świecie blogerów Jotman (laureat nagrody Reporterów Bez Granic, członek grupy blogerów zaproszonych w tym roku – na normalnym statusie reporterów – na szczyt Grupy Dwudziestu itd.), jest anonimowy – i jakoś nikt nad tym faktem nie hamletyzuje.
„Państwa zadbały o to by każdy komputer miał IP, a to jak numer rejestracyjny samochodu. Kto ma dostęp do kartoteki to znajdzie.”
Akurat IP można mieć zmienne, nie jest przypisane na stałe do podłączonego do sieci komputera.
Żeby było śmieszniej, za luksus stałego adresu IP – ponieważ ma on swoje plusy – dostawcy internetu przeważnie pobierają dodatkową opłatę.
Panie Semka, co Pan o mnie wie, że mnie Pan rozlicza z rozmów z kolegami z pracy?
Zabawne, że po tym co zrobił Dziennik kłamiąc o Kwiatkowskim i nie tylko, jest jeszcze ktoś kto nie rozumie czego się może bać bloger. Nie swoich kolegów z pracy. Kolegów z pracy Semki.
Sądząc po tym, że jedyny komentarz Semki do całej sprawy Dziennik-Kataryna odnosi się do mojej anonimowości, do niczego innego nie ma zastrzeżeń a dziennikarze działali w imię wyższych racji i zgodnie z etyką. Gdyby było inaczej, im też pan Semka poświęciłby trochę swojej cennej uwagi.
Myślę, że rację ma Semka
@ Venissa
„za głoszenie odmiennych poglądów, za brak polit poprawności, autor traci pracę (p. przypadek Pawła Zyzaka),spotyka się z nagonką i mobbingiem społecznym, np. ze strony polityków, czy niezrównoważonych dziennikarzy.”
Ależ pan Semka o tym wie i się na tę cenę godzi. Bo nie on ją będzie płacił. On bierze wierszówkę za moralizowanie o cudzej odwadze, nic go to nie kosztuje a jeszcze zarobi. Trudno się dziwić, że niczego nie rozumie, zwłaszcza jeśli akceptuje metody Dziennika, czyli zastraszanie i kłamstwo, bo o nich się nie zająknąl.
No wlasnie, Panie Semka! Mnie tez jest troche wstyd za to, co Pan napisal. Byloby interesujace przeczytac teraz Pana odpowiedz na komentarze kataryny.
A tak na marginesie – Rzepa coraz bardziej mnie ostatnio zaskakuje publikujac teksty, ktorych nie powstydzila by sie GW, Dziennik albo i Trybuna. O co tu chodzi?
@Kataryna
Tekst Piotra Semki odnosił się do nieco ogólniejszej problematyki, związanej z korzystaniem z wolności słowa. Rozumiem że sprawa denuncjacji Der Dziennika ochodzi Cię mocno, ale po pierwsze Rzepa już o tym pisała, zwracając uwagę na ewidentne świństwo jakie Ci zrobili, a po drugie, Twój pełen emocji wpis wynika z niezrozumienia przesłania komentowanego tekstu. Świadczy też o sporym egocentryzmie, skoro wszystko interpretujesz jako przede wszystkim komentarz do Twojej sprawy. Ona jest ważna, nawet bardzo, ale naprawdę świat na niej nie kończy…
Pisać czy nie pisać, a jeśli pisać to anonimowo czy pod nazwiskiem?
To jest dość poważny dylemat. Ja się zdecydowałem na pisanie pod nazwiskiem, choć to może mieć swoją cenę.
Z drugiej strony, w grę może wchodzić dopieszczanie własnej hubris, co już jest co najmniej dwuznaczne. Ten argument za anonimowością, choć w inny sposób Piotr Semka zresztą podnosił.
Wydaje mi się że w gruncie rzeczy obie postawy są uprawnione. Terror politycznej poprawności nie bierze się znikąd. Być może anonimowość jest ceną, ktą warto zapłacić za luksus szczerości. Szczerość pod nazwiskiem, może kosztować sporo. Nie każdy jest udzielnym księciem lub Stanisławem Michalkiewiczem, by mógł sobie na nią pozwolić.
Z drugiej jednak strony argumenty podniesione przez P. Semkę są ważkie. Dla mnie miały na tyle duże znaczenie, że zrezygnowałem ze względnej ochrony, jaką daje anonimowość. Choć dopiero z jego artykułu mogłem dowiedzieć się, dlaczego to zrobiłem
@ Ernest
„Twój pełen emocji wpis wynika z niezrozumienia przesłania komentowanego tekstu. Świadczy też o sporym egocentryzmie, skoro wszystko interpretujesz jako przede wszystkim komentarz do Twojej sprawy.”
O przepraszam, czy to nie Semka użył mnie w tym tekście dwukrotnie? Trudno zatem, żebym jego tekstu nie brała do siebie, tym bardziej, że zadaje mi wprost pytanie ile ze swoich poglądów zdradzam swoim kolegom z pracy, więc pytam co on wie o mojej pracy i życiu, że mnie wywleka jako przykład tchórza, który się przed nikim do poglądów nie przyznaje?
Semka żyje wyłącznie z wygłaszania poglądów więc trudno mu jest zrozumieć inny świat ale niech sobie mną buzi nie wyciera bo większym problemem niż anonimowość i konformizm blogerów jest kłamstwo i całkowity brak zasad jego kolegów po fachu. Jak uporządkuje swoje środowisko lub wykaże się jakąkolwiek odwagą w krytykowaniu swoich, to będzie mógł moralizować.
Ja jak zwykle troluje!!! Napisze nie na temat. O moim Dziadku Swietej Pamieci .
Moj Dziadek w okresie Powstania Wielkopolskiego nie posiadal swojego Nicka.
Nie posiadal tez Nicka w czasie wojny Polsko-Bolszewickiej.
Okupacje niemiecka spedzil na robotach.
Poczatki okupacji czerwonych spedzil w kryminale, w tym czasie czerwoni przejeli jego dom i „firme rodzinna”
.
Jak ja sie urodzilem to moj Dziadek zdecydowal sie na Nick .
Fajny Nick sobie wybral : „Dziadek”
Faktycznie nie jest ważne jak dany blogier nazywa się. Do chwili gdy przekracza granice. Granice dobrego smaku, przyzwoitości, kultury, kodeksu etyki, kodeksu karnego itd… itp… Nie uznaję żadej argumentacji za utrzymaniem anonimowości. Skoro miałoby to być bez znaczenia, to proponuję aby wszyscy dziennikarze też występowali pod nick`ami. Będziemy tylko oceniać treści, a prokuratorzy niech sami czytają wszystko i niech ścigają tych, którzy przekraczają granice kodeksu karnego. Wolna amerykanka. Najlepiej byłoby gdyby ludzie nie mieli żadnych dowodów tożsamości, aby nigdzie nie było żadnych granic i najlepiej wszystkie więzienia otworzyć nma ościerz. Hulaj dusza, diabła nie ma.
W obecnym stanie naszej „demokracji”, gdzie pełno jest chętnych
do piętnowania bliźnich i szargania ich nazwisk w imię poprawności politycznej i zwykłej złośliwości, nawoływanie do pozbycia się tarczy
anonimowości, to piękna usługa dla zamordystów. Tym razem jednak uchylę przyłbicy, gdyż chcę wyrazić moją dezaprobatę dla wypowiedzi pana Skwiecińskiego na temat polsko-żydowski. To jest ględzenie ślepego o kolorach. Nieprawda, że te obie nacje były sobie całkiem obce; nieprawda, że częściej wrogie sobie niż przyjazne. Nieprawda, że Polacy ze względów nacjonalistyczno-egoistycznych zaniechali pomocy dla Żydów! Prawdą jest natomiast, że Niemcy zaskoczyli wszystkich bez różnicy obywateli polskich, a kiedy już się stało jasne do czego są zdolni i wydała się ich totalna zbrodnia, było za późno, zwł. w zniewolonym kraju, na znaczącą pomoc! Jako 86-latek z Podlasia, gdzie Żydów było dużo znam te sprawy z autopsji, przemyślałem je do podszewki. To nieustająca trauma, nawet dla mnie – starego psychiatry! Uprzejmie pozdrawiam Komentatorów i obu Panów publicystów!
Jan Majewski, Starogard Gd.
Kataryna, dokładnie tak jest jak mówisz. A Semka niech się nie wymądrza, bo już wielokrotnie dał wyraz w swoich tekstach tchórzostwa. Tak, tchórzostwa, tchórzostwa przed oceną nie tylko innych swoich kolegów dziennikarzy, ale także polityków PO! Ciekawa jestem, czy chciałby przeżyć to co Ty przeżywałaś ostatnimi czasy. Ciekawa jestem czy chciałby, żeby jego koledzy dziennikarze szargali jego nazwiskiem w ogólnopolskich mediach, tak jak Twoim! Oczywiście, że nie chciałby, więc pisze tak jak pisze.
Cóż, jakby powiedział niejeden psychoanalityk: zasada przyjemności (money, money, money) jest dla niego ważniejsza od zasady rzeczywistości. To podejście i priorytety widoczne jest w wielu aspektach jego ekspresji: zarówno werbalnej, jak i niewerbalnej…
Pozdrawiam
Internet jest anonimowy ze swojej istoty.
W internecie można zarówno ukrywać swoją tożsamość, jak i skutecznie podszywać się pod innych. Kto tego nie rozumie, to nie wie, czym tak naprawdę jest internet.
Anonimowość ma swoje wady i zalety.
Jeśli anonimowość sprzyja wolnej debacie publicznej – a sprzyja – to jest to wystarczający argument za jej popieraniem!!!
Szczególnie w Polsce, gdzie dziennikarze maistreamu wolnej debacie publicznej zbyt często nie służą, a niektórzy ostatnio ją nawet otwarcie zwalczają /vide: „Dziennik” contra Kataryna/.
W Polsce za poglądy niewygodne władzy zbyt często płaci się w sądzie. Wbrew standardom wszelakich konwencji praw człowieka i obywatela. I nie tylko w sądzie.
Polecam mój wpis na blogu w Salonie24.pl:
http://konserwatysta100.salon24.pl/ zatytułowany „REM i wolność wyrażania opinii, czyli banał i nieprawda”.
Złudne poczucie bezpieczeństwa jest niezbędne licznym blogerom.
Tym zwłaszcza, dla których blogowanie stanowi treść życia.
Widać to po wymianie uprzejmości miedzy paniami, z których jedna
odzyskała zdrowy rozsądek po fascynacji pewną gazetą (co nie dziwiłoby u gimnazjalistki), druga natomiast opanowała zasady XIX-to wiecznej psychoanalizy, gorzej z polską pisownią.
Pan Semka występując w roli advocatus diaboli naraził się bardzo.
Pan Janke jako rzecznik swoich klientów wraża bardziej popularne poglądy.
Prawda zaś jest taka, że głosy blogerów, nawet najbardziej czytanych
nie przekładaja się w najmniejszym stopniu na głos opinii społecznej.
Widać to było doskonale w wynikach poprzednich wyborów, kiedy
zaangażowanie blogów po stronie PiS było najwi,ększe.
W świecie zmanipulowanym przez media, film i komercję poglądy blogerów przynoszą ulgę im samych i gronu ich współwyznawców.
Nie można im tego odbierać.
Wolność słowa gwarantuje także wolność wypowiedzi. Internet zapewnił możliwość wypowiadania się głośniej i szerzej. Na razie wszystko jasne i nawet red. Semka by nie zaprzeczył.
Teraz najważniejsze. W przypadku blogerów nie ma czegoś takiego jak anonimowość w sieci!!! Anonimowi mogą być dorywczy komentatorzy blogów i artykułów. Nie blogerzy. Cóż z tego, że nie wiem jak naprawdę nazywa się kataryna czy bart? Oni stworzyli i spopularyzowali swój wizerunek w sieci i teraz muszą o niego dbać nie mniej niż redaktor Semka o swój. Powszechny wśród dziennikarzy – jak ze zdumieniem widzę – brak zrozumienia dla tego faktu świadczy, że wielu ludzi mediów wciąż nie zauważyło, że świat się zmienił a internet przyniósł mu rewolucję. Internet to nie zabawka dla znudzonych spamerów, pole gier dla nastolatków i konfesjonał dla zmęczonych życiem. To równoważna dla innych, realna część przestrzeni publicznej. Owszem, poniekąd świat równoległy, w którym ludzie mogą na nowo kształtować swoje wizerunki. Wizerunki te jednak posiadają swoje osobowości, czasem prestiż. Nie ma mowy o anonimowości. Jeszcze nie doświadczyliśmy opisywanej przez amerykańskiego pisarza (Card) sytuacji, gdy internetowa osobowość kandydowała na prezydenta, ale nie wydaje mi się, byśmy byli od tego dalecy. Proces o nazwanie konkretnej osoby w sieci „trollem” już mieliśmy. Rzeczywistości sieci i „realu” zazębiają się mocniej niż wielu dziennikarzy to dostrzega. Anonimowość jest tylko pozorna.
Jestem zwolennikiem ochrony anonimowości blogerów, po prostu nie są dziennikarzami i nie chroni ich prawo prasowe jak i koledzy po fachu, przykładem Kataryna.
Co do Kataryny, wkurzaja mnie jej teksty, ale cóż, mamy demokrację, ma do tego prawo, tak samo ja do komentarza czy innego zdania.
Panie Semka, jak ja lubię na pana naskakiwać, ale dziś sobie daruję
Tak populistyczny i o prowincjonalnym nazwisku- Jan Kowalski – nie tylko jest cynikiem i hipokrytą, ale na dodatek wykazuje cechy typowego wykształciucha, wychowanego na pop kulturze brukowych dzienników i na ściągach i brykach maturzysty z wieku XXI .
Weźmy takiego Władysława Reymonta. Swoją karierę zawodową rozpoczynał jako czeladnik krawiecki. W tym zawodzie mu jakoś nie szło, więc ojciec załatwił mu dzięki protekcji pracę dróżnika na kolei warszawsko-wiedeńskiej. Siedział tam biedak w budce dróżnika długie godziny pisząc po kryjomu swoje spostrzeżenia o życiu na wsi i w mieście, o stosunkach społecznych, o drapieżnym kapitaliźmie. Gdy ktoś wchodził chował swoje zapiski, bo wiedział, że naczelnik nie będzie zadowolony, gdy jego podwładni bawią się w politykę. Koledzy ze wsi też tego nie zrozumieją. Od czytania tylko oczy się psują i świeca na darmo wypala. Nie mówiąc już o pisaniu. Co innego, gdyby robił sweter na drutach, kopał ogródek wokół budki albo zajmował się stolarką. To można zrozumieć, każdy ma rodzinę na utrzymaniu. Tak ciężko zdobytą pracę łatwo stracić przez zajmowanie się głupotami. Nawet gdyby dziewczyny w tym czasie obłapiał, nikt by złego słowa nie powiedział. Wiadomo, każdy był młody. Łatwo wyśmiać zapiski 21-letniego dróżnika. Reymont pod pseudonimem wysyła swoje teksty do gazety, tam doceniają jego talent. Po pięciu latach pracy na kolei zaczyna żyć z pisania.
Być może pan Semka ma rację, że z odwagą tych ludzi nie jest najlepiej, z moralnością także. Kilka lat później Reymont ulega wypadkowi kolejowemu i łamie dwa żebra. Wyłudza odszkodowanie aż za 12 złamanych żeber (chyba nie lubił swojego byłego pracodawcy). Dostaje niezłą sumkę, a co zatem idzie staje się bardziej niezależny. Nie musi już słuchać redaktora naczelnego, może w pełni rozwinąć swoje skrzydła literackie.
Gdyby nie było pracy dróżnika i nieszczęsnego wypadku kolejowego być może nigdy nie przeczytalibyśmy „Zieni Obiecanej” lub „Chłopów”. Reymont w budce dróżnika był jak dzisiejszy blogger, pisał za darmo. Nie tylko Reymont pisał pod pseudonimem.
Można rozumieć złość dziennikarzy, którzy nie mogą pisać wszystkiego tego, czego by chcieli. Można zrozumieć ich zazdrość. Pocieszają się więc umniejszając anonimowych bloggerow: „cóż to za sztuka pisać pod pseudonimem! Każdy tchórz to potrafi!” Tymczasem dopóki blogerzy nie kłamią, nie manipulują, nie czynią nikomu krzywdy, nie łamią prawa to nie ma powodu by ich się czepiać. A odwagi najlepiej niech każdy pilnuje sam swojej.
W pewnym towarzystwie pochwalilem sie, ze pisuje swoje komentarze na blogach. Nikt mnie nie spytal gdzie, ani jak sie podpisuje. Padlo tylko jedno pytanie ,,Czy zarabiasz na tym ?,,. Po mom ,,Nie…,, natychmiast zmieniono temat. Bloger nie ma zadnej przewagi nad dziennikarzem, a zwlaszcza nad tymi, co ,,trzepia kase,, bez przejmowania sie sprawami publicznymi. Anonimowosc, to jedyna okazja, zeby cos ugrac dla swojego sumienia , swojego, patriotyzmu, swojego poczucia obywatelskiego obowiazku. Anonimowosc daje tez gwarancje dyskusji na sile argumentow, a nie na argumenty sily.
Jest to czysto teoretyczna dyskusja. Nawet jeśli „szanowni” rządzący wymyślą jakąś bzdurę. Blogerzy, twórcy stron itd szybko znajdą wyjście. Wystarczy przecież założyć stronę/blog na serwerze poza granicami RP.
Nie piszę bloga a tylko komentuję to co napisali inni. Miałbym się z pyszna gdybym napisał z otwartą przyłbicą. Nie dość, że w życiu spotykam się z pewną formą ostracyzmu z powodu moich poglądów nie tylko politycznych, to dopiero by się działo gdybym został zidentyfikowany, a tak dokonuję swego rodzaju eksperymentów socjologicznych na znajomych. Po prostu w rozmowie na różne tematy odpowiadam na ich zapotrzebowanie a to pozwala na wnioskowanie czego się można się po ludziach spodziewać. Znając ich niedostatek tolerancji na odmienne poglądy cieszy mnie mój makiawelizm w rozszyfrowywaniu ludzi.
Jeśli chodzi o blogerów a także o innych komentujących blogi to jest to cenna kopalnia wiedzy przydatna do rozpoznawania tego co się wokół nas dzieje. Anonimowość pozwala na posuwanie się dalej niż pisanie pod własnym nazwiskiem a przede wszystkim dziennikarz na etacie lub umowie nie napisze często tego co napisze niezależny bloger. Anonimowo czasami ?przegina się? ale dopóki dokumentuje się źródła nie trzeba się niczego obawiać. Prawo do oceny wydarzeń i osób publicznych powinien mieć każdy, jeśli nie przekracza zasad dobrego wychowania.
Uważam,że blogerzy mogą być anonimowi albo mogą podawać swoje nazwiska – czyli nie być anonimami. Od tego mamy wolność. Ja osobiście wolę autorów nieanonimowych – ale to mój prywatny gust, bo, muszę przyznać, że anonimowość ma jednak nie tylko wady, ale i zalety.
Wadą jest np. niesłychane chamstwo czy agresywność, którą nieraz wykazują anonimowi dyskutanci internetowi (a których nieraz nie odważyli się by okazać, gdyby występowali pod własnym nazwiskiem). Zaletą jest informacja o prawdziwej naturze ludzi, która ujawnia się, gdy są anonimowi, np. wiem, iż wielu ludzi jest chamami, a nie wiedziałbym o tym, gdyby pisali nieanonimowo i w wyniku tego ukrywaliby swoją naturę.
Najlepszego!
Jerzy Trammer
Złote myśli, że to blogerom nie wolno łamać „zasad dobrego wychowania”, czy przekraczać „granic dobrego smaku” itp. są bezużyteczne, bo to pojęcia z kategorii zupełnie subiektywnych.
Poza tym zasady dobrego wychowania łamie – w moim rozumieniu – każdy tekst który jest paszkwilem, który ma wydźwięk napastliwy czy złośliwy – wynikałoby stąd zatem, że bloger musi się wylegitymować, skoro tylko zechce popisać się (o zgrozo) sarkazmem.
A wreszcie, większość odbiorców NIE POSIADA dobrego smaku, który przecież z definicji jest czymś elitarnym a nie pospolitym
Z tej przyczyny większość istniejącej publicystyki, przynajmniej polemistycznej, jest w złym smaku. Tak samo większość bestsellerów kinowych jest w złym smaku. Większość wypowiedzi, haseł i działań politycznych jest w złym smaku.
I tak dalej.
Domagać się żeby było inaczej, to tak jakby np. żądać żeby wszystkie kobiety były piękne.
To niewątpliwie byłoby super i w ógole, no, ale…
chętnie słucham Pana Semkę w Trójce. Widząc tym nazwiskiem podpisany artykuł – rzucam okiem, po czym często czytam. Cenię niezależność sądów, szerokie spektrum zainteresowań, umiejętność analizy, sposób prezentowania poglądów, cenię człowieka.
Jednak, nie zgadzam się z jego zdaniem, że: „dziś za poglądy nie grozi już areszt czy wyrzucenie z pracy /…/”. Pracuję w korporacji. Oczywiście, że istnieje ostracyzm z powodu „niewłaściwych” poglądów, i zdarzają się wypowiedzenia umowy o pracę, u podłoża których leży inne niż obowiązujące widzenie świata.
Dowodów na to mam zbyt wiele by myśleć, że to jednostkowe przypadki, niestanowiące o trendzie.
@Katarzyno,Vennisso i inni.Moim zdaniem Semce przydzielono w tej sprawie rolę „adwokata diabła”.Nie chcę nawet myśleć że mogło być inaczej. Pozdrawiam
@mak
„Pracuję w korporacji. Oczywiście, że istnieje ostracyzm z powodu ?niewłaściwych? poglądów, i zdarzają się wypowiedzenia umowy o pracę, u podłoża których leży inne niż obowiązujące widzenie świata.”
To prawda, ale jeśli traktujesz i siebie, i politykę poważnie, to może warto spróbować przestać się wreszcie kryć? Przecież to jest jakiś zupełny prl!
Ja rozumiem że demokracja sprzyja konformizmowi (A. deToqueville), tylko że w ten sposób nigdy i nic się nie zmieni – oddajesz bez walki pole macherom od „opinii publicznej”. Potem jesteś zaskoczony że stado baranów skanduje za TVN-em „Cztery nogi dobre! Dwie nogi złe!”
Kariera takiego sposobu myślenia bierze się między innymi z Twojego zaniechania.
Oczywiście, żeby zacząć choćby myśleć o jakiejś realnej zmianie, trzeba się policzyć, próbować organizować. Jak jednak to robić, jeśli ludzie z którymi byłoby Ci „po drodze” nie chcą się – podobnie jak Ty – „wychylać”?
Tym sposobem staczamy sie jako społeczeństwo, a kiedy przyjdzie za to zapłacić – płacić będziemy wszyscy. W tym sensie odpowiedzialność zbiorowa jest nieuchronna i dość egalitarna. Ale indywidualna odpowiedzialność moralna (one się nie wykluczają, tylko wzajemnie uzupełniają, jak Stary i Nowy Testament) dotyczy zwłaszcza tych, których świadomość tego co się dzieje jest również większa.
Nie chcesz mówić głośno tego co myślisz, nie chcesz pisać pod nazwiskiem z lęku przed ośmieszeniem się? Czy może z lęku przed wywaleniem z korpo?
A co będzie, gdy pod koniec życia zaczniesz robić bilans tego co zrobiłeś, a czego nie zrobiłeś, i dlaczego nie zrobiłeś tego co powinieneś? Czy nie jest przypadkiem tak, że to co piszesz jest samo w sobie bardziej wiarygodne, jeśli robisz to pod nazwiskiem? I czy nie wynika z tego, że chcąc pomóc w dobrej sprawie, tak naprawdę szkodzisz jej, okazując jak mało Cię ona obchodzi (w sensie gotowości do poświęceń, do ryzyka cywilnego)? Czy nie jest tak, że zależnozć ta występuje ze szczególną siłą, gdy wypowiadamy się w sprawach naprawdę ważnych?
@Kataryna
„Semka żyje wyłącznie z wygłaszania poglądów więc trudno mu jest zrozumieć inny świat ale niech sobie mną buzi nie wyciera bo większym problemem niż anonimowość i konformizm blogerów jest kłamstwo i całkowity brak zasad jego kolegów po fachu. Jak uporządkuje swoje środowisko lub wykaże się jakąkolwiek odwagą w krytykowaniu swoich, to będzie mógł moralizować.”
Zapewniam Cię, że Piotr Smka miał odwagę w krytykowaniu „swoich”, i zdażyło mu się za to sporo zapłacić. Pozwolę sobię nie wchodzić w szczegóły, bo po piersze znam sytuację „z drugiej ręki”, po drugie P. Semka wolałby chyba by te sytuacje nie wychodziły na jaw, a ja nie mam zamiaru wyświadczać mu „niedzwiedziej przysługi”.
Oczywiście jest też tak, że są takie obszary rzeczywistości, które obłożone są niezwykle silnym tabu, którego ja również nie mam odwagi naruszać. Choć czasami to robię – wątek denuncjacji płk. Kuklińskiego. To są sprawy dotyczące wszystkich Polaków (i nie tylko Polaków) w najściślejszy możliwy sposób, w dodatku w wielu ich aspektach naga i bardzo brzydka prawda aż krzyczy. Czasem Rzepa coś bąknie, ślizgając się po wierzchu, ale uczciwie nie pisze w Polsce (ani na świecie) o tym nikt, nawet Michalkiewicz. Ci uczciwsi (smutnym znakiem czasu jest to, że ten przymiotnik znów trzeba stopniować) jak Semka, Zdort, którzy wiedzą o co chodzi po prostu milczą. Zresztą nawet gdyby nie chcieli milczeć, nie mieliby szans, by mówić o tym głośno. Reszta bierze udział w medialnych koncertach, których nie powstydziła by się „Trybuna Ludu”. Sprawy, o których nic nie opublikujesz ani w prasie, ani na żadnym blogu, ani pod nazwiskiem ani anonimowo, bo jakby coś się pojawiło, to pojawiły by się przawdziwe kłopoty. Można próbować ezopowego języka, ale to taniec na linie…
Jak w prl.
@ Jerzy Trammer
Mozna byc chamem piszac pod nazwiskiem i nie-chamem piszac anonimowo – dotyczy to w rownym stopniu blogerow, komentatorow jak i zawodowych dziennikarzy. Poza tym – skad widomo, ze „Jan Kowalski” to naprawde Jan Kowalski.
Mnie w tej calej dyskusji najbardziej smieszy to, ze najgoretsi przeciwnicy anonimowosci (mam na mysli komentatorow) sami zwykle podpisuja sie nickami.
Pozdrawiam serdecznie.
Jeszcze jedno – szkoda, ze Piotr Semka nie zdobyl sie na to, zeby odpowiedziec katarynie. Mozna chyba uznac, ze nie stalo argumentow.
@otryt
> Tymczasem dopóki blogerzy nie kłamią, nie manipulują,
> nie czynią nikomu krzywdy, nie łamią prawa to nie ma
> powodu by ich się czepiać.
A co to znaczy „nie manipulują”?
Przecież manipulowanie (pojęciami, skojarzeniami, obszarami znaczeniowymi) to podstawa wszelkiej felietonistyki.
Cały warsztat Schopenhauerowskiej erystyki – to jedna wielka lista różnorakich manipulacji.
Czy da się uprawiać bez tego publicystykę?
Podobnie nie rozumiem, czemu blogerzy nie mieliby prawa „robić NIKOMU krzywdy” (podkreślenie ode mnie).
Nikomu? Tłumacząc to na polski rozumiemy, że nie powinni w ogóle pisać o niczym istotnym. Najlepiej o pogodzie, i o tym że autor podrapał się rano po słabiźnie.
Kiedy np. popularny blogger wykazał, że agencja prasowa fabrykowała („ulepszała” w photoshopie) wojenne fotografie, bez wątpienia wyrządził jej krzywdę, bo nie trzeba być geniuszem żeby przewidzieć że nadszarpnęło to reputację tej firmy, i musiało narazić na straty (najzupełniej wymierne czyli finansowe).
Ale to chyba dobrze?