Tomasz Pietryga: Czym się różni prawnik od sprzedawcy rzodkiewki

To dobrze, że Polacy są coraz bardziej świadomi swoich praw i potrafią dochodzić ich przed sądem. Dobrze też, że sądy orzekają coraz wyższe odszkodowania, bo dzięki temu szpitale, firmy ubezpieczeniowe czy banki są zmuszone do większej dbałości o dobro pacjenta czy klienta.

Niestety, jest również druga, ciemniejsza strona tego zjawiska. Skutkiem coraz wyższych odszkodowań jest bowiem brutalizacja na rynku usług prawniczych. Powoli gdzieś zanika stara palestra z tradycjami, wypierana przez młode wilki, którym w walce o jak najwyższe honorarium wszystkie chwyty wydają się dozwolone.

Widać tę sytuację u adwokatów zdobywających pirackimi metodami wysokie odszkodowania. Widać i u notariuszy, którzy – gdy mogą zarobić grube pieniądze za podpisanie kilkuset umów między deweloperem a mieszkańcami nowo wybudowanego osiedla – nie informują owych mieszkańców o niekorzystnych zapisach umowy. Choć ich zadaniem jest właśnie gwarantowanie takiego samego bezpieczeństwa obu stronom transakcji.

Korporacje prawnicze próbują walczyć z tym zjawiskiem. Bezskutecznie. Nie da się bowiem zagwarantować etycznej działalności prawników, jeśli większość środowiska nie zrozumie, że taki jest wspólny interes. Jeśli prawnicy nie przypomną sobie, że pracują w zawodzie zaufania publicznego różniącym się od profesji sprzedawcy rzodkiewki nie tylko poziomem dochodów.

Rację ma minister Zbigniew Ziobro, który z jednej strony otwiera zawody prawnicze, z drugiej zaś usiłuje zapewnić etyczne i odpowiedzialne postępowanie notariuszy, radców i adwokatów. Jednym z pomysłów Ziobry było przeniesienie korporacyjnych sądów dyscyplinarnych do sądów powszechnych. Tak aby nie koledzy adwokata czy notariusza, lecz niezależni sędziowie, badali coraz częstsze nieprawidłowości na rynku usług prawnych. Szkoda, że na razie skończyło się tylko na zapowiedziach.

W tej sytuacji tylko sama palestra może dowieść, że na miano zawodu zaufania publicznego rzeczywiście zasługuje.

Podziel się:
  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

(16) Komentarzy do “Tomasz Pietryga: Czym się różni prawnik od sprzedawcy rzodkiewki”

    -
  1. bocian pisze:

    Nie wiem, jak to jest u prawników, ale u lekarzy odpowiedzialność zawodowa jest odpowiedzialnością dodatkową do stosowanej do wszystkich, w tym do lekarzy odpowiedzialności karnej, czy cywilnej. Ta odpowiedzialność przed sądem lekarskim („kolegami”) jest więc nie zamiast, ale dodatkowo oprócz odpowiedzialności w normalnym trybie przed sądem powszechnym. Odpowiedzialność za błąd musi też być proporcjonalna do wynagrodzenia za prawidłowe wykonanie usługi. Sytuacja, w której lekarz dostaje dwa złote brutto za poradę, a jesli popełni błąd jest skarżony o sto tysięcy złotych jest nie do przyjęcia. Przy takim ryzyku nikt nie będzie udzielał porad.

    Dobre 0

  2. student prawa pisze:

    Szanowny Panie Tomaszu!
    Niestety ten wpis jest zbyt jednostronny, pełen uogólnień, które jak wiadomo powszechnie, szczególnie w kwestiach związanych z prawem są niebezpieczne. To coś w stylu błędnego wynikania logicznego:
    „Notariusze nie informują mieszkańców o niekorzystnych zapisach umowy” ^ Jan Kowalski jest notariuszem => Jan Kowalski nie informuje mieszkańców o niekorzystnych zapisach umowy
    W każdym środowisku zdarzają się patologie. Czy rozwiązaniem na nie jest zwiększony nadzór ze strony centralnych organów państwa? Moim zdaniem nie. Łatwiej jest dotrzeć do poszczególnych członków korporacji (adwokackich , notarialnych czy radcowskich) poprzez Okręgowe Rady/Okręgowe Izby. Często ich działania są skuteczne, mimo, że się o nich nie mówi. Na szczęście rozgłos nie jest przejawem sukcesu.
    Pozdrawiam,
    Piotr

    Dobre 0

  3. Wojtek pisze:

    Do Pana Łukasza Opalińskiego: to co Pan pisze to w dużej części zwykła nieprawda. Nie wiem, skąd informacje o jakoby olbrzymiej liczbie osób, które skorzystały z krótko obowiązujących przepisów tzw. lex Gosiewski. W istocie, jeśli chodzi np. o aplikantów sądowych, to faktycznie pewna ich liczba wpisała się na listy, ale większość wcale nie wykonuje zawodu, tylko pracuje jako referendarze czy asystenci sędziego (zawieszając np. uprawnienia adwokackie). Poza tym uwagą, że osoba która kończy aplikacje sądową nie ma Pana zdaniem kwalifikacji etycznych, żeby być adwokatem naraża Pana na śmieszność: oznacza to, że wymogi etyczne stawiane sędziom są niższe niż adwokatom? Jedyne, w czym ma Pan rację to to, że zawodu adwokata i radcy prawnego nie powinny wykonywać osoby, które jedynie przez 5 lat pracowały kancelariach czy innych tym podobnych miejscach, nie mając żadnego kontaktu z praktyką w sądzie. Życzę więc i Panu refleksji (której życzył Pan autorowi artykułu).

    Dobre 0

  4. ego pisze:

    nie informowanie stron o przeszkodach przy zawieraniu umow stanowi jawne naruszenie zasad i moze generowac korupcje.

    Dobre 0

  5. Borja pisze:

    Szanowny Panie Łukaszu,

    jeżeli jedyną Pana refleksją jest wniosek, że przyczyną ?upadku? adwokatury jest kilkaset osób, które uzyskały wpis na listę dzięki ustawie Gosiewskiego, to zapewne należy Pan do grona osób, które zaprowadziły adwokaturę tam gdzie jest ona dzisiaj. To grono osób, które nie widzą swoich win z przeszłości, które nie są gotowe do zmian i reform, które uważają, że dokonano zamachu na samodzielność adwokatury.
    Proszę sobie wyobrazić, że zdawałem na aplikację w czasach kiedy o Gosiewskim nie słyszeli nawet w Kielcach. Udało mi się dostać na sądową, skończyć ja z dobrym wynikiem. Na adwokacją nawet nie startowałem, bo nie było sensu. Na radcowskiej zadawano mi pytania o wymiar tablicy, o to kto przyznaje ordery ?zasłużony radca prawny? albo coś równie głupiego. Wyjaśnię tylko, że po teście miałem ilość punktów, która zapewniała mi swobodny ?awans? do grona szczęśliwców. Jako że tatuś z mamusią woleli politechnikę nie miałem niestety obciążeń genetycznych, które pomogłyby mi na ustnym. Przepadłem i dostałem tyle punków, żeby być trzeci pod kreską. Odwołania nic nie dały. Na aplikację dostali się sami swoi i kilku z zewnątrz. Pewnie Pan sobie teraz myśli: ?nie dostał się głupek i użala się nad sobą?. Błąd. Dostałem się na aplikację adwokacką ale po skończeniu sądowej. Wynik taki, że koledzy adwokacji mogli sobie zadawać pytania o Putramenta, dorobek naukowy profesora Zolla i inne ?ważne pytania? na które odpowiedzi powinien znać przyszły adwokat. Mogli, bo wynik z testu- pierwszy- powodował, że głupio było odsiać obcego i nie pozwolić mu na odbycie aplikacji. Mam teraz własną kancelarię, kocham swój zawód i nie wyobrażam sobie, że mógłby robić coś innego. Często nachodzi mnie jednak refleksja. Ilu jest takich jak ja, którzy skończyli aplikację dzięki sobie, swojemu uporowi, wiedzy a ilu takich, którzy skończyli ją, proszę się nie obrażać ale pewnie tak jak Pan, dzięki obciążeniu genetycznemu. Nie przepadam za PIS-em, o panu Ziobrze mam opinie nie odbiegającą od średniej środowiska- bardzo, bardzo złą. Ale ustawa Gosiewskiego ucięła adwokaturze rosnącego guza nepotyzmu. I chwała mu za to. Do zawodu dostawać się będą teraz dobrzy a nie swoi. Że będzie ich wielu? Co z tego. To dla dobra wszystkich lepsze wypiera mierne.
    I jeszcze jedno. Jeżeli Pan nauczył się etyki od kolegów adwokatów na zajęciach, to gratuluję Panu z całego serca. Mnie uczyli rodzice, inteligencki etos, wspaniali dziadkowie. Zajęcia na aplikacji adwokackiej uczą ale walki z nudą. Sztampa, brak polotu, mizeria. Gdyby pan Ziobro wiedział jak to wygląda, to ???? strach się bać.

    Dobre 0

  6. Isengrim pisze:

    Wiec co Pan, Panie Redaktorze, proponuje? Bo kolejne pomysly ministra Ziobry maja zrownac prawnikow ze sprzedawca rzodkiewki juz pod kazdym wzgledem, w tym w szczegolnosci zarobkow (slawne „stawki maksymalne”).

    „Lex Gosiewski” nie mogla jeszcze miec zadnego wplywu na rynek, wiec rzeczywiscie argumentacja p. Opalinskiego jest chybiona. Jednakze rownie chybione jest obwinianie „nepotyzmu korporacji” za niskie kwalifikacje moralne prawnikow. Jaki narod, takie kwalifikacje moralne. Skoro „polytycy” od 17 lat udowadniaja, ze tylko chamstwem, bezczelnoscia i brutalnoscia da sie wygrywac (np. Pan Pozal-Sie-Boze Na-Szczescie-Byly-Wicepremier Lepper), to nic dziwnego, ze wszystkie grupy spoleczne, od prawnikow po sprzedawcow rzodkiewek, dzialaja tak samo.

    Dobre 0

  7. Bogdan Ch pisze:

    Jestem zbulwersowany nierztelnością Państwa publikacji. Brak pecyzji sformułowań (np. „adwokat zdobywających pirackimi metodami wysokie odszkodowania”, a tymczasem raczej adwokat zdobywający pirackimi metodami zlecenia), uogólnienia i brak sensownych wniosków świadczy o nierzetelności dziennikarskiej. Nierozumne jest wręcz przeświadczenie, iż nadzór administracyjny prowadzony przez Ministra Ziobrę będzie remedium nad naruszaniem zasad etyki. Jedynie, pojawią się naciski na adwokatów, tak jak teraz są naciski na prokuraturę. Każdego adwokata będzie można wsadzić sobie do kieszeni grożąc mu pozbawieniem prawa wykonywania zawodu, a ten zrobi to, co sobie będzie życzył Pan Minister. Gratulacje posiadanej świadomości prawnej.

    Bogdan Ch.

    Dobre 0

  8. O'Polan pisze:

    Pan Opaliński rozśmieszył mnie niezmiernie pisząc, że nowi adwokaci mogliby sie uczyć etyki od palestry PRL. Miałem w bliskiej rodzinie przedwojennego adwokata ( po aplikacji sądowej+prokuratorskiej+adwokackiej-tak było). W latach 60-tych ( w1962 zlikwidowano prywatne kancelarie, tworząc zespoły) zajmował sie głownie arbitrażem i radcowaniem, bo stosując metody obrony zgodne z etyką nie miał szans z przeciwnikami wykształconymi w PRL, dla których wszelkie metody były dozwolone. Nie wspomnę o takich nauczycielach etyki jak Maślanko itp. Młodzi biorą wzór ze skutecznych, nie analizując ich postawy etycznej. To zjawisko nie dotyczy tylko Polski, na całym świecie jak widać z głośnych procesów wszystkie chwyty są dozwolone i akceptowane.

    Dobre 0

  9. s3ga pisze:

    Sąd dyscyplinarny nie zapewni etycznego postępowania, ponieważ nie sądy i strach przed karą zapewniają etyczne postępowanie, gdyby faktycznie zapewniały, żylibyśmy dziś w słodkiej utopii. Tylko i wyłącznie praktyka w zawodzie pod okiem osoby, która dała poznać się jako osoba zapewniająca standardy etyki adwokackiej może w jakimś stopniu spowodować, że przyszły adwokat nabędzie tej adwokackiej kindersztuby. W przypadku wprowadzenia licencji prawniczych ministra Ziobry kto tych licencjonowanych prawników nauczy jak rozmawiać z klientem (który tak samo może być pokrzywdzonym jak i zwykłym pieniaczem), jak się zachowywać w sądzie, kiedy odmówić przyjęcia sprawy itp. itd. Przyjmujemy rozumiem, że sami się „jakoś” nauczą, a jednocześnie pomstujemy na adwokatów, bo okazuje się, że nie wszyscy z nich odpowiadają wysokim standardom. Można by oczywiscie zadać retoryczne pytanie czy wszyscy dziennikarze postępują według dziennikarskich standardów etycznych, tylko po co mnożyć demagogię, która już wystarczająco dotknęła komentowany tekst.

    Dobre 0

  10. Radek pisze:

    Do autora: pragnę odnieśc się do stwierdzenia, że „Powoli gdzieś zanika stara palestra z tradycjami, wypierana przez młode wilki…”. Otóż ze względu na toczące się sprawy przed sądem od mniej więcej 15 lat mam bardzo dużo do czynienia z adwokatami i radcami. I jeżeli co kolwiek mogę powiedzieć, to to, że proces zaniku palestry z tradycjami nie jest zjawiskiem nowym – a raczej narastającym. Na 10 prawników specjalizujących się w prowadzeniu spraw cywilnych dla osób prywatnych (versus firmy czy korporacje) przeciętnie udawało mi się porozmawiać z 1 kompetentnym, którzy zakładają, że mają do czynienia z totalnym laikiem. Jeżeli udało mi się podważyć którąś z kuriozalnych tez czy wykładni prawa, to słyszałem, „sprytnie, bardzo sprytnie” a potem, że przecież i tak większość ludzi pojęcia nie ma o czym „taka papuga” mówi, więc albo łatwo można zaprzeczyć albo nieco zmienić ocenę stanu prawnego. Co do roztrzygania spraw przez sądy powszechne to choć jest to niezaprzeczalnie lepsze od sądów korporacyjnych, ale przez lata obserwacji relacji sędzia – adwokat/radca prawny, to mam wrażenie, że właśni ci, którym można zarzucić brutalizację i tak nie zostaną skrzywdzeni. Potem jedynie zostanie nam czytać wyroki uznające, że to żadnych nadłużyć, czy zaniedbań nie doszło pomimo jaskrawych przykładów świadczących o czym innym. Niektórzy sędziowie nie silą się nawet na napisanie dobrego uzasadnienia albo znalezienie odpowiedniej podstawy prawnej. W moim przypadku doszło np. do unieważnienia umowy sprzedaży nieruchomości na podstawie art. 5 kc – co zgodnie chociażby z podręcznikami do nauki prawa cywilnego jest niedopuszczalne. A więc podsumowując, żywię przekonanie, że jeszcze przez długie lata (dopóki mentalność się nie zmieni) wyroki uznające nieetycznośc zachowań adwokatów/radców będą należały do wyjątków. Swój swego nie skrzywdzi tak łatwo…

    Dobre 0

  11. Roman H. pisze:

    Sprzedawca pietruszki dokładnie wie jaki ma towar i zna jego cenę.Natomiast prawnicy Panie Igorze to dziwna nacja i dam przykład.
    Zapytałem Pana redakcję proponującą wyjasnienia z zakresu prawa i reklamującą się że współpracuje z najlepszymi kancelariami co następuje:
    Gdzie powinno sie odbyc postepowanie spadkowe naszego obywatela który zmarł poza krajem ? Do dzisiaj nie doczekałem sie odpowiedzi a pytani prawnicy z Kodeksem w ręku udzielali mi sprzecznych odpowiedzi !
    I to jest pytanie z cyklu drobnych wiec można sobie wyobrazić bełkot w sprawach istotnych !!!

    Dobre 0

  12. krystnagra pisze:

    A czy etyczne są te „porady” prawne , ktore w Rzeczpospolitej zastąpiły rzetelną publicystyke prawną i solidną informację ? Służą zaś głównie reklamowaniu różnych kancelarii ,szczególnie zaś młodych wilczków z tychże kancelarii.Agresywne są też Pańskie komentarze i niestety , nie zawsze rzetelna publicystyka uwzględniająca jedynie słuszne racje Pana redaktora Tomasza P.Polemiki , nawet zasadne z Panem P. nie są w ogóle zamieszczane !!!

    Dobre 0

  13. Paweł pisze:

    do p. Łukasza Opalińskiego: Nie chciałbym powielać słów krytyki, które padły pod Pańskim adresem ze strony kilku osób, ale muszę z przykrością stwierdzić, że Pana wypowiedź jest typowa dla skostniałego i co do zasady pozbawionego zdolności głębszej refleksji środkowiska adwokatów. Środkowiska, w którym odpowiednie powiązania rodzinne lub towarzyskie, były do niedawna więcej warte niż rzetelna wiedza prawnicza. Pana wywody na temat rzekomego braku przygotowania do pracy w zawodzie adwokata lub radcy prawnego osób po aplikacji sądowej lub prokuratorskiej są zaś świadectwem braku elementarnej wiedzy lub też złej woli.

    Dobre 0

  14. paweł pisze:

    panie Radaktorze, traktuję Pana komentarz na poziomie „ale inni szatani są tam czynni”, bądź „nikt nas nie przekona że białe jest czarne, czarne jest białe”.

    Powodzenia

    Dobre 0

  15. kou pisze:

    Różnica między prawnikiem w polskich warunkach a sprzedawcą rzodkiewki jest ogromna.
    Dobry sprzedawca rzodkiewki zasługuje na szacunek i społeczne poważanie, ponieważ zarabia na swoje utrzymanie swoją ciężką pracą i pomysłowością, a nie dzięki klice blokującej konkurencję (i przez to zawyżającej ceny za marnej jakości towar czy usługę), pasożytującej na klientach.
    A taki np. Jaśnie Wielmożny Pan Notariusz ma klienta gdzieś.. a jak niedopełni swoich obowiązków to nie ponosi żadnej odpowiedzialności – podobnie jak inni równiejsi z „zawodów zaufania publicznego”. Jeśli to kogoś oburza, to niech się zastanowi, ilu notariuszy, sędziów, adwokatów, prokuratorów, doradców podatkowych, etc. zostało naprawdę pociągniętych do odpowiedzialności (np. bankructwo, pozbawienie wolności, etc.).
    Mam nadzieję, że rząd, społeczeństwo, prawnicy jak najszybciej zniszczą korporacje prawnicze, które niszczą image zawodu prawniczego i nadają mu charakter pasożytniczo-mafijny.

    Dobre 0

  16. bart pisze:

    Proszę bardzo o zorganizowanie presji społecznej nt. wydatków na potrzeby sejmu – piszę z małej litery gdyż brak mi szacunku dla tych co się rozwiązali ale trwają przy korycie, dietach i darmowych przejazdach, rozmowach przez komórki itp…

    w Szwecji Minister skorzystała ze służbowego samochodu dla zrobienia prywatnych zakupów i pod WPłYWEM PRESJI społecznej zmuszona została do dymisji, A W pOLSCE UCHWALAJą PRAWO DZIęKI KTóREMU POSłOWIE DARMOWO LATAJą NA HEL 3 RAZY W TYGODNIU, rozmawiają przez telefony komórkowe ze znajomymi na Karaibach i sejm kosztuje rocznie 352 mln złotych (RMF FM 7.09.2007), a brakuje 50 mln zł na wały przeciwpowodziowe na Śląsku!!!

    Dobre 0

Dodaj komentarz

Dodanie komentarza oznacza akceptację REGULAMINU blog.rp.pl. Komentarze nie spełniające zasad zawartych w regulaminie - nie będą publikowane. Więcej informacji można znaleźć na modblogu modblogu.