Gdy jacyś goście się spotykają…

Z Pawłem Piskorskim rozmawia Kamila Baranowska:

Jeśli obywatele widzą, że w ich kraju dzieje się źle, mają prawo – a nawet powinni – zabrać głos – mówi Paweł Piskorski

Rz: Co tak niepokojącego dzieje się w Polsce, co skłoniło pana do organizacji konferencji w obronie demokracji na Uniwersytecie Warszawskim?

Paweł Piskorski: Sprzeciw mój i wielu innych uczestników konferencji dotyczy przede wszystkim stylu sprawowania władzy, wykorzystywania instytucji publicznych do własnych celów, łamania procedur instytucji publicznych, wsadzania do aresztu niewinnych ludzi, tylko po to, by móc się pochwalić skutecznością, oraz komentarzy dotyczących wyroków niezawisłych sądów. Długo mógłbym tak wymieniać.

Czyli inicjatywy takie, jak ta na uniwersytecie, mają tym zjawiskom zapobiec. W jaki sposób?

Jeśli obywatele widzą, że w ich kraju dzieje się źle, mają prawo – a nawet powinni – zabrać głos. Podczas wyborów mogą wyrazić swój pogląd, oddając głos na tę, a nie inną partię. Między wyborami jedynym wyjściem jest apelowanie i publiczne wyrażanie swojej dezaprobaty. To nam się udało. Konferencja odbiła się w kraju szerokim echem, wiele osób dowiedziało się, że nie są odosobnieni w swoim poczuciu, że w Polsce coś dzieje się nie tak.

A czy powołanie partii politycznej nie byłoby skuteczniejsze od tych wszystkich ruchów i konferencji?

Celem spotkania na UW nigdy nie było powołanie partii politycznej. Oczywiście każdy polityk prowadzi jakieś swoje działania: Aleksander Kwaśniewski deklaruje poparcie dla LiD, Andrzej Olechowski prowadzi rozmowy ze swoimi dawnymi współpracownikami, ja próbuję organizować komitety regionalne. Chciałbym zauważyć, że nie trzeba być w jednej partii, by móc wyrażać ten sam pogląd na daną sprawę. I tak jest w tym przypadku. Nie wykluczam jednak, że za dwa lata pojawi się pytanie polityczne: jaką formułę zaproponować obywatelom?

Czy ta formuła to Piskorski, Olechowski i Kwaśniewski razem?

Oczywiście nie można tego wykluczyć. Na razie jednak nie ma takich planów i nie wydaje mi się, by powstały.

Te nazwiska pojawiły się obok siebie nie tylko przy okazji konferencji, ale także Ruchu na rzecz Demokracji…

Tak, ale znowu wspomniany Ruch jest inicjatywą lokalną, krakowską. Poparłem ją, ponieważ cieszę się, że ludzie mądrzy i inteligentni, bo za takich uważam Jana Widackiego i Stefana Jurczaka, skupiają się i działają wspólnie. Dzięki temu ich głosy stają się słyszalne. Dodam tylko, że takich stowarzyszeń niepolitycznych powstaje w Polsce wiele i mają bardzo różny charakter. Nie ulegajmy spłaszczonemu sposobowi myślenia, że jak jacyś goście spotykają się i rozmawiają na forum publicznym, to już jest sensacja i na pewno chodzi o nową partię. I od razu tysiąc domysłów: kto i z kim, kiedy etc. Może trudno w to uwierzyć, ale tu naprawdę nie ma żadnego drugiego dna.

Dodaj komentarz

Komentarze zawierające sformułowania agresywnie obraźliwe (nawet wobec polityków) nie mają szans na publikację.