Paweł Czuryło: Sama obecność w Unii to za mało, potrzebne jeszcze euro

Piątek był najlepszym dowodem na to, jak problemy jednego małego kraju w naszym regionie mogą wpłynąć na wycenę aktywów finansowych w innym. Przeżywające od kilku dni problemy Węgry otrzymały sygnał, że ich wiarygodność kredytowa może zostać wkrótce obniżona.

Właśnie ta informacja przyczyniła się do znacznych spadków cen akcji na giełdach w regionie. W pewnym momencie indeks największych spółek w Warszawie tracił nawet ponad 9 proc. Doszło do tego w dniu, w którym główne europejskie parkiety zyskiwały na wartości.

W czasach podwyższonej nerwowości inwestorów i rekordowych wahań indeksów naszą wiarygodność na pewno zwiększyłaby obecność w strefie euro. Bo choć o recesji mówi się dziś, myśląc o największych gospodarkach Europy, to notowania spółek tam rosną, a u nas spadają.

Dla wielu zarządzających międzynarodowymi funduszami inwestycyjnymi nie ma dziś większego znaczenia, co dzieje się w gospodarce naszego kraju. Jesteśmy na razie w oku cyklonu, ale co z tego. Decyzję podejmuje makler. Gdy na monitorze swojego terminalu transakcyjnego zobaczy alarm dotyczący tylko jednej z gospodarek w tej części Europy, od razu panicznie wyprzedaje akcje na sąsiednich rynkach zaliczanych do tej samej grupy ryzyka.

A tak, choć nasze oceny i tak poprawiło wejście do Unii Europejskiej, nadal jesteśmy traktowani przez inwestorów z większą nieufnością niż gospodarki krajów rozwiniętych. Całe szczęście złoty trzyma się jeszcze. Pytanie, czy u nas nie ma trupów w szafie. Bo jeśli się jednak okaże, że są – to ucierpi też złoty.

Podziel się:
  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

(58) Komentarzy do “Paweł Czuryło: Sama obecność w Unii to za mało, potrzebne jeszcze euro”

    -
  1. andrzej2000 pisze:

    Do Jechu,
    jakieś sto lat temu mieliśmy w Polsce rubla i czy to nas uchroniło od wojny?

    Dobre 0

  2. Jurek Wawro pisze:

    do Q:
    Ja nie jestem ekonomistą. Czytam te wszystkie wypowiedzi ekonomistów (i po cichu podręczniki – chyba niewłaściwe) starając się coś z tego zrozumieć. I mój wniosek na dzień dzisiejszy jest jeden. Większość ekonomistów to … (miejsce na wyrazisty epitet) uprawiający pseudonaukę. Ich sposób argumentacji nie wytrzymuje krytyki, a metodologia jaka się za tym kryje nawet w średniowieczu mogłaby co najwyżej być użyteczna dla szamanów. Pan Balcerowicz może uchodzić za mędrca tylko na tle tej „szamanii”. Kiedyś uzasadniał on swe specyficzne poglądy tym, że opierają się na wiedzy. Zapewne więc wiedział też, że nadejdzie taki kryzys. I nikomu nie powiedział! Świnia! ;-) Ciekawe, czy wie też, ile będzie kosztował litr paliwa na stacjach za rok. Albo jaki będzie kurs złotego. Myślicie, że wie? Ja nie sądzę? O jaką wiedzę więc chodzi? Pewne jest że wie jedno: że wybitnym ekonomistą jest.

    Waść pleciesz coś o walce z inflacją. To tak jak komuniści pletli o walce o pokój. A wystarczyłoby tylko temu pokojowi nie zagrażać….

    Moja wiedz na ten temat (z niewłaściwych podręczników zapewne) jest taka, że inflacja jest najlepszym sposobem na okradanie społeczeństwa. To dlatego piewca Balcerowicza W. Gadomski z GW wychwalał jej zalety. Hiperinflacja z końca lat 80-tych też miała swoje zalety – kto szuka złodzieja, gdy płonie las?
    Mieliśmy więc taką sytuację, że ktoś nas okradł, puszczając w obieg masę pieniądza bez pokrycia. Gdyby wówczas zatrzymać proces kreowania pustego pieniądza i wprowadzić wolnorynkowe reguły, nastąpiłaby przecena wszystkiego w nowych warunkach. Ale to byłoby za proste. Pan Balcerowicz musiał przecież „walczyć”.
    Kiedy więc z jednej strony banki masowo udzielały kredytów bez żadnych zabezpieczeń, z drugiej państwo dawało im „bony restrukturyzacyjne” wysokie oprocentowanie, przymus korzystania z ich usług, władzę w zakresie kreowania pieniądza etc….
    Czyli zgodnie z najważniejszą zasadą neoliberalizmu (stanowiącą o jego istocie): grabienie społeczeństwa w imię wolnościowych ideałów przy współudziale państwa.

    Coś pokręciłem?
    Chyba jestem ekonomicznym zerem (jeden z nas dwóch napewno – albo ja albo Balcerowicz).

    Dobre 0

  3. A wiecie Państwo co jeszcze jest przykre? Że szanowny Pan redaktor nie raczy teraz nic a nic odpowiedzieć tutaj, bo nie będzie się zniżał do poziomu ograniczonych eurosceptyków. Skoro już Pan redaktor naopowiadał tyle bzdur, to widocznie miał ku temu jakieś przeslanki, powody, podstawy, niech się podzieli tym z Nami, ograniczonymi ludzmi, ktorzy nie czytają GW.

    Mam dopiero 19 lat, studiuję dziennikarstwo, na prawach ekonomii nie znam się niemal zupełnie, ale jednak nie jestem tak ograniczony, jak Pan redaktor myśli, że nie potrafię zobaczyć, że powyższy artykuł to jedna wielka bzdura i całkowity anty-patriotyzm.

    pozdrawiam

    Dobre 0

  4. Jurek Wawro pisze:

    @Marcin (Poe) Rzońca:
    Sądzę, że wielkie słowa są tu niepotrzebne. Oto cytat z jednej z niewłaściwych książek: „Ludzie, którzy doszli do bogactwa, mogą kosztować jego efektów: pędzić próżniacze życie, albowiem próżniacze życie w bogactwie jest lepsze, niż próżniacze życie w biedzie. Jak to osiągnąć, jest przedmiotem ekonomii politycznej. Jak to rozgrzeszyć, jest przedmiotem polityki ekonomicznej.”
    [K. Zorde, "Metafizyczne wątki w ekonomii"]
    Różni redaktorzy biorą udział w tym „rozgrzeszaniu” z różnych pobudek. Najczęściej chyba z głupoty….

    Dobre 0

  5. EKLOS z Gdańska pisze:

    Do Jureka Wawro

    Jeszcze raz przeczytałem swój wpis i przyznaję że nie mam z czego być dumny. Ma Pan rację ! Postaram się zapamiętać . Ten błąd spowodowany został tym ze niekiedy mam słabe nerwy.

    Dobre 0

  6. Jot pisze:

    Fundamentalne problemy, dla ktorych Polska nie powinna wstepowac do Euro, pozostaly. Polska gospodarka jest dynamiczniejsza i ma inny profil od Niemiec lub Francji. Tracimy tez mozliwosc wspomagania eksportu manipulowaniem cena waluty.

    A dlaczego po 18 latach Polska ciagle jest wschodnioeuropejska „szara masa”, razem z Rumunia i 5 razy mniejszymi Wegrami? A to pytanie do kolenyc politykow.

    Dobre 0

  7. RYSA pisze:

    @Jot
    Na Pańskie pytanie o ?szarą masę? jest prosta odpowiedź: winne jest słabe Państwo, które nie potrafi zapewnić prawidłowego rozwoju jednostki. Człowiek krępowany sprzecznymi przepisami prawa i jego niepotrzebnymi regulacjami, okradziony w ciągu kilku lat ze wspólnie wypracowanego majątku, hamowany biurokratycznymi przepisami, dyskryminowany z powodu braku znajomości i ?układów? z lokalnymi przedstawicielami tego Państwa i przedstawicielami aktualnie rządzących partii-koterii zawłaszczających to Państwo, urzędnikami i funkcjonariuszami-konformistami tego Państwa hamującymi rozwój jednostki.

    Można by wyliczać jeszcze więcej czynników, np. w sferze społecznej nierówności wobec prawa. Jedno jest pewne, nie potrafiliśmy zorganizować Państwa w sposób, który zapewniłby wszystkim równy start, równe możliwości i jednakowe traktowanie wszystkich jego obywateli. Wszystko inne, również w sferze ekonomicznej jest pochodną tego słabego i źle zorganizowanego Państwa.

    Pan kieruje to pytanie do kolejnych polityków. Ja zapytał bym o to Polaków. Niech spróbują odpowiedzieć sobie na to pytanie sami, każdy wg swojego sumienia, wiedzy i dotychczasowych doświadczeń. Odpowiedź na to pytanie będzie cenne dla nas wszystkich, ułatwi zbiorową decyzję co dalej. Również w sprawie euro

    Dobre 0

  8. gajowy bronek pisze:

    Żadne euro tylko handel wymienny! Banki to zachodnia ideologia.
    Nie powinniśmy hadlować z Niemcami i Rosjanami.
    Gruzja i Azerbejdżan a także kraje nadbałtyckie to nasi sprzymierzeńcy i naturalni partnerzy w interesach. Poza tym jesteśmy na podobnym poziomie technologicznym.
    Zawierzmy wiedzy i intuicji prezydenta i jego kancelarii!

    Dobre 0

Dodaj komentarz

Dodanie komentarza oznacza akceptację REGULAMINU blog.rp.pl. Komentarze nie spełniające zasad zawartych w regulaminie - nie będą publikowane. Więcej informacji można znaleźć na modblogu modblogu.