Aleksandra Biały: Do Europy możemy wejść również od kuchni

Prognozy dla rozwoju polskiej gastronomii są bardzo optymistyczne. W najbliższych latach wydatki Polaków na jedzenie poza domem będą rosły co roku o 7 – 8 procent, czyli szybciej niż produkt krajowy brutto.

Czy przekształcimy się w naród jadający poza domem w małych rodzinnych knajpkach, jak Francuzi, Hiszpanie czy Włosi? Nie sądzę. W Polsce nie ma kultury, jaka przetrwała choćby w Czechach czy na Węgrzech, spędzania czasu w restauracji, spotykania się tam ze znajomymi na jedzeniu czy na winie.

Mimo że ponoć co trzeci mieszkaniec Ziemi myśli o założeniu własnego lokalu gastronomicznego, branża ta zaliczana jest do jednej z najbardziej ryzykownych. Również w Polsce. Z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że zaledwie sześć na dziesięć lokali gastronomicznych po roku od powstania nadal prowadzi działalność. Jest to najniższy wskaźnik ze wszystkich branż rodzimej gospodarki. Nie zachęca to Polaków do otwierania małych knajpek.

Większą szansę rozwoju mają fast foody, w których jadamy w biegu, między różnymi zajęciami i przede wszystkim tanio. Na karmienie nas w ten sposób coraz większą chrapkę mają też zagraniczne i polskie sieci gastronomiczne.

Wierzę jednak, że z gastronomią będzie tak jak z supermarketami. Po początkowym zachłyśnięciu się zakupami w wielkich sklepach coraz więcej Polaków poszukuje jedzenia lepszej jakości i stąd rozwój sklepów z tradycyjnymi czy ekologicznymi produktami.

Marzy mi się wyjście na kolację do osiedlowej restauracyjki, w której będę traktowana niczym członek rodziny.

Podziel się:
  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

(7) Komentarzy do “Aleksandra Biały: Do Europy możemy wejść również od kuchni”

    -
  1. vlady pisze:

    Kobieto, w Europie jestesmy od 1000 lat.

    Dobre 0

  2. Bolesław pisze:

    @vlady

    Kobieto /facecie (niepotrzebne skreślić)

    Geograficznie może i tak :) ale pod względem społeczno -polityczno -kulturalnym jesteśmy ……ho….ho a może jeszcze dalej :)
    pozdrawiam:)

    Dobre 0

  3. edek45 pisze:

    Zwlaszcza emeryci i rencisci juz sie ustawiaja w kolejce po zupki.

    Dobre 0

  4. MaJa pisze:

    Prowadzenie zakładu gastronomicznego jest kosztowne. A polaków ze średnią kasą i klasą mało. Nie ważne jest co i jak, ważne by nie być głodnym. Stąd zaspokajanie głodu w pozornie tanich ch-fast foodach. W dodatku tv dzieciom wszystko wmówi.

    Dobre 0

  5. Koja pisze:

    Ciekaw jestem,ilu z tych,co po roku nie plajtują,
    utrzyma się po dwóch latach.Ci co jeszcze dłużej,
    to własność zagraniczych sieci a dużo jest też takich,
    co służą do prania brudnych pieniędzy.

    Mieszkam na osiedlu blokowisku,ponad 50.000
    mieszkańców i ani jednej restauracyjki,knajpki
    - te co były,dawno się zlikwidowały.

    Przybywa natomiast punktów żywieniowych dla
    bezdomnych,ubogich ludzi.Magistrat w Łodzi,
    zupki wydaje „na wynos” na ulicy Piotrkowskiej,
    w centrum miasta.Kolejki oczekujących,walczących
    o to, co bardziej jest gęste,robią bardzo budujące
    wrażenie.

    Dobre 0

  6. czytelniczka pisze:

    O wejściu rosyjskiej sieci Rosinter dziennik „Polska” pisał pół roku temu. Przedrukowały to liczne inne media. Rzeczpospolita dowiedziała się. Ha, ha. Strasznie opóźniona ta RZ.
    http://m.bankier.pl/art/1653984/

    Dobre 0

  7. nobo pisze:

    jesli komus jest dobrze w domu to dlaczego ma przesiadywac w barze/knajpce. Tam uciekaja tylko ci, ktorym zle w domu. A u nas swietowanie Komunii itp przenioslo sie do knajp nie dla tego zeby cala rodzina mogla sie spotkac, tylko dlatego, zeby wszyscy wiedzieli na jak duzo nas stac.

    Dobre 0

Dodaj komentarz

Dodanie komentarza oznacza akceptację REGULAMINU blog.rp.pl. Komentarze nie spełniające zasad zawartych w regulaminie - nie będą publikowane. Więcej informacji można znaleźć na modblogu modblogu.