Pisarze kontra Google

Literacka burza. Absurd, bezprawie, kuriozum – tak polscy autorzy i wydawcy mówią o ugodzie, która pozwala, by Google skanował ich książki, udostępniał fragmenty online, a wkrótce sprzedawał jako e-booki.

Jeśli wszystko pójdzie po myśli internetowego giganta, jesienią będzie mógł w świetle prawa uruchomić tworzenie wielkiej cyfrowej czytelni. Znajdą się w niej dostępne w całości dzieła wydane przed 1939 r. oraz fragmenty nowych publikacji, które później Google będzie też sprzedawał jako książki elektroniczne.

W Polsce mało kto o tym słyszał, mimo że w grę wchodzą interesy naszych autorów i wydawców. Ugoda obejmuje terytorium USA, a w tamtejszych bibliotekach znajdują się zbiory polskich książek i ich przekłady. Google rozpoczął skanowanie bez wiedzy autorów już w 2004 r. – Ile tomów poddano cyfryzacji, nie wiadomo, ale mówimy o milionach – podkreśla Piotr Marciszuk, prezes Polskiej Izby Książki.

Amerykańscy pisarze i wydawcy oskarżyli firmę Google o naruszenie praw autorskich. Jesienią 2008 r. przed nowojorskim sądem zawarto ugodę, która przyznaje właścicielom praw autorskich 63 proc. dochodów z wykorzystania książek.

Zgodnie ze stosowaną w USA zasadą fair use ugoda dotyczy dzieł autorów z całego świata, sąd uzależnił więc jej uprawomocnienie od tego, czy Google poinformuje o niej zainteresowanych. Dlatego w najdalszych zakątkach ukazują się obwieszczenia skierowane do wydawców i pisarzy. Publikowano je m.in. na wyspach Pacyfiku i w „Rz”. Sprawdziliśmy, czy polscy autorzy wiedzą, że waży się ich przyszłość.

Przeczytaj cały tekst

Podziel się:
  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

(35) Komentarzy do “Pisarze kontra Google”

    -
  1. Rafal pisze:

    Nieuchronny proces. Wiecej otwartosci i tolerancji wobec glodu ksiazki.

    Dobre 0

  2. Nemediv pisze:

    Ja w takim razie proponuję, by Google udostępniało do wglądu również filmy i muzykę – to przecież również dorobek kulturowy, a ja z przyjemnością popatrzę, jak windujące ceny wytwórnie zawalczą o prawa autorskie. Skoro pisarzom i wydawnictwom można ot, tak wyrwać ich tytuły, to czemu by nie spróbować tego samego tam, gdzie w grę wchodzą większe pieniądze? Za silni gracze?

    Dobre 0

  3. Wojciech Dzedzej pisze:

    Google zaczyna mieć nad nami za dużo władzy i coraz mniej liczy się z prawem…
    Czyżby groziło nam spełnienie wizji Orwella (w wersji z Google jako Wielkim Bratem)?
    Sam oczekuję wydania tomiku w ciągu najbliższych miesięcy i raczej nie chciałbym, aby ktoś sobie go kopiował bez mojej zgody i wiedzy i to jeszcze w majestacie prawa…

    Dobre 0

  4. Porter pisze:

    Takze uwazam, ze ten proces jest nieunikniony. Co wiecej, sadze ze zarowno czytelnicy jak i autorzy na nim zyskaja!

    Polecam ksiazke powiazana z tematem:
    http://www.dklevine.com/general/intellectual/againstfinal.htm

    Dobre 0

  5. Porter pisze:

    Czytanie ze zrozumieniem sie klania: ksiazki wydane przed 1939 rokiem, ktore w calosci zamierza publikowac google nie sa juz objete prawem autorskim, przez przedawnienie. Sciaganie ich tekstu i rozpowszechnianie w jakikolwiek sposob jest calkowicie legalne. To juz dawno zostalo zrobione np. przez producentow czytnika e-bookow BeBook.

    Natomiast jesli chodzi o nowe pozycje, to cala sprawa deklaracji tyczy sie zgody na publikacje fragmentow ksiazek. Z punktu widzenia prawa autorskiego kopiowanie fragmetu ksiazki nie jest przestepstwem. Do sprzedazy calych ksiazek i „bezprawnego wykradania dorobku zycia” jeszcze dluga droga.

    Dobre 0

  6. Czytelnik pisze:

    Kiedy wreszcie pisarze zauważą, że zmienił się świat, że tracą całe pokolenie przez swoje NIE, bo NIE. Nie bronię Google, ale tego, że cyfrowa sprzedaż to jedyna aktualnie możliwość przetrwania pisarzy. Cały świat będzie używał ebooków a my dalej będziemy wycinać lasy i płakać na stanem czytelnictwa. Pisarze i wydawnictwa polskie nie chcą nawet sprzedać książki już nie drukowanej, nie wspomniawszy o nowej. Można szukać starszej książki w antykwariatach albo na aukcjach, tylko jak szukać tego coś lubi nie znając chociażby kawałka treści? Skutek – szukanie w internecie za free, chociaż wiele by kupiło. Czemu – cyfrowa książka to skrócenie systemu dystrybucji czyli upadek zarabiających pośredników i części wydawnictw. A może wydawnictwa powinny się bardziej postarać, książkę kupię, jeśli oprócz treści pisanej będzie zawierała ucztę dla oczu, a paperbacki są skazane na cyfryzację i takie też kupię, wcale nie muszę kupować od razu, mogę poczekać aż rynek papierowy się nasyci. I gwarantuje, że przy odpowiedniej cenie sprzedaż i zysk dla autora wzrośnie. Gdyby tak nie było, to ani King, ani Coelho nie decydowali by się na to. Przyszłość nasza jest w Waszych rękach, jeśli zostaniecie z tyłu, całe pokolenie będzie czytało cyfrowe wersje po angielsku a polski zaniknie. Wyłom już się dokonał i to wśród prawników, wydawnictwa prawnicze oferują komentarze cyfrowo i jakoś nie umierają od tego. Kiedy reszta?

    Dobre 0

  7. ubogacony pisze:

    „Na terenie USA te regulacje jednak nie obowiązują.”

    A to bardzo ciekawe. Obecny kształt polskiego prawa autorskiego naśladuje amerykańskie. Kupując prawa od Amerykanów nie zauważyłem istotnej różnicy – umowy podobne, obostrzenia te same – no może są bardziej restrykcyjni. Brak zgody na wykorzystanie dzieła + wykorzystanie dzieła bez zgody = proces + spora kara finansowa dla gugla. Niech mi Autor udowodni, że jest inaczej.
    Natomiast skanowanie i udostępnianie tekstów z public domain to fantastyczny pomysł. Potrzebna jest światowa biblioteka – i tym niech się gugle zajmą a nie piractwem.

    Dobre 0

  8. xpost pisze:

    autorzy zupełnie pomijają to co w tej sprawie najważniejsze. Nie pojmuję jak wak w ogóle można! Są dwa, aboslutnie najpoważniejsze,oczywiste – a zupełnie nie wyartykułowane zagrożenia!

    1. nie chodzi o to jakie książki zostaną tam udostepnione.
    chodzi o to , JAKIE NIE ZOSTANA UDOSTĘPNIONE.

    2. chodzi też o to, jakie treści zostaną OCENZUROWANE przez Googole. Google jak wiadomo nie jest neutroalny światopoglądowo, ani politycznie. Do cenzuty treści w YouTube podpisał umowę z bardzo daleką od obiektywizmu organizacją lobbystyczną ADL; był zaangażowany w kampanię proObamowską, aktywnie zwalczał treści pro-life, blokując ich reklamy, i reklamy portali katolickich.

    wreszcie punkt dodatkowy, trzeci, – ale taki, który z czasem będzie NAJWAZNIEJSZY – sprawa statystyk oglądalności.
    Nie ma żadnego powodu aby wierzyc, ze w tak istotnej sprawie jak popularność dzieła czy autora – google będzie publikowało obiektywne, nieocenzurowane wyniki!

    Dobre 0

  9. Czytelnik pisze:

    Dziwny artykuł – strasznie chaotyczny. Zwracam jednak uwagę, że najwięcej sprzeciwów jest ze strony tych, którzy pośredniczą w sprzedaży książek. I rzeczywiście – w autorów to nie uderzy jednak wyeliminuje zbędnych pośredników, którzy ograniczają czytelnictwo (wydawców, dystrybutorów, etc.).

    Przypomnę też, że prawa autorskie to spuścizna po cenzorach (drukarze), którzy zarabiali ogromną kasę na monopolu (mieli monopol w zamian za to, że czytali wszystko, co drukowali (żeby czasem nie drukować czegoś przeciw angielskiemu królowi). Gdy cenzurę zniesiono to trzeba było wymyśleć inny powód do kontroli intratnego rynku – wpadli na pomysł, że autorzy nie potrafią sami wydawać książek – więc oni będą to robić (znowu monopol) oddając działkę autorom (niestety – trzeba było się podzielić).
    http://gwiazdowski.blogbank.pl/2008/09/04/wlasnosc-intelektualna/
    http://questioncopyright.org/promise

    Model biznesowy angielskich cenzorów (który działa do dzisiaj) nie da się utrzymać w dzisiejszych realiach – po prostu argument za tym, że autor nie jest w stanie sam dystrybuować swojego dzieła i MUSI wynająć pośrednika, który za drobny (raczej gruby) udział w zyskach będzie „dbał” o jego interesy jest już nieaktualny. Co światlejsi już to dostrzegają. Trend można trochę zwolnić, jednak na pewno nie da się zatrzymać. Owszem – dla prezesów wydawnictw jest to zawsze jeszcze kilka lat, przez które będą zarabiać mnóstwo kasy – więc oni MUSZĄ ten proces wstrzymać. Za wszelką cenę.

    Twierdzę, że cyfryzacja zwiększy czytelnictwo i – co więcej – pozwoli na zwiększenie dochodów autorów z OGROMNYM uszczerbkiem dla wydawców (bo teraz lwią część oni zabierają, jako uważani za jedynych, którzy potrafią wydać książkę).

    Dobre 0

  10. bb pisze:

    Trochę się chyba wszyscy miotamy, bo każdemu coś innego brzęczy. Warto byłoby się zapoznać z pełną treścią umowy, jaką proponuje Google i wtedy się wypowiadać.
    Bo pytań jest sporo: kto właściwie z google zawarł tę ugodę? Jakie są ściezki postępowania, kiedy pisarz (wydawnictwo?) który umowy nie podpisał, odkryje, że jego książki są w sieci? Czy w umowie są zawarte kryteria postępowania w tej kwestii? nasi wydawcy reagują nerwowo, jakby w tej umowie (której nie znają…) była klauzula; wydawnictwo, które do dnia tego i tego nie przedstawi swojego stanowiska, po upływie tego terminu nie ma prawa ubiegać się o należne honorarium ani zgłaszać jakichkolwiek pretensji. A jest coś takiego w tej umowie?
    Wydaje mi się, że ten tekst jest napisany na podstawie bardzo pobieżnych informacji, i to w celu wzbudzenia taniej sensacji. Może problem wart jest poruszenia, ale raczej po rzetelnym sprawdzeniu informacji.
    Nawiasem mówiąc, dam głowę, że w Stanach są wydawcy publikujący książki polskich pisarzy, którzy może coś więcej wiedzą na ten temat. A tymczasem autorka podaje jakieś pobieżne, pseudosensacyjne dane i straszy monopolizacją.

    Dobre 0

  11. kalafior pisze:

    pisarze mogą zrezygnować z tej formy dystrybucji – ich wybór, ponadto ugoda w usa nie dotyczy terenu PL, juz tej chwili wiele publikacji na msn.com jest niedostępne dla uzytkowników z inego terenu niz usa. Google prowadzi w Polsce biznes i na pewno musi byc w zgodzie z polskim i europejskim prawem. daltego ci co piszą krytycznie o google to najczęściej matoły i pustostan, a zakurwione opinie to tylko wyraz ułudy, która nimi rządzi – myslą że otrzymaliby wiecej kasy w inny sposób i z takich marzeń utrzymują swoje psyche a google chcociaz kręci to matołom mówi jaki jest rynek i czego oczekuje.

    Dobre 0

  12. Bacz pisze:

    Prawa autorów do tantiem powinny być znacznie ograniczone w czasie w stosunku do okresów obecnie obowiązujących (70 lat), a państwo za strzeżenie monopolu autora na powielanie dzieła powinno pobierać opłaty.
    Pisałem o tym tu: http://niepoprawni.pl/blog/404/tantiemy-autorskie-ograniczone-w-czasie-i-opodatkowane

    Dobre 0

  13. kuszaba pisze:

    Jak rozumiem spór dotyczył wielkości dochodu dzielonego przez Google’a i autorów.

    Prawa autorskie wygasają nie po 70 latach od napisania książki ale 70 lat od śmierci autora więc chcąc być w zgodzie z prawem jeśli wiem, że dany wiersz powstał na początku XX wieku a autor umarł w końcu lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku to muszę poczekać jeszcze kilkadziesiąt lat zanim będzie można przeczytać utwór w internecie lub jeśli będę chciał bezkarnie umieścić go na swoim blogu lub zamieścić tylko moje tłumaczenie tego utworu. Miałem takie rozterki odnośnie paru dzieł sprzed ponad 70 lat i w rezultacie dałem za wygraną.

    Youtube jest własnością Googla i dla mnie liczą się tylko ci wykonawcy, których klipy mogę sobie obejrzeć w tym serwisie. Szkoda, że tak mało można tam znaleźć dobrych polskich piosenek religijnych. Przecież to doskonała okazja do promocji i ewangelizacji.

    Na marginesie. Google Street View daje nam możliwość oglądania setek miast na świecie a Polska jest potraktowana jak jakaś pustynia. Jak zaczną skanować książki to jak zobaczą, że są napisane po polsku to też zostawią sobie na sam koniec więc to jeszcze parę ładnych lat potrwa…

    Dobre 0

  14. PSZ pisze:

    Jerzy Illg jest szefem „Znaku” a nie „WL”

    Dobre 0

  15. Anonim pisze:

    Faktycznie artykuł jest niespójny. Ale z moich obserwacji wynika że po przeczytanie jakiegoś tytułu zagranicznego „ciekawostka” ukazuje się zazwyczaj dwa dni później w Rzepie ( choćby NYT http://www.nytimes.com/2009/04/04/technology/internet/04books.html?_r=1 ).
    Płonące czołgi są efektowne, wszyscy tam jedziemy, to my też.

    Dobre 0

  16. d-d pisze:

    Tendecyjny artykuł tym razem, bo maluje wyłącznie negatywny obraz, a przecież to wspaniałe wieści.

    Po pierwsze : postęp zawsze wywoływał opór. Podobnie było w XIX wieku gdy robotnicy atakowali maszyny.

    Jakież to zagrożenie dla ludzkości czyni chęć udostępnienia za darmo w sieci literatury napisanej przed 1939r? Toż to błogosławieństwo, należy to jasno napisać.
    Kto na tym straci? Tylko wydawnictwa, zamiast tego każdy będzie mógł – i słusznie! – mieć dostęp do tej treści za darmo i natychmiast.

    Przy okazji – rozpowszechnienie darmowego dostępu do tych pozycji pozwoli na spore oszczędności ekologiczne – tysiące nie wyciętych drzew.

    Natomiast, co innego gdy sprawa dotyczy treści chronionych prawem autorskim.
    Tu też należałoby wspomnieć, że to prawo było dotąd bardzo arbitralnie ustalane – skąd np data 1939r? Kto za tym lobbował? Kto tu chroni czyje interesy?

    Google zarzuca się, że nie jest autorem tych chronionych dzieł, a chce na nich zarabiać. Ale dokładnie tak samo działają tradycyjne wydawnictwa, tyle że to wszystkich o wiele więcej kosztuje.

    Więc o ile faktycznie będą na tym zarabiać przede wszystkim autorzy, to ja nie widzę problemu.
    To wręcz wspaniałe – książki staną się wreszcie łatwo dostępne.
    Wraz z uwolnieniem dystrybucji w formie elektronicznej powinny zaniknąć chroniczne problemy tradycjnego modelu dystrybucji – ingerencji wydawnictw w kształt dzieł, wysokich cen książek, wzrost czytelnictwa , itd – to są same pozytywy.
    A że parę wydawnictw będzie musiało się przebranżowić lub zamknąć interes, cóż, na tym właśnie polega postęp.
    Paradoksalnie, ten ruch Google może ocalić byt wielu autorów.

    Dobre 0

  17. jula pisze:

    Idea jest w porzadku, zarobki autorow takze. Jak zwykle – najpierw zrobia raban, a potem po cichu sobie przelicza, ze lepiej cokolwiek zarobic niz nic. Ilu z nich ma reedycje, na ktorych mogliby cos uszczknąć?

    Dobre 0

  18. Pytanie pisze:

    A czy ktoś w ogóle zauważył, że Kindle (również nowsza wersja) nie obsługuje polskich znaków?

    Dobre 0

  19. sla_wan pisze:

    To jest czyn, ktory w tym kraju nigdy by nie mial szansy na realizacje. Patrz – niekonczace sie problemy/sprawy/haki – do wirtualnej biblioteki. A tak mamy problem z glowy i te cale projekty/komisje – w jednym ruchu ida na smieci.
    Tak powinna wygladac idea taniego panstwa. Miedzy innymi w takim projekcie, gdzie wszystkie podreczniki szkolne, ktore sa rok w rok modyfikowane (chodzi o kase), powinny dawno znalezc sie w sieci.
    Ale to Panstwo/MEN/ jest za slabe na taki projekt.

    Dobre 0

  20. teoria_spisku pisze:

    1. Monopol, cenzura, hodowla poslusznych jednostek – to cel korporacji. Co wyda Google bedzie sluszne i prawdziwe, co nie wyda – nie bedzie istniec.
    2.Producenci baterii i elektroniki i lobby enegretyczne stoja za tym! Kazdy sobie kupi Kindle Reader’a z bateryjka i bedzie im napedzal zyski.

    Dobre 0

  21. Eugeniusz pisze:

    Po przeczytaniu komentarzy, stwierdzam że nie którzy autorzy (pisarze) tkwią jeszcze w średniowieczu, jak mamy traktować książki jako sztukę to niech wzorują się autorzy na muzykach, ich twórczość jest ogólnie dostępna każdy może ich słuchać, melomani słuchają za darmo muzyki i kupują płyty, jak ktoś kocha książki to ją kupi. Jeśli chodzi o Google to i tak ktoś by to kiedyś zrobił.

    Dobre 0

  22. bibliotekarka pisze:

    Z punktu widzenia bibliotekarza oraz historyka literatury, biblioteki cyfrowe oferują wspaniałą możliwość natychmiastowego dostępu do starych książek, trudnych do znalezienia w bibliotekach, drogich do skopiowania do użytku naukowego czy dla miłośnika literatury.
    Google books to tylko jedna z takich bibliotek, dla mnie – bardzo komercyjna, ale też cenna.

    W Google Books już od dawna jest wiele polskich książek – ale te opublikowane współcześnie, a nawet niektóre sprzed 1939, są niedostępne (tylko opis bibliograficzny lub ograniczony dostęp, np. tylko spis treści.) Link kieruje czytelnika do bibliotek i księgarń, inna sprawa że starszych pozycji polskich i tak nie można kupić. Nie bardzo rozumiem panikę – nikt chyba bardziej od Amerykanów nie jest uczulony na łamanie praw autorskich.

    O ile dobrze rozumiem, jedyny tak naprawdę problem polega na tym, że niektórzy autorzy lub wydawcy są usposobieni negatywnie do idei książki w wersji cyfrowej i oburzają się nawet jeśli dostaliby za to godziwe pieniądze. O przekonaniach autorów nie wypada dyskutować, natomiast wydawców podejrzewam osobiście o typowo zaściankową inercję (jak ktoś to pięknie ujął – NIE bo NIE) lub coś gorszego – lenistwo (bo nie chce się grzebać w papierach i uczyć nowych sposobów dystrybucji…)

    Dobre 0

  23. gdy pisze:

    Ludzie z natury boją się rzeczy, których nie znają – nie dziwi reakcja kilku literatów, którzy nawet nie mieli możliwości poznać treści „ugody”. Zupełnie nie rozumiem autorów – przecież proponują im konkretne pieniądze za dystrybucję ich książek kanałami, z których nie korzystają. Jak pierwsze pieniądze wpłyną na konto autorów to zmieni się ich nastawienie.

    Dobre 0

  24. Kuba Frołow pisze:

    Zdumiewa mnie niewiedza wydawców. Wszak od wielu miesięcy czasopismo branżowe „Biblioteka Analiz” obszernie na ten temat informuje, poza tym Google dwukrotnie w ostatnich miesiącach organizowało spotkania z wydawcami. Jak widać wydawcy sami nie bardzo są zainteresowani…

    Dobre 0

  25. AMC pisze:

    Google zaskakuje genialnymi pomysłami i jeszcze bardziej rozwiązaniami o niezwyklej prostocie.
    Kilka lat temu korzystałem z zasobów amerykańskiej Questii, która w tym czasie miała zcyfrowanych 150 tysięcy książek i bodajże 300 tysięcy najważniejszych artykułów renomowanych pism. Wystarczyło w ich wyszukiwarce wpisać hasło i po kilku sekundach pokazywał się wykaz książek i artykułów ze wskazaniem strony poszukiwanego hasła. W ten sposób nie czytając pełnych dzieł zapoznawałem się z interesującym mnie tematem. Mam nadzieje, że Google uruchomi równie dobrą bazę danych swoich zbiorów książkowych.
    Dzisiejsi pisarze tylko w wyjątkach są pisarzami z prawdziwego zdarzenia. W większości wypadków to rzemieślnicy produkujący buble na użytek niewymagającego klienta. Jako dobrzy przedsiębiorcy mają układy, w których te buble wydawane są w krociowych nakładach, bo idą do publicznych lub szkolnych bibliotek. Na przykład w amerykańskich bibliotekach jednym z największych działów jest Judaica, bo prawie we wszystkich bibliotekach publicznych pracują przedstawiciele wybranego narodu. Byle książka, byle pisarzyny na temat Holocaustu, czy innego tematu związanego z historią żydostwa można znaleźć prawie w każdej bibliotece publicznej. To działa również przeciwko interesom tej grupy etnicznej, bo w powodzi tandety giną prawdziwe perły.
    Po trzecie, danie równych szans wszystkim twórcom pokaże nie tylko ich dorobek, ale ich wartość. Dostępna książka o dużej wartości zawsze dotrze do czytelnika, chociaż później niż autora bez talentu, ale o wyrobionym nazwisku, który umie tylko gładko pisać, a nie ma nic do powiedzenia.
    Jest jeszcze wiele innych powodów, dla których z entuzjazmem popieram inicjatywę Google’a.
    Mam głębokie przekonanie, że rynek książek drukowanych będzie wciąż umacniał się równolegle.

    Dobre 0

  26. stanko z W. pisze:

    Choć kocham książki w „hard copies”, to nikomu nie uda się zawrócić Wisły kijem… a dla mnie Google jest jak laska dla osiemdziesięciolatka. (Notabene, Stanisław Lem przewidział świat bez papieru, a z kryształkami, już pół wieku temu)…

    Dobre 0

  27. Kosikm pisze:

    Wydaje mi się że jest to nieuniknione. Google to kolos który monopolizuje i uporządkowuje pomysły, oczywiście z pożytkiem dla odbiorców. Zagrożenia o których napisał xpost istnieją ale myślę że rynek to zniweluje. Czytelnik napisał że będzie to okazja dla pisarzy a zagrożenie dla wydawców. Zgadzam się z tym w stu procentach, tylko dziwi mnie ta określona przez sąd kwota 63% Chyba powinno to być negocjowane indywidualnie, a jeśli jakiś pisarz nie zechce publikować w google to powinien mieć możliwość umieszczenia swojego dzieła u konkurencji. Tak jak jest z mapami. Mapa google jest najlepsza wizualnie, ale ja wolę urywac map24 bardziej praktyczna.

    Dobre 0

  28. Ernest pisze:

    Mam pomysł. Niech nasi wydawcy, albo politycy (za pomocą vat-u) zwiększą ceny książek! Wszak już teraz za byle co trzeba płacić 50 zł.
    Niedługo studentom i biedniejszej części społeczeństwa zostaną tylko antykwariaty, biblioteki i scany. :D
    (Choć kogo to obchodzi jak w telewizorni leci „N jak Nieuk”).

    Dobre 0

  29. bosman_plama pisze:

    Reakcja wydawnictw i pisarzy jest typowa – to lęk przed nieznanym i przekonanie, że na pewno ktoś chce nas okraść. Rozumiem – poniekąd – odruch, ale moim zdaniem bać się nie ma czego. Nakłady książek nie spadną, przeciwnie – jak dowodzi przykład Wattsa, który najpierw udostępnił swoją powieść w sieci, a dopiero potem sprzedał ją w wysokich nakładach tradycyjna metodą – mogą wzrosnąć. Czytniki e-booków są wciąż za drogie, czytanie z monitora nawet jeśli nie męczy tak bardzo, jest wciąż barierą dla wielu osób. A biblioteka google może pomóc wielu autorom dotrzeć do czytelników, ale i czytelnikom do autorów. Jestem za.

    Dobre 0

  30. Franciszek Urmański pisze:

    Publikowanie książek w internecie to bardzo dobry pomysł. W Polsce nakład ambitnych książek jest niewielki, a w ten sposób każdy będzie mógł do nich dotrzeć. Dzięki temu także utwory wspólczesnych polskich autorów będą mogli czytać Polacy przebywający za granicą.Dziwię się autorom, którym ten pomysł się nie podoba, choć pewnie większość z nich reaguje tak na gorąco, a wcześniej na ten temat nic nie wiedzieli.

    Dobre 0

  31. Mikołaj Jasiński pisze:

    W pełni popieram Google. Nareszcie ktoś zacznie promować czytanie książek. Wymaga to rzecz jasna precyzyjnych regulacji prawnych – chodzi o ochronę dóbr autorów. Pamiętajmy jednak, że w tej chwili – nieważne czy łamiąc prawo, czy nie – kopiuje się masowo książki, np. podręczniki. Tu jest „wolna amerykanka”. Sam jestem autorem podręcznika i mam nadzieję, że działanie Google wymusi odpowiednie regulacje prawne.

    Dobre 0

  32. lolek pisze:

    wygląda na to że pisarze muszą nauczyć się czytać ze zrozumieniem :)

    Dobre 0

  33. rencista pisze:

    Może wreszcie papierowe książki będą choć trochę tańsze…!

    Dobre 0

  34. S.A.S. pisze:

    jedni piszą dla Czytelnika, inni dla pieniędzy&czytelnika…
    Mam około 2000 książek w domu, chciałbym kupować nowości – ale gdzie je trzymać? natomiast chciałbym czytać 10 razy więcej niż obecnie, czas zawsze by się znalazł. Dzięki internetowi ostatnio czytam więcej – ale to tych autorów, którym zależy bardziej na rozchodzeniu się ich przekazu, niż na pieniądzach.

    Dobre 0

  35. MJ pisze:

    Proces cyfryzacji piśmiennictwa jest nieuchronny i prowadzony z poszanowaniem praw autorow – pożyteczny, ale obecnie opisana wersja nie spełnia tych warunków. Jeśli Google [a właściwie sądownictwo amerykańskie] uważa, że przyznanie sobie dochodów z czyjejś pracy bez uzyskania zgody autora jest legalne, to polskie [i inne] biblioteki cyfrowe powinny rozpocząć identyczny proceder w stosunku do prac autorów amerykańskich znajdujących się w bibliotekach danego kraju. Ciekawe, czy wtedy sądy amerykańskie również uznają to za legalne.

    Dobre 0

Dodaj komentarz

Dodanie komentarza oznacza akceptację REGULAMINU blog.rp.pl. Komentarze nie spełniające zasad zawartych w regulaminie - nie będą publikowane. Więcej informacji można znaleźć na modblogu modblogu.