Informacja, że Benedykt XVI nie przyjmie w grudniu Dalajlamy, wywołała protesty. Chór obrońców praw człowieka już zarzucił papieżowi, że dla interesów Kościoła gotów jest poświęcić prawa człowieka. Że odrzuca linię Jana Pawła II, zgodnie z którą od dyplomacji ważniejsze było świadectwo.
W tle niedoszłego spotkania głowy Kościoła katolickiego z buddyjskim przywódcą są oczywiście Chiny. Państwo wciąż dalekie od demokratycznych standardów, od lat zwalczające wszelkie przejawy narodowej i religijnej tożsamości 4,5-milionowej buddyjskiej mniejszości tybetańskiej.
Ale chińskie władze – o czym zdają się nie pamiętać niektórzy obrońcy praw człowieka – z zaciekłością walczą przecież także z wyznawcami innych religii. Około 8 milionów katolików w Chinach, związanych z podziemnym Kościołem lojalnym wobec Watykanu, podlega od dawna prześladowaniom. Kolejnych 5 milionów jest poddanych ścisłej politycznej kontroli w oderwanym od Stolicy Apostolskiej ?kościele patriotycznym”.
Warto, aby ci, którzy domagają się dziś od Benedykta XVI spotkania z Dalajlamą, spojrzeli na sytuację w Chinach przez pryzmat wyznawanych przez siebie wartości. Czy z czystym sumieniem mogą dziś stwierdzić, że prawa obywatelskie milionów uciśnionych Tybetańczyków są więcej warte niż prawa milionów represjonowanych chińskich katolików? A jeśli tak, to jakiej moralnej wagi używają, aby porównać wartość praw człowieka?
Bądźmy szczerzy. Decyzja papieża, aby przyjąć w Watykanie Dalajlamę, niemal na pewno nie zmieniłaby sytuacji mieszkańców Tybetu, mogłaby natomiast zaprzepaścić realne szanse na poprawę sytuacji chińskich katolików.
Szczególnie dziś, gdy władze w Pekinie przed olimpiadą 2008 roku dają sygnały, że gotowe są na znormalizowanie stosunków z Watykanem i sugerują, że zgodzą się na zjednoczenie podzielonego Kościoła w Chinach.
A na koniec spróbujmy spojrzeć na problem z czysto ludzkiego punktu widzenia.
W jaki sposób obrońcy praw człowieka, którzy dziś wzywają Benedykta XVI do spotkania z Dalajlamą, odpowiedzą chińskim katolikom na pytanie, dlaczego ich papież, najwyższy autorytet religijny i moralny, miałby przehandlować ich prawo do swobodnego wyznawania wiary za popularność wśród europejskich intelektualistów?




Andrzej Fąfara
Hubert Salik
Ignacy Morawski
Jacek Lutomski
Jacek Przybylski
Jerzy Haszczyński
Joanna Bojańczyk
Krzysztof Feusette
Krzysztof Kowalski
Kuba Kurasz
Maciej Rybiński
Marek Dusza
Marek Magierowski
Monika Małkowska
Paweł Bravo
Paweł Jabłoński
Piotr Gabryel
Piotr Gillert
Piotr Gociek
Piotr Kościelniak
Piotr Semka
Piotr Skwieciński
Piotr Zychowicz
Rafał A. Ziemkiewicz
Tomasz Wróblewski
ma Pan racje, najpierw pomozmy sobie, by potem pomagac innym!
Nie wiem gdzie Pan Redaktor uczył się o zasadach i moralności, ale gdziekolwiek to było, wykłady musiały być osobliwe.
Sprowadzić ten skomplikowany etyczny dylemat do równania:
8 mld naszych za 4 mln onych?
Brawo.
Poziom represji wobec katolików też nie jest z tym wobec buddystów porównywalny. Czy Chiny planują na przykład mianować Chińczykom świętych?
to nie tak. To nie zbrodnia, to tylko blad. Papiez chce cos zalatwic z komunistami, ale zostanie oszukany i wykorzystany, a katolikom w Chinach nie pomoze. Problem polega na tym, ze z komunistami niczego sie w ten sposob nie ugra. To tak jak ci co usilowali ugrac cos z UBekami – nie da sie, bo papiez przeciez nigdy nie pojdzie “na calosc” a pierwszy sekretarz zawsze moze, bo co mu kto zrobi …
Trudna decyzja Benedykta XVI. wypada wierzyć, że wie, co robi. Chwały mu to na salonach na pewno nie przysporzy. Sądzę jednak, że postępuje słusznie.
A co jest warta wiara bez swiadectwa?
Argumentacja w stylu obrony Piusa XII, ktory “milczec musial boby”. Przy okazji udaje sie autorowi uniknac tematu, ze JP2 jednak Dalajlame przyjmowal.
O takim problemie, czy odwolanie wizyty Dalajlamy RZECZYWISCIE wplynie na poprawe stosunkow z Chinami, Autor nie slyszal i lepiej.
Na razie mamy argumentacje: lepiej, ze nie przyjmuje, bo trzeba dbac o swoich. Przypomina sie pewien Zyd z Galilei ktory kiedys powiedzial: “Jesli milujecie tylko przyjaciol, czym roznicie sie od pogan?”.
Na szczescie dla siebie z tym dylematem p. Zdort nie zamierza sie zmierzyc.
Powodzenia!
Po pierwsze chciałem zaznaczyć, że moje rozeznanie w kontaktach Watykan-Pekin niestety jest dość ograniczone. Nie jestem w stanie dogłębnie poznać faktycznych motywów tej decyzji.
Po drugie nie mogę się zgodzić z Pańską argumentacją, którą uważam za niezwykle płytkie racjonalizowanie. Uważam, że Pańskie postrzeganie misji Kościoła w Chinach przynosi same szkody i cofa Go o kilka stuleci.
Pisze Pan “(…) dlaczego ich papież, najwyższy autorytet religijny i moralny, miałby przehandlować ich prawo do swobodnego wyznawania wiary za popularność wśród europejskich intelektualistów?” Ale czy rzeczywiście chodzi tu o europejskich intelektualistów?
Proponuję odwrócić Pańskie pytanie: w jaki sposób katolicy analizujący decyzję Benedykta XVI w zakresie spotkania z Dalajlamą, odpowiedzą sobie na pytanie, dlaczego ich papież, najwyższy autorytet religijny i moralny, miałby przehandlować prawo Tybetańczyków do swobodnego wyznawania wiary, do autonomii, za popularność wśród chińskich decydentów?
Wcześniej pisze Pan: “Bądźmy szczerzy. Decyzja papieża, aby przyjąć w Watykanie Dalajlamę, niemal na pewno nie zmieniłaby sytuacji mieszkańców Tybetu, mogłaby natomiast zaprzepaścić realne szanse na poprawę sytuacji chińskich katolików.” Mniejsze zło? Zgniły kompromis? Pakt z diabłem? I Pan chce kształtować opinie katolików?
Poza tym, wykpiwając podawany przez “obrońców praw człowieka” przykład Jana Pawła II, wykpiwa Pan postawę tego ostatniego. Umarł król, niech żyje król? Dogmat nieomylności zwycięża?
Życzę Panu więcej wątpliwości w Pańskim pojmowaniu
Dlaczego tak trudno Kosciolowi Katolickiemu zachowac pryncypia? Czy Chrystus spotkalby sie z Dalajlama czy nie? Niech sobie Pan redaktor odpowie na te dwa pytania i moze napisze drugi komentarz.
Dzięki, bardzo trafne uwagi.
Prawdziwi obrońcy praw człowieka nie dyskutują z papieżem, lecz respektują Jego stanowisko. Za JPII, była trochę inna sytuacja, niestety nie spełniły się Jego marzenia o podróży do Rosji i Chin, ale zrobił wiele, aby dla Kościoła te “szlaki” przetrzeć. Widać to teraz, że wcześniejsze Jego wysiłki były niezbędne. Mówi też o tym w “Przekroczyć próg nadziei.” Niepodległości Tybetu nie można przedkładać nad życie umęczonych katolików w Chinach.
Pseudoobrońców do polemiki z B16 upoważnia ponoć “czyste sumienie”, czyste, bo nieużywane.
Jak już papież nie jest autorytetem, to kto?
Spadkobiercy sierpa i młota zamaskowani, przefarbowani?
Wystarczy już Dalajlamy i jogi, My chcemy Boga.
Myślę, że pytania, które padły w tej wypowiedzi są źle postawione. Po pontyfikacie JPII mieliśmy prawo uważać, że kwestie praw człowieka są ponadreligijne, od dziś wiem, że Benedykt przedkłada nad nie prawa katolików.
“Decyzja papieża, aby przyjąć w Watykanie Dalajlamę, niemal na pewno nie zmieniłaby sytuacji mieszkańców Tybetu, mogłaby natomiast zaprzepaścić realne szanse na poprawę sytuacji chińskich katolików”
Tu ani jedno ani drugie – szanse poprawy sytuacji katolików oceniam na illuzoryczne, dla chińskiego reżimu katolicy nie stanowią żadnego istotnego zagadnienia, by się nad nimi nachylać, co najwyżej ich obecność będzie kartą przetargową do innych chińskich celów, Olimpiadę mamy za pasem i a to świetna okazja przypommnieć chińską okupację Tybetu i niszczenie jego kultury. Z pewnością to spotkanie nie poprawiłoby sytuacji Tybetu ale jego odmowa spowodowała duży spadek notowań Benedykta na Zachodzie – papież wysłał jasny sygnał: cierpienia Tybetu mnie nie obchodzą, niech Chiny robią tam co chcą. Nie tego się można było po nim spodziewać
Dlaczego autor artykulu, nieszczesny zaburzony czlowiek
przed rozpoczeciem swojej argumentacji nie zadal sobie pytania dlaczego Papiez Jan Pawel II przyjal wielokrotnie Dalajlame?
Oto kilka propozycji dla obrońców praw człowieka, skupionych aktualnie na krytykowaniu papieża. Rocznie zabijanych jest od 90.000 do 160.000 chrześcijan. Liczby przekraczają miliony, gdy mowa jest o pozbawianiu wolności i innych formach ucisku. Wątpiącym w te fakty polecam lekturę rezolucji Parlamentu Europejskiego z listopada br – przyjętą nie tylko przez partię chadecką, ale i przez liberałów oraz socjalistów. Zamiast więc krytykować Papieża, który usiłuje poprawić sytuację chrześcijan w Chinach, niechaj owi działacze – jeśli chodzi im tylko i wyłącznie o prawa człowieka – zabierają głos w sprawie Korei Północnej, zasypią protestami króla Arabii Saudyjskiej, zrobią manifestację w Wietnamie, przypną sie kajdankami pod siedzibą Talibów w Afganistanie, rozpoczną głodówkę stolicy Iranu lub rozbiją białe miasteczko na ulicach Pekinu.
że Katolicy nie uzyskają swoich praw kosztem praw Tybetańczyków.
I co pozostanie po polityce Watykanu?
Bądźmy szczerzy… spróbujmy spojrzeć…
A bądźcie, próbujcie… beze mnie… Hipokryzja pełną gębą. To czy papież przyjmie Dalajlamę nie ma wpływu na los Tybetańczyków (w rękach władz Chin) ale ma wpływ los chińskich katolików (również w rękach władz Chin). Ciekawe.
Swoją drogą, pana tok rozumowania można odwrócić. Skoro obecny papież nie spotykając się z Dalajlamą dba o interesy chińskich katolików, to najwyraźniej JP2 musiał o te interesy nie dbać?
Obroncy praw czlowieka – Jak to brzmi ! moim zdaniem Papiez moze przyjac kogo chce! Jest to Sprawa Watykanu. Nie sadze aby taki handelek wy mi to a ja wam za to mial dotyczyc spraw wewnetrznych kosciola katolickiego. Obroncy praw czlowieka niech sie zajma glodnymi na swiecie, chorymi i tymi ktorych nie stac na opieke medyczna . Bo do tego wlasnie mamy najwieksze prawo!
Jak zwykle europejscy i amerykanscy “?ntelektualisci” zapominaja, ze kosciol katolicki jest instytucja niezalezna i nie maja prawa wsciskania swoich nosow w jego sprawy. Sa to ci sami ludzie ktorzy upokazaja papieza na kazdym kroku oraz domagaja sie zniesienia celibatu i prawa gejow do pelnienia funkcji w kosciele. Ciekawe kiedy ostatni raz poparli Tajwan w walce o niepodleglosc?
a ja słyszałem, że chrześcijanie powinni się poświęcać w imię wartości; nie powinni się dać złamać. czy papież postąpił lepiej niż człowiek, który w imię, w swoim mniemaniu, ratowania rodziny poszedł na współpracę z SB?
inna sprawa to forma w jakiej sie to odbyło. o ile wiem spotkanie było umówione, a zostało odwołane w wyniku nacisku chińskich władz. po wymuszonych przeprosinach muzułmanów za przemówienie w Ratyzbonie, to już kolejny raz, kiedy Benedykt XVI nie wykazuje się szczególną stałością charakteru…
do spotkania miało dojść 13 grudnia. czyż nie jest to symbol?
Panie Dominiku, a co powiedzieć Tybetańczykom? Że Watykan, do niedawna sprzyjający ich sprawie, przehandlował poparcie dla nich, by uzyskać korzyści dla swoich wiernych?
Układanie się z diabłem, czyli chińskim rządem, który daje sygnały, że ‘może coś niedługo’, przypomina próby obłaskawiania Związku Radzieckiego. Powodzenia. Rozumiem, że to taki realpolitik, życzę wszystkiego najlepszego chińskim katolikom, ale smutne to, jak osamotnieni są Tybetańczycy po już półwieczu brutalnej chińskiej okupacji, i to, że wyraz poparcia dla ich dążenia do wolności (którą my Polacy powinniśmy trochę rozumieć) traktuje Pan jedynie jako kwestię public relations.
A na koniec, czy JPII, spotykając się z Dalajlamą, i zresztą wieloma innymi niewygodnymi dla diabolicznych reżimów ludźmi, ‘handlował prawem katolików do swobodnego wyznawania wiary w tych krajach w zamian popularność wśród europejskich intelektualistów’?
pozdrowienia
W jaki sposób współczujący katolicy odpowiedzą Tybetańczykom na pytanie, dlaczego ich papież, najwyższy autorytet religijny i moralny, przehandlował ich prawo do swobodnego wyznawania wiary za doraźne łaski chińskiego rządu dla Watykanu?
Z czystym sumieniem moge stwierdzic ze prawa obywatelskie przesladowanych Tybetanczykow sa tyle samo warte co prawa przesladowanych chinskich katolikow.I Jako buddystka nie potrafie myslec o godnosci czlowieka i jego prawie do wolnosci sumienia i wiary,w kategorii handlu i korzysci. I w moim sercu to czyni z przywodcy uniwersalnego kosciola malego handlarza. Przynajmie to sugeruje pana komentarz.
Jestem wstrząśnięty zarówno lekturą tego felietonu, jak i faktem opublikowania go przez gazetę, która chce uchodzić za poważną.
Dawno już nie czytałem tekstu, który byłby tak jak ten felieton logicznie wewnętrznie sprzeczny, i który by dowodził zgoła niesłychanego pomieszania pojęć i wartości, a do tego ignorancji autora.
Autor zdaje się sprowadzać pojęcie osoby i godności ludzkiej do steku bzdur i ?koncepcji? niegodnych człowieka myślącego, które upowszechniają niektóre kręgi ?intelektualistów? europejsko-amerykańskich. To prawda, że dziś może i protestują oni przeciw decyzji papieża, ale żadną miarą nie są depozytariuszami tej godności. Autor zdaje się nie dostrzegać, że prócz hałaśliwych i płytkich protestów, jest olbrzymia grupa ludzi, dla których przesłanie Jana Pawła II o prymacie dawania świadectwa prawdzie i solidarności przed doraźnymi celami kościelnej polityki, stało się trwałym drogowskazem i swoistą tarczą przed zakłamaniem tego świata. Dla tych ludzi decyzja Watykanu jest co olbrzymim zaskoczeniem i pewnego rodzaju rozczarowaniem.
Nie chodzi tu o porównanie obu papieży przez jakiegoś sfrustrowanego Polaka, któremu tęskno za Janem Pawłem II. Tu chodzi o zasady, którym się daje świadectwo ? świadectwo prawdzie, gdy inni się tego boją lub ?przekalkulowują?.
Nie dostrzegając takiego rozumienie sensu tej sprawy, autor z konieczności popada w same sprzeczności i stawia fałszywe alternatywy.
?Intelektualistom? zarzuca, że porównują prawa człowieka, i że na ich wadze więcej znaczy godność Tybetańczyków niż katolików w Chinach. Po czym tę samą miarę myślenia próbuje zaszczepić czytelnikom zadając im pytanie, ?czy mogą dziś stwierdzić, że prawa obywatelskie milionów uciśnionych Tybetańczyków są więcej warte niż prawa milionów represjonowanych chińskich katolików?? Jak można rozważać, czy prawa jednego człowieka (a tu przecież chodzi najpierw o godność człowieka) jest więcej warta niż innego? Wydaje się, że autor jest ?godnym? oponentem ?intelektualistów? ? godnym, bo im podobnym. Wszak nie zaprezentował w felietonie spojrzenia na sprawę spoza zaklętego kręgu ?niemożności?, jakim jest ?wyważanie racji? i lekceważenie dewizy ?non possumus?.
Ale to nie koniec. Autor stosując tę samą, nędzną koncepcję porównywania i ważenia godności i praw różnych ludzi, usiłuje bronić papieża i katolików chińskich wkładając w usta tych ostatnich pytanie o to, ?dlaczego ich papież (?) miałby przehandlować ich prawo (?) za popularność wśród intelektualistów?? Doprawdy dawno nie czytałem słów tak poniżających zarówno papieża, jak i chińskich katolików. Jak można w ogóle pomyśleć, że ci umęczeni katolicy myślą tak płytkimi kategoriami, by w ogóle zadać papieżowi takie pytanie, i jak można pomyśleć, że tak żenującego pytania papież mógłby się ulęknąć?
Oprócz warstwy ?etyczno-moralnej? autor pokazuje również swoistą ?swadę? myślenia w kategoriach praktycznych i politycznych. Stwierdza banał, że spotkanie papieża i Dalajlamy ?niemal na pewno nie zmieniłaby sytuacji mieszkańców Tybetu?. Ten krótkowzroczny praktycyzm w świetle doświadczenia polskiego wręcz nie przystoi. Nie zapomniałem bowiem scen oglądanych przeze mnie z bliska, gdy partyjna wierchuszka w Polsce w roku 1978 i 1979 utwierdzała się w przekonaniu, że można zgodzić się na wizytę papieża, bo to przecież tylko kilka dni, po których papież wróci do siebie, a na miejscu w Polsce rządzić będzie dalej niepodzielnie partia.
Słowem, według autora Tybetańczykom to nie pomoże, a może przybliży zjednoczenie podzielonego kościoła w Chinach i ulży losowi chińskich katolików. Nie sądziłem, że po latach doświadczeń polskich i nie tylko polskich ktoś z krytycznie myślących ludzi może jeszcze taką tezę stawiać. Czy autor może przytoczyć chociażby jeden przykład z historii, iż reżimy totalitarne, a w warstwie ideologii i polityki takim reżimem jest reżim chiński, dotrzymały jakiejś umowy z Kościołem, gdy nie było to wyłącznie w ich własnym doraźnym interesie politycznym, lub gdy mogły sobie pozwolić bezkarnie złamać umowę, a jednak tego nie uczyniły? Czy jest chociażby jeden przykład, by totalitarny reżim nie niszczył Kościoła i innych religii wszystkimi dostępnymi środkami ? od prześladowań i gróźb do zręcznego wykorzystywania słabości i naiwnością hierarchii, by ostatecznie przejąć kontrolę nad Kościołem lokalnym lub wspólnotą wierzących? Więc jakież gwarancje można mieć, że los katolików nie poprawi się jedynie do dnia zakończenia olimpiady? Przecież to już braliśmy. Czyżby autor zapomniał, jakie to wielkie nadzieje na ?liberalizację?, ?oswojenie komuny? itp. łączono na Zachodzie z olimpiadą w Moskwie? Wszystkie umizgi Kremla pod adresem Zachodu skończyły się wraz ze zgaszeniem znicza olimpijskiego w Moskwie, a entuzjaści ?oswajania? na jakiś czas wzięli wodę w usta. Chyba tylko bardzo naiwni i nie znający historii mogą sądzić, że ?flirt? Pekinu z Watykanem potrwa dłużej niż do ostatniego dnia olimpiady. Watykański ?establishment? nie jeden raz się mylił w swoich kalkulacjach. Przypuszczam, że i tym razem się myli, ale wolałbym żebym to ja się mylił.
Krytycznie myślący człowiek, który nie cierpi na ahistoryczność, nie może twierdzić, że z jednej strony gest papieża nic praktycznie nie da Tybetańczykom, ale za to może da jakieś korzyści katolikom chińskim. Na racjonalność takiego ?ważenia? racji (jeżeli by w ogóle byłoby to stosowne) brak dowodów, prócz tych, które kiedyś fascynowały ?intelektualistów? na Zachodzie, gdy głosili, że zło totalitaryzmu trzeba oswajać i cywilizować.
Decyzja Watykanu ma też swój kontekst europejski. Można by zapytać, jak w tej sytuacji wygląda p. Angela Merkel, która znalazła czas dla Dalajlamy. To co? Niemcy nie mają żadnych interesów w Chinach i mogą swobodnie narażać się Pekinowi? A może p. Merkel podlizuje się ?europejskim intelektualistom?? Ponieważ jedno, i drugie jest bzdurą, więc wychodzi niestety na to, że watykański establishment wystrychnął ją na dudka, dał po łapach i nauczył, żeby nie wychylała się przed szereg. ?Wygłupiła się?, ale nauczkę na pewno dobrze zapamięta i Dalajlama niedługo nie będzie mieć w Europie żadnego przywódcy, który by mu uścisnął dłoń. No cóż, ten Dalajlama, to okropnie kłopotliwa postać. Już by się usunął i nie ruszał z Nepalu.
Sprawa ma też i kontekst dotykający katolików na świecie Stosując ?pratycystyczną? miarę autora trzeba by zapytać, co papież odpowie milionom ludzi, którzy są rozczarowani i zagubieni, bo oczekują od niego świadectwa prawdy o godności człowieka i solidarności z pokrzywdzonymi, a widzą ?handel? niezbywalnymi wartościami za co najmniej wątpliwe korzyści dla współbraci w Chinach? Kisiel dorzuciłby pewnie, ?koteczku, a których milionów katolików jest więcej ? ?rozczarowanych?, czy ?chińskich?, gdyby tylko takimi kategoriami rozumował. Ale też swoimi pytaniami do ?koteczka? umiał odsłonić absurd prawd pozornych lub fałszywych.
Może też wypadało by się zapytać, jak na gest papieża popatrzą miliony chińskich niewolników totalitarnego ?wolnego rynku?, rodziny ofiar zamordowanych na placu Tian an Men i w kazamatach reżimu chińskiego, setki milionów Chińczyków, dla których obietnica wolnego rynku i demokratyzacji ?na warunkach? reżimu i międzynarodowego kapitału oznacza beznadziejne trwanie w biedzie i cierpieniu? Czy nie należało by poświęcić chociażby jedno zdanie temu, co ci ludzie pomyślą o świadectwie, a tym samym ? nadziei, jaką daje najbardziej znany przywódca duchowy w Europie?
Godność człowieka jest i niezbywalna, i niepodzielna. Gdy depcze się godność człowieka, to wszystko jedno gdzie ? zawsze jest to także obraza godności wolnego człowieka i zagrożenie dla niej. Bo czego, jak czego, ale zła oswoić i ucywilizować się nie da. Dopadnie każdego z nas, jeżeli by się biernie przyglądać, jak panoszy się ono na razie z dala od naszego domu.
“Prawa czlowieka” to nic innego niz metoda rzadzenia glupimi.
Madrzy wiedza, ze kazdy ma prawo robic co chce dopoki nie szkodzi innym. Wszyscy madrzy sie z tym zgadzaja. Roznimy sie tylko w opiniach co szkodzi innym a co nie szkodzi innym. Przykladowo, komunisci wierzyli, ze wlasnosc prywatna prowadzi do wyzysku i w konsekwencji szkodzi innym. Wiekszosc z nas dzis w to nie wierzy.
Powinnismy wiec dyskutowac jaka dzialalnosc szkodzi innym a jaka nie szkodzi. Nie dajmy sie oglupiac manipulatorom. Co to znaczy “prawa czlowieka”? Prawo do czego? Niech nam podadza liste praw czlowieka.
Chinskie okreslenie “harmonijny rozwoj spoleczenstwa” wydaje sie bardziej pozyteczne.
No cóż, Papież dał świadectwo…
Niestety, taki relatywizm moralny w wydaniu papieskim nie całkiem mi odpowiada. Papież powinien być moralnym wzorcem stałym, punktem odniesienia odpornym na koniunktury polityczne. Przypomina mi się niesławnej pamięci Pius XII, który nie zdobył się na odwagę otwartego potępienia faszyzmu w czasie II wojny światowej, co mu się wytyka do tej pory.
Znowu teoria “mniejszego zła”. Tyle, że akurat w tym kontekście dla mnie nie do przyjęcia. Jakoś nie mogę sobie wyobrazić mistrza z Nazaretu w roli dyplomaty, chłodno ważącego racje za i przeciw w podobnej sprawie. A przecież biskup Rzymu jest podobno jego namiestnikiem na Ziemi.
Ręce opadają jak czytam taki tekst.
Zwłaszcza w mojej ulubionej gazecie.
Wynika z niego, że lepiej nie robić nic w obronie tych, którym i tak nie można pomóc, bo można zbyt dużo stracić.
To chyba się nazywa handel, tylko że w tym przypadku przehandlowana jest ludzka wolność (a często życie).
przecież to jasne o co chodzi. W Chinach już mieszka 13 mln. katolików, z prawdopodobną opcją na powiększenie tej liczby. A jak wiadomo za wiernymi płyną pieniądze. Mydlenie oczy jakimiś prawami mniejszości to bzdura. Papiestwo przez setki lat do perfekcji opanowało sztukę pozyskiwania funduszy z różnych źródeł. Chrześcijaństwo i miłosierdzie akurat nie ma tu nic do rzeczy. Pozdrawiam
Papiez stanal przed dylematem wyboru, miedzy interesami wiary katolickiej i prawami czlowieka.
Wybral jak widzimy, interesy propagacji swej wiary.
Byc moze JPII zrobil by inny wybor.
Moim skromnym zdaniem nie bylo wyboru , ktory by nie szkodzil autorytetowi Benedykta XVI.
Swiat, w ktorym zyjemy, nie sprzyja tolerancji, czego wyrazem jest wojna Iracka , wojna swiata judeo-chrzescijanskiego z Islamskim.
Wojna, ktora przeciez JPII ostro potepil.
Przypomina mi sie stanowisko Watykanu w stosunku do katolików polskich w czsie II Światowej. Też nie było żadnych protestówani w sprawie mordów ludności, ani księży. To tylko tkich typów jak Hitler wówczas a chinole, dziś rozzuchwala, i napewno nie polepszy sytuacji wierzących w Chinach. Jesli Benedykt XVI w to wierzy, to znaczy ,że nie dorósł po takaich doświadczenich do roli następcy JPII.
Czysta prawda.Dodać wypada że chyba wszędzie gdzie rozszerza się wolność dla katolików niebawam rozszerza się wolność dla innych wyznań.
jeśli ktoś w dalszym ciągu uważa , ze obecny papież jest kontynuatorem idei Jana Pawła II jest albo ślepy albo głupi. Wystarczy porównać to co zrobił dla biednych słabych i uciśnionych Jan Paweł II z tym co robi obecny papież. Ten człowiek nie wstawił by się za nikim na świecie!! Jako następca Jezusa na ziemi, według wiary chrześcijańskiej, nie czyni on niczego w czym przypominałby poświęcenie Jezusa dla uciśnionych. Niemcy napisali po wyborze papieża ” Wir sind Papst” co oznacza jesteśmy papieżem i tylko o to tu chodziło!
Juz rozumiem dlaczego papiez Pius nie potepil Hitlera w trakcie II WS. Badzmy sczerzy. Decyzja papieża, aby potepic mordowanie Zydow, niemal na pewno nie zmieniłaby ich sytuacji w III Rzeszy, mogłaby natomiast zaprzepaścić realne szanse na poprawę sytuacji katolików.
Panie Dominiku, odpowiadając na postawione przez Pana pytanie zamykające tekst – Jestem katolikiem, zresztą tak jak moja rodzina od pokoleń, ale nie ma czegoś takiego jak przehandlowanie prawa do swobodnego wyznawania wiary. Tu uderzę w patos, ale w to wierzę, iż wszyscy ludzie są przed Bogiem równi i jak mówi NT – nie sztuka kochać najbliższych. Postawa BXVI nie zmieni sytuacji katolików, bo po końcu olimpiady Chiny wrócą do swej pierwotnej linii, ale nie to jest najważniejsze. Papież jako autorytet moralny powinien występować z poziomu moralności, nie zaś interesów grupowych (chociażby i jemu i nam tak bardzo bliskich)
Instytucji kościoła obrządku rzymskiego (bo jest i grecki) trudno jest odnieść się do zagadnień “prawa człowieka jako podmiotu samoistnego”. Kościół nie wyznaje praw jednostki. Tybeteńczycy są pojęciem etnicznym a własne zgromadzenie w Chinach – własna organizacja strukturalna – nie. Rzym zabiega o własną komórkę organizacyjną. Tak misię wydaje. dziękiuję.
Można się było spodziewać takiego komentarza po ultrakatolickim redaktorze. To nic, że to nie ma wiele wspólnego z chrześcijańskim miłosierdziem. Lojalność wobec instytucji jest najważniejsza!
Mój komentarz
A może papież po prostu nie ma o czym rozmawiać z wyznawcą buddyzmu, który wierzy w reinkarnację, czyli w to, że
?kolejne życie jest różne od poprzedniego, ale ma na nie wpływ poprzednia karma. Strumień świadomości, niosący w sobie karmiczne nasiona z poprzednich żywotów manifestuje się w kolejnym ciele, którego kształt i miejsce odrodzenia zależne jest od tychże nasion karmicznych. W czittamatrze nośnikiem nasion jest alajawidżniana, w madhjamace szósta, mentalna świadomość. Gdy znika niewiedza (wiara w trwałe i niezmienne osobowe “ja”), znikają także karmiczne przyczyny odradzania się? (link http://pl.wikipedia.org/wiki/Buddyzm)?
Dyplomacja w stylu Machiawellego (a w tym duchu prezentuje swoją analizę redaktor Zdort) nie przystoi Papieżowi. W każdej sytuacji Papież winien stać na straży WARTOŚCI, a nie doraźnej skuteczności. Zarówno w sprawie chińskich katolików, jak i Tybetańczyków. Miejmy nadzieję, że odmowa spotkania z Dalajlamą nie ma podtekstów politycznych jak sugeruje autor.
Człowieku, czy ty rozumiesz co napisałeś? Uważasz, że można przechandlować prawo do niepodległości i wolności wyznawania swojej wiary przez Tybetańczyków za prawo do “swobodnego” wyznawania wiary przez katolików? Napisz po prostu, że uważasz iż jeden katolik, który może będzie miał prawo do swobodnego wyznawania wiary (czego nie miał nawet Jezus), jest dla ciebie więcej wart niż dowolna ilość ludzi wyznających inną wiarę. I wszystko będzie jasne. A na pewno pod względem moralnym.
Mój komentarz
A może papież po prostu nie ma o czym rozmawiać z wyznawcą buddyzmu, który wierzy na przykład w reinkarnację, czyli w to, że
?kolejne życie jest różne od poprzedniego, ale ma na nie wpływ poprzednia karma. Strumień świadomości, niosący w sobie karmiczne nasiona z poprzednich żywotów manifestuje się w kolejnym ciele, którego kształt i miejsce odrodzenia zależne jest od tychże nasion karmicznych. W czittamatrze nośnikiem nasion jest alajawidżniana, w madhjamace szósta, mentalna świadomość. Gdy znika niewiedza (wiara w trwałe i niezmienne osobowe “ja”), znikają także karmiczne przyczyny odradzania się? (link http://pl.wikipedia.org/wiki/Buddyzm)?
Po ludzku biorąc może ma Pan rację, ale Kościół jest czymś więcej niż partią polityczną, przedsiębiorstwem, kartelem, związkiem hodowców kanarków. Spotkanie z Dalajlamą byłoby daniem świadectwa prawdzie – odmowa jest zaprzeczeniem. Może się wydawać, że papież, Kościół zyskają ugodę z Chinami, polepszenie losu chińskich katolików… ale w Bożej ekonomii jest inaczej – nie może złe drzewo rodzić dobrych owoców – zło nie prowadzi do dobra.
“Czy z czystym sumieniem mogą dziś stwierdzić, że prawa obywatelskie milionów uciśnionych Tybetańczyków są więcej warte niż prawa milionów represjonowanych chińskich katolików?”
A czy są mniej warte? Czy można porównywać “wartość” łamanych praw, ograniczonej wolności?
A jeśli już próbować podchodzić do tego “pragamatycznie” to wspólne działania przeciw wszelkim przejawom łamania praw człowieka zapewne są bardziej skuteczne niż zgoda na zaniechanie w jednym obszarze, by coś uzyskać w innym.
zdaje się Pan nie pamiętać że KK to najpotężniejsza organizacja na świecie i chyba najbogatsza. i potrafi zadbać o swoich. a Tybetańczycy i Dalajlama? ani nie mają takich pieniędzy ani nie stoi za nimi tak silne lobby- jedyny sposób walki to istnienie w umysłach ludzi, podtrzymywanie pamięci o ich losie poprzez m.in. takie spotkania jak te które się jednak nie odbędzie. zatem ich sytuacji nie da się w żaden sposób porównać. i najważniejsze-Tybetańczycy giną w walce o swoje prawa nagminnie , a katolicy chińscy muszą się jedynie, i też niezawsze, bunkrować. to jest chyba różnica, nie śadzi Pan?
Brawo Panie Redaktorze!
Idealny przyklad moralnosci Kalego – prawa do swobodnego wyznawania wiary naleza sie katolikom bardziej niz Tybetanczykom.
Odwrot od mysli ekumenicznej i myslenie w stylu “oby naszym bylo dobrze”. A o innych nie warto sie upominac – bo sa inni.
A pointa w postaci prawa Tybetanczykow = poklask europejskich (w domniemaniu lewicowych i zlych) intelektualistow to po prostu majstersztyk.
Wychodzi wojujacy i ksenofobiczny Kosciol katolicki, dokladnie jak w stereotypach.
Lepiej zeby nie bronil Pan decyzji papieza, bo to taka niedzwiedzia przysluga w tym wypadku.
Panie Piotrze
Zawsze myślałem że tam gdzie chodzi o cierpienie należy murem stawać za tymi którry go doznają bez względu na religie, kolor skóry czy też jakiekolwiek inne różnice. Politykierstwa nie uprawiał ani Jezus ani Budda. I na pewno żaden z nich nie rozdzielałby istot na te którym pomoże i te które zotawi. Bez względu na opinie europejskich intelektualistów, dziennikarzy, autorytetów i wszystkich innych współczesnych mędrców. Z każdym prześladowaniem należy walczyć. Razem a nie osobno bo inaczej nic z tego nie będzie. To kiedyś było takie oczywiste.
Z pozdrowienami
Pana czytelnik
To cały szachraj Ratzinger. Chiny wołają, Niemcy czekają na zlecenia miliardowe. A Pan, Panie Zdort wierzy w dobre serce Ratzingera dla katolików, papieże się Panu pomylili. Jan Paweł II nigdy nie zaprzedałby wolność człowieka jakiego kolwiek kosztem obłudy. Dla niego była ekumena, a nie Jezus Domine, za którego zresztą zbeształ Ratzingera i to publicznie, co mu się niezdarzało.
Nie ma się co dziwić, że tzw. obrońcy praw człowieka protestują. Nie chodzi im bowiem o prawa ludzkie, ale o to, by “przywalić” papieżowi i Kościołowi. Jakoś nie słychać, by protestowali przeciwko prześladowaniu chrześcijan w Chinach czy Korei Płn,. w krajach arabskich takich jak Irak, Sudan czy Arabia Saudyjska. Nie ujmują się za katolikami coraz bardziej pozbawianymi praw z powodu wyznawanej wiary nawet w Europie (casus Butilione). Za to podnoszą krzyk, gdy ktoś krzywo spojrzy na geja lub nieprzychylnie wypowie się o imigrantach palących obecnie np. samochody w Paryżu. A już nie daj Boże, by ktoś nie akceptował zabijania nienarodzonych, bo to wróg praw czlowieka nr 1
W tym kontekscie jasnym jest, że ujmą się za buddystami nie z powodu troski o ich rzeczywistą, trudną sytuację, ale dlatego, że sytuację tę mogą wykorzystać do kolejnego ataku na papieża, ktorego uważają za swego największego wroga.
“Swobodne to wyznawanie wiary w Chinach” – to chyba jakies kompletne nieporozumienie. Na szczescie papiezem w latach 80tych byl JPII, bo Benedykt by sie chyba z komunistami inaczej ukladal – w imie “swobodnego” wyznawania wiary w Polsce… . On wiedzial, jak z czerwonymi dyktatorami postepowac – i jak nie dac sie szantazowac … .
Rosjanie maja interesy w Czeczeniii ,
Chinczycy maja interesyw Tybecie ,
wielebni sutannicy , papiez ,kosciol ma swoje interesy .
Nazywaja to polityka koscielna .
Cynizm ,wyrachowanie w imie Boga .
Witam, Punkt widzenia zdroworozsądkowy, jednak myślę, że odmówienie wizyty niczego na lepsze w sytuacji katolików w Chinach nie zmieni. Przyjęcie Dalajlamy oznaczałoby na pewno błąd polityczny wobec Chin, ale, podobnie jak z Rosją, z Chinami negocjacje dobrych gestów nie przekładają się na rezultaty w kompromisach. Zatem odmówienie spotkania z Dalajlamą nie jest ustępstwem ofiarnym na rzecz katolików w Chinach, ale raczej porażką i uznaniem wyższości władz politycznych nad wiarą i jej doktryną – na taki kompromis kościół katolicki zawsze był gotów, bo to sprzyja interesom. ‘Jesteście tacy jaka forsa na tacy’
Mamienie ‘ratowaniem’ chińskich katolików jest dość prostym punktem widzenia, i bardzo katolikocentrycznym, jak na Polskę przystało. Moje pytanie do Sz. P. Zdorta brzmi: jeżeli nie wierzymy w to co mówimy, to po co tą niewiarę chcemy szerzyć dalej? Podobno wiara katolicka oparta jest na poświęceniach (tzn. ‘podobno’ jest tu cynicznym ‘na pewno’)? Myślę, że prawdziwy katolik (czyt. np. chiński katolik) nie miałby nic przeciwko poświęceniu własnych praw na rzecz innego, ciemiężonego bliźniego, jeżeli oczywiście wierzy w to, co kościół lubi mu sprzedawać. Ale z drugiej strony jeżeli nie wierzy, to widocznie aż tak bardzo na katolicyzmie mu nie zależy, i może się go wyrzec i sam się uratować, bez pomocy gierek politycznych Benedykta, który jest tyle wart jako duszpasterz i reprezentant wiary, co krocie jego poprzedników przed JPII. Przykro mi P. Zdort, ale przedstawiony przez Pana punkt widzenia choć z lekka poszerzający dyskusję o dodatkowy wymiar, jest jednak jak zwykle w takich przypadkach dużym uproszczeniem mocno wyrwanym z podstawowego kontekstu. Przedkłada wartości polityczne nad wartości moralne – czyli robi to, czego uczy od dawna postawa kościoła polskiego oraz, w gruncie rzeczy, również historycznie postawa kościoła katolickiego od jego powstania. Wielki minus z moralności dla Pana i dla Kościoła.
no to straszna szkoda, żeś Pan nie wyjaśnil tego wszystkiego Janowi Pawłowi II jak przyjmował Dalajlamę – na pewno uznałby tak racjonalną argumentację i bronił praw katolików w Chinach za pomocą dystansowania się od sprawy Tybetu
Aha, to jak Jan Pawel II spotykal sie z Dalajlama, to tez przehandlowal prawo chinskich katolikow do swobodnego wyznawania wiary za popularnosc wsrod europejskich intelektualistow?….
hmm ciekawe, a ja myslalam, ze on dawal swiadectwo wartosciom, ktore byly dla niego i dla kazdego katolika wazne…
ale oczywiscie Pan Redaktor wie lepiej…
Bardzo dziękuję Panu Redaktorowi za ten komentarz! To ważny głos, tym bardziej, że w obecnej sytuacji w Polsce, kiedy zbyt łatwo i jednoznacznie próbuje się komentować pewne fakty życia publicznego i społecznego, Pański komentarz przywraca pewną równowagę! Dziękuję!
Jan Paweł II z DalajLamą się spotykał. Wątpię, czy robił to dla “popularności wśród europejskich intelektualistów”
Przyjmując Dalajlamę Watykan odrzuciłby handlowanie. Wygrałby nie tylko moralnie ale i politycznie. Odmawiając nie tyle zaczął handlować co dał się zaszantażować. Przegrał uginając się – teraz sytuacja katolików będzie już stale kartą przetargową. Nie mogę uwierzyć w naiwność doświadczonej dyplomacji watykańskiej. Watykan stracił autorytet i trudno będzie go odbudować. Kanclerz Merkel przyjęła Dalajlamę w zeszłym tygodniu pomimo tych samych nacisków i z pewnością konsekwencji gospodarczych i politycznych (naraziła się na sporą krytykę we własnym kraju).
Panie red. dla mnie prawdziwym obrońcą praw człowieka jest Benedykt XVI, a nie pseudointelektualne elity.
Zgodnie z apelem autora spojrzalem na praktyke postepowania Benedykta XVI przez pryzmat wyznawanych przez siebie wartosci. To co ujrzalem sklania do niewesolych refleksji. Papiez wydaje sie stopniowo odchodzic nawet od tych ustalen Soboru, ktore staly sie symbolicznym znakiem nowego Kosciola. Przywrocenie starej liturgii, forsowanie choralu gregorianskiego – to niektore tylko symptomy triumfu konserwatyzmu a la Pius XII.
W sprawie Dalajlamy Watykan sie oficjalnie nie wypowiedzial, ale gdyby miało byc tak, jak interpretuje autor, to ciarki przechodza po plecach. Aptekarskie wazenie, z jednej strony cztery i pol miliona pozbawianych swoich praw Tybetanczykow, z drugiej osiem milionow katolikow chinskich. Kompletna bzdura! To nie jest kwestia popularnosci wsrod europejskich intelektualistow – wykształciuchow. To jest kwestia pryncypiow i zrozumienia slow Jezusa
“WSZYSTKO, CO UCZYNILISCIE JEDNEMU Z TYCH BRACI MOICH NAJMNIEJSZYCH, MNIESCIE UCZYNILI” (Mt 25, 40).
I oto jak daleko odszedl Benedykt XIV od szlaku wytyczonego przez swego wielkiego poprzednika.
Chce Pan powiedzieć, że podwójna moralność jest zawsze w cenie? Wniosek taki, że paktowanie z diabłem jest jak najbardziej w porządku do osiągania korzyści, nawet jeśli jest to absolutnie naganne i stoi w sprzeczności z nauką Kościoła. Płynne sumienie?!…
Papiez Benedykt XVI jako głowa KK ma obowiazek przede wszystkim dbac o losy katolików na całej ziemi.
Bardzo się cieszę z tego, że podejmuje on takie , a nie inne decyzje.
Należy odczytywac znaki czasu.
Czyżby obrońcy praw człowieka nie mieli zadnych autorytetów moralnych, którzy mogliby im pomóc?
Czy naprawde szanują oni B16?
Czy nie jest to przypadkiem następny pretekst do krytyki KK i B16 ?
Red. Zdort jak zwykle wie, że dzwonią, nie wie tylko w jakim kościele. Z napuszonego pustosłowia wynika, że jeżeli Papież oleje Dalajlamę, to państwo chińskie nie będzie gorzej traktować Katolików (ale już innych Chrześcijan nie? To takie panazdortowe). O tragicznych skutkach takiej realpolityk wołał na puszczy np. Józef Mackiewicz. Wygląda na to, że Watykan ma kolejną idee fix i sprzedaje Chińczyków tak jak onegdaj nas Sowietom, naiwnie licząc na jakieś korzyści (wtedy wierzyli w odwrócenie skutków wielkiej schzimy).
Spuście pana red. Dorna bo psuje wam image.
Errata: chodziło mi, oczywiście o przehandlowanie Tybetańczyków, a nie Chińczyków.
Drzwi Watykanu za Jana Pawla II byly szeroko otwarte
Drzwi za Benedykta XVI juz chyba nie
Nie mozna robic tak jak dyktuja ci ktorzy zycie ludzkie maja za nic, bo co by nie robic bedzie bledem.
@ smutny luteranin, 7,39
I smutny pozostaniesz, bo nie widzisz człowieka lecz pieniądze. Nie respektujecie i nie uznajecie(luteranie), tak jak buddystka stanowiska papieza .
Dziękujemy, postoimy za yogę, która otwiera drogę na inne bóstwa-złote cielce.
B16 ma rację, a był prawą ręką JPII.
powiedział w październiku 2002 w wywiadzie z Gero von Boehm, cytuję z pamięci: Jan Paweł II obejmuje i ściska wszystkich z różnymi nakryciami głowy, kapeluszami wysokimi i niskimi. Ale mnie napawa wielkim strachem jak tylko otwiera buzię pewien kardynał, ten najważniejszy (Ratzinger) i niszczy wszystko co papież robi i mówi. (8.10.2002 3sat kulturalny program tv publicznej w Niemczech ”Gero von Boehm begegnet…”).
Cytat: “Bądźmy szczerzy. Decyzja papieża, aby przyjąć w Watykanie Dalajlamę, niemal na pewno nie zmieniłaby sytuacji mieszkańców Tybetu, mogłaby natomiast zaprzepaścić realne szanse na poprawę sytuacji chińskich katolików. ”
Badzmy szczerzy, przeciez tego rodzaju argementacja jest oczywista nieprawda, udowodniona stukrotnie w ciagu ostatnich 60 lat kontaktow z dyktatura rosyjska czy chinska. Rowniez obecna praktyka oswojania Putina i tolerwania w imie tego oswojania ludobojstwa w Czeczeni przez krystalicznego demokrate poniosla znowu calkowite fiasko, jak pokazuje rozwalanie demonstracji minimalnej wrecz opozycji w ostatnich dniach.
Dokladnie na takie “zrozumienie swiata i regul gry” licza Chiny i Moskwa. I dokladnie na odwrot postepowal JP II. Krotka pamiec nie powinna byc cnota redaktorow.
Łatwo jest rzucać kamieniami w Benedykta XVI, nawet nie w podjętą przez niego decyzję ale w niego samego i w Kościół Katolicki, pod przykrywką praw człwieka czy innych szczytnych ideii. Przecież Benedykt XVI to nie reinkarnacja JP2 ani Chrystusa. Podjęcie przez niego takiej decyzji nie przekreśla drogi do spodkania z Dalajlamą w ogóle. Nie jest mi znana odpowiedź Dalajlamy, nikt jej nie przytoczył a wydaje mi się to dość istotne. Artykuł redaktora traktuje jako próbę zrozumienia podjętej przez Benedykta decyzji. Przypomnę, że Tybetu nie okupują Benedykt XVI z Chrześcijanami ale komuniści którzy są ateistami.
Proszę jak się ogień rozszerza, niedawno były zamknięte drzwi dla Dalailamy w Watykanie, teraz już we włoskim parlamencie. To nie jest nauka Chrystusowa. Benedykt XVI niszczy katolicyzm, fałszuje naukę Chrystusa, ba zniesławia ją jako głowa Kościoła.
“Bądźmy szczerzy”: zawsze po stronie oprawców i zawsze przeciwko ofiarom. Bóg z nami.
Naiwność tu piszących przekracza wszelkie granice … Nie jestem praktykującym katolikiem, ale ze ZROZUMIENIEM przyjęłam decyzję papieża. Nie słyszałam żeby Dalajlama zabiegał kiedykolwiek o prawa do wolności religijnej dla katolików, zawsze i wszędzie występował “tylko” w obronie Tybetu. Nie uważam go też za nieomylny autorytet, ani też świętego za życia
Myślę że robi to co do niego należy jako przywódcy “kościoła” buddyjskiego, a papież robi to co należy dla kościoła katolickiego. To wszystko, nie trzeba do tego żadnej nadętej filozofii, ani “poprawności politycznej” lewicujących (może lewitujących ponad realem;) pseudointelektualistów…
Wstyd i hańba – i za tchórzostwo Papierza, i za stwierdzenia Zdorta w rodzaju: ‘Czy z czystym sumieniem mogą dziś stwierdzić, że prawa obywatelskie milionów uciśnionych Tybetańczyków są więcej warte niż prawa milionów represjonowanych chińskich katolików?’
Co ma piernik do wiatraka? Albo chlebek, albo masełko?!
Miłuj bliźniego swego (niezależnie od wiary) czy też Miłuj katolika swego a innych innowierców sobie odpuść?
Czy i jak można w takiej sytuacji zachować się porządnie?
Polecam: http://www.tezeusz.pl/cms/tz/index.php?id=1913
Wstyd, hańba i tchórzostwo
Myślę, że to dobra decyzja papieża, powinien przede wszystkim dbać o kościół na czele którego stoi: o jego rozwój i jedność. Jeśli możemy coś zyskać dla Kościoła Katolickiego nie miał bym na miejscu papieża skrupułów.
A tak w ogóle to o czym oni mają ze sobą gadać??? Jakie znaczenie ma takie spotkanie poza polityczną manifestacją? Będzie nawracał Dalajlamę na chrześcijaństwo?
“precz z hipokryzją na forum” – masz 100% rację!!!
Brawo KAZ – paragrafy , skutecznie przemyslane przez tworcow i nie dokonca zrozumiale czyli “prawa czlowieka”. Pamietacie jak za komuny dostawalo sie odmowe paszportu na podstawie paragrafu#2 ktory odsylal do peragrafu #1 , ktory niczego nie wyjasnial. To jest podobne, bedziemy po prostu kontrolowani I sami to chcemy podpisac! Komus na tym bardzo zalezy ,i znow zacznie sie “zamordyzm” Ludzie z zasadami, uczciwi i dobrzy nie musza miec niczyjego bata nad soba. My juz mamy prawa, i nasze polskie PRAWO ktorae chroni swoich obywateli! Nie jestesmy niczyimi niewolnikami, zebysmy musieli dzekowac za otrzymanie prawa. Prezydent Lincoln dal prawa czarnym ,ale oni byli niewolnikami, Te prawa ktore maja byc nam dane tak naprawde to , daja prawo innym do ograniczenia naszych praw!
Zasady zobowiązują.
Albo się ich broni albo nimi handluje. Tym razem B16 postanowił postawić na handel zamiast na ich pryncypialną obronę.
Ps. Papiez korzystajac z “praw czlowieka” ma prawo nie spotykac sie z osobistosciami nawet jezeli inni uwazaja ze nie ma racji.Tak jak my mamy prawo nie zapraszac osob nieporzadanych do naszego domu. Uszanujmy wiec prawo czlowieka!.I jeszce jedno On jest Benedyktem , nowym papiezem a nie jest na zastepstwie za JP 2 .
Doskonały komentarz, panie Marku! Podziwiam samozaparcie. Mam nadzieję, że pan Zdort czytuje nasze komentarze. Powinien.
A ja mysle, ze te dwie cioty sie nie lubia, i dlatego nie chca sie widziec.
Moge panie redaktorze wyrazic tylko glebokie zdziwienie trescia pana felietonu. Argumenty kuriozalne. Co panu zaszkodzilo?
To się tylko wpisuje w tendencje… Tendencje, które objawiają się wypraszaniem dziennikarzy Wolna Azja z wspólnej konferencji J.Kaczyńskiego i premiera Wietnamu czy też brutalnym pobiciem przedstawicieli kazachskiej opozycji na legalnej demonstracji, niedawno, w Bratysławie podczas wizyty prezydenta Kazachstanu… Smutne… Przez ostatnie lata tyle nam się mówiło o tym, że z terrorystami, z diabłem się nie paktuje. Najwyraźniej się paktuje, ba – handluje, jak tenże ma coś do sprzedania… Tanio…
Wszystko moge zrozumiec, ale trudno mi pojac dlaczego KK, a w szczegolnosci papiez rosci sobie pretensje do bycia uniwersalnym autorytetem moralnym i w ten sposob bywa traktowany przez duza czasc mediow. Postawe B16 streszczaja takie slowa jak: handlowanie wartosciami, relatywizm moralny, politykierstwo, sprzeniewierzenie sie zasadom oraz niedostatek swiadectwa. Kosciol pokazal, ze staje po stronie pokrzywdzonych i solidaryzuje sie z ciemiezonymi nie dla twardej zasady, czy z posluszenstwa ewangelii, a jedynie do czasu, gdy taka postawa zacznie kolidowac z jego wlasnym interesem. Polityka Watykanu wziela gore nad wiernoscia swemu poslannictwu. I tak dzialo sie czesto w historii Kosciola. Dlatego mam nadzieje, ze papieskie kalkulacje spala na panewce i chinscy komunisci nie dadza sie latwo udobruchac. Zapewne sa tez swiadomi, ze pozwalajac Watykanowi na wolna dzialalnosc w swoim kraju, narazaja sie na powazne klopoty. Partner bez zasad traci wiarygodnosc i staje sie niebezpieczny.
Przypuszczam, ze Benedykt XVI kierowal sie opinia chinskich katolikow, zarowno tych z Kosciola podziemnego jak i patriotycznego. Znajac nieco Chinczykow sadze, ze wierni obu kosciolow aceptuja okupacje Tybetu jako sluszna decyzje Pekinu.
Problem w tym, ze papiez powinien bronic PRAWDY, nawet jesli w danym wypadku nie pokrywa sie ona z pogladami lokalnego Kosciola. Niestety Benedykt okazal sie niezlym politykiem ale marnym papiezem.
Dlaczego właściwie Papież musiałby się spotkać z Dalajlamą?
Naprawdę to nie on jest odpowiedzialny za sytuację buddystów w Chinach. Może zresztą ona jest niegorsza od ciągle atakowanych i zniesławianych przedstawicieli Kościoła w krajowych massmediach.
Swiatowe znaczenie religii buddyjskiej w porównaniu do chrześcijaństwa jest niewielkie i gdyby nie to że Dalajlama służy krajom demokratycznym jako narzędzie do rozgrywek z Chinami, czy ostatnio z Birmą, krajami rzeczywiście na bakier z demokracją, ale to inna sprawa, to pewnie rzadko byśmy o nim słyszeli.
Czy ktokolwiek wie czym aktualnie się zajmuje np patriarcha Moskwy, czy Grecji czy głowa kościoła Mormonów, czy główny rabin Jerozolimy? Papież też ich nie przyjmuje i nikt nie ma o to do niego pretensji.
Jeżeli papież nie chce brać w tej zabawie udziału i nie uległ presjom to ma mój szacunek za odwagę.
Przecież Dalajlama był w tym roku owacyjnie przyjmowany w Parlamencie Europejskim gdzie miał swoje wystapienie na temat sytuacji w Tybecie.
Jezeli UE mu nie pomogła, to co może zrobic Benedykt XVI?
Trzeba pojechac do Busha – niech porozmawia z Chińczykami,
pojechac do Izraela – niech zrobią nacisk ekonomiczny i wykazą swoja wyzszosc moralną nad KK,
pojechac do Arabii Saudyjskiej – niech przykreca kurek z ropą itp.
Całkowicie podzielam słuszność uwag Pana red.Zdorta.Chciałbym dodać od siebie, że papież pełni podwójną funkcję.Jest jednocześnie następcą św.Piotra – a więc głównym pasterzem wszystkich katolików i jednocześnie głową Państwa Watykańskiego tutaj bardziej politykiem aniżeli kapłanem. Musi umiejętnie te dwie funkcje tak połączyć i wykonywać aby jako dobry pasterz jak najlepiej dbać o swoją owczarnię. To są prawdy chyba oczywiste. Dlatego dla walki o prawa człowieka i wolność bardziej kompetentni są np. Przewodniczący ONZ, przedstawiciele innych organizacji i związków. JP2 jednak przyjął Dalaj Lamę… Wydarzenia polityczne w świecie stale zmieniają się, a przeca papież jest również i politykiem.
“Świętszy od Papierza”
No NIBY ironia!
A jednak Ironia “nabrała ciała”.
Chciałbym mieć tylu Wolontariuszy-Doradców, co Jego Świątobliwość.
Mam pytanie do urażonych buddystów (zawsze bardzo tolerancyjnych, broniących praw człowieka itd.) W Sri Lance, gdzie buddyści stanowią 70%, a chrześcijanie około 10%, rząd wprowadza ustawowy zakaz zmiany wyznania, za co może grozic 6 lat więzienia. Wyobraźmy sobie co by się działo w Polsce gdyby zaczęła się dyskusja o wprowadzeniu prawa zabraniającego przejścia z katolicyzmu na buddyzm. Dlaczego “obrońcy praw człowieka nic nie protestują”. Pokażcie mi kraj, w którym większośc stanowią katolicy, gdzie są prześladowani buddyści, muzułmanie itd.
@kit, 18,12
Nie wciskaj kitu.
@MOr 14,47 – Twój wpis to pomieszanie pojęć, skąd Ci przyszło do głowy, że B16 nie miłuje bliźniego swego? Zacytowany atrykuł, to kula w płot, nie na temat.
B16 powinien umacniać w wierze katolików , a nie buddystów. Ich ma reklamować?, joga i ich “medytacje” są zagrożeniem dla katolika. Nie wiedziałeś? http://adonai.pl/zagrozenia/?id=14
Brawo dla Paulisty 19,38
Robi pan chyba za tzw. “pożytecznego idiotę”. Łudzi sie pan że ustępstwo papieża coś da? Przysłuży sie katolikom w Chinach? Jest pan chyba naiwny w gorliwej chęci tłumaczenia papieża.
ja wierzę że papież jakieś powody miał ale posądzanie go o takie nędzne kramarstwo “ja nie przyjmę tybeańczyka a wy zaczniecie lepiej traktować katolików w Chinach” to już horror. Naprawde ma pan takie złe zdanie o papieżu?
Żałość i żenada ten pański tekst. Zdaje sie zę naczelny też tak myśłi bo z głównej strony pan zniknął i trudno pański tekścik w rzepie odszukać mam nadzieję że niedługo rzem z naczelnym, wildsteinem, semką, ziemkiewiczem i resztą przeniesie sie pan do naszego dziennika albo gazetay polskiej, tam czytelnicy przełkną wszystko.
Liberalno-lewicowi obroncy praw czlowieka, ktorzy oburzaja sie na Benedykta XVI, ze nie przyjmujac Dalajlamy niby ma poswiecac prawa czlowieka Tybetanczykow o dziwo sami jakos nigdy nie protestuja przeciw lamaniu praw czlowieka katolikow przez wladze chinskie.
Dlaczego? Czyzby prawa czlowieka Tybetanczykow byly wazniejsze od praw czlowieka chinskich katolikow ktorzy od lat cierpia przesladowania, wiezienia i tortury?
Liberalne lewactwo kpi i krytykuje Benedykta XVI na kazdym kroku i zle zyczy Konsciolowi Katolickiemu, dlatego nie ma sie co przejmowac jego protestami, taka liberalnego lewactwa juz uroda.
Natomiast kazde bekniecie Dalajlamy, kazda nawet najbardziej infantylne zdanie wygloszone przez tego mnicha przyjmowane jest z rewerencja i zachwytem przez tych lewicowych wyksztalciuchow. Byc moze dlateg, ze niektorzy z nich sa po prostu buddystami, byc moze dlatego ze w przekonaniu lewactwa kazda religia jest dobra z wyjatkiem chrzesijanstwa a szczegolnie juz z wyjatkiem Kosciola Katolickiego.
Niech sobie lewactwo wyje z oburzenia, dobrze ze Papiez troszczy sie o swoje owieczki a zapewne tez w tajnych rozmowach z wladzami Chin nie zapomni upomniec sie o Tybetanczykow.
A Dalajlama niech dalej bedzie celebrowany przez liberalne lweactwo w ONZ, KE, PE i sam Bog.. o pardon, sam Budda wie gdzie jeszcze.
pies na lewizne, niewykluczone, że prawicowy i katolicki, zaszczekał pychą….
Witam i dziękuję za artykuł. Wiadomo, że na świecie wszyscy są prześladowani za wszystko, tylko nie chrześcijanie. Nawet, jeśli oficjalne, niezależne raporty mówią co innego. A może warto postawić na chrześcijaństwo i zgodzić się, że może ono rozwalić każdy totalitaryzm? Co by nie było, paruzja blisko. Na szczęście
Nie zgadzam sie, panie Zdort. W kraju w ktorym nie ma wolnosci dla lamaistow nie bedzie tez prawdziwej wolnosci dla katolikow. Nowy papiez pokazal, ze jest plazem. Nie nawroce sie na katolicyzm jesli tacy beda tam rzadzic.