Trynkiewicz czyli blamaż

7 lut 2014

Każda sprawa jest dobra, by zaatakować przeciwników politycznych, zawłaszcza, że wybory tuż tuż. Najnowszą pałką którą politycy okładają się od wczoraj jest możliwe wyjście na wolność Mariusza Trynkiewicza.

Seryjnego mordercy sprzed 25 lat w przyszłym tygodniu zakończy odbywanie kary. Tabloidy popadły w histerię. Nie możemy do tego dopuścić ? grzmi Fakt. Prawnicy nie wyglądają na zaskoczonych, bo byli pewni, że jeżeli sąd ma trzymać się procedur, to taki będzie finał tej sprawy.

A politycy nawzajem obciążają się odpowiedzialnością. Już w czwartek na Twitterze doszło do ostrej wymiany zdań między byłym ministrem sprawiedliwości Jarosławem Gowinem, a byłym rzecznikiem rządu Pawłem Grasiem. Gowin napisał, że wyjście Trynkiewicza na wolność to blamaż państwa polskiego. Na to odezwał się Graś stwierdzając: ?Gdybyś jako minister więcej czasu poświecił tej sprawie zamiast związkom partnerskim i in vitro nie byłoby ?blamażu”.

Na ripostę Gowina nie trzeba było długo czekać: ?Kpisz? Byłem czwartym ministrem sprawiedliwości w rządach Donalda Tuska i pierwszym, który zaczął coś robić w tej sprawie. Na początku 2013 dostaliście ustawę. 3 XII podpis prezydenta Bronisława Komorowskiego. W KPRM potrzebowaliście 25 dni na publikację. Tak byłeś zajęty przeprowadzką, że drukarki nie działały?

Adwersarzy pogodził były minister sprawiedliwości w rządzie PiS Zbigniew Ziobro, lider Solidarnej Polski który w porannej rozmowie w TVN 24 uznał, że politycznie odpowiedzialni za wyjście Trynkiewicza na wolność są jednakowo Gowin i Tusk.

Tymczasem prawdziwym blamażem może się okazać ustawa przyjęta przez Sejm, na podstawie której zamierza się zatrzymać w izolacji Trynkiewicza. Bo jej zgodność z konstytucją jest mocno wątpliwa.

Podziel się:
  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Mariusz Cieślik: Wściekłe ptaszki straciły niewinność

29 sty 2014

Informacja, że Amerykanie szpiegują nawet Angry Birds, przeszła u nas niemal niezauważona, co zaskakuje tym bardziej, że mówimy o ulubionej grze komputerowej polskich parlamentarzystów.

Z drugiej strony ludzie swoje wiedzą i to, że u nas żadna tajemnica nie uchowa się dłużej niż parę godzin, jest dla wszystkich oczywiste. Bo jak posłowie nie powiedzą dziennikarzom, to minister Sikorski napisze na Twitterze albo jakiś kolejny Macierewicz umieści sekretne dane w raporcie tak tajnym, że wszyscy mogą sobie go ściągnąć z sieci.

Mówiąc zaś najzupełniej serio, bo sprawa jest poważna, uzyskujemy kolejny dowód, że w Internecie nie ma niewinności. Że najbardziej błaha aktywność w globalnej sieci ma swoje znaczenie. Że wszystko, co mamy w swoich tabletach i komputerach, może służyć inwigilacji. Że służby specjalne gromadzą dane od wielkich informatycznych korporacji. Że można być śledzonym, jeśli gra się w ?Word of Warcraft” i używa popularnych map Google’a. I dobrze, dodam od siebie. Bo niektórzy terroryści, zboczeńcy i psychopaci też pewnie lubią Wściekłe Ptaszki (bo tak by chyba należało nazwę Angry Birds przetłumaczyć).

Śmieszy mnie moralne wzmożenie w obronie prywatności użytkowników sieci. Moim zdaniem wynika ono głównie z niechęci (by nie powiedzieć ostrzej) do USA. W mniejszym zaś stopniu z pięknoduchostwa lub braku refleksji. Antyamerykańskimi obsesjonatami nie ma sensu się zajmować, bo u nas jest ich niewielu, a ludziom opętanym i tak się do rozumu nie przemówi. Pozostali powinni jednak rozważyć kilka argumentów. Taki np., że mówienie o prywatności w globalnej sieci, gdzie miliardy ludzi publikują w serwisach społecznościowych wszystkie dane na swój temat, włącznie z tym, z kim uprawiają seks i gdzie jedzą obiad, jest komiczne. Poza tym osobiście uważam, że jak ktoś nie ma nic do ukrycia (czytaj: nic złego nie robi), to mu nie przeszkadza, że służby specjalne mogą mieć jakieś dane na jego temat. Zawsze można postępować jak Jack Reacher, bohater kryminałów Lee Childa, który nie ma komórki, posługuje się wyłącznie gotówką, a podróżuje autobusami, żeby nikt nie mógł go namierzyć. No i jest wreszcie argument dla mnie kluczowy: wybierając między prywatnością i bezpieczeństwem, stawiam na to drugie. Uważam, że nic złego się nie stanie, jeśli kilkaset osób zostanie bez potrzeby przesłuchanych, a pomoże to zapobiec zamachowi czy krzywdzie dziecka.

Podziel się:
  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Dekomunizacja potrzebna, ale spóźniona

22 sty 2014

W ćwierć wieku od końca PRL Solidarna Polska chce przeforsować ustawę dekomunizacyjną, która pozbawiłaby możliwości pełnienia funkcji publicznych wysokich rangą funkcjonariuszy PZPR.

W praktyce oznaczałoby to wyeliminowanie z życia publicznego takich polityków jak Leszek Miller. A on już jako premier III RP zarówno realizował reformy rynkowe, jak i wykazał się lojalnością wobec amerykańskiego sojusznika.

Z pewnością mamy tu do czynienia z ważną inicjatywą w sferze symbolicznej. A od symboli polityka abstrahować nie może. Każde państwo opiera się bowiem na określonych wartościach. Dogmat okrągłostołowej zgody jednak sprawił, że w III RP komunizm został potępiony wyłącznie jako ideologia nieuczestnicząca w realnych wydarzeniach. Dzięki temu mogą umywać od niej ręce ci, którzy wcześniej ją sławili. I tak mamy do czynienia jedynie z enigmatycznym konstytucyjnym zakazem ?praktyk totalitarnych”. Wielu ludziom dawnego reżimu udało się zaś zachować przywileje, które uzyskali dzięki udziałowi w aparacie władzy PRL.

Ale jednocześnie nie można oprzeć się wrażeniu, że pomysł Solidarnej Polski jest tyle słuszny, co bardzo spóźniony. To dobry sposób na to, żeby o partii Zbigniewa Ziobry głośno było w mediach. Odgrzewa ona jednak anachroniczny podział, a ważna sprawa może się stać tematem zastępczym. Dziś bowiem zasadnicze spory dotyczą nie oceny PRL, lecz stosunku do przemian, które zaszły w ciągu 25 lat niekomunistycznej Polski.

Podziel się:
  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

A jednak ideologia

Spory o gender rozpalają od jakiegoś czasu polską debatę publiczną. Najczęściej pojawiającą się w nich kwestią jest ta, czy mamy w tym przypadku do czynienia z nauką czy ideologią.

W środowej ?Rzeczpospolitej” piszemy o ekspertyzie Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN dotyczącej kontrowersyjnego programu przedszkolnego, w którym istotnym elementem jest wychowanie równościowe, zwłaszcza w kontekście równości płci. Z ekspertyzy tej możemy wysnuć wniosek, że gender to pojęcie używane przede wszystkim w celach ideologicznych.

Nie da się bowiem inaczej interpretować chociażby eksperymentów, którym poddawana miałaby być psychika dziecka, a polegających na pomyśle zakładania przez chłopców strojów dziewczęcych, a przez dziewczęta ? ubrań chłopięcych. Szczególnie, że zajęcia takie ? według autorek programu ? odbywałyby się niezależnie od woli rodziców.

Zwolennicy gender wielokrotnie próbowali ustawić spory ze swoimi oponentami tak, żeby dorobić im gębę ciemnych katolików, którzy odrzucają wszelki postęp i posiłkują się wyłącznie argumentami religijnymi. W konfrontacji z racjami Komitetu Nauk Pedagogicznych tego rodzaju zabiegi przejść nie mogą.

Podziel się:
  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

PRL-owskie sentymenty Twojego Ruchu

14 sty 2014

Kiedy w roku 2006 rozwiązywano Wojskowe Służby Informacyjne, jedyną formacją w Sejmie, która się temu sprzeciwiała, był SLD.

Wszystkie pozostałe sejmowe ugrupowania ? w tym dwa największe, czyli PiS i PO ? głosowały za tą inicjatywą. Janusz Palikot, wówczas poseł Platformy, w głosowaniu nie uczestniczył, ale nic nie wskazuje na to, żeby miał wówczas odmienne od swojej partii stanowisko. Dziś natomiast stawia na ludzi WSI.

Twój Ruch nie ma własnego doradcy w sejmowej Komisji ds. Służb Specjalnych. Zaproponował kolejno trzech kandydatów na to stanowisko i każdy z nich jest dawnym funkcjonariuszem WSI. Żadnego z nich nie udało się formacji Palikota przeforsować. Byłym oficerem wojskowych służb jest także czwarty kandydat. Czy zostanie on doradcą TR w komisji, prawdopodobnie dowiemy się w przyszłym tygodniu.

Dlaczego Twój Ruch uparł się, żeby zgłaszać dawnych funkcjonariuszy WSI, służby skompromitowanej i podejrzewanej o różne niejasne działania? To efekt wojny, jaką ugrupowanie Palikota prowadzi z Antonim Macierewiczem ?? likwidatorem WSI, którego chcą pociągnąć do odpowiedzialności ?za raport z nieprawidłowości ?w działaniach tych służb sprzed blisko siedmiu lat.

TR ? a jeszcze do niedawna Ruch Palikota ? objawił się na scenie politycznej w roku 2011 jako formacja lewicy kulturowej. Postawił na przeprowadzenie rewolucji obyczajowej: instytucjonalizację związków partnerskich, legalizację aborcji, eutanazji, in vitro i marihuany, postawienie tamy udziałowi Kościoła katolickiego w życiu publicznym. I rzeczywiście, robił w tej dziedzinie sporo.

Proponując na stanowisko swojego przedstawiciela kolejnych oficerów WSI, partia Palikota zaprzepaściła wszystkie swoje starania, aby uchodzić za nowoczesną lewicę w typie zachodnim. Łatwo teraz przypominać, że wśród liderów tej partii są ludzie kojarzący się z esbeckim antyklerykalizmem rodem z PRL. I że w wyborach parlamentarnych w roku 2011 Ruch Palikota poparł sam Jerzy Urban.

Podziel się:
  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Jaką grzywnę Kościół zapłaci za Królikowskiego

13 sty 2014

Kiedy Jan Paweł II pielgrzymował do Meksyku, na lotnisku witali go miejscowi biskupi w garniturach. Prawo tego państwa bowiem zakazywało duchownym noszenia publicznie strojów religijnych.

Przypomniała mi się ta historia, gdy opublikowano opinie kilku polityków PO na temat wiceministra sprawiedliwości Michała Królikowskiego. Stwierdzili oni, że Królikowski nie powinien być urzędnikiem rządowym ze względu na swoją działalność ?poza godzinami pracy”. A publicyści basowali: ?nie tylko jego działania, lecz także kierunek myślenia powinien być zgodny z polityką rządu”.

W godzinach pracy wiceminister Królikowski jest cenionym fachowcem, współautorem m.in. pakietu ustaw deregulacyjnych. W przeszłości był dyrektorem Biura Analiz Sejmowych w Kancelarii Sejmu, obecnie jest podsekretarzem stanu w resorcie sprawiedliwości. Pracuje jako profesor na wydziale prawa Uniwersytetu Warszawskiego, a za kompetencję zbiera pochwały nawet od osób tak mu ideowo dalekich jak były minister Zbigniew Ćwiąkalski.

A poza godzinami pracy? Jest katolikiem, oblatem benedyktyńskim, związanym z Opus Dei. Co gorsza, nie tylko przyznaje się do religijności, ale jeszcze miał czelność opublikować wywiad rzekę z abp. Henrykiem Hoserem. Co natychmiast stało się przyczyną oskarżenia rządowego urzędnika o fundamentalizm.

Czytałem tę książkę, jej fragment opublikowaliśmy w ?Plusie Minusie”. Z religijnym fundamentalizmem poglądy wiceministra (a także jego rozmówcy) nie mają nic wspólnego ? to sam mainstream wiary katolickiej, rozumianej tak jak nakazuje Kościół, a przyjmują miliony wiernych.

Jeśli w rządzie rzeczywiście nie ma miejsca dla katolika, który nie ukrywa swojej wiary, powinniśmy bić na alarm. Bo żądania posłów PO i niektórych publicystów brzmią bardziej radykalnie niż meksykańskie prawo antyklerykalne. Już nie wystarczy, że Królikowski jest katolikiem ?poza godzinami pracy”, ale także w prywatnym życiu ma prezentować ?kierunek myślenia” zgodny z polityką rządu. A owa polityka ? jak rozumiem ? powinna polegać na usuwaniu wierzących poza obszar życia publicznego.

Jak to zrobić? Za papieża odwiedzającego Meksyk w białej sutannie tamtejszy episkopat zapłacił karę finansową, podobno wysoką. Może więc rząd Tuska, tak gwałtownie szukający sposobów na załatanie budżetowej dziury, wyznaczy polskiemu Kościołowi grzywnę za Królikowskiego? I za pozostałe kilkadziesiąt milionów Polaków, którzy głośno przyznają się do katolicyzmu.

Podziel się:
  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Apel „Rzeczpospolitej”: Znieśmy wizy dla Ukraińców!

3 gru 2013

Niemrawa, socjalna, kłótliwa, uciekająca od swoich wartości, osłabiona kryzysem Europa ma niepowtarzalną szansę udowodnić, że wciąż ma odwagę podejmować trudne wyzwania, że wciąż jest siłą, z którą trzeba się liczyć. Że wciąż generuje wielkie idee i obdarzona jest magnetyzmem przyciągającym na Stary Kontynent ludzi.

Testem na możliwości Europy – choć być może nie wiedzą tego jeszcze bywalcy brukselskich salonów – jest dziś jej stosunek do Ukrainy. Członkowie Unii powinni zdecydowanie wesprzeć proeuropejskie dążenia obywateli tego kraju. Jeśli Europa nie zda tego egzaminu, szkoda, jaką poniesiemy wszyscy z tego powodu, będzie nie do naprawienia. Unia straci, zamknie się na Wschód i na wiele lat utraci wiarygodność.

Na tym politycznym rozdrożu rola Polski jest kluczowa. Powinniśmy, zarówno ze względu na solidarność z ukraińskim narodem, podejmującym jak my kiedyś próbę wyrwania się spod kurateli Moskwy, jak i ze względu na nasz własny – polski – interes, wymagać od ludzi kierujących Unią zdecydowanych kroków. Na pierwszy ogień powinna pójść deklaracja zniesienia dla Ukraińców wiz. Musimy dać im możliwość łatwiejszego podróżowania po krajach Unii.

Ktoś powie, że w dobie masowej migracji z krajów Afryki do Europy to otwieranie kolejnej puszki Pandory, że to niebezpieczne dla równowagi społecznej w Unii. Nie mamy wątpliwości, że to fałszywa perspektywa. Ukraińcy byli i są Europejczykami. Fakt, że ich państwo nie jest członkiem UE, to tylko efekt tragicznych historycznych losów tego narodu. Dziś mamy szansę tę krzywdę naprawić, pomóc im wybić się na niepodległość.

Wbrew obawom niektórych zniesienie wiz dla mieszkańców Ukrainy nie musiałoby wcale oznaczać rewolucji na unijnych granicach. Polska – jako kraj graniczny Unii – gwarantowałaby wciąż ich szczelność, zarazem oszczędzając mieszkańcom Ukrainy upokarzającej dla nich procedury uzyskania wizy do lepszego świata.

Taki gest byłby dla Ukraińców czytelnym sygnałem dowodzącym szczerości intencji Brukseli w sprawie przyszłej akcesji ich kraju do Unii. Wzmocniłby przekonanych, przekonał niezdecydowanych. Same zapewnienia o solidarności czy szacunku dla narodu ukraińskiego to za mało. Pamiętajmy, że z drugiej strony jest ambitne mocarstwo z dalekosiężnymi planami. Właśnie dziś wyjątkowo wyraźnie widać, że Rosja zrobi wiele, by nie wypuścić wschodniego sąsiada Polski spod swojej kurateli.

Dlatego ten moment jest kluczowy. Jeśli Zachód przegra batalię o Ukrainę, potwierdzi swoją geopolityczną słabość i zaprzeczy własnym zapewnieniom o moralnej sile Unii.

Oczywiście wiele racji mają ci, którzy mówią, że Ukraina na własne życzenie oddaliła się od Zachodu. Ale nie czas teraz na wskazywanie winnych i na animozje. Rozgrywka, jaka się toczy, dotyczy kwestii kardynalnych: naszej wiarygodności, solidarności, przyjaźni i wierności. Oraz – być może przede wszystkim – naszego bezpieczeństwa.

Dlatego polscy politycy w tych dniach powinni połączyć siły, wspierając europejskie dążenia Ukraińców. Optymistycznie w tym kontekście brzmią słowa premiera Donalda Tuska apelującego o jedność i dziękującego Jarosławowi Kaczyńskiemu za wizytę w Kijowie. To także nasza lekcja. Jeśli odrobimy ją dobrze, wzmocnimy pozycję Polski w Europie i zyskamy w oczach partnerów ze Wschodu.

- Zespół redakcyjny „Rzeczpospolitej”

Jeżeli zgadzasz się z apelem „Rzeczpospolitej” dodaj komentarz, wpisując imię i nazwisko w polu „Autor” oraz słowo POPIERAM w treści komentarza

Podziel się:
  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop